sobota, 7 marca 2015

"Jak śmiesz?" część 6

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC


Jakiś czas, po tej wiele zmieniającej, rozmowie, Ula dostała telefon z niemieckiego szpitala. Dowiedziała się od pielęgniarki, że jej ciocia zmarła. Wzięła kilka dni urlopu, aby załatwić wszystkie formalności. Musiała jeszcze pochować ciotkę. Po ostatnim pożegnaniu, Ulę wezwał notariusz. Domyślała się, że ciotka coś jej zapisała, ale gdy usłyszała testament, początkowo nie mogła wykrztusić słowa, następnie chciała się zrzec spadku, ale notariusz odwiódł ją od tego pomysłu tłumacząc, że wtedy jej majątek przejmie pastwo niemieckie. Ostatecznie przyjęła spadek. Po ciotce odziedziczyła duży dom w Berlinie, pięć hektarów ziemi na obrzeżach stolicy Niemiec i pół miliona euro. Po powrocie do polski swój czas podzieliła między Marka, a pracę. Od ponad dwóch miesięcy była jego kochanką. Nie mogła sobie poradzić ze świadomością, że najpierw ona kocha się z nim w zaciszu gabinetu, a później on wraca do swojej narzeczonej. Nie mogła żyć ze świadomością, że jest jego kochanką. Czuła obrzydzenie do samej siebie. Nie potrafiła spojrzeć sobie w oczy. Gdy sobie coś postanowiła, przy nim wszystkie postanowienia, trafiał szlag. Przy nim topniała jak wosk. Przepłakała wiele nocy. Robiła coś drugiej kobiecie, czego sama nie chciałaby doświadczyć na własnej skórze. Obudził ją pianie koguta. Niechętnie podniosła głowę i spojrzała na zegarek. Jego wskazówki wskazywały godzinę siódmą trzynaście. Zaspała. Poderwała się gwałtownie z łóżka, ale szybko tego pożałowała. Zakręciło się jej w głowie i ponownie położyła głowę na ciepłej poduszce. Zacisnęła powieki, aby zatrzymać karuzelę w jej głowie. Niestety nie przyniosło to zamierzonego skutku. Co gorsza, do tego kołowrotka, doszedł kolejny syndrom, informujący, że coś się z nią dzieje, a mianowicie wymioty. Ile sił w nogach, pognała do łazienki. Na szczęście była wolna. Zatrzasnęła za sobą drzwi i dopadła do sedesu. Gdy wymioty ustąpiły, opadła na podłogę i oparła się o ścianę. Miała mdłości.  Wyszła z łazienki i powoli dotarła do kuchni. Pech chciał, że spotkała tam swojego ojca. Przyjrzał jej się uważnie i od razu zauważył, że nie czuje się najlepiej.
- Córciu, wszystko dobrze? – Zapytał z troską. -  Nie wyglądasz najlepiej.
- Nie, wszystko dobrze. – Skłamała, bo nie chciała denerwować ojca, jej głos wyrażał coś zupełnie innego. Jakby na zaprzeczenie tych słów, naszła ją kolejna fala wymiotów. Biegiem ruszyła do łazienki.  Za nią podreptał wystraszony Józef. Spojrzał zatroskany na swoją najstarszą latorośl.
- Ulcia, musisz iść do lekarza.
- Tatko, nic mi nie jest. Pewnie się zatrułam, zaraz mi przejdzie.
- Ulka! – Powiedział zdenerwowany. – Nie możesz lekceważyć objawów choroby. Każesz mi chodzić do lekarza i oszczędzać się, to teraz ty, zrób to dla mnie i idź do przychodni. – Wytoczył argument, na który nie miała odpowiedzi.
- Dobrze pójdę. – Westchnęła. – Muszę zadzwonić do Marka.
Ubrała się pospiesznie i poszła do Maćka, aby pożyczyć od niego samochód.
- Cześć Maciuś, mam do Ciebie prośbę.
- Witaj Ulka, stało się coś? – Zapytał na widok jej nietęgiej miny.
- Nie, a właściwe tak. Pożyczysz mi samochód, bo muszę jechać do lekarza?
- Jasne nie ma sprawy, zatrzymaj go do środy. – Powiedział wręczając jej dokumenty i kluczyki od samochodu. – A co Ci dolega.
- Wymiotuję i kręci mi się w głowie, chyba się zatrułam. – Spojrzał na nią smutno.
- Szybkiego powrotu do zdrowia Ci życzę, jedz już, bo później będą kolejki.
- Dzięki i pa. – Pocałowała go w policzek.
 Ostrożnie wyjechała z posesji Szymczyków, samochodem Maćka i włączyła się do ruchu. Po drodze, wybrała numer Marka, musiała go powiadomić o swojej nieobecności. Odebrał po chwili.
- Witaj Ula, stało się coś? – Jego ton był oficjalny. Pewnie jedzie z Pauliną do pracy. – Pomyślała. Na samą myśl o tym zrobiło jej się przykro, a w oczach zebrały się łzy.
- Cześć Marek, chciałabym wziąć dzisiaj wolne. Muszę jechać z ojcem na badania. – Skłamała.
- Dobrze, nie ma sprawy. Widzimy się we wtorek. Do zobaczenia.
- Pa – Zakończyła połączenie i rzuciła telefon na siedzenie pasażera.
Zaparkowała niedaleko wejścia do przychodni. Zamknęła samochód i weszła do środka. Po zarejestrowaniu się w recepcji, poszła pod wskazany gabinet. Na drzwiach wisiała plakietka – Lekarz Medycyny – Piotr Sosnowski.  Czekało już przed nim kilku pacjentów. Czas dłużył się niemiłosiernie. Zdążyła przeczytać wszystkie poradniki, które znajdowały się na stoliku, by dopiero po dwóch godzinach wejść do środka.
- Dzień dobry. Pani Urszula Cieplak? – Zapytał młody, około trzydziestoletni lekarz.
- Dzień dobry, tak to ja.
- Proszę usiąść i powiedzieć co pani dolega? – Spojrzał na nią ciepło.
- Mam zawroty głowy, mdłości i wymiotowałam dzisiaj.
- Kiedy miała pani ostatnią miesiączkę? – Zdziwił ją tym pytaniem.
- Nie wiem, nie pamiętam. Chyba dawno.
- Dobrze wypiszę skierowanie do ginekologa. – Podał jej dokument. -  Gabinet 1012.
Poszła pod wskazany gabinet, ku jej uciesze, nie było żadnego pacjenta i mogła od razu wejść do środka. Młoda lekarka przeprowadziła z nią wywiad. Kazała położyć się na leżance, aby mogła wykonać USG. Od kilku minut lekarka, błądziła głowicą po jej brzuchu, w końcu uśmiechnęła się, odwróciła monitor w jej stronę i powiedziała.
- Gratuluję, jest pani w siódmym tygodniu ciąży. – Wskazała palcem na czarny punkt. – To jest serce pani dziecka. Płód rozwija się prawidłowo. - Lekarka coś jeszcze do niej mówiła, ale nie mogła skupić się na jej słowach, gdy opuściła gabinet, rozpłakała się jak małe dziecko. Była bardzo zagubiona. Nie wiedziała czy sobie poradzi. Jestem w ciąży z kochankiem, żałosne. - Pomyślała.
Ruszyła w stronę parku, po jej policzkach spływała słona ciecz, której nie mogła opanować.  To co usłyszała w przychodni, zmroziło jej krew w żyłach. Usiadła na ławce i straciła kontakt z otoczeniem. Cały czas analizowała wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu. A ostatnio działo się nie mało. Zastanawiała się jak mogła nie zauważyć swojego odmiennego stanu. Doskonale wiedziała, że przytyła, ale pomyślała, że to od złego odżywiania.  Otarła łzy, rozejrzała się dookoła i stwierdziła, że siedzi tu już trzy godziny. W końcu doszła do wniosku, że nie może marnować mu życia, ponad dwa miesiące temu obiecał jej, że zerwie z narzeczoną, nie zrobił tego i już nie zrobi. A do ślubu został tylko tydzień.  Postanowiła, że nie powie mu o ciąży, zerwie z nim kontakt i wyjedzie…




Tej nocy nie mogła zasnąć, napisała do niego list oraz wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym. Tak jak postanowiła, nie powie, nie napisze, mu o ciąży. Nie będę łapać go na dziecko – stwierdziła. Doskonale zdawała sobie sprawę, że pozbawia dziecko kontaktu z ojcem, że postępuje nie fair wobec Marka, podejmując za siebie, ale także za niego, tak ważną decyzję. Chciała uniknąć spotkania z Dobrzańskim, nie umiałby spojrzeć mu w oczy. Zapewne chciałby, aby wyjaśniła mu powody swojego odejścia. Może liczy na to, że gdy weźmie ślub z Febo, to zgodzę się zostać jego stałą kochanką. Jeśli tak, to się przeliczy. Nie potrafiła być tą drugą, gdy wdała się w romans z prezesem, początkowo czuła do siebie wstręt, beształa się z błotem. Marek prosił ją aby o tym nie myślała, przy nim jej się udawało, wystarczyło jedno spojrzenie, uśmiech i miał co chciał. Największe wyrzuty sumienia dopadały ją nocą, gdy już leżała w swoim łóżku. Podobno „Nocna bezsenność – monologiem sumienia”. Zwlokła się z łóżka. O jej nieprzespanej nocy świadczyły dwa dorodne sińce pod oczami i tępy, rozbiegany wzrok. Wzięła zimny prysznic, którego celem było otrzeźwienie jej z tego letargu. Nie pomogło, no może tylko trochę. Nie miała apetytu, od jakiegoś czasu męczyły ją poranne mdłości. Mimo dyskomfortu, wmusiła w siebie dwie kanapki z serem i pomidorem. Pomidor, – zaśmiała się w duchu – według Violi jem go, bo mój organizm instynktownie wyczuwa zagrożenie. Może i ma rację, tylko jakby to coś dawało. Ubrawszy się, wyszła z domu i wsiadła za kierownicę, samochodu Szymczyka, który pożyczyła od niego dzień wcześniej. Po pół godzinie, czarny opel  insignia zatrzymał się centralnie przed wejściem do gmachu F&D Fashion. Ochroniarz zdziwił się, że Cieplakówna przyjechała tak wcześnie do pracy, nie było jeszcze siódmej.
- Dzień Dobry, pani Ulu – Pozdrowił ją dyżurujący pracownik ochrony. – Co tak wcześnie do pracy?
- Muszę pozamykać stare sprawy - zamyśliła się na chwilę - Odchodzę z firmy.
- Ale dlaczego? Coś się stało?   
- Nie, nie wszystko w porządku. Przepraszam, ale muszę już iść. - Ochroniarz spojrzał smutnym wzrokiem, na zmierzającą do wind, Cieplakównę. Bardzo polubił tę niezbyt urodziwą dziewczynę, do firmy wniosła dużo radości. Gdy znalazła się na pożądanym przez nią piętrze, szybkim krokiem ruszyła do gabinetu Marka. Otworzyła drzwi i wszystkie wspomnienia wróciły. Jego kanapa, na której poczęli nowe życie, biurko na którym również kochała się z prezesem. Wtedy brała już tabletki antykoncepcyjne, ale jak się okazało, niepotrzebnie, zapłodnił ją podczas pierwszego stosunku. Co za niefart. Następnym miejscem z którym miała wspomnienia, to miejsce obok regałów z książkami. To właśnie tam, ich usta i języki odgrywały taniec miłości. Te wspomnienia przytłoczyły ją, poczuła w sobie pustkę, jakby coś z niej uleciało. No tak, zostawia tu cząstkę siebie, a cząstkę Marka nosi w sobie. Podeszła do jego biurka, opuszkami palcu pogładziła blat mebla, usiadła na prezesowskim fotelu, rozejrzała się po pomieszczeniu. Chciało jej się płakać, tak bardzo chciała z nim być już zawsze. Jak się okazało nie było im to pisane.  Obiecywał jej że rozstanie się z narzeczoną, a do ślubu został tylko tydzień. Nawet niecały, jutro jest środa a, w czwartek, wylatują do Mediolanu, a ślub ma się odbyć w sobotę. To tylko niecałe pięć dni. Cholernie chciało jej się płakać, chciała nie być. Wiedziała, że musi wytrzymać jeszcze chwilę, a później będzie mogła przeżywać swój wewnętrzny dramat. Nie chcąc się katować dłużej tym widokiem, z torebki, pośpiesznie wyjęła list i wypowiedzenie. Położyła na laptopie i żwawym krokiem wyszła z gabinetu. Następnie udała się do swojego gabinetu, otworzywszy drzwi, zalała ją kolejna fala wspomnień. Nie chcąc kolejny raz wałkować wszystkich wspomnień, w końcu nie była masochistką, wyciągnęła pudełko z szafy i pośpiesznie spakowała swoje rzeczy osobiste. W recepcji odłożyła na miejsce klucze i wsiadła do windy. Do bagażnika włożyła rzeczy osobiste i szybko odjechała w stronę rodzinnego Rysiowa. Wszedł do siedziby firmy, przywitał się z recepcjonistką, która poinformowała go, że pani dyrektor jeszcze nie przyszła. Zdziwił się, że Uli jeszcze nie ma. Wszedł do swojego gabinetu, w oczy rzuciły mu się jakieś kartki leżące na jego komputerze. Usiadł na kanapie i zaczął czytać. Gdy zorientował się, że to, co czyta, to wypowiedzenie jego ukochanej, był w szoku. Pośpiesznie rozerwał kopertę i zaczął czytać jej list. List pożegnalny.

Drogi Marku,
            Przepraszam, że w taki sposób, ale nie mam siły, aby spojrzeć Ci w oczy. Wiedziałam, że nie powinnam  wdawać się w ten romans. Wierzyłam, że będziemy razem, przełamałam się i zostałam twoją kochanką, obiecywałeś mi, że zerwiesz z Pauliną. Niestety nie zrobiłeś tego. Nie mam Ci tego za złe, rozumiem że macie wspólną firmę, że twoja mama chce, w wręcz żąda abyś ją poślubił. Ja nie potrafię być tą drugą, już nie. Musiałam odejść, nie chcę marnować Ci życia. Nie mam prawa wchodzić w wasz długoletni związek, między Ciebie i Paulinę. Pragnę abyś był naprawdę szczęśliwy. Mam cichą nadzieję, że nie zapomnisz o mnie, może czasami będziesz wspominał… Ja nigdy nie uwolnię się od wspomnień, nie ma takiej możliwości. Życzę Ci wszystkiego najlepszego. Pragę również życzyć Wam, już teraz, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia… Wiedz, że zawsze będę Cię kochać.
Na zawsze,
Twoja Ula.



- Ula, powiedz mi, co się stało dlaczego odeszłaś z firmy? – Zapytał Szymczyk.
- Maciek, proszę Cię. Zawieź mnie na pociąg. – Jęknęła żałośnie.
- Nie! – Krzyknął – Nie. – Powiedział już spokojniej – Dopóki nie powiesz mi o co chodzi, nigdzie Cię nie wypuszczę!
- Jestem  w ciąży. - Nie mogła spojrzeć mu w oczy, dlatego wpatrywała się w Ziemię.
- No ok, ale co to ma wspólnego z twoją pracą? Bo ja nie bardzo rozumiem. - Odpowiedział zdezorientowany, nie widział związku, między tymi dwiema sprawami.
- Z prezesem. – Wypuściła powietrze z płuc. – Za tydzień bierze ślub. – spojrzała niepewnie na Szymczyka.
- Ulka! Jak mogłaś się wplątać w romans z zajętym facetem. – Powiedział z wyrzutem.
- Maciek, ja go kocham. Obiecywał mi, że zerwie zaręczyny. – Spuściła wzrok. Maciek nie mógł w to uwierzyć. Kręcił głową z niedowierzaniem. Jak Ulka mogła się wplątać z zajętym facetem? To przechodziło granice jego pojmowania.  



"Jak śmiesz?" część 5

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC


Szła do pracy z duszą na ramieniu. Nie wiedziała czego się spodziewać po rozmowie z Markiem. Dzisiejszej nocy też nie mogła zasnąć, bo całą noc, w jej głowie tłukła się myśl, o czym Marek chciał wczoraj z nią porozmawiać. Chciała już wejść do budynku, gdy usłyszała wołanie. Dobrze znała ten głos, poznałaby go nawet w piekle. Twarz właściciela tego głosu prześladuje ją od momentu, gdy go po raz pierwszy spotkała. Wystarczy, że zamknie oczy albo uśnie i pojawia się on. Odwróciła się za siebie i napotkała spojrzenie, tych dwóch szaro-stalowych tęczówek.
- Cześć Marek! Stało się coś? – Zapytała radośnie.
- Mhmm, mieliśmy porozmawiać. – Nie czekając na jej odpowiedz, zaproponował. – Chodźmy do parku. – Wypuściła powietrze z płuc i posłusznie pomaszerowała za panem prezes do ‘ich’ parku. Bała się tej rozmowy. Przeczuwała, że właśnie od tej konwersacji zależy ich przyszłość. Odkąd ruszyli spod gmachu firmy nie odezwał się ani słowem, ba nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Tylko szedł i tempo wpatrywał się w Ziemię, gdy w końcu osiągnęli cel ich wędrówki, stanął naprzeciw niej. Spojrzał jej w oczy. Widziała jak zbiera się w sobie. Postanowił zaryzykować – Teraz albo nigdy, najwyżej zabije mnie śmiechem. Ze świstem opróżnił powietrze z płuc. Jego towarzyszka, przyglądała mu się badawczo. Uśmiechnął się niemiarowo.
- Ula, - westchnął – nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Najlepiej prosto z mostu. – Odpowiedziała błyskotliwie. 
-Pamiętasz jak cię pocałowałem? – Przytaknęła ruchem głowy. -  Powiedziałem wtedy, że nie wiem co do ciebie czuję i jak już dojdę do jakiś wniosków to ci o tym powiem. No i już wiem. – Zaczęła unikać kontaktu wzrokowego z nim, aby nie zobaczył gromadzących się w jej oczach, łez.
- To koniec? – Zapytała patrząc się gdzieś w dal, za siebie. Wolała już mieć to za sobą i tym samym, ułatwić mu wysłowienie się.
- Jaki koniec? – Zapytał ostro, łapiąc ją za ramiona i potrząsając. – Ja cię kocham i nie pozwolę ci odejść.  – Przyciągnął ją do siebie, tak, że wpadła w jego silne ramiona. Na jej ustach złożył czuły pocałunek, wyrażający jak wielkim uczuciem ją darzy. Gdy oderwali się od siebie, dłonią wytarł jej łzy, które swe ujście znalazły na policzki dziewczyny. 
- Ja też cię kocham Marek. Bardzo. – przyznała gdy otrząsnęła się z pierwszego szoku. – Jesteś dla mnie wszystkim. -  Po chwili zapytała. – Marek? Co teraz będzie?
- A co ma być?  – Nie wiedział do czego zmierza.
- No z nami. Ty niedługo bierzesz ślub. – Słusznie zauważyła.
- Uleńko, rozstanę się z Pauliną. Obiecuję. Daj mi trochę czasu. Muszę znaleźć odpowiedni moment.
W tym samym czasie, gdy Junior Dobrzański wyznawał miłość swojej podwładnej, podobnego wyznania zamierzał dopuścić się jego przyjaciel w stosunku do jego sekretarki. Siedział u siebie w gabinecie i był bardzo zajęty grą komputerową. Usłyszał pukanie, po zaproszeniu, do pomieszczenia weszła piękna blondynka. Jego katharsis, obiekt jego westchnień.
- Cześć Seba. Przyszłam po raport dla Marka o zatrudnieniu.
- Witaj Violetto. – Odpowiedział nonszalancko i podał jej  odpowiednie dokumenty, chciała zabrać mu je z dłoni, ale wciąż je trzymał za przeciwny kraniec. – Co robisz dzisiaj wieczorem?
- Nie mam żadnych planów? A dlaczego pytasz? – Zapytała lekko zaskoczona Viola.
- Może miałabyś ochotę zjeść ze mną kolację w Baccaro? – Odpowiedział pytaniem, z nadzieją wymalowaną na twarzy.
- W Baccaro? Tam mają najlepsze ostrógi! – Mówiła podekscytowana. – Bardzo chętnie? To o której?
- No nie wiem, może po pracy? – Zaproponował.
- No dobrze, będę czekać przy windach. Do zobaczenia Sebulku. – Uradowana wybiegła z jego gabinetu. Po chwili drzwi jego gabinetu otworzyły się energicznie, a do środka ponownie weszła Kubasińska. Spojrzał na nią zaskoczy, tą nagłą rewizytą. Z jego podświadomości wypełzła myśl, że jednak, ona nie chce iść z nim na kolację. Na jego pytające spojrzenie, Viola uśmiechnęła się i powiedziała – Zapomniałam dokumentów dla Marka. Widzisz jaka ze mnie wróblica? Do zobaczenia.  




Siedział właśnie w Baccaro i uważnie lustrował piękną twarz swojej towarzyszki. Nie mógł zdobyć się na odwagę, aby wyznać jej, co do niej czuje. Bał się jej odrzucenia. Nagle poczuł przypływ odwagi.
- Violuś? – podniosła wzrok znad talerza. Jego odwaga, pod wpływem jej spojrzenia, gdzieś wyparowała. Jak szybko przyszła, tak szybko poszła. – Albo już nic. – Spojrzała na niego podejrzliwie.
- Sebulku, powiedz o co chodzi. Cały wieczór siedzisz jak otruty i czaisz się jak szpak na marmoladę. – Gdyby nie był tak zestresowany, na pewno roześmiałby się z jej powiedzonka. Wydawała mu się taka…
- Jesteś rozkoszna. – Uśmiechnęła się pod wpływem… komplementu. – Chciałbyś ze mną chodzić? – Spojrzał na nią niepewnie.
- Jak to chodzić, przecież siedzimy. Gdzie chcesz iść? – Zapytała głupkowato, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
 - To może inaczej... – Wstrzymał na chwilę oddech. Po chwili, z prędkością karabinu maszynowego, wyrzucił z siebie. – Chciałbyś być moją dziewczyną? – Na reakcję nie musiał długo czekać, na jego policzku, wylądowała dłoń Kubasińskiej,  która następnie rzuciła się przez stół i pocałował go namiętnie.
- Oczywiście Sebulku. – Uśmiechnęła się uroczo i zatrzepotała rzęsami.
Zachłannie całował jej usta, rękoma gładził zewnętrzną stronę jej ud. Podniósł ją do góry. Nogami oplotła go w pasie. Zaniósł ja do sypialni i delikatnie położył ją na łóżku. Zdjął jej spódniczkę i bluzkę, po chwili, też był w samej bieliźnie. Chciał rozpiąć jej stanik, ale odepchnęła go od siebie. Spojrzał na nią zdziwiony, jej reakcją.
- Sebulku, tylko nie myśl sobie,  że ja jestem jakaś pierwsza lepsza… i ostatnia. – Dodała po chwili.
- Violuś jesteś wyjątkowa i niepowtarzalna. Ewenement w skali świata. Jedyna w swoim rodzaju. – Ponownie przywarł do niej całym ciałem. Gdy pozbyli się, już całkiem bielizny. Połączył ich gwałtownie. Poruszał się powoli jak leniwiec, aby następnie przyśpieszyć. Po chwili, pędzili niczym TGV, do utraty tchu.
Ten dzień, to chyba najgorszy dzień w jej całym życiu. Kilka tygodni temu Marek wyznał jej miłość, ale dzisiaj bardzo boleśnie zderzyła się z Ziemią. Grawitacja zadziałała ze dwojoną siłą. Przechodziła korytarzem w stronę recepcji. Nie mogła się doczekać kuriera. Pewnie znowu się zgubił. – Pomyślała, wyszła zza zakrętu i w głównym holu, obok sekretariatu prezesa, zobaczyła Marka całującego się z Pauliną.





Miała ochotę tam podejść i przerwać to, ale przecież to jego narzeczona i ona nic nie może zrobić. 


Szybko weszła do pomieszczenia socjalnego. Dłonią dotknęła policzków, były całe mokre od łez. Pośpiesznie wytarła je i nalała sobie kawy. Marek najwidoczniej zauważył ją, po chwilę później zmaterializował się przy niej.
- Ula, przepraszam. – Spojrzał na nią żałośnie. Dłonią pogładził ją po jej dłoni, która spoczywała na blacie. Zabrała ją gwałtownie.
- Nie masz za co, w końcu to twoja narzeczona. – Odpowiedziała gorzko.
- Obiecuję ci, że zerwę zaręczyny. – Nie skomentowała tego.
- Muszę iść.
- Ula poczekaj. Możesz zostać ze mną po godzinach? – Pod wpływem jej spojrzenia szybko wyjaśnił. – Może pomogłabyś mi z tymi rozliczeniami. – Uśmiechnęła się blado.
- Dobrze wpadnę o siedemnastej do ciebie do gabinetu.

- To co Violuś, może zrobimy sobie dzisiaj włoskie klimaty? – Zapytał Sebastian gdy robili zakupy.
- Nie, tylko nie włoszczyzna. – Spojrzał na nią zaskoczony
- No to może kuchnia grecka? – Rozdzwonił się telefon Kubasińskiej.
- Może być. – Odebrawszy telefon powiedziała – Cześć Paulina coś się stało?
-  Gdzie jest Marek? Już dwudziesta, a nie ma go w domu.
- No nie wiem, mówił, że musi dzisiaj dłużej popracować, bo ma jakieś zaległości, czy coś.
- To jedz do firmy i sprawdź to.
- Ale Paulina, ja teraz nie mogę. – Próbowała się wywinąć.
- Masz jechać do firmy i to sprawdzić, bo jeśli tego nie zrobisz, jutro dostaniesz wypowiedzenie. – Kubasińska głośno przełknęła ślinę.
- Dobrze już jadę. – Odpowiedziała zrezygnowana i spojrzała przepraszająco na Sebastiana. – Sebulku, ja zapomniałam recepty z firmy. Ty jedz do domu i ugotuj coś, a ja przyjadę do ciebie.
Pracowali nad rozliczeniami, Marek bardziej niż pracą, zainteresowany był panią dyrektor. Siedział na kanapie blisko niej. Bawił się jej kosmykiem włosów i przyglądał się jej twarzy, gdy ona coś usilnie mu tłumaczyła. Swym nosem musnął skórę jej szyi. Jej ciało przeszedł dreszcz. Odwróciła twarz w jego stronę, nim zdążyła zareagować do jej ust przyssał się Dobrzański. Położył ją na kanapie i zaczął odpinać sweter. Niemal niesłyszalnie, drzwi gabinetu otworzyły się, przez nie zajrzała Violetta. Paulina przysłała ją, aby sprawdziła z którą kochanką tym razem Marek się zabawia. Spodziewała się jakiejś modelki, ale Uli? Kto by pomyślał. Niby zauważyła ich ciepłe spojrzenia i te fale przepływające miedzy nimi, ale nigdy nie pomyślałaby, aby ta dwójka mogła mieć romans. Zamknęła równie cicho drzwi i postanowiła wrócić do Sebastiana. Stwierdziła, że nie powie nic Paulinie. Ula bardzo jej pomaga, a gdyby poinformowała o tym pannę Febo, Cieplak nie chciałaby jej przygotowywać do egzaminów na studiach. W tym czasie Marek rozebrał już Ulę do naga. Jej ciało omiótł wzrokiem wyrażającym zachwyt, pod wpływem jego spojrzenia, Ula spuściła wzrok i zarumieniał się. Gdy zauważył jej reakcję, stwierdził że uroczo się rumieni. Sam pozbawił się ubrania. Nagle Ula chciała go odepchnąć. Spojrzał na nią zdezorientowany.
- Marek, będziesz tego żałował.
- Nie będę – zapewnił gorliwie.
- Ale ja się nie zabezpieczam. – wpił się w jej wargi.
- Ciiii – zamruczał jej do ucha i wszedł w nią powoli. Był bardzo delikatny, ale zarazem stanowczy i pewny siebie. Jego pchnięcia były wolne, ale rytmiczne. Z czasem zaczął przyspieszać. Pędzili ku utracie zmysłów. Poczuł jej pierwsze skurcze i sam doszedł. Wlał w nią swoje ciepłe nasienie. Opadł na nią i wyszeptał seksownym głosem.
- Dziękuję kochanie, to było coś cudownego.
- Kocham Cię – powiedziała cicho.
- Ja Ciebie też.
Po stosunku, ubrali się i odwiózł ją do domu, nie mogli się pożegnać. Stali kilka minut pod domem Cieplaków. Tulił ją w swych ramionach gdy podjechała taksówka, z niej wysiadł młody mężczyzna. Za swoimi plecami usłyszeli głos mężczyzny.
- Ula?
- Maciuś! Co tu robisz? – wyplątała się z ramion Dobrzańskiego i podbiegła do Maćka, tym razem utonęła w ramionach  Szymczyka. Marek spojrzał na nich z zazdrością.
- Wróciłem na stałe do Polski. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Naprawdę? – Potwierdził skinieniem głowy. – Opowiadaj co tam u Ciebie.
- Ulka – jęknął – Jutro, zmęczony jestem po podróży.
- Dobrze, do jutra, pa – pocałowała go w policzek.
- Do jutra. – Uścisnął ją i poszedł do domu. Ula wróciła do Marka, ten przyglądał jej się z zazdrością.
- Mam konkurencję? – spytał po chwili, Cieplak spojrzała na niego pytająco, nie bardzo wiedziała o co mu chodzi. – Maćka? – dodał po chwili.
- Możesz być spokojny, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przyjaźnimy się od dziecka.
- Na pewno? – Wolał się upewnić.
- Na pewno. Maciek jest bardzo spokojnym, ustępliwym i ugodowym facetem, a ja potrzebuję samca alfa. Takiego władczego i silnego. – Pocałował go i pobiegła w stronę domu, gdy była już przy furtce, krzyknęła – Kocham Cię!
- Też Cię Kocham!
Wsiadł do samochodu i ruszył w stronę stolicy. Na swoim ciele czuł jeszcze skutki seksu z Ulą. Jego myśli również wracały do wydarzeń sprzed godziny.


"Jak śmiesz?" część 4

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

Zastanawiał się jak teraz będzie wyglądała jego, ich przyszłość. Może powinien się odkochać i wziąć ślub z Pauliną? Nie, to byłoby niedorzeczne. Nie może wziąć ślubu z kobietą, do której nic nie czuje. Nic prócz wstrętu, no i może trochę nienawiści. Oni się przecież nawet nie lubią, a co dopiero kochają. Trudno, jego matka jakoś to przeboleje, na pewno nie będzie zadowolona i będzie starała się wbić mu szpilę na każdym kroku. To wszystko jest nie ważne. Jeśli Ula z nim będzie, to wszystko się uda. To ta niepozorna dziewczyna jest jego motorem do napędzającym go do działania. Wyszedł z gabinetu i ruszył do parku w umówione miejsce. Nigdy nie wychodzili razem, aby nie wzbudzać podejrzeń. Była już tam, czekała na niego. Podszedł od tyłu i wpił się w jej szyję. Od razu poznała jego zapach i te usta. Odchyliła głowę, ułatwiając mu dostęp do jej szyi i wplotła dłoń w jego włosy. Uwielbiała to robić, podobnie on uwielbiał gdy to robiła.
- Witaj kochanie. – Powiedział seksownym głosem, wprowadzając ja tym samym w osłupienie. Pierwszy raz powiedział do niej ‘kochanie’, nie wiedziała czy powiedział to od tak, czy może jednak coś do niej czuje. Nie, nie, nie, nie rób sobie nadziei. Nadzieja matką głupich. Postanowiła puścić to mimo uszu.
- Cześć Marek. – Obdarowała go najpiękniejszym uśmiechem.
- Chciałbym z tobą poważnie porozmawiać.
- Mam się bać? – Zdenerwowała się, widząc, że jest poważny.
- Nie, kotku. Dlaczego? Muszę ci coś ważnego powiedzieć, ale to nic strasznego. – Uśmiechnął się do swej towarzyszki. – Może przejdziemy się?- Zaproponował.
- Dobrze. – Marek splótł ich dłonie i ruszyli parkowymi alejkami. Nie mógł się zebrać w sobie. Tyle razy mówił kobietom, że ja kocha. Ale to były tylko puste słowa bez pokrycia. Gdy teraz przyszło mu wyznać miłość kobiecie, którą kocha, miłością szczerą i bezwarunkową, z którą chce dzielić życie, czuje strach, niepewność. Boi się, że przez to jak żył do tej pory, ona odrzuci go. Co prawda od kiedy uwikłał się w romans z Cieplak, to może trochę dziwnie zabrzmi, ale był jej wierny. Nie sypiał z innymi kobietami. Co za ironia, jak można być wiernym kochance? Jak widać można. Starał się późno wracać z pracy, aby tylko panna Febo już spała. Wiele razy Sebastian namawiał go na małe ‘polowanko’ w klubie, ale odmawiał mu. Sam siebie nie rozumiał, czuł wtedy jakiś dziwny opór. Teraz zrozumiał, że odmawiał przyjacielowi, bo nie chciał zdradzić Uli. Cieplakówna obserwował uważnie jego twarz, widziała malujące się na niej różne emocje. Jego milczenie trochę przerażało Ulę, ale postanowiła dać mu czas na zebranie myśli, w końcu powiedział jej, że nie ma się czego bać. W jej głowie, cały czas czaiła się obawa, że zrozumiał co do niej czuje, albo raczej, że nic do niej nie czuje. Nie kocham cię, to przecież nic strasznego – pomyślała ironicznie. W sumie ona nigdy nie wyznała mu miłości, ale chyba głupi nie jest i sam się domyślił.
- Ula, – westchnął – chciałem ci powiedzieć – nie zdążył dokończyć bo jego wyznanie przerwał dzwoniący telefon, chciał go zignorować.
- Odbierz, może to coś ważnego. – Poprosiła.
- Słucham? – Powiedział lekko rozdrażniony tym, że ktoś mu przerwał w tak ważnym dla niego momencie. Już chciał jej powiedzieć, że ją kocha, a tu nagle, jego matka musiała zadzwonić. – Ma kobieta wyczucie – pomyślał złośliwie.
- Witaj synku? Gdzie jesteś? Czekamy na ciebie z Paulinką i doradcą ślubnym.
- Przepraszam cię mamo, ale nie mogę teraz przyjść, mam ważne spotkanie. – Chciał spławić matka jak najszybciej i w końcu porozmawiać z Ulką.
- Do ślubu zostały nie całe trzy miesiące, przełóż to spotkanie! Co jest ważniejsze niż wasz ślub? – Odpowiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu oraz pełnym irytacji. Marek zawsze żył pod dyktando jego matki, sterowała jego życiem, nigdy nie miał na tyle odwagi, aby się jej postawić.
- Dobrze, będę za dwa kwadranse.
- Do zobaczenia synku. – Powiedziała uradowana Helena, kolejny raz postawiła na swoim. Marek przepraszająco spojrzał na swoją towarzyszkę. Współczuła mu, że jego matka nie daje mu wyboru i nie pozwala mu żyć, tak jak chce. W jego oczach dostrzegła ból i zmęczenia. Zachowania jego matki wykańczały go psychicznie, podobnie jak jego narzeczonej. Paulina uwielbiała gdy Marek spełniał jej zachcianki i tańczył tak jak ona mu zagrała.
- Porozmawiamy kiedy indziej.  – Uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco. Przytulił ją do siebie i chłonął zapach jej włosów. Przy niej zawsze odnajdował ukojenie. Ona działa na niego wyciszająco była jego prywatną oazą, bezpieczną przystanią. Ula nie potrafiła zrozumieć jak ten charyzmatyczny facet, który zawsze potrafi postawić na swoim,  nie może dać sobie rady z własną matką. Tylko jego matka potrafiła nim rządzić, nikt inny nie posiadał takich możliwości. Ten lew, przy swojej rodzicielce, zmieniał się w domowego kota. Ostatni raz zasmakował jej ust i ruszył w stronę wyjścia ze spuszczoną głową. Siedział wraz z matką, narzeczoną i organizatorką ślubną w restauracji. Ustalali szczegóły ślubu, a tak dokładniej to Paulina z Heleną ustalały. Niby pytały go o zdanie, ale i tak zawsze robiły po swojemu. Roksana, tak właśnie maiła na imię organizatorka tego typu uroczystości, co chwilę zaniepokojona spoglądała na twarz pana młodego. Widziała, że nie pali się do tego ślubu, był smutny i przygaszony.
- Marco, który wzór zaproszeń? – Zapytała Febo.
- Może ten? – Wskazał palcem na proste, subtelne zaproszenia. Były delikatnie zdobione, bez zbędnego przepychu.
- Te? – Zapytała z odrazą. – A może te? – Wskazała na bogato zdobione zaproszenia. – Nie każdy ma taki plebejski gust, jak ty kochanie.
- Tak myślę, że te będą lepsze. – Wtrąciła się Helena. – Paulinka ma taki dobry gust.
Z ulgą stwierdził, że spotkanie dobiega końca, poinformował swoje towarzyszki, że ma jakieś ważne spotkanie i nie może ich odwieść. Kolejny raz spotkał się ze złowrogim spojrzeniem matki i Pauliny. Gdy już odjechały, a on szedł do swojego samochodu, zatrzymała go jeszcze pani Roksana.
- Panie Marku? Możemy chwilę porozmawiać? – Zapytała dogoniwszy przyszłego pana młodego.
- Tak, oczywiście. – Trochę zdziwiony, zgodził się na rozmowę.
- To może wrócimy do restauracji? Zimno jest na dworze, a ja mam kilka pytań.
- Dobrze, chodźmy.  – Usiedli przy tym samym stoliku co przedtem, doradca ślubny spojrzała na niego z troską w oczach.
- Przepraszam, że się wtrącam, to nie moja sprawa, ale… …czy pan jest pewny, że chce wziąć ten ślub? – Stwierdziła, że zapyta prosto z mostu.
- Jestem pewny, że nie chcę tego ślubu. - Odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Ja chyba czegoś tu nie rozumiem. Skoro nie chce pan brać ślubu z panią Pauliną, to dlaczego brnie pan w przygotowania do tego wydarzenia?
- Moja matka zawsze układała mi życie, nigdy nie potrafiłem się jej sprzeciwić. Gdy byliśmy dziećmi, moja matka stwierdziła, że jesteśmy sobie pisani. Teraz nie wiem jak mam się z tego wyplątać.
- Chce się pan unieszczęśliwić na całe życie? – Współczuła mu.
- Nie, dlatego muszę to jakoś rozwiązać. – Podniósł się. – Do widzenia.
- Do widzenia i życzę powodzenia.
Wyszedł z kawiarni, po raz pierwszy powiedział komuś prawdę, że nie kocha Febo. Musiał przyznać, że poczuł ulgę, niestety tylko częściowo. Te słowa powinna usłyszeć sama zainteresowana i jego matka. Wsiadł do swojego samochodu i ruszył w kierunku Febo & Dobrzański. Wszedł do swojego gabinetu, usiadł za biurkiem. Z szafki wyjął butelkę whisky i nalał sobie do szklaneczki. Topił smutki w alkoholu. Znów analizował jako powiedzieć rodzicom i Paulinie, że odwołuje ślub. Starał się przewidzieć ich reakcje. Wiedział, że na akceptację jego związku z Ulą, nie ma co liczyć. Dobrzańska podobnie jak Febo, nie przepadała za Ulą. Zastanawiało go dlaczego? Przecież ona nic złego im nie zrobiła. Jego dywagacje przerwało pukanie do drzwi. Spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył swojego przyjaciela. Miał nadzieję, że Sebastian nie ma ochoty wyciągnąć go na podryw.
- Stary, jeśli chcesz wyciągnąć… - Olszański nie dał mu dokończyć.
- Spokojnie. – Uniósł ręce do góry w poddańczym geście. – Pogadać chciałem. – Dobrzański przyjrzał się dokładnie przyjacielowi i musiał stwierdzić, że nie wyglądał szczególnie.
- Co jest?
- Zakochałem się. -  Prezes spojrzał na niego zdziwiony. Jego przyjaciel zawsze powtarzał, że woli życie bez miłości. Twierdził, że jedna kobieta jest dobra, tylko na kilka nocy, a później ‘Arrivederci’.
- Kim jest twoja wybranka? – Zapytał ciekawy i zaintrygowany.
- Ale nie będziesz się nabijał? – Marek przytaknął. – To Violetta.
- No stary gratuluję, ale nie spodziewałem się, że wy razem. -  Zamyślił się na chwilę. – W sumie odkąd zaczęła studiować to mówi całkiem logicznie.
- Tak, jest taka energetyzująca i wszędzie jej pełno. Tylko nie wiem czy ona będzie chciała ze mną być.
- Jak nie spróbujesz to nigdy się nie dowiesz. – Kadrowy dokładnie przyjrzał się kumplowi i zauważył, że coś u niego nie gra.
- Coś się stało? – Junior zamyślił się, nie wiedział czy powiedzieć o swoim uczuci do Uli.
- Ja też się zakochałem.
- Jak to zakochałeś? W kim? Przecież ty za trzy miesiące bierzesz ślub.
- Nie będziesz się śmiał?
- Nie będę, mów w kim się zakochałeś. – Poganiał go Sebastian.
- W Uli.
- W jakiej Uli? – Po chwili dodał. – Naszej pani dyrektor?
- Tak, teraz będziesz ze mnie drwił?
-  Nie, dlaczego? Przecież obiecałem. W sumie to ona jest w porządku. Marek? Przecież ty za kwartał bierzesz ślub.
- Muszę przemyśleć jak to rozwiązać.
- To nie masz łatwo. Powodzenia stary. – Współczuł swojemu przyjacielowi, bo dobrze wiedział, że nie łatwo będzie mu odejść od Febo.


"Jak śmiesz?" część 3

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC


Sto jeden, sto dwa, sto trzy… … dwieście cztery.  Ulepiłam dwieście cztery pierogi, a dalej nie wiem, dlaczego mnie pocałował? Boże, dlaczego to takie trudne? Ale czym ja się przejmuję. No bo to pewnie nic dla niego nie znaczyło, a jeśli nawet, to mogę spędzić z nim chociaż kilka chwil, przecież nic nie stoi na przeszkodzie. Nic oprócz jego narzeczonej. No tak, to taki mniej miły dodatek. Właściwie to całkiem wredny ten dodatek. Czy ja potrafię o niej zapomnieć? Teraz nie, przy nim tak! Najpierw spędzę z nim miło czas, a w nocy będą zżerały mnie wyrzuty sumienia. Już za kilka godzin będzie poniedziałek. Chyba pierwszy raz nie cieszę z powodu, że idę do pracy. Zawsze się cieszyłam, no bo nigdy wcześnie jej nie miałam, a gdy ją dostałam przynosiła mi radość, aż do tego… hmm czego? No właśnie czego? Wydarzenia? Pocałunku? Incydentu? Tak, incydent to chyba będzie najtrafniejsze określenie tej sytuacji w jego samochodzie.  Szybko nadszedł początek nowego tygodnia, zdecydowanie zbyt szybko. Ula wstała całkiem nie wyspana , bo po raz kolejny rozkładała na czynniki pierwsze całą tę sytuację. Czuję się, jakbym odrabiała pańszczyznę przez całą noc – pomyślała i swe kroki skierowała do łazienki, gdzie wzięła lodowatą, otrzeźwiającą kąpiel. Naszykowała śniadanie dla rodziny, ubrała się i ruszyła do firmy. W tym samym czasie z objęć snu, dzwoniący telefon wyrwał pewnego bruneta. Niechętnie otworzył oczy, przetarł twarz dłonią i sięgnął po natrętnie dzwoniący telefon. Spojrzał na wyświetlacz i zobaczywszy kto dzwoni odebrał.
- Cześć mamo, coś się stało?
- A czy coś musiało się stać, żebym mogła do ciebie zadzwonić?
- Oczywiście, że nie. To o czym chciałaś porozmawiać?
- Możemy zjeść dzisiaj śniadanie? Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Dobrze, gdzie i o której?
- Za godzinę i Ogrodzie smaków. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia mamo.
Niechętnie wstał z ciepłego łóżka i poszedł do łazienki, aby zażyć porannej kąpieli. Punktualnie o godzinie ósmej piętnaście zaparkował przed restauracją w której był umówiony ze swoją rodzicielką. Wszedł do środka i dosiadł się do stolika przy którym czekała na niego.
- Witaj mamo, o czym chciałaś porozmawiać? – Przeszedł od razu do meritum.
- Dzwoniła do mnie Paulinka. – Zaśmiał się słysząc, że znów jego ‘ukochana’ poskarżyła się na niego.
- Co tym razem zrobiłem?
- Paulinka powiedziała mi, że nie liczysz się z jej zdaniem.
- Nie bardzo rozumiem. – Powiedział zaskoczony i nie bardzo wiedział o co jej chodzi.
- Podobno odmówiłeś zwolnienia tej Cieplak.
- A dlaczego miałbym ją zwolnić? Nigdy nie miałem lepszego pracownika i teraz miałbym się go pozbyć? – Zaśmiał się ironicznie.
- Marku, twoja przyszła żona cię o to prosi, więc… - kolejny raz wszedł jej w słowo.
- Nie! Nie zwolnię jej, choćby prosiłby mnie o to sam prezydent. A ty mamo nie masz innych, swoich problemów? – Powiedział z naciskiem na słowo ‘swoich’.- Jeśli to wszystko to wybacz, ale śpieszę się. Do widzenia.

Pracowała w ciągłym napięciu, była podenerwowana tym, co może się za chwilę wydarzyć. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale co dziwne, czuła też podniecenie. Chwilę po dziewiątej, z lekkim opóźnieniem,  z windy wysiadł przystojny brunet. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że zaprząta myśli swojej pracownicy, która nie może normalnie pracować. W jego głowie tłukła się myśl, aby znów posmakować jej ust. Tych słodkich, ciepłych i tak bardzo zmysłowych ust. Były takie delikatne, jakby były z jedwabiu. Szybkim krokiem dotarł do swojego gabinetu. Zdjął ubranie wierzchnie, zabrał jakieś dokumenty i ruszył w stronę gabinetu Cieplak, który znajdował się w dość wyludnionej części budynku, bo na samym końcu korytarza, za pracownią i magazynem Pshemko. Mało ludzi zapuszczało się  w tamte rejony,  jej gabinet nie miał okien na korytarz, co było sprzyjającym czynnikiem. Mógł sobie bez obaw pozwolić na chwile namiętności. Gdy dotarł do celu swej wycieczki, zapukał cicho i po usłyszeniu zaproszenia, wszedł do środka. Widział jak się spięła na jego widok. Uśmiechnął się do niej. Podszedł do biurka, położył przed nią dokumenty, i nachylił się nad nią. Był blisko. Zbyt blisko. Spojrzał w jej niemożliwie niebieskie oczy, szafirowe oczy.
- Dzień dobry, pani dyrektor – szepnął  zmysłowym głosem, na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Dzień dobry, panie prezesie- odwzajemniła powitanie i zarumieniona spojrzał w okno. Zbliżył swoją twarz jeszcze bliżej, jego oddech omiótł jej twarz, a zapach jego perfum, odebrał jej zdolność jasnego i logicznego myślenia. Ujął jej twarz delikatnie w dłonie i wpił się w jej usta. Całowali się namiętnie i zaborczo. Świat się dla nich zatrzymał. Kompletnie tego nie rozumiał, bo nigdy pocałunki nie dawały mu tyle radości. Gdy oderwali się od siebie, usiadł na kanapie, a ona spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, gdy wróciła do rzeczywistości, stwierdziła, że musi zadać mu to pytanie, bo inaczej będzie gnębić ją to cały czas.
- Dlaczego to robisz? Przecież ja nawet ładna nie jestem.
- Nie wiem – rzucił beztrosko, spojrzała na niego z politowaniem.
- Nie wiem – przedrzeźniła go – bardzo konkretna odpowiedz.
- Oj, Uleńko, nie wiem dlaczego mam ochotę Cię całować. A poza tym intrygujesz mnie i masz niebiańskie oczy. No i usta też. Są bardzo, bardzo słodkie i takie namiętne. Mmm – Podniósł się z kanapy poszedł i kolejny raz zatopił się w jej ustach. Gdy już stał przy drzwiach rzucił – Przyciągasz mnie, jak będę wiedział dlaczego to Ci powiem – puścił jej oczko i wyszedł.
Po lunch ‘ u ponownie wróciła do sterty dokumentów, które piętrzyły się na jej biurku. Jej pracę przerwał dźwięk nadchodzącej wiadomości, kliknęła odczytaj i jej oczom ukazała się całkiem niezrozumiała treść – Don Juan deMarco? – po chwili dostała kolejną wiadomość – Małe kino, o osiemnastej po pracy. Czekam przy windach o siedemnastej. M. – uśmiechnęła się do siebie i odpisała krótko – Ok. Gdy nadeszła długo wyczekiwana przez Ulę godzina, przez Marka zresztą też,  zmaterializowała się w umówionym miejscu. Czekał na nią niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Wsiedli do windy. Między trzecim a drugim piętrem, niespodziewanie wcisnął przycisk ‘stop’, spojrzała na niego pytająco, a on tylko uśmiechnął się łobuzersko.  Podszedł do niej, docisnął ją do ściany windy, przez chwilę patrzył jej głęboko w oczy, aby następnie wpić się w jej usta.
- Brakowało mi tego. – szepnął gdy się od siebie oderwali.
- Czego? – pociągnęła go przekornie za język.
- Smaku twoich ust. – z powrotem winda ruszyła, a ona pokraśniała słysząc jego słowa.
W kinie kupił bilety w ostatnim rzędzie, aby mógł sobie pozwolić sobie, na bezkarne smakowanie tych kaszmirowych warg. Gdy zgasło światło, podniósł ją i ponownie usadził, ale tym razem sobie na kolanach. Chciała wstać, ale objął ją na wysokości talii. Twarz wtulił w jej włosy. Nosem drażnił jej żyję i ucho. Przez ponad półtorej godziny siedzieli wtuleni w siebie i obdarowywali się drobnymi pieszczotami. Po seansie poszli jeszcze na spacer do parku. Marek nie chciał się jeszcze z nią rozstawać. Było już bardzo zimno. Ula przemarzła, ale nie chciała przerywać tych pięknych chwil, które spędza z Dobrzańskim. Następnego dnia, obudziła się z bólem gardła i gorączką. Ubrała się i pojechała do Rysiowskiej przychodni, lekarz wypisał jej zwolnienie lekarskie na tydzień. Wracając do domu, wstąpiła jeszcze na pocztę i wysłała dokument fax ‘em . Leżała właśnie w łóżku, gdy usłyszała pukanie do drzwi, po ochrypłym zaproszeniu, ku jej zaskoczeniu do pokoju wtargnął jej szef.
- Witaj Uleńko, przysłałaś zwolnienie, to stwierdziłem że muszę o Ciebie zadbać – wskazał na reklamówkę pełną cytrusów – przywiozłem Ci trochę witamin.
- Dziękuję nie trzeba było. – Uśmiechnęła się do niego serdecznie.
- Ale ja chcę teraz nagrodę – powiedział tonem pięciolatka, chcącego zabawkę.
- Nagrodę? – zapytała nieco zaskoczona.
- Słodkiego, siarczystego buziaka, dla ukochanego prezesa. – Jego twarz przyozdobił chytry uśmieszek.
- Jak ukochany prezes dostanie nagrodę to się zarazi.- Zakomunikowała teatralnym tonem.
- No to poleżymy razem. – Nie dał jej powiedzieć nic więcej. Delikatnie całował jej wargi.

Któregoś dnia po wyjściu Dobrzańskiego do jej pokoju wszedł Józef. Z zatroskanie popatrzył na swoją najstarszą latorośl. Ula poczuła się skrępowana przenikliwym spojrzeniem ojca.

- Czemu mi się tak przyglądasz? Stało się coś?
- No nie wiem, to ty mi powiedz.
- Ale co mam ci powiedzieć? - Zapytała zdezorientowana.
- Ula, czy ciebie coś łączy z prezesem? - Popatrzyła na niego zezem.
- Tak. - Odpowiedziała bez chwili zawahania.
- Ulka, w co ty się wplątałaś?
- Tato. - powiedziała pobłażliwie. Pytałeś mnie czy łączy mnie coś z Markiem. Tak, łączy mnie z nim przyjaźń.
- Na pewno? - Wolał się upewnić.
- Na pewno.
- Jakoś ci nie wierzę. - Pomyślał Józef wychodząc z pokoju córki.
Następnego dnia nadarzyła się kolejna okazja dla seniora Cieplaka, aby mógł kontynuować swoje 'śledztwo'. Do drzwi zapukał Marek, Cieplakówna w tym czasie brała kąpiel. Po otworzeniu drzwi przybyszowi, ojciec Uli zaproponował herbatę. Siedzieli właśnie przy stole, gdy Józef postanowił wziąć na spytki 'przyjaciela' jego córki.
- Panie Marku.. - Dobrzański wszedł mu w słowo.
- Proszę mówić mi po imieniu.
- Dobrze, a więc Marku, kim dla ciebie jest moja córka?
- Ula jest moja przyjaciółką. - No właśnie kim jest dla mnie Ula? Przyjaciółką? Kochanką? Uko... -Nie zdążył dokończyć swoich myśli, bo do kuchni weszła, osoba o której nagminnie myślał. Przez okres zwolnienia, odwiedzał ją codziennie. Szybko wróciła do zdrowia, w czym swój udział miał Marek, który pasł ją tonami owoców i obdarowywał namiętnymi pocałunkami . Swoje usta nazywał „ustami które leczą”. Sam dziwił się sobie skąd u niego tyle troski i opiekuńczości o tę niepozorną dziewczynę. Po wielu godzinach rozmyślań nad tym tematem, w końcu znalazł odpowiedz na nurtujące go pytanie. Konkluzja do której doszedł, na początku przeraziła go, a następnie poczuł się nieprzyzwoicie szczęśliwy. Ciepło rozlało się w okolicach jego serca. Odczuł też ulgę. Postanowił porozmawiać z nią o tym podczas ich spaceru, który stał się już ich małą tradycją….





niedziela, 1 marca 2015

"Jak śmiesz?" część 2

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

- Marek, dzisiaj na stanowisko szefa PR ’u, przyjął jakąś Brzydulę. Skompromituje nas, samym wyglądem – zakpiła Paulina, podczas obiadu u rodziców Dobrzańskiego. – Ciekawe czy ona w ogóle coś potrafi. – jej ton ociekał ironią.
- O co chodzi Marku? – Wtrąciła się Helena.
- Zatrudniłem dziś specjalistkę, jest bardzo inteligentna i operatywna. Skończyła ekonomię na SGH z pierwszą lokatą,  zarządzanie i marketing również z pierwszą lokatą. Przeszła kurs negocjacji organizowany przez Deutsche Bundesbank,  ma certyfikat  wirtschafts sprechen deutsch, i zna angielski na poziomie Proficent. Odbyła staż w Narodowym Banku Polskim i w agencji reklamowej Professional Advertisement. To mało? - Żachnął się Marek.
- Ale wygląda jak z Centralnego. – Dodała Febo.
- Marku, może Paulinka ma rację. Może powinieneś zatrudnić kogoś innego. - Helena poparła Febo. Jego matka zżyła się z Pauliną. Zawsze jego narzeczona skarżyła się Dobrzańskiej, że Marek ma kochankę, że Marek jej nie adoruje, że Marek nie ma dla niej czasu. Zawsze miała jakiś powód, aby poskarżyć się jego rodzicom. Jego matka, zawsze stawała po stronie swojej wymarzonej synowej, jedynie w ojcu miał oparcie, tylko on go bronił i zawsze zachowywał zdrowy rozsądek. Kiedy  było trzeba, to go ochrzanił, a kiedy zrobił coś dobrego, to pochwalił.
- Wygląd nie jest najważniejszy – odezwał się jak dotąd milczący Krzysztof, tym samym zamykając temat.
- Ja bardzo się cieszę, że ją zatrudniłem. – Zaśmiał się patrząc w oczy swojej narzeczonej, a jej oczy mówiły „policzymy się w domu”.



Wróciwszy do domu, Paulina urządziła mu karczemną awanturę. Jak twierdziła, Marek chciał zdyskredytować ją w oczach jego rodziców, nie trafiały do niej argumenty, że to ona zaczęła tą jałową dyskusję i że to ona, próbowała podważać jego decyzje. No tak, Pauli zawsze musi być na wierzchu. Może umówiła się z bratem żeby mnie pogrążyć? – Zaśmiał się w duchu.  Ula pracowała już u niego od kilku miesięcy. Bardzo dobrze się z nim dogadywała. Nieustannie go zaskakiwała, jak nie nowymi pomysłami na ‘agresywny’  PR, to swoją osobowością.  Jak zdążył się zorientować, była bardzo ambitna, wyrozumiała i miała wielkie serce. Bardzo wierzyła w ludzką uczciwość i dobroć. Jednym słowem intrygowała go. Była też bardzo wrażliwa i jak mu się wydawało, trochę bezbronna. Budziły się w nim, jak dotąd nieznane pokłady opiekuńczości i troski. Pochylała się aktualnie nad raportem, gdy jej spokój zakłóciło pukanie do drzwi. Niechętnie odłożyła dokumenty, rzuciła zdawkowe  ‘proszę’ i spojrzała na gościa. W progu stanęła niepewnie Kubasińska. 
- Możemy porozmawiać? – Zapytała niepewnie. Cieplak przyjrzała jej się badawczo.
- Tak, proszę. Usiądź – dłonią wskazała na fotel, na którym usiadła blondynka. – Coś się stało?
- Mam do Ciebie prośbę. Chciałabym iść od nowego roku akademickiego na stosunki publiczne.
- Mhmm, a co ja mam z tym wspólnego? – Nie wiedziała do czego zmierza asystentka prezesa.
-No, bo ja sama sobie nie poradzę. – Jęknęła - Pomożesz mi? – Zatrzepotała rzęsami.
- Gratuluję mądrej decyzji, – uśmiechnęła się z sympatią do dziewczyny – możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. – Rzuciła się na nią i pocałowała namiętnie w usta.
Siedzieli właśnie w restauracji  po spotkaniu z kontrahentem . Postanowił zabrać na nie panią dyrektor i wykorzystać jej zdolności do negocjacji. Nie zawiodła go, ona nigdy nie zawodzi. Zawsze wypełnia swoje obowiązki z niebywałym zaangażowaniem i profesjonalizmem. Myślami wrócił do spotkania z właścicielem sieci butików. Bardzo mu zależało, aby sfinalizować ten kontrakt, choć szanse były nikłe. Uważał że profity jakie otrzyma od F&D, są za małe.
- Nie jestem przekonany, co do słuszności tej umowy. Nie zyskam zbyt dużo na tej umowie.
- Chciał się odezwać, ale wyprzedziła go Ula – Sam pan rozumie, że nie możemy zwiększyć pańskich zysków, bo my wtedy ponieślibyśmy starty, ale mam dla pana inną propozycję.  – Rzekła tajemniczo.
- Zamieniam się w słuch. – odezwał się zaciekawiony  kontrahent.
- Proponuję panu, niezależną promocję pana butików. Na naszych bilbordach i reklamach kolekcji pojawiłoby się logo pana sklepów. Tym sposobem do pana sklepu przybyliby klienci zainteresowani naszą kolekcją i przy okazji kupiliby inny produkt znajdujący się w państwa asortymencie. – zamyślił się i po chwili z promiennym uśmiechem oznajmił.
- Dobrze, podpiszę ten kontrakt. -  Zwrócił się do prezesa. – Zazdroszczę panu takiego pracownika.
- Tak, Ula to moja perełka – odezwał się jak dotąd milczący Marek z uśmiechem.
- Chciałbym być jego perełką, ale to jest nie możliwe, żeby pokochał kogoś takiego jak ja. No bo co, ja mogę mu zaoferować? Boże, dlaczego się w nim zakochałam? O zgrozo. – zamyślała się Cieplakówna.
- Ula wszystko w porządku? - Zapytał Marek, widząc nietęgą minę swojej podwładnej.
- Tak, tak, wszystko ok. - uśmiechnęła się nie wyraźnie.
Jedli właśnie w milczeniu deser,  jako nagrodę za uratowanie korzystnego deal ‘ u. Spojrzał na jej usta, wyglądały tak pociągająco. Były stworzone do całowania. Ciekawe jak smakują?  - pomyślał i zaraz ganił się w myślach – Dobrzański o czym ty myślisz? Gdy językiem, nieświadomie, oblizała usta, przyprawiła go o szybsze bicie serca.  Ledwo się hamował, aby jej nie pocałować.  Po opuszczeniu lokalu, odwiózł ją do domu. Siedzieli w jego samochodzie przed jej domem. Po raz kolejny dziękował jej za to, że tak korzystnie poprowadziła negocjacje. Chciała pocałować go w policzek, na pożegnanie. De novo, zalała go fala pragnienia, skosztowania jej ust. W ostatnim momencie odwrócił głowę. Ich usta spotkały się. Wpił się w nie zachłannie.




Podczas złączenia  ich warg, poczuli prąd przechodzący przez ich ciała. Położyła dłoń na jego policzku. Poczuł, że drży. Zastanawiał się czy od jego pocałunku, czy może jest jej zimno. Po chwili, zabrakło jej tchu i przyszło opamiętanie. Oderwała się od niego. Spojrzała na niego zaskoczona, chciała coś powiedzieć, ale w gardle miała wielką gulę, nie do przełknięcia. Zabrała torebkę i wysiadła z samochodu. Szybkim krokiem ruszyła w kierunku domu.  On został w samochodzie i rozmyślał o tym pocałunku, było mu trochę żal, że go przerwała. Pocieszył się myślą, że w poniedziałek sobie odbije. Nie wiedział jaka siła, przyciąga go, do tej niepozornej dziewczyny. Była brzydkim kaczątkiem, wystarczyłoby, aby trochę się zmieniła i byłaby pięknym łabędziem. On bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
- Smakuje świetnie – powiedział sam do siebie i wysłał jej SMS ’a, o podobnej treści – „Bardzo słodko smakujesz” .

Usiadła w swoim pokoju, gdy odczytała wiadomość od prezesa, oblała się rumieńcem. Postanowiła nic nie odpisywać. No bo niby co miała odpisać? Zaczęła się zastanawiać czy on może coś do niej czuje. Ale szybko zabiła tę myśl. Bo najgorzej jest zrobić sobie nadzieję, a później rozczarować się. To na pewno, taki przyjacielski pocałunek na pożegnanie. – stwierdziła, ale szybko naszły ją wątpliwości -  Czy tak całują się przyjaciele? Chyba nie. Raczej nie. Na pewno nie! Maciek jest moim przyjacielem, ale mnie tak nie całuje. A ten SMS to co miał znaczyć?  No i cały weekend będę się zastanawiać, o co mu chodziło. Kurde blaszka, co ma być to będzie. Idę lepić pierogi. Nie ma co.


Gdzie byłeś? Wiesz, która jest godzina? - Od progu zaatakowała go narzeczona. - Za trzy miesiące ślub, a ty zdradzasz mnie na prawo i lewo. Która ździra tym razem? - Wrzeszczała jak opętana.
- Byłem z Ulą na spotkaniu biznesowym. I nie drzyj się na mnie.
- Jak śmiesz, tak się do mnie odzywać? Po co ją zabrałeś na to spotkania? Żeby kontrahenta odstraszyła? Do reszty oszalałeś?
- Ula nikogo nie odstraszyła! Uratowała ten kontrakt.
- Zwolnij ją!
- Słucham? - Zapytał zdumiony.
- Masz ją zwolnić!
- Nie zrobię tego, tylko dla tego bo ty masz jakieś uprzedzenia. - Czy ja chcę spędzić z nią resztę życia? Czy ja dam radę wytrzymać z nią do końca moich dni? Chciałbym mieć kiedyś dziecko, ale z Paulą chyba nigdy się nie doczekam. Nie byłaby dobra matką. - Pomyślał. Obrażona Febo wstała i wyszła z domu trzaskając drzwiami.