niedziela, 5 lipca 2020

"Znalazłam zestaw uroczych prezentów dla brzyduli..."- miniaturka


Zainspirowałam się moją miniaturką z 2015 i spróbowałam pobawić się narracją pierwszoosobową. Mam nadzieję, że Wam się spodoba J 

-Ula, poczekaj- dogoniłem ją mimo, iż byłem mocno zdyszany. Wyrwała mi się z rąk- Mieliśmy porozmawiać, pójść na lunch- łapałem oddech po biegu.
- Nie mam teraz ochoty- nie patrzyła mi w oczy. Wciąż maszerowała mocnym krokiem. Coś było nie tak. Coś mi się nie podobało w jej zachowaniu. Postanowiłem zapytać, jednak bałem się, że i tak się nie dowiem. Była jak w amoku.
- Ale, ale Ula stało się coś?- spytałem podejrzliwie.
- Nie, nic. Jedno wielkie nic- zaprzeczyła, choć wiedziałem, że kłamie.
-Ula, zrobiłem coś nie tak?- dociekałem. W końcu przystanęła i zwróciła głowę w moją stronę.
- A ty chyba sam powinieneś wiedzieć, czy coś źle zrobiłeś- prowokująco spojrzała mi w oczy. Nie wytrzymałem jej przeszywającego wzroku i spuściłem głowę. Przeczuwałem, że chodzi o nas, zastanawiałem się czy coś wie, czy tylko przeczuwa. No ale skąd by miała wiedzieć?
- Ula, ja naprawdę nie wiem, o czym ty mówisz?- starałem się trzymać równowagę, jednak przed oczami mi pociemniało. Bałem się, że serio wie o intrydze. Ale kurde…o tym wiemy tylko ja i Sebastian. Ani ja nic nie wspominałem, a Sebastian nawet nie gada z Ulką. Więc skąd by wiedziała? Jak odkryła prawdę?
- No to jeżeli nie masz sobie nic do zarzucenia to gratuluję i życzę powodzenia w dalszym oszukiwaniu dziewczyn- zabolało.
- To możesz mnie oświecić?- chciałem to usłyszeć od niej. Wiedziałem, że jeżeli powie mi to prosto w oczy, to będzie bardziej bolało. Ale chciałem tego. Chciałem przenieść jej cierpienie na siebie. Czułem się trochę jak masochista, ale chciałem cierpieć, bo wiedziałem jak bardzo ją skrzywdziłem.  Należało mi się.
- Nic, zupełnie nic, tylko mnie oszukałeś, kłamałeś- wyliczała- Wykorzystałeś mnie- niemal krzyknęła- Ten cały romans był tylko jedną, wielką intrygą- ponownie spuściłem głowę- Znalazłam zestaw uroczych prezentów dla brzyduli- kontynuowała- Muszę przyznać, że te błyskotki były całkiem ładne- uśmiechnęła się przez łzy- Połączyłam fakty. Tobie chodziło najpierw o weksle, a później o raport. Pieprzony raport- wybuchła płaczem. A ja? Stałem wbity w ziemię i nawet nie mogłem się ruszyć. Nie potrafiłem jej przytulić, bo wiedziałem, że łzy płynące po jej pięknych policzkach są z mojego powodu. Przeleciała mi myśl, że wiem jak Ula dowiedziała się o intrydze, ale co mi dała ta wiedza? Kompletnie nic, a i tak widok jej rozgoryczonej twarzy doprowadzała mnie do rozpaczy.
- Już nie musisz się starać. Nie musisz mnie całować. Ciekawa jestem jak bardzo się brzydziłeś- w jej słowach było tyle bólu, że i w moich oczach pojawiła się słona ciecz. Nie czekając na odpowiedź pobiegła przed siebie. Stałem jak wryty, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Wiedziałem, że bieg za nią nie będzie w ogóle sensowny. Byłem zdruzgotany.  Wszystko muszę spieprzyć…

Siedziałem zrozpaczony za biurkiem, jednak nawet nie otworzyłem laptopa. Totalnie nie miałem w głowie myśli, że muszę pracować. Cały czas przed moimi oczami widziałem Ulę. Jej zdruzgotaną minę, płynące łzy po policzkach, jej nierówny oddech. Z letargu wybudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej na telefonie. Spojrzałem na wyświetlacz i serce zabiło mocniej. Wpatrywałem się w trzy widniejące na ekranie litery, które tworzyły imię mojej ukochanej. Zebrałem wszystkie siły w sobie i kliknąłem przycisk otwierania SMS-a.
„Na mailu dostałeś mój wniosek o urlop na żądanie”. Ta krótka wiadomość przeszyła mnie na wskroś. Od razu odpaliłem laptop żeby sprawdzić daty nieobecności Uli. Tydzień? Może dam radę.  Zatrzasnąłem zamaszyście urządzenie i znowu pogrążyłem się w swoich myślach. Jak ją odzyskać? Bałem się, że nasza relacja albo będzie trudna do naprawienia, albo w ogóle już nie będzie istnieć. Z letargu wybudził mnie dźwięk otwierania drzwi. Wiedziałem kto wchodzi. Bez pukania zawsze wchodził Seba i Ula. Ula raczej teraz do mnie nie przyjdzie, więc zostaje Sebastian. Nie pomyliłem się.
- Co tam stary?- wygodnie rozsiadł się na kanapie- Wiesz dzisiaj w ogóle nie mam siły na pracę.
- Ja też nie- mruknąłem cicho. Chyba nie zorientował się, że mój ton głosu jest przygaszony. Ale…nie dziwię się.
- Violka chce ze mną zamieszkać, czaisz? Nie wiem czy to dobry pomysł- Autentycznie się zdziwiłem jego ostatnimi słowami. Ile bym dał by Ula powiedziała mi, że pragnie ze mną zamieszkać.
- Dlaczego? Chyba ją kochasz, no nie?
- No tak, ale wiesz jak jest. Koniec z drinkiem do snu, koniec z porozrzucanymi skarpetkami w salonie.
- Kiedyś trzeba dorosnąć Seba- powiedziałem to wręcz nostalgicznie, patrząc się bezmyślnie w okno.
- Niby tak- westchnął- ale podoba mi się kawalerskie życie.
- Ale Viola też ci się podoba- z powrotem skierowałem wzrok na przyjaciela- i to jest chyba ważniejsze niż twