środa, 22 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 3

Wsiadając do windy przypomnieli sobie atmosferę, która panowała między nimi poprzedniego dnia.
- To co, dzisiaj wieczorem powtórka?- zapytał się Marek. Odpowiedziała mu śmiechem.
- Jest pan niewyżyty, panie Dobrzański.
Udając się do jego gabinetu omawiali kwestie firmowe. W końcu weszli na temat rekrutacji.
- Właśnie, Marek, dzisiaj o czternastej ma przyjść ta Poloczek. Jak zwykle Sebastian powinien przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną, ale myślę, że ty lepiej wiesz czego oczekujesz od swojej asystentki.
- Chcesz, żebym ja ją przepytał?- zadał pytanie z konsternacją.
- Tak, oto właśnie mi chodziło.- zastanawiał się, drapiąc się do głowie.
- W sumie, to jest dobry pomysł. Tylko mam jedno zastrzeżenie- patrzyła na niego z oczekiwaniem wymalowanym na jej twarzy- chcę, żebyś była obecna przy tej rozmowie. Ja mogę o paru kwestiach zapomnieć.
- Dobrze- uśmiechnęła się lekko.

Wrócili do swoich zajęć. Każdy miał coś do zrobienia, dlatego nie chcieli rozpraszać się swoją obecnością. Z pewnością inaczej potoczyły by się chwile spędzone wspólnie. Na pewno by nie pracowali. Marek  na tę wizję bardzo się ucieszył, ale jego radość uniemożliwiła Ula, sprowadzając do na ziemię. Zrozumiał ją. Wiedział, że firma jest równie ważna, jak ich związek.
Umówili się na pół godziny przed planowanym spotkaniem. Chcieli jeszcze przygotować się do niego. Sporządzili razem listę pytań, które mają zadać kandydatce i potrzebne dokumenty, w razie podpisywania umowy. Z wielkim podnieceniem czekali na wybicie czternastej. Zastanawiali się jak wygląda ta dziewczyna. Marek bardziej zastanawiał się nad tym, czy zna ją. Kojarzył nazwisko, tylko nie mógł sobie przypomnieć skąd. Myślami przeszukał wszystkich swoich znajomych i nie mógł się doszukać. Rano nawet przeglądnął wszystkich kontrahentów. Na próżno. O swoich działaniach detektywistycznych nie wspomniał Uli. Stwierdził, że jeśli pozna tę dziewczynę i przypomni sobie skąd ją zna, wtedy o wszystkim jej powie. W końcu usłyszeli dźwięk telefonu. Błyskawicznie odebrał go Marek. Po paru chwilach i wypowiedzianych półsłówkach, odłożył słuchawkę.
- Jest- krótko oznajmił- Ania przyprowadzi ją z recepcji. Wstał z fotela, zapiął marynarkę i  lekko ją obciągnął. Ula poprawiła sukienkę i czekali z niecierpliwością. Usłyszeli pukanie i spojrzeli na otwierające się drzwi. Po chwili wyłoniła się wysoka, smukła blondynka. Największą uwagę przykuwały jej zielone oczy, zasłonięte wachlarzem długich, mocno czarnych rzęs.  Skąd ja cię znam?- zapytał w myślach Dobrzański.
- Marek- usłyszeli lekko piskliwy głos- Wieki cię nie widziałam!- rzuciła mu się na szyję- teraz zrozumiał, kim jest ta dziewczyna.
- Czeeeść Justyna- odpowiedział zdezorientowany jej czułym przywitaniem. Oplotła go ramionami tak mocno, że nie mógł oddychać. Ula patrzyła na tę sytuację nieprzytomnie. Marek spojrzał na nią przepraszającym gestem. Kiedy Justyna odkleiła się od niego, zaprosił ją na kanapę i zaczęli rozmowę.
- Marek, przecież dobrze mnie znasz i z pewnością wiesz ile jestem warta- podsumowała wywód o swoich kwalifikacjach.
- Taaa- westchnął- byłaś najlepsza na roku- wypięła dumnie pierś- Myślę, że jesteśmy zdecydowani- spojrzał na Ulę. Ona tylko kiwnęła głową- W takim razie chodźmy do kadr podpisać umowę-  zawyrokował.


- Marek? Kim jest ta kobieta?- zapytała, kiedy jej mąż wszedł do gabinetu.
- To koleżanka z roku. Studiowaliśmy razem, ale nigdy nie mieliśmy bliższego kontaktu.
- Nie byliście ze sobą? To wyglądało tak jakbyście się bardzo dobrze znali- zadawała dokładniejsze pytanie, przymrużając oczy.

- Nigdy- zapewnił.


sobota, 11 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 2

-Myślę, że ta będzie dobra.
- Jak dla mnie nie jest odpowiednią kandydatką- patrzyła na  dokumenty dziewczyny, o której rozmawiali i kręciła głową z dezaprobatą.- Ona jest świeżo po studiach. W ogóle skończyła niezbyt renomowaną uczelnię. Jakoś mi się nie podoba.
- Jeśli chcesz, możemy poczekać. Przecież nie szukamy asystentki dla mnie na cito. Musi być odpowiednia, a nie pierwsza z ulicy- zgodził się z żoną. Usłyszeli pukanie do drzwi.
- Mogę?- usłyszeli głos  Sebastiana.
- Od kiedy pukasz do drzwi?- przekomarzał się z nim Marek. Zawsze lubił mieć z niego ubaw. Od kiedy się poznali, uwielbiali robić sobie nawzajem żarty. Tym razem Marek dostał długopisem po głowie.
- Od kiedy jesteś z Ulą. Jesteś tak zakochany, że dopiero teraz to zauważyłeś?- odgryzł się Olszański- Pukam, bo wiecie… Nie chciałbym zobaczyć was w hmm…intymnej sytuacji- śmiał się do rozpuku.
- Sebastian! Ewidentnie pchasz się w gips- włączyła się Ula. Po chwili na piątym piętrze było słychać śmiechy wszystkich troje.
- W jakiej sprawie przyłazisz mi tu?- Marek próbował się uspokoić.
- A tak- Olszański podał plik kartek- nasza oferta pracy w Internecie jest bardzo sławna. Macie naprawdę w czym wybierać. I tak wyselekcjonowałem tych poważniejszych kandydatów.
- Ula, ty się bardziej znasz na ludziach- Dobrzański skierował się do kobiety- To ty wybierzesz mi asystentkę- skończyli temat i zaczęli mówić o prywatnych sprawach.

Wybiła piąta. Firma opustoszała. Dobrzańscy spotkali się pod windą. Robili tak codziennie, chyba, że któreś z nich zostawało dłużej w  pracy.
- Panie przodem-  Marek kurtuazyjnie ukłonił się przed Ulą. Jego gesty kontrastowały z szelmowskim uśmiechem. Ula już wiedziała o czym myśli. Kiedy drzwi zamknęły się, on zaczął pożerać ją wzrokiem. Powietrze między nimi gęstniało.  Atmosfera była nie do zniesienia. Oczami wyobraźni widział, jak puszcza z rąk teczkę i rzuca się na żonę. Dotyka jej policzka, głaszcze i gwałtownie wpija się w jej usta. Jednak była to tylko mara, piękna ułuda. W rzeczywistości stał nonszalancko, trzymając ręce w kieszeni. Cały czas świdrował wzrokiem Ulę. Mimo, że byli już ze sobą dużo czasu, znali się niemal na wylot, poczuła się niezręcznie. Chciała przerwać ten stan:
- Wiesz co, chyba znalazłam idealną kandydatkę na stanowisko asystentki prezesa- wyłamywała sobie palce.
- Czyżby?- próbował spowodować, żeby na niego popatrzyła. Udało mu się. Zerknęła na niego przelotnie, ale jego oczy utkwione w jej twarz sprawiły, że znowu poczuła się jak kilka lat temu. Kiedy jeszcze była brzydulą, ślepo zakochaną w swoim szefie. Nieśmiało spuściła wzrok.
- Tak- szepnęła. Zaczął się do niej zbliżać, ale ten moment przerwały otwierające się drzwi windy. Przeklął w myślach.


Wchodząc do domu był pewny, że dojdzie do skutku zdarzenie, które rozpoczął w windzie.  Wodził wzrokiem po krzątającej się po kuchni Uli i jej niedostępność coraz bardziej go nakręcała. Podszedł do niej od tyłu, przytulił się do jej włosów i zachłysnął się ich zapachem. Jedną ręką odsunął kosmyk, odsłaniając przy tym jej długą szyję. Drugą zaś ręką sunął po jej udzie, szybko trafiając na biodro. Odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy. Nagle jej nieśmiałość, wzbudzona w windzie wyparowała. Splotła ich ręce i pociągnęła go za sobą do łazienki. Bez pośpiechu ściągali z siebie ubrania. Kiedy wszystkie wylądowały na brązowych kafelkach, weszli pod prysznic. Pod strumieniem gorącej wody zaczęli się namiętnie całować i wszędzie dotykać. W  pewnym momencie podniósł ją do góry i połączył ich ciała w jedno.


Obudziły ją pierwsze promyki słońca. W głowie miała jeszcze obrazy z poprzedniego wieczoru. Wspomnienia wywołały uśmiech na twarzy. Przeciągnęła się ospale i popatrzyła na drugą połowę łóżka. Zobaczyła według niej najprzystojniejszego faceta na ziemi i do tego tylko jej. Jestem szczęściarą!-pochwaliła się w myślach. Chwilę przyglądała mu się z uwagą, dopóki nie  zaczął się przebudzać. Powoli przetarł powieki rękami  i od razu się uśmiechnął. Ospale rzucił wzrokiem na żonę, a jego uśmiech rozszerzał się. Puścił jej oczko i szybko musnął jej malinowe usta. Oparł się o zagłówek i cicho westchnął.
- Hej kochanie- zamruczał, cały czas patrząc na kobietę. Jego niski tembr głosu spowodował ciarki na jej plecach. Zawsze sprawiał, że czuła się wyjątkowo. Kiedy wymawiał jej imię zawsze miękły jej nogi. W duchu cieszyła się, że w tym momencie leży na łóżku, bo inaczej osunęłaby się na podłogę.
- Heeej- zaciągnęła przelotnie. Za każdym razem po upojnej nocy tajemniczo się uśmiechali do siebie. Tak było i tym razem.
- To ja zrobię śniadanie, a ty śmigaj pod prysznic- przedstawił żonie swój misternie ułożony plan.
- Zgadzam się, może tak być- musnęła jego wargi i szybko pobiegła do łazienki.

- Wczoraj wspominałam, że mam dla ciebie odpowiednią dziewczynę na stanowisko asystentki- zaczęła, nakładając porcję jajecznicy na talerz.
- A tak, coś mówiłaś- zagaił.
-No więc, skończyła ekonomię i zarządzanie firmą na Uniwersytecie Warszawskim, odbywała praktyki w jednym banku tutaj w stolicy, ale od razu po zakończeniu studiów wyjechała do Anglii i tam przez trzy lata pracowała w firmie modowej. Myślę, że jest godna uwagi. Zna biegle angielski, bo jakoś musiała się porozumiewać w Wielkiej Brytanii- zaśmiała się- oprócz tego hiszpański i francuski.
- Brzmi doskonale, w niedalekiej przyszłości moglibyśmy otworzyć się i na rynek tych państw. Mogłaby być przy okazji naszą tłumaczką.  Jak się nazywa?
- Justyna Poloczek.

- Gdzieś słyszałem to nazwisko- zaczął się zastanawiać.

niedziela, 5 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 1

Zapraszam na nowe opowiadanie. Postanowiłam, że będę wstawiać opowiadanie w odwrotnej kolejności od tej wybranej przez Was w ankiecie. ;) Andziok

Siedziała w salonie na parapecie i wyglądała przez okno. Ten widok na Warszawę zawsze ją zachwycał. Mogła tam spokojnie posiedzieć i pomyśleć. Tym razem rozmyślała o przeszłości. Trzymała w dłoni kieliszek czerwonego wina. Odkąd zamieszkali razem, w piwniczce zawsze znajdowało się jej ulubiony trunek. Przypominała sobie chwile sprzed kilku laty.

Płakała. Straciła wszelkie nadzieje. Nie wróci. Wyjechał. Szła na pokaz jak owieczka na rzeź. Postanowiła, że od razu po premierze odejdzie z firmy. Za dużo tam przeszła. Nagle usłyszała jego głos. Nie mogła się pomylić. Ten głos poznałaby wszędzie. Stał na wybiegu i mówił coś do mikrofonu. Nie rozumiała jego słów. Nie była w stanie. Patrzyła w jego stalowe oczy, w których zobaczyła miłość. Teraz dokładnie to dostrzegała. Wcześniej próbowała wmawiać sobie, że widzi tylko wdzięczność za ratowanie firmy. W końcu zawsze firma była dla niego ważna. Przecież od lęku o F&D wszystko się zaczęło. Przyciągnęła go do siebie. Była naprawdę szczęśliwa. Tak samo jak on. Ich pocałunek był przepełniony emocjami, które zebrały się w nich w ciągu ich całej znajomości. Wiedziała, że ją kocha. Pocałunkiem otworzyli nowy rozdział w swoim życiu. Ich wspólne życie.

Na wspomnienie premiery kolekcji FD Gusto uśmiechnęła się. Uśmiech poszerzał się z każdą minutą. Przypominała sobie ich zaręczyny, ślub i wspólne mieszkanie.  

Była pewna, że będzie wiedziała kiedy nastąpi ten moment. Myślała, że wyczuje po zachowaniu Marka, że będzie chciał klęknąć przed nią i wyciągnąć pierścionek. Jednak całkowicie ją zaskoczył. Siedzieli do późna w pracy. Mieli do napisania raport. Była już dwudziesta pierwsza, a oni dalej pracowali. Zmęczeni postanowili dokończyć pracę następnego dnia. Udali się nad Wisłę. Zawsze, kiedy chcieli porozmawiać, tam właśnie szli. Siedzieli razem na zwalonym drzewie, przytuleni i patrząc w wodę rozmawiali. Po drodze, Marek kupił wino, a z firmy przynieśli szklanki. Popijali wino i gawędzili. W pewnym momencie Marek podniósł ją i zaprowadził na kładkę. Objął ją od tyłu i przez chwilę przymknęli oczy. Uwielbiali takie chwile, tylko dla nich. Nagle  odsunął ją od siebie i klęknął przed nią. Wyciągnął z kieszeni pierścionek i wyznał miłość. Poprosił ją, aby została jego żoną. Tego nie spodziewała się. Zupełnie ją zaskoczył. Pozytywnie zaskoczył. Bez wahania zgodziła się. Mając łzy w oczach, ze wzruszenia nie mogła nic powiedzieć. Kiwnęła tylko głową. On szczęśliwy gwałtownie poderwał się z miejsca, chwycił ją w ramiona i okręcili się kilkukrotnie.

Piła to samo wino, co wtedy. Od tego momentu jej ulubione.

Stała na czerwonym dywanie. Niby nie była sama, ale jednak nie czuła obecności nikogo, tylko tego jedynego. Wpatrzeni w swoje oczy wypowiadali słowa przysięgi małżeńskiej. Gdzieś w sercu czuła strach. Bała się, że wróci ten stary Marek- świnia. Zniknie jej kanarek i zdradzi, oszuka. Nie mogła odgonić od siebie tej myśli. Jednak od czasu ślubu, nigdy nie dał jej powodów do zazdrości.

Od tych chwil minął już rok. Ich związek był idealny. Zupełnie taki sam jak narzeczeństwo. Aż dziwne, że nie wkradła się rutyna. Była szczęśliwa. Nagle poczuła ręce na swoich ramionach. Ktoś objął ją od tyłu. Nie wystraszyła się. Poczuła tę woń perfum, które uwielbiała. Kochała zapach, który od roku mogła bezkarnie wąchać i czuć.
- Cześć kochanie- zamruczał jej do ucha.
- Witaj- uśmiechnęła się.
- O czym myślisz? Królestwo za twoje myśli- zagadnął.
- O pięknych chwilach- odpowiedziała mijająco.
- A konkretnie?- dosiadł się do niej, wcześniej zostawiając teczkę na podłodze.
- Pokaz, narzeczeństwo i ślub- uśmiechnęła się. Wyszczerzył zęby w odpowiedzi.
- Ale chyba teraz też jest piękne?
- Idealnie. Co tam w pracy?- zmieniła temat.

Ich urlop jako mąż i żona spędzili na Malediwach. Ula była podekscytowana i zachwycona. Jeszcze nigdy nie znajdowała się w takich luksusach. Co prawda, wszystko to ją przygnębiało, ale Marek dzielnie ją wspierał. Jeszcze pakując się na lot obiecała Markowi, że będą kochać się co noc. Dotrzymała słowa. Często noce dla nich były za krótkie. Nie mieli siebie dosyć.

Wrócili do pracy. Nigdy nie narzekali na nudę. Po sukcesie „ich dziecka”, FD Gusto podpisywali coraz więcej intratnych umów. Firma rozrastała się błyskawicznie. Wrócili do poprzedniego systemu. Marek ponownie objął prezesurę, a Ula stała się dyrektorem finansowym.  Natłok obowiązków nie spowodował, że nie mieli dla siebie czasu. Zawsze znajdowali chociaż chwilę dla siebie. Ich małżeństwo nie cierpiało z powodu firmy. Jednak pracy było coraz więcej. Dużo rozmawiali o przyjęciu nowych pracowników. Marek nalegał na znalezienie asystentki dla niego. W końcu postanowili rozpocząć rekrutację.

niedziela, 29 maja 2016

"Siła marzeń" część 18

Zapraszam do udziału w ankiecie! Andziok :)


Siedziała obok łóżka szpitalnego i patrzyła cały czas na jego twarz. Modliła się, aby się wybudził. Był osobą, którą kochała i za wszelką cenę nie chciała go stracić. To czekanie dobijało ją. Czuła, że musi przy nim czuwać. W ogóle nie spała. Znakiem tego były ogromne sińce pod oczami i wypompowana z sił postawa. Trzymała go za rękę i powtarzała: Marek, wyjdziesz z tego. Będziesz żyć, ze mną! Zmęczenie nie pytało się jej o zdanie. Kilkanaście nieprzespanych godzin dawało się we znaki. Czuła, że powieki samoistnie zasłaniają błękit jej oczu. Zasnęła.

Miała sen. Siedziała nad brzegiem morza, szczęśliwa i radosna, jednak nie wiedziała co jest powodem jej wesołości. Patrząc na horyzont, na którym roztaczały się granatowe fale z śnieżnobiałą pianą zastanawiała się, dlaczego jest szczęśliwa. Odpowiedź zmaterializowała się i przyszła szybko. Odwróciła lekko głowę w bok i ujrzała wysokiego, przystojnego bruneta z uroczą dziewczynką na ramionach. Zrozumiała. Była szczęśliwa, ponieważ miała kochającego męża i córeczkę. Jej obiekt westchnień od lat stał się jej mężem i tworzyli naprawdę udany związek. Oprócz tego Marek Dobrzański uszczęśliwił swoją żonę jeszcze bardziej, dając jej dziecko. Monia była dla nich wszystkim. Uśmiechnęła się zalotnie do Marka, a on zauważając to, odwzajemnił grymas. Podszedł do niej i skradł jej całusa. Jednak obraz zaczął się zamazywać. Dwie postaci gdzieś znikały i pojawiały się znowu. Próbowała szukać ich wzrokiem, jednak nadaremnie. Nagle poczuła delikatne szarpnięcie. Popatrzyła za siebie. Nikogo nie było. Miała obawy, że zwariowała. Znowu to poczuła i w tym momencie całkowicie zerwała z tym światem. Rozbudzona i przerażona tym snem nie mogła dojść do siebie. Uzmysłowiła sobie, że coś jest nie tak. Obudziła się, już nie śniła a dalej czuła lekkie szarpanie za rękę. Przetarła oczy i spojrzała na twarz Marka. On patrzył na nią i delikatnie się uśmiechał. Wtedy do niej dotarło: Obudził się!- tylko tyle brzmiało w jej głowie. W jednej chwili uśmiech rozpromienił jej twarz.
-Cieszę się, że jesteś- mówił wolno, ochrypłym głosem.
- Cieszę się, że się obudziłeś- odpowiedziała mu w tym samym momencie.
- Chciałbym ci wszystko wyjaśnić.
- Ja wiem, Marek, wszystko wiem.
- Ale wysłuchaj mnie-przerwał jej- chcę ci to sam wytłumaczyć.
- Dobrze- odpuściła.
- To prawda, na samym początku cały nasz związek był jedną, wielką intrygą. Zawsze byłaś moją przyjaciółką i nie byłem w stanie wyobrazić sobie czegoś więcej- spuścił wzrok- Ale kiedy wyjechaliśmy do Krakowa, poznałem cię jeszcze bliżej. Wtedy zrozumiałem, że mogę stworzyć z tobą związek. Powoli się zakochiwałem- przerwał na chwilę, widząc łzy w oczach Uli- błagam cię, nie płacz. Nie mogę znieść tego widoku- lekko otrząsnęła się- ten niezawodny zestaw prezentów podrzucił mi Sebastian, ale jak widać on też zrozumiał swój błąd. Potem namawiał mnie, żebym z tobą porozmawiał, ale wtedy straciłem nadzieję. Zastanawiam się, jak dowiedziałaś się o wszystkim.
- Maciek usłyszał twoją rozmowę z Pauliną. Staliście na korytarzu i mówiliście o mnie- odezwała się po chwili.
- Ja wtedy powiedziałem jej, że cię kocham. Wtedy się rozstaliśmy. Maciek widocznie nie usłyszał kocówki. Mimo wszystko, mimo tego początku teraz wiem na 100 %, że cię kocham.
- Kocham cię, Marek- odwzajemniła wyznanie.

Byli małżeństwem od pięciu lat. Dobrze się rozumieli. Nigdy nie mieli poważnej kłótni. Jeśli już, to przekomarzali się o rodzaj chleba, który mieli kupić, albo którą konfiturę lepiej użyć do naleśników. Spełniali się oboje w małżeństwie. Spełnił się także sen Uli. Urodziła im się śliczna córeczka. Nazwali  ją Monika.

Krzątała się po kuchni i przygotowywała śniadanie. Postawiła na ulubione danie Moniki, czyli jajecznicę z szynką. Zapach potrawy przygnał do jadalni Marka. Szedł powoli i ospale, ziewając. Odwróciła się do męża i uśmiechnęła się. Uroczo wyglądał w pomierzwionych włosach.  Podrapał się po karku i powoli zaczął się przybliżać do Uli. Objął ją w pasie i czule pocałował. Po chwili usłyszeli kroki dziewczynki. Przywitała się uśmiechem i zasiadła przy stole. Ula patrząc na swoją rodzinę poczuła się naprawdę szczęśliwa. Jej marzenie się spełniło. 

KONIEC!!!

wtorek, 24 maja 2016

"Seks minionego lunch'u" część 3

UiM zaproponowała, abym dokończyła jej opowiadanie. Piszę to pod jej dyktando, to był jej pomysł, a ja go rozwijam, dodając swoje malutkie trzy grosze. Zapraszam, Andziok :)


Pracowała jeszcze godzinę. Chociaż pracowała to za dużo powiedziane. Siedziała za swoim biurkiem i beznamiętnie patrzyła się w wygaszony ekran monitora. Cały czas była podminowana. Nawet papieros nie uspokoił jej emocji. Była naprawdę wkurzona zachowaniem Marka. Zastanawiała się, czy ten facet kiedyś odpuści. Ona nie była nim zainteresowana, nie mógł tego zrozumieć?  Kochała Piotra i to z nim chciała spędzić resztę swojego życia. Nie chciała zaprzepaścić tej miłości jakimś jednorazowym wybrykiem. Nie mogła zgodzić się na romans. Miała swoje zasady, których się mocno trzymała. Oprócz tego kierowały nią inne pobudki. Chciała utrzeć nosa temu lowelasowi, który uważał, że wszystko mu się należy i wszystko może mieć. W swoim życiu spotkała wielu takich i miała naprawdę ich dosyć. Taki typ mężczyzn działał jej na nerwy. Jej rozmyślenia przerwał osoba, o której namolnie i mimowolnie myślała:
- Ula, wydrukuj mi proszę zestawienie sprzedaży za ostatni kwartał i przynieś mi do gabinetu- po tym zdaniu, w końcu wróciła do świata żywych. Szybko się ocknęła i przytaknęła głową. Kiedy za Markiem zatrzasnęły się drzwi, otrząsnęła się z zamyślenia i na pulpicie zaczęła szukać odpowiedniego pliku.

- Proszę, to są te dokumenty, o które prosiłeś- podała mu plik kartek.
- Dzięki wielkie- uśmiechnął się do niej szelmowsko i niby przypadkiem odbierając zestawienie musnął jej dłoń- Poczekaj chwilę- szybko dopowiedział, widząc że udaje się do wyjścia. Zatrzymała się w bezruchu, mimowolnie przewracając oczami.
- Chciałeś coś więcej ode mnie?- oprócz romansu, dodała w myślach.
- Tak, znaczy nie- gubił się- Chciałem cię tylko przeprosić za tę moją propozycję. To nie było na miejscu. Znamy się zaledwie dwa dni. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Nie gniewam się- delikatnie się uśmiechnęła. Jednak to był sztuczny grymas.
- Mam nadzieję, że wszystko w porządku między nami- skinęła głową- Jeśli już sobie to wyjaśniliśmy to już nie ma potrzeby,  żebyś siedziała w pracy dłużej. Możesz wyjść dzisiaj wcześniej.
- Dzięki- szybko wyszła z gabinetu i głośno wciągnęła powietrze. Ale mnie ten Casanova irytuje.
Wracając do domu cały czas jej myśli były nakierowane na Dobrzańskiego juniora. Musiała przyznać, że jest przystojny. Ale nic poza tym.  No, może pozycję i pieniądze. Ale to mnie w ogóle nie kręci. Mężczyzna musi mieć  charakter, osobowość, coś mieć w głowie. Dlatego moim ideałem jest Piotr- na wspomnienie o narzeczonym rozmarzyła się.

