niedziela, 11 października 2020

„Nie dorosłem do małżeństwa!” miniaturka 2/2

 

Już w progu mieszkania poczuł zapach kolacji. Rozpieszczała go. Zatrzasnął za sobą drzwi i odłożył aktówkę na podłogę. Z duszą na ramieniu skierował swoje kroki do kuchni. Zobaczył ją krzątającą się przy blacie kuchennym. Uwielbiała gotować, a on uwielbiał przyglądać się jej. Gdy gotowała była jakby w innym świecie. Teraz było tak samo. Dopiero po chwili zorientowała się, że mąż już wrócił.

- Cześć kochanie, jak w pracy?- ćwierkała szczęśliwa- Właśnie kończę gotować twoją ulubioną musakę. Muszę nieskromnie przyznać, że wyszła obłędnie- patrzył na nią beznamiętnym wzrokiem, ale jego wnętrze buzowało.

- Musimy pogadać- odpowiedział krótko. Muszę to zrobić jak najszybciej.

- Stało się coś?- spojrzała na niego podejrzliwie.

- Usiądźmy- zaprowadził ją na sofę. On sam usiadł na fotelu koło sofy.- Odchodzę!- ledwo przeszło mu to przez gardło.

- Co?- była w głębokim szoku- Kpisz sobie ze mnie?

- Nie- odparł ze stoickim spokojem- Po prostu nie możemy razem być.

- Bo co?- zdenerwowała się.

- Po prostu zdecydowałem, że nie będziemy już razem.

- I to teraz tak postanowiłeś? Kiedy jestem w ciąży z tobą?- coraz bardziej emocje nią targały. Przeklinała go w myślach-  Masz kochankę, prawda?

- Nie mam- intensywnie patrzył w podłogę.

- To co się stało? Wyjaśnisz mi!- wiedział, że łatwo nie odpuści. Musi to rozegrać tak, żeby naprawdę go opuściła. To dla naszego dobra! Powtarzał w myślach. Postawił na ostatni, najmocniejszy kaliber. Tylko to doprowadzi do tego, że znienawidzi go na tyle, że bez pytań odejdzie od niego. Zebrał się w sobie, wstał i podszedł do niej.

- Nie kocham cię- wyartykułował to patrząc jej prosto w oczy. Jej zdenerwowanie zniknęło. Teraz pojawiły się łzy w oczach. Patrzyła na niego zszokowana jego słowami.

- I dopiero teraz mi to mówisz?- szepnęła prawie niesłyszalnie- to po co ta szopka? Po co nasze małżeństwo? Po co ciąża?

- Tak mi się wydawało, że cię kocham, ale im dłużej w tym siedzę to tym bardziej zacząłem rozumieć, że nie dorosłem do małżeństwa! Nie nadaję się na życie pod obrączką.

- Nie chcę cię znać- szepnęła, wstała z kanapy, wzięła klucze do samochodu i trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania. Po jej wyjściu wybuchł płaczem. Do czego ja doprowadziłem?!- wyrzucał sobie. Musiałem dopuścić się takiego kłamstwa, żeby wyjechała z mieszkania, żeby była bezpieczna.


I ona płakała. Całą drogę do Rysiowa łkała. Myślami wracała do ich wspólnych chwil. Do każdego momentu, w którym wyznawał miłość i utwierdzał ją w uczuciu. Jak mógł?! Bydlak!!! Dojechała pod rodzinny dom i wyłączyła silnik. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na całkowity upust emocji. Kiedy jechała ulicami stolicy uważnie rozglądała się i pilnowała świateł- wiedziała, że jest odpowiedzialna nie tylko za siebie ale również za dziecko w jej łonie. Teraz mogła wkurzać się i płakać. Trzasnęła mocno pięścią o kierownicę i zaczęła głośno szlochać. Płacz szybko zmienił się w wycie. Była rozgoryczona postawą Dobrzańskiego. Wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. A tu takie coś!


Wyszła z samochodu i skierowała swoje kroki do domu. Otworzył jej zdziwiony Cieplak. Ojciec, widząc w jakim jest stanie, błyskawicznie zabrał ją do kuchni i zaparzył gorącej herbaty. Ula długo nie mogła się uspokoić. W końcu udało jej  się opowiedzieć całą historię ojcu. A mi w dzień ślubu obiecywał, że już nigdy więcej cię nie skrzywdzi. Podły drań!- podsumował.

 

Po wyjściu Uli długo nie mógł się pozbierać. Klęczał żałośnie na marmurowej podłodze i wyrzucał sobie jak bardzo ją skrzywdził. Osobę, którą kocha najbardziej na świecie. Nie mógł wytrzymać przeszywającego go bólu. Musiał się jakoś pozbyć tego cierpienia. Choć na chwilę! Wstał i szybko udał się do monopolowego. Kupił litr wódki i szklanka za szklanką wlewał w siebie czterdziestoprocentowy trunek. Upił się z rozpaczy, nawet nie pamiętał kiedy zasnął.


Obudził się bladym świtem. Spojrzał na zegarek, który wskazywał piątą trzydzieści. Stwierdził, że i tak nie zaśnie, więc zbierze się do pracy. Koniec końców, musiał doprowadzić firmę do ładu. A później wszystko wyjaśnię Uli. Jak na to ile wypił poprzedniego dnia, czuł się nawet dobrze. Wziął szybki i zimny prysznic oraz zjadł śniadanie. Zaczął robić porządki w mieszkaniu- to go zawsze uspokajało. Kiedy otworzył szafę, zrozumiał, że popełnił błąd. Odurzyła go cudowna woń perfum Uli. Zaciągnął się nim. Wziął do ręki jej sweter i przyłożył do nozdrzy. Przypomniał sobie, że Ula wyszła wczoraj, biorąc tylko klucze. Zaczął usilnie zastanawiać się nad jedną rzeczą.  Skoro ci mafiosi wiedzą, że jestem żonaty to muszą nas śledzić. Niewykluczone, że obserwują nasz dom. Co jeśli będą chcieli wykorzystać sytuację, że Ula będzie sama i ją nastraszyć? Termin spłaty zbliża się nieubłaganie. Nie mogę pozwolić, żeby Ula tutaj została choć na ciut dłużej niż powinna. Poszedł do pralni po walizkę i zaczął wrzucać do niej najpotrzebniejsze rzeczy żony. Jeżeli ja to zrobię, Ula nie zmarnuje czasu w mieszkaniu i będzie mogła jak najszybciej stąd odjechać.

 

Wstała obolała i totalnie niewyspana. Płacz dał jej porządnie w kość. Poszła do łazienki, ale gdy spojrzała się w lutro, odwróciła się. Nie mogła patrzeć na swój wygląd. Ochrzaniła się w myślach. Muszę być silna dla mojego dziecka. Umyła zęby i przebrała się z piżamy. W duchu dziękowała, że zostawiła sobie w domu rodzinnym najpotrzebniejsze rzeczy. Następnie skierowała swoje kroki do kuchni. Tam czekał już Józef z ciepłą herbatą i śniadaniem.

- I co teraz będzie?- zapytał, gdy wmuszała w siebie drugą kanapkę.

- A co ma być tatku?- odpowiedziała słabym głosem- Pojadę po swoje rzeczy i zobaczymy. Na razie nie chcę się martwić Markiem, bo jednak ważniejsze jest dziecko. Musi urodzić się zdrowe. Jeśli Marek będzie chciał rozwodu, zgodzę się. Nie mam sił na walkę. Nie ma to najmniejszego sensu.

Podjechała pod blok, zaparkowała samochód i poszła do mieszkania. Kiedy otworzyła drzwi zobaczyła stos walizek ułożonych w przedpokoju.

Dupek- skwitowała, widząc swoje spakowane rzeczy.- Pewnie już jakąś chce sobie sprowadzić, stąd te moje walizki. No nieźle Dobrzański. Ciekawe czy ją znam… Dzięki Maruś za spakowanie mnie, zupełnie nie musiałeś. Chyba, że ci się tak śpieszy, żebym opuściła lokal i żebyś miał miejsce na swoje schadzki. Wzięła do ręki jedną walizkę i zaczęła z nią iść do samochodu. Wciąż zastanawiała się, czy nie zna przypadkiem kochanki męża. Może to jakaś modelka, może pracuje u nas w firmie. Bo to, że ma kochankę, wiem na pewno. Bo przecież o co innego może mu chodzić? Jestem cholernie ciekawa, dla której panny zostawia mnie i nasze dziecko…


Wracając po kolejną walizkę przypomniała sobie, że Marek ostatnio wspominał jej, że ma ważne spotkanie firmowe. Gadał o tym jak najęty, bo podobno było niezwykle kluczowe i miało mieć znaczenie dla przyszłości F&D. Spojrzała na zegarek.  Jeżeli mnie nie okłamał to w tym momencie trwa to spotkanie i nie ma go w swoim gabinecie.- pomyślała i wpadła na chytry plan.


Po spakowaniu wszystkich walizek do Astry, udała się do siedziby firmy. Zajęło to jej dosłownie pięć minut. Przy wyborze wspólnego mieszkania bardzo zwracali uwagę na lokalizację, chcieli być jak najbliżej F&D. Z duszą na ramieniu wjechała na piąte piętro. Mijając recepcję wpadła na Anię.

- O Ula- była zdziwiona- dawno cię nie widziałam. Świetnie wyglądasz- brunetka spojrzała na jej lekko zaokrąglony brzuszek- Co tu porabiasz?

- Jestem dosłownie na chwilę. Muszę iść do Marka.

- Ale Marek ma teraz spotkanie- wyjaśniła Uli, która odetchnęła z ulgą.

- Tak wiem. Zostawił mi ważne dokumenty i muszę je po prostu odebrać- skłamała.

- A to jeśli tak to dobrze. Drogę znasz- Ania puściła oczko rozmówczyni.

Weszła do gabinetu i rozglądnęła się. Nie wiedziała od czego zacząć. Podeszła do biurka i zaczęła otwierać po kolei szuflady. Nic. Jedynie co to stosy dokumentów. Jej kolejnym punktem był laptop. Włączyła go i przejrzała pliki a później pocztę. Wszystko bez zarzutu. Usiadła na krześle i zaczęła analizować co jeszcze mogłaby sprawdzić. Gdzieś musi być jakiś dowód o romansie... Przypomniała sobie, iż Marek będąc na ważnych spotkaniach zawsze zostawia prywatny telefon i bierze tylko służbowy. Ot taka zasada, żeby w razie czego ktoś nie przeszkodził w negocjacjach. Skojarzyła, że zawsze komórkę zostawia w przyborniku na biurku. Zajrzała tam. Jest!- krzyknęła w myślach. Zaczęła przeglądać zawartość telefonu. Otworzyła wiadomości, a jej oczy stawały się coraz większe. Coraz bardziej przerażona czytała SMS-y jeden za drugim. Tak zastał ją Marek. Wchodził właśnie do pomieszczenia, jednak stanął w półkroku, kiedy ją zobaczył.

- O co tu chodzi?- wskazała na telefon. Zupełnie zapomniała o swoich wcześniejszych podejrzeniach o kochance. Teraz liczyło się to, aby Marek wyjaśnił jej te dziwne i przerażające wiadomości. Spojrzał na nią ze strachem w oczach. Wydało się!

- Ula, tylko się nie denerwuj- złożył ręce jak do modlitwy i zaczął iść w jej kierunku.

- Jak mam się nie denerwować?- wrzasnęła- kiedy czytam takie coś.

- Ula- powiedział to najbardziej łagodnym głosem, jaki tylko mógł z siebie wyłonić- Pozwól, że ci wyjaśnię- był przybity do muru. Musiał jej wszystko powiedzieć. Usiedli na kanapie, a Marek przedstawił całą sytuację ze szczegółami.

- Marek, ty jesteś..ja nie wiem..nawet brakuje mi słów. Czemu mi nic nie powiedziałeś o złej kondycji firmy? Nie pisnąłeś nawet słówkiem.

- Żebyś się nie martwiła- miał spuszczoną głowę.

- A teraz martwię się jeszcze bardziej- chodziła po gabinecie.

- Bo miałaś się o tym nigdy nie dowiedzieć, ale wyszło jak wyszło.

- Marek- usiadła przy nim i zatroskanym głosem spytała- co my teraz zrobimy?

- Nie mam pojęcia- odpowiedział zamyślony- Ja nie mam żadnych pomysłów. Chyba jedynie zostało mi ubezpieczyć się na życie i rzucić się pod pociąg.

- Przestań tak mówić!- krzyknęła, czym wprowadziła Dobrzańskiego w osłupienie. Wpatrzył się w jej zamyśloną twarz. Analizowała wszystkie rozwiązania- Mam!  Słuchaj Marek, przecież możemy wziąć kredyt.

- Ula, czy ty mnie wcześniej słuchałaś? Wspominałem ci, że na F&D nie możemy wziąć kredytu.

- Ale mamy jeszcze PRO-S.

- I co, chcesz powtórki z rozrywki? Już raz wzięłaś dla mnie kredyty- odparł zrezygnowany.

- Teraz jest inaczej! Nie ratuję tylko ciebie, ale siebie i nasze dziecko. Nie masz wyjścia!- położyła dłoń na jego ramieniu- Musisz się zgodzić na tą propozycję.

- I weźmiemy pożyczkę, by spłacić poprzednią i tak dalej, i tak dalej. Przecież to błędne koło.

- Ale musisz przyznać, że bank da lepsze warunki spłaty niż ci mężczyźni. Bank przynajmniej nie grozi śmiercią- potarł czoło w charakterystyczny sposób.

- Okej- westchnął- Nie mamy innego wyjścia- przyznał przygnębiony- Przepraszam za to wszystko.

- Jesteśmy w tym razem, pamiętaj! Na dobre i złe, prawda?

- I co, nie zostawisz mnie?- spytał zaskoczony. Na jego twarzy malowało się zdumienie.

- Bardzo mnie skrzywdziłeś Marek, ale wciąż cholernie cię kocham. I wiem, że nie mówiłeś tych słów na poważnie. Chciałeś mnie po prostu chronić.

- Masz rację. Nawet nie wiesz jak ciężko było mi wypowiedzieć te słowa. Jeszcze raz przepraszam- opuścił głowę ze skruchą.

 

W umówiony dzień zjawił się w miejscu, w którym wszystko się zaczęło. Oddał cały dług i znów przyglądał się jak czarne BMW odjeżdża w bliżej nieznanym kierunku. Nigdy więcej już tu nie będę!- obiecał sobie w myślach. Mężczyźni nigdy już się nie odezwali. Dobrzańscy mogli w spokoju oczekiwać dziecka i wyswobadzać firmę z kryzysu.

KONIEC!

niedziela, 4 października 2020

„Nie dorosłem do małżeństwa!” miniaturka 1/2

Pomysł na tę miniaturkę chodził za mną już jakiś czas, ale zawsze uznawałam, że jest zbyt nierealistyczny. Jednak w końcu postanowiłam usiąść przed komputerem i...

Nawet nie wiecie jakie mnie natchnienie wzięło 😉 Pisało mi się to błyskawicznie. Mam nadzieję, że Wam to błyskawicznie będzie się czytało. I, że będzie wam się podobało 😃

 

- Musimy pogadać- powiedział krótko.

- Stało się coś?- spojrzała na niego podejrzliwie.

- Usiądźmy- zaprowadził ją na sofę. On sam usiadł na fotelu koło sofy.- Odchodzę!- ledwo przeszło mu to przez gardło.

- Co?- była w głębokim szoku- Kpisz sobie ze mnie?

- Nie- odparł ze stoickim spokojem- Po prostu nie możemy razem być.

- Bo co?- zdenerwowała się.

- Po prostu zdecydowałem, że nie będziemy już razem.

- I to teraz tak postanowiłeś? Kiedy jestem w ciąży z tobą?- coraz bardziej emocje nią targały. Przeklinała go w myślach-  Masz kochankę, prawda?

- Nie mam- intensywnie patrzył w podłogę.

- To co się stało? Wyjaśnisz mi!- wiedział, że łatwo nie odpuści. Musi to rozegrać tak, żeby naprawdę go opuściła. To dla naszego dobra! Powtarzał w myślach. Postawił na ostatni, najmocniejszy kaliber. Tylko to doprowadzi do tego, że znienawidzi go na tyle, że bez pytań odejdzie od niego. Zebrał się w sobie, wstał i podszedł do niej.

- Nie kocham cię- wyartykułował to patrząc jej prosto w oczy. Jej zdenerwowanie zniknęło. Teraz pojawiły się łzy w oczach. Patrzyła na niego zszokowana jego słowami.

- I dopiero teraz mi to mówisz?- szepnęła prawie niesłyszalnie- to po co ta szopka? Po co nasze małżeństwo? Po co ciąża?

- Tak mi się wydawało, że cię kocham, ale im dłużej w tym siedzę to tym bardziej zacząłem rozumieć, że nie dorosłem do małżeństwa! Nie nadaję się na życie pod obrączką.

- Nie chcę cię znać- szepnęła, wstała z kanapy, wzięła klucze do samochodu i trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania.

Wcześniej:

Byli małżeństwem dwa lata. Po pokazie FD Gusto wszystko wróciło do normy. Byli szczęśliwi, zakochani, z planami na przyszłość. Kilka dni po pokazie zadzwoniła do Piotra. Chciała umówić się z nim na spotkanie, żeby podziękować mu za to, że wzniecił w Marku odwagę. Dowiedziała się, że jest w Bostonie. Chciała umówić się na rozmowę w trójkę na Skype, ale odmówił. W sumie spodziewała się. Gdyby kilka miesięcy wcześniej Marek wyszedłby z inicjatywą spotkania jej i Pauliny również by odmówiła. Czułaby się niekomfortowo, gdyby była zmuszona patrzeć na okazywanie uczuć Włoszki i Dobrzańskiego, którego kochała. Serce wyskoczyłoby z jej piersi i już nigdy nie wróciło na swoje miejsce.

Koniec końców to ona związała się z Markiem i nareszcie była w pełni szczęśliwa. Pierwszy raz w życiu czuła się spełniona w życiu prywatnym i zawodowym. Po spektakularnym sukcesie kolekcji oddała stanowisko prezesa Dobrzańskiemu, a sama zajęła się finansami. W międzyczasie odbył się ich ślub. Skromny, aczkolwiek obojgu na tym zależało.  Byli tylko najbliżsi- rodzice Marka, ojciec i rodzeństwo Uli, Maciek z Anią, klub brzydul oraz Violetta z Sebastianem, którzy również obejmowali funkcję drużby. Nikt więcej nie był potrzeby im do szczęścia. Firma prowadzona przez Marka, w której Ula była dyrektorem finansowym działała bez zarzutu. Do czasu…Do momentu, w którym Ula nie zaszła w ciążę.

Marek uradowany tą wiadomością oszalał na punkcie swojej żony. Był na ranę przyłóż. Wyręczał ją w nawet najmniejszej sprawie. W końcu również zakazał jej pracować. Czekali na potomka dość długo, więc chciał aby wszystko przebiegało poprawnie. Nie rozumiała go. Wiele razy pokłócili się o to. W końcu odpuściła i zrezygnowała z pracy. Na czas jej urlopu dyrektorem finansowym została pani Lidka, która dołączyła do ekipy po odejściu Adama. Turek nie mógł poradzić sobie z ciągłym nachodzeniem Alexa, który chciał nastawiać go przeciwko Dobrzańskim. Nie wytrzymując psychicznie ciągłego nękania, postanowił, że odejdzie z firmy. Tak jedynie mógł odciąć się od Febo. Zmieniając pracę, mógł prowadzić spokojne życie. Czterdziestoletnia Lidka nie była do końca wprowadzona w finanse firmy. Gubiła się czasem w gąszczu cyferek. Nie pomógł w tym również pogłębiający się kryzys, w który popadało F&D. I tak krok po kroku firma radziła sobie coraz gorzej. Fakt, iż Marek praktycznie się nią nie zajmował dolało oliwy do ognia. On cały czas, odkąd dowiedział się, że zostanie ojcem, latał w chmurach. Nic nie liczyło się dla niego tak bardzo jak Ula i ciąża. Kiedy w końcu zmalała faza ekscytacji na tyle, by wrócić myślami do firmy, było za późno. Firma była na skraju bankructwa. Był załamany. To on, tym, że kompletnie zapomniał o F&D, spowodował, że wcześniejsza praca i jego i Uli poszła na marne. Nie chciał niepokoić żony. Wiedział, że mocno się zdenerwuje i będzie chciała wrócić do firmy by ją ratować. Nie mógł na to przyzwolić.  Zdecydował, że nie poinformuje Uli o katastroficznej sytuacji F&D. Teraz musiał zdać się sam na siebie. Szukał sposobów, żeby jakoś zapełnić lukę finansową, jednakże jedyną opcją, która przychodziła mu do głowy był kredyt na firmę. Zadzwonił do Lubrackiego, zaprzyjaźnionego dyrektora banku i umówił się na rozmowę.


Spotkanie na niewiele się zdało. Dowiedział się, że na oficjalny kredyt na firmę nie ma szans. Jednak Lubracki podsunął mu pewien pomysł. Podarował mu numer telefonu do kogoś, kto jak sam dyrektor określił, może pożyczyć gotówkę bez zbędnych pytań po co, jak i dlaczego. Wiedział w co się pakuje, ale mając nóż na gardle zdecydował się na to rozwiązanie.


Umówili się późnym wieczorem. Wszystko wyglądało tak jak sobie wyobrażał. Podjechali na miejsce spotkania czarną limuzyną marki BMW. Z samochodu wyszło trzech typów, wszyscy ubrani w czarną skórę i mimo później godziny mieli założone ciemne okulary. Cała transakcja przebiegała bez problemów. Szybko ustalili warunki umowy i po chwili patrzył jak mężczyźni odjeżdżają, dzierżąc w dłoniach kopertę z plikiem pieniędzy. Był spokojniejszy.


Jednakże spokój nie trwał długo. Wierzyciele szybko zaczęli się domagać spłaty pożyczki. Był w potrzasku. Nie miał pieniędzy by im oddać. Podreperowanie finansów dopiero zaczęło procentować, a firma powolutku wracała na właściwe tory. Tłumaczył, błagał- to na nic się nie zdało. Pewnego wieczoru otrzymał wiadomość, która zmroziła mu krew w żyłach:

„Masz tydzień na oddanie długu i prowizji. Inaczej zmusisz nas do tego, czego wcale nie chcemy zrobić. Wiemy, że masz piękną, kochającą żonę. Chyba nie chcesz widzieć jej w trumnie, prawda?”

Po odczytaniu wiadomości telefon wypadł mu z ręki. Był sparaliżowany. Potwornie się przeraził. Za wszelką cenę próbował znaleźć inne sposoby na znalezienie pieniędzy. Na myśl przyszli mu rodzice, jednakże szybko odtrącił ten pomysł. Ojciec przygotowywał się do ważnej i potrzebnej operacji, która kosztowała krocie. Pomyślał o Sebastianie. On mógłby mi pożyczyć! Wybrał jego numer i przyłożył telefon do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci…

- Halo?- usłyszał zmęczony głos kolegi.

- Cześć Seba, możesz gadać?- zapytał na jednym wdechu.

- No mogę. Nawet dla mnie lepiej, bo już nie mogę słuchać narzekań Violki, że coś jest nie tak z salą weselną, z dekoracją w kościele i tak dalej.

- Mam szybkie pytanie- przerwał wywód kumpla- możesz mi pożyczyć trochę kasy?

- Trochę to znaczy ile?

- No….- zastanowił się-..a ile możesz?

- Marek słuchaj, wiesz, że przygotowujemy się z Violką do ślubu, więc nie śpimy na kasie. Myślę, że tak z pięć tysięcy złotych możemy mieć wolnych- Za mało!- skwitował w myślach- Nawet gdyby pożyczyć od kilku osób to nie zbiorę takiej sumy- powoli się załamywał. Sebastiana zaintrygowała cisza w słuchawce- Marek, jesteś tam? Stało się coś?

- Nie, nie- szybko zaprzeczył- Jeszcze nie i oby nie- dodał w myślach- Wszystko jest w porządku- skłamał i pożegnał się z przyjacielem.


Wszystkie pomysły spalały na panewce. Był zdruzgotany i bezsilny. Dni mijały szybko, a on nie miał skąd wziąć pieniędzy. Zebrał jedynie 1/3 wysokości długu. Wiedział, że nie zdąży. Był późny wieczór, a on siedział za swoim biurkiem i dorastał do trudnej decyzji. Muszę jakoś chronić Ulkę! Schował twarz w dłoniach. Tak bardzo się bał. O żonę, o ich nienarodzone dziecko. Tak o to wszystko walczył a teraz co? Miał to stracić przez własną głupotę. Podjął trudną decyzję. Wstał z krzesła, zabrał płaszcz i skierował się do wyjścia.

ciąg dalszy nastąpi...

środa, 30 września 2020

"Proste pytanie" miniaturka 2/2

 DZIĘKUJĘ ZA 600K 💖💖💖


- Jesteś szczęśliwa?- obrzuciła go zaskoczonym spojrzeniem.- Jesteś szczęśliwa z nim?- kontynuował.

- Marek o co ci chodzi?- spytała podejrzliwie.

- Pytam się po prostu czy Piotr daje ci szczęście.

- A co cię to obchodzi?- powoli podniosła się z krzesła. Ta rozmowa szła całkowicie nie tak jak myślała, że będzie przebiegać. Myślała, że Marek opowie jej o jakiejś małej błahostce, która go trapi…typu o której iść na squash’a, albo chociaż coś o pracy.

- Po prostu jestem ciekaw- starał się, aby ton jego głosu był jak najbardziej wyluzowany. Tak jakby go to nie obchodziło tak bardzo jak w rzeczywistości.

- Marek, czy ty siebie słyszysz?- podniosła głos- Pytasz się mnie o takie coś?!

- Proste pytanie, prosta odpowiedź. Tak albo nie- zaczęła krążyć po pomieszczeniu.

- Nie no Marek, ty jesteś fenomenalny- kręciła głową- jaki ty masz tupet- emocje buzowały i w Uli i w Marku. W końcu Dobrzański nie wytrzymał.

-Ula- krzyknął w amoku, a dziewczyna zamilkła i stanęła w bezruchu z zaskoczenia- kocham cię ale…- przerwał kiedy doszło do niego, co właśnie powiedział. Stwierdził, że skoro już to wyznał to musi dokończyć- …ale skoro jesteś z nim szczęśliwa to ja odejdę- wyszedł zostawiając Ulę samą.

 



Wyszedł z firmy i w amoku krążył po Warszawie. Analizował sytuację, która miała miejsce chwilę temu. Jak mógł w emocjach wyznać jej miłość. I to jeszcze w kłótni. Chciał powiedzieć, że ją kocha w jakiś bardziej wyjątkowych okolicznościach. A wyszło jak wyszło. Nawet nie zauważając jak, doszedł nad Wisłę. Do ich miejsca. Postanowił przycupnąć na pniu i poukładać myśli patrząc na horyzont.


Stała nieruchowo w Sali konferencyjnej. Nie mogła znaleźć sobie miejsca po tym co od niego usłyszała. Była pewna, że nie kłamał. Nie mógłby. Nawet podczas tej pieprzonej intrygi te słowa nie przeszły mu przez gardło. Nie jest na tyle zepsuty, żeby bezpośrednio wyznać komuś miłość, kiedy to nie jest prawdą. Zresztą nawet gdyby to po co miałby kłamać? Co miałby tym ugrać? Nie miał powodu jej oszukiwać. Już dawno po zarządzie, weksle wróciły w jego ręce. Żaden inny powód nie przychodził jej do głowy. Stwierdziła, że nie wytrzyma w firmie, więc postanowiła się przejść. Z początku myślała o parku w centrum, ale coś ciągnęło ją nad Wisłę. Wsiadła do pierwszej taksówki i wskazała adres.


Powoli szła przed siebie. Cały czas w jej głowie huczały słowa „kocham cię”. Zbliżała się do ich miejsca. Tam gdzie mieli swoją randkę. Dostrzegła postać. Zamrugała kilka razy, żeby mieć pewność czy wyobraźnia nie płata jej figla. Powoli, po cichu podchodziła do Marka.

Poczuł czyjąś obecność i podniósł głowę. Zobaczył Ulę. Stała nad nim bez wyraźnego wyrazu twarzy. Mierzyli się wzrokiem, dopóki Ula nie spytała się czy może dołączyć. Przytaknął. Usiadła na pniu obok niego. Milczeli. Oboje wpatrywali się w wodę, oboje byli pogrążeni we własnych myślach. W końcu Marek przerwał ciszę.



- Przepraszam- szepnął nie patrząc na nią.

- Za co?- zdumiała się.

- Za to, że wyznałem ci miłość- spojrzał na nią.

- Dlatego mnie przepraszasz?- była szczerze zaskoczona.

- Za wcześnie to zrobiłem. Chciałem abyś usłyszała, że cię kocham kiedy będziesz pewna swoich uczuć, kiedy byłaby romantyczna atmosfera i kiedy byłabyś pewna, że chcesz ze mną być.

- Może co prawda romantycznych okoliczności nie było, ale dwa kolejne warunki zostały spełnione- spojrzał na nią zaskoczonym wzrokiem- Kocham cię- dodała i wtuliła się w jego ramię- Zresztą ty od dawna o tym wiesz- posłała mu uśmiech.

KONIEC!

niedziela, 27 września 2020

„Proste pytanie” miniaturka 1/2

 


- Zaproponowała mi- wbiegł do gabinetu kumpla i bez przywitania podzielił się dobrą nowiną.

- Ale co? Małżeństwo?- zapytał zdezorientowany Olszański.

- Nie no Seba- dopiero zreflektował się, że w zasadzie przyjaciel nie wie o co mu chodzi- Pracę.

- No to stary gratulacje- wstał i podał brunetowi rękę- A od kiedy tak lgniesz do roboty?-zaczął się nabijać.

- Od kiedy mogę współpracować z Ulką- odrzekł i rozmarzonym wzrokiem popatrzył w dal.

- No ale i bez pracy pozwoliła ci przychodzić do firmy, więc niewiele się zmienia- Marek spojrzał na kolegę.

- Seba…dużo się zmienia- Olszański zmarszczył brwi na znak niezrozumienia słów Dobrzańskiego- teraz bezkarnie mogę tu przychodzić codziennie- zaakcentował ostatnie słowo- i codziennie na nią patrzeć- dodał do chwili.

- Dobra dobra, wszystko super, ale dzisiejszego wyjścia na piwo mi nie odmówisz- skierował palec wskazujący na kolegę- i nawet nie mów, że rano masz robotę i musisz się wyspać- Marek podniósł ręce na znak poddania się.

- Stary nie ma problemu- rozradowany wstał z krzesła  i skierował się do wyjścia, ale przy samym drzwiach odwrócił się do Olszańskiego- A i nowo zatrudniony stawia!- zniknął na korytarzu.

 


Następnego dnia czekał na panią prezes pod wejściem do firmy. Praktycznie przeskakiwał z nogi na nogę z euforii i ekscytacji. W końcu na horyzoncie pojawiła się Ula. Od razu ją dostrzegł. Stwierdził w duchu, że jest jeszcze piękniejsza niż zapamiętał ją wczoraj. Stał nieruchomo i wpatrywał się w pannę Cieplak. Dostrzegła jego wzrok i zawstydziła się. Nie przyzwyczaiła się  jeszcze do spojrzeń mężczyzn, a tym bardziej do takiego wzroku Marka. Wzroku pełnego zachwytu i…miłości? Cieplak, wydaje ci się!- zrugała się w myślach.

- Cześć- przywitał się swoim charakterystycznym tonem głosu.

- Hej- uśmiechnęła się delikatnie- Od kiedy jesteś tak punktualny?

- Odkąd dostałem drugą szansę- zauważył, że zaczęła zachowywać się nienaturalnie na dźwięk jego słów- no w sensie pracy- wytłumaczył.

- No skoro masz takie nastawienie od początku to coraz bardziej wierzę, że nam się uda- przyznała.

- Zapraszam panią prezes- ostatnie słowa zaakcentował. Wskazał ręką na wejście do firmy. Ruszył zaraz za nią, a ja jego twarzy widniał delikatny uśmiech.

Violetta jak zwykle spowodowała, że piękna para prezesów jak sama określiła poczuła skrępowanie. Jednak Marek żartem starał się ratować sytuację.

- Właśnie Marek- Ula przerwała wywód Kubasińskiej- bo ja jeszcze nie zorganizowałam ci miejsca- i przyznała szczerze.

- A to nie ma problemu Ula- spojrzał na nią łagodnym wzrokiem- zrobię sobie miejsce w konferencyjnej- posłała mu wdzięczny uśmiech- Jakie jest moje pierwsze zadanie?


Ich dotychczasowa współpraca przebiegała poprawnie, a stosunki były neutralne. Właśnie kończył dopinać budżet i miał wybierać się do Uli z papierami, kiedy zauważył przez szyby Sali konferencyjnej, że Cieplak właśnie wychodzi. W zasadzie dochodziła godzina lunchu, więc mógł się tego spodziewać. Ale to z kim ją zobaczył wbiło go jeszcze bardziej w fotel. Do windy ciągnął ją sam Piotr Sosnowski. Trzymał ją za rękę i prowadził do wyjścia. Znał Ulę na tyle, że wiedział, że doktorek musi ją wołami ciągnąć od pracy, że gdy jest zajęta totalnie nie myśli o jedzeniu. Jednakże zdziwił się bardzo gdy dostrzegł, że oboje śmiali się perliście i rozmawiali. Widać, że ta „potyczka” bardzo im się podobała. Zachowywali się jak para zakochanych nastolatków. Brakowało jeszcze pocałunku- skitował wkurzony, kiedy drzwi windy zamknęły się za nimi.

 

 

Siedział w bezruchu, a jego nieobecny wzrok utkwiony był w jednym, nieokreślonym punkcie. Cały czas analizował to co zobaczył godzinę temu. Wychodzi na to, że już nie mam po co walczyć. Ula jest szczęśliwa, radosna. Przy mnie nigdy taka nie będzie. Nigdy nie przeskoczę tego żalu i braku zaufania. Jestem takim kretynem. Co ja sobie myślałem? Że jak pomogę jej w pracy to ona z wdzięczności rzuci mi się na szyję? Nie!- to krótkie słowo dudniło mu w głowie- Ula jest porządna, doktorek jest porządny, pasują do siebie idealnie. Ich relacja jest prosta, klarowna, bez żadnych intryg, niedomówień. Nagle usłyszał pukanie do drzwi i zobaczył obiekt swoich myśli.

- Rozmawiałam z Iwoną i jadę podpisać ostateczną umowę- wręcz ćwierkała z radości. Pytanie czy ta umowa ją tak cieszy czy może doktorek tak ją uszczęśliwił.

- Super- odpowiedział beznamiętnym głosem nie zaszczycając  wzrokiem Uli.

- I powiedziała, że załatwiła nam miejsce w głównym pasażu.

- Fajnie- zbywał ją krótkimi odpowiedziami.

- Myślałam jeszcze trochę o tym tekście do folderów. Mam kilka pomysłów ale chyba jednak potrzebuję pomocy specjalisty- wyciągnęła kartkę do niego i dopiero wtedy spojrzał najpierw na kartkę a potem na nią.

- Jasne- wziął od niej arkusz papieru i odłożył na stole. Cały czas był nieobecny.

- Stało się coś?- zaintrygował ją swoim zachowaniem. Co jak co znali się długo i mogła wyczuć kiedy jest nieswój.

- Nie, nie..- zaczął zaprzeczać- Wszystko jest okej- w pośpiechu wstał i zaczął zbierać papiery ze stołu.

- Chyba jednak nie jest wszystko super- usiadła na krześle ustawionym naprzeciwko jego i zaczęła świdrować wzrokiem swojego rozmówcę- słucham…

Patrzył na nią przez chwilę i zbierał się w sobie. Nie wiedział, czy zaczynać ten temat czy lepiej odpuścić. Postanowił zaryzykować.

- Jesteś szczęśliwa?- obrzuciła go zaskoczonym spojrzeniem.- Jesteś szczęśliwa z nim?- kontynuował.

ciąg dalszy nastąpi...

niedziela, 20 września 2020

"Walka samców" część 17

 

Hej! Parę ogłoszeń parafialnych!

Jak widzicie nie jestem systematyczna. Trochę się wypaliłam jeśli chodzi o kwestię pisania i wolę tworzyć coś innego i tej drugiej rzeczy poświęcam się w 100 procentach. Aby nie było znowu tak długich przerw między jedna a druga częścią postanawiam, że będę pisać same miniaturki, czyli opowieści, które składają się z maks 2 części, a jeśli natchnie mnie na dłuższe opowiadanie to najpierw napisze całe a potem sukcesywnie co kilka dni będę wstawiała Wam na bloga.

5 października będziemy mogli obejrzeć dalsze losy naszych bohaterów. Ostatnio miałam rozkminę, czy może scenarzyści inspirowali się naszymi blogami 😁😂Będziemy oglądać, no nie?!

 

Zawalona robotą stwierdziła, że zostanie dłużej w pracy i nie będzie specjalnie wracać do domu by się przebrać na imprezę. Wybitnie nie miała ochoty tam iść. Oczywiście cieszyła się z kolejnego sukcesu ekipy, ale była bardzo zmęczona. Stwierdziła, że napije się jednego drinka, wymiga się bólem głowy i wróci do ciepłego, miękkiego łóżka. Taki miała plan! Nie mogła doczekać się aż w końcu się położy, ale wcześniej musiała dokończyć sprawozdanie.  Wróciła myślami do rzeczywistości.

 

Był wniebowzięty. Wiedział,  że odwalili kawał dobrej roboty, jednak na zebraniu zarządu dopadł go delikatny stresik. Na szczęście wszystko przebiegło według ich myśli. Nie mógł doczekać się wieczornej imprezy. Uwielbiał takie klimaty. Zarezerwował cały klub dla pracowników. Było trudno znaleźć wolny lokal w takim błyskawicznym tempie, jednakże znał się z właścicielem jednego z warszawskich klubów. Warto mieć znajomości! Rozradowany, z ogromnym uśmiechem na twarzy chadzał po firmie, ale po chwili stwierdził, że i tak nie skupi się na pracy, więc postanowił wrócić do domu i przyszykować się na imprezę.

Punktualnie zebrali się  wszyscy zaproszeni. Uli poprawił się humor kiedy z Alicją zaczęły obgadywać nowego pracownika Pshemko. Dawniej szczerze nienawidziła plotek, teraz ją nawet śmieszyły. Wszyscy dobrze się bawili, byli szczęśliwi, że ich praca nie poszła na marne. Po chwili schodami zszedł Marek razem z Sebastianem.

 

Obudziła się i leniwie przeciągnęła. Powoli otwierała oczy by móc przyzwyczaić się do światła. Spojrzała na zegarek, który wskazywał dziewiątą trzydzieści. No no..dawno tak długo nie spałam. Odwróciła głowę  w drugą stronę i spojrzała na pogrążonego w śnie mężczyznę. Był taki przystojny. A najważniejsze kochał ją, a ona jego. Bardzo delikatnie- tak aby nie obudzić partnera- wyswobodziła się z kołdry i poczłapała do kuchni. Nastawiając wodę na kawę wróciła myślami do wydarzeń sprzed czterech miesięcy:

Ustaliła sama ze sobą, że wypije jednego drinka i tłumacząc się bólem głowy wróci do domu. Kiedy Marek i Sebastian weszli do klubu od razu ich dostrzegła. Niby widziała wielokrotnie Dobrzańskiego w garniturze, ale dzisiaj wyglądał inaczej. Zadowolony, pewny siebie, ale bez arogancji. Sukces bił od niego na kilometry. Złapała się na tym, że cicho westchnęła na jego widok. Cały imprezą spędzała z przyjaciółkami. Najpierw wysłuchała przemowy Krzysztofa, a następne głos zabrał Marek. Podziękował całej ekipie za wspólną pracę, która przyniosła efekty, ale jej podziękował z imienia i nazwiska. Chciał ją wyróżnić za kawał dobrej roboty. Wiedział, że praca na dwa etaty ją wykańczała i jeszcze bardziej był jej wdzięczny. Poprosił ją na scenę, aby podarować jej kwiaty. Była wyraźnie zmieszana, nie lubiła być na oczach tylu ludzi. Kiedy podawał jej bukiet róż i pochylił się by pocałować ją w policzek szepnął do ucha „porozmawiajmy za 20 minut na osobności”. Wyraźnie była zaintrygowana. Zupełnie zapomniała o swoim planie szybkiego wyjścia do domu. Zobaczyli się na korytarzu. Tam mogli na spokojnie porozmawiać. Nikt im nie przeszkadzał, muzyka również tu nie dochodziła.

- Ula- zaczął- chciałbym pogadać.

- To już wiem- uśmiechnęła się sztucznie. Trochę się zirytowała, bo szczerze potrzebowała szybko dowiedzieć się o co mu chodzi.

- Okej, już ci mówię to co chce powiedzieć- trochę się gubił bo chciał w prosty i szybki sposób przekazać to co leżało mu na sercu- Pogadajmy o nas. Nie ukryjemy, nasza znajomość jest dość dziwna. Trochę przyjaźni, trochę kłótni, trochę nieporozumień. Wydaje mi się, że to pewnie przez to, że od samego początku iskrzy między nami- słuchała go uważnie- Ula, muszę przyznać przed sobą i przed tobą, że odkąd zobaczyłem cię pierwszy raz bardzo mi się spodobałaś- delikatnie podniosła prawy kącik w formie uśmiechu. Schlebiało jej to.- Jednak oboje zachowywaliśmy się jakbyśmy mieli piętnaście lat. Sam nie wiem dlaczego.

- A ja wiem- przerwała mu- Też mi się spodobałeś od samego początku. I myślę, że wszystko przebiegałoby normalnie gdyby nie ta sytuacja u Sebastiana. Uwierz mi Marek, nie zachowałeś się tam dojrzale. I chyba to mnie tak nakręcało aby wbijać ci szpileczki. Muszę przyznać, że miałam jakąś dziką satysfakcję, kiedy zbijałam cię z pantałyku.

- A ja również nie pozostawałem ci dłużny. Faktycznie źle zareagowałem u Sebastiana, ale wtedy poczułem się podwójnie zdradzony. Po pierwsze przez ciebie bo już wyobrażałem sobie naszą wspólną przyszłość, a po drugie przez Sebę. Wtedy myślałem, że mój najlepszy kumpel zabrał mi cię sprzed nosa, mimo iż doskonale widział, że bardzo mi się podobasz- nastała totalna cisza. Nagle wybuchli głośnym śmiechem.

- Czyli w zasadzie nie łączyło nas kilka nieporozumień- nawiązała do jego wcześniejszej wypowiedzi- a jedno ogromne nieporozumienie- przytaknął jej.

- Pomyślałem Ula, że jeśli to sobie wyjaśnimy to może…

- To może spróbujemy się dogadać…- przerwała mu, ale nie dane było jej dokończyć.

- W związku- tym razem on dopowiedział.

- No dobra, niech ci będzie- powiedziała to takim tonem jakby on poinformował ją o tym, że zamiast spaghetti na obiad chce zrobić placki ziemniaczane. Ale oboje wiedzieli, że to kwestia żartu i znowu głośno ryknęli śmiechem. Po chwili spoważnieli, popatrzyli sobie głęboko w oczy i zbliżyli twarze. Ich usta zaczęły szaleńczy taniec.

 

Rozmyślając i wspominając ten dzień zdążyła zaparzyć kawę i zrobić jajecznicę. Gdy wykładała danie na talerze poczuła ręce oplatające jej tułów.

- Dzień dobry kochanie- Marek wymruczał jej prosto do ucha.

- Heeeej- przeciągle wyszeptała.

- O Boże Ula…skąd wiedziałaś, że mam taką straszną ochotę na jajka? Kocham cię za to.

- Tylko za to?- udała oburzenie.

- Kocham cię za wszystko to co mnie w tobie nie wkurza- uwielbiali się przekomarzać. Specjalnie spojrzała na niego przymkniętymi oczami- No dobra, za te wkurzające mnie rzeczy też cię kocham.

KONIEC!