-Kochanie, wróciłam!- krzyknęła w progu.
- Hej, wchodź szybko i umyj ręce, bo podaję kolację- wkroczyła do jadalni a jej oczom ukazał się Piotr w czerwonym fartuchu, stawiający pieczeń na stole.
- Smakowicie wygląda-przerwała i spojrzała na niego z zalotnym uśmiechem- i ty też w tym fartuchu- na jej komentarz roześmiał się.
- Smacznego- życzył- musimy obgadać wiele spraw- wina?- zapytał trzymając butelkę porto.
- Poproszę. A więc o jakich sprawach mówisz?- spojrzała na niego z niecierpliwością.
- Chodzi o nasz ślub. W końcu musimy się zabrać za te wszystkie obowiązki. Myślałem już o dacie. Co byś pomyślała o 22 maja?
- Brzmi fantastycznie, ale to też zależy czy ten termin będzie wolny w kościele i restauracji.
- Spokojnie kochanie. Nie proponowałbym tobie tej daty, gdybym nie był pewny, że 22 maja jest wolny w twoim kościele parafialnym i naszej ulubionej restauracji. Pamiętasz czemu ją lubimy?
- Byliśmy tam na naszej pierwszej randce- rozmarzyła się- To tam wszystko się zaczęło.
- Dokładnie- roześmiał się- Na wszelki wypadek zarezerwowałem ten termin, ale ostateczne zdanie należy do ciebie.
- Jeszcze się pytasz głupku. Oczywiście, że tak!- z wielką radością wskoczyła mu na kolana i wpiła się zachłannie w jego usta.

Po upojnej nocy powoli się przebudzał. Pamiętał jak poprzedniego wieczoru pracował jeszcze w biurze i wtedy weszła do niego Patrycja. Dawno się nie widzieli. Zaproponował jej drinka i usiadł obok niej. Atmosfera między nimi gęstniała. Ona zdecydowanie flirtowała z nim. On nie czuł nic oprócz pożądania. Zdecydował się na śmiały krok. Położył dłoń na jej kolanie i delikatnie przesuwał do przodu. Wtedy napięcie eksplodowało. W pośpiechu zrzucali z siebie zbędne ubrania. Zachowywali się jak zwierzęta. Chcieli jak najszybciej osiągnąć spełnienie.  Otworzył oczy, ale poraził go promień słońca. Chwilę mu zeszło zanim mógł otaksować pomieszczenie, w którym przebywał. Leżał na kanapie, a obok niego znajdowała się brunetka. Powoli dochodziły do niego wydarzenia poprzedniego dnia. Delikatnie wyswobodził  się z uścisku Patrycji i zaczął szukał swoich ubrań. Widząc, że jego garderoba porozrzucana jest po całym gabinecie stwierdził, że wczoraj musiało być naprawdę gorąco. Z prędkością światła nałożył bokserki, pomiętą koszulę i spodnie. Zerknął na telefon i wtedy się przeraził. Zegar wskazywał 9:30. Szybko zaczął budzić towarzyszkę, tłumacząc jej, że wszyscy są już w pracy. Patrycja nic sobie z tego nie robiła:
- Mareczku, przynajmniej już nie będziemy musieli  się kryć.
Dobrzańskiemu ta wizja się nie podobała. Kazał się jej ubrać i wtedy napotkał przeszkodę. Zorientował się, że w pracy już jest Violetta. Szybko wymyślił sposób, aby wygnać ją z sekretariatu. Sięgnął po telefon i wykręcił wewnętrzny numer:
- Viola, zrób mi proszę kawę i przynieś kilka pomidorów.
- O jeżuniu, Marek, ty jesteś w pracy? Pomidory? Stało się coś?- wyraźnie się przeraziła.
- Przyszedłem wcześniej niż ty, Viola i przez to się nie widzieliśmy- skłamał- Nic się nie dzieje.
- Dobra, już przynoszę- zasalutowała w powietrzu.
- Droga wolna, wychodzimy- zwrócił się do Patrycji. Chwycił ją za rękę i prowadził do  wyjścia. Otwierając drzwi skrzyżował wzrok z Ulą. Po chwili zobaczyła Patrycję. Otaksowała ich oboje i wiedziała co działo się w nocy. Pokiwała głową z politowaniem i wróciła do zestawienia. Panie Dobrzański, punkty w dół. Casanova nie potrafi utrzymać rączek przy sobie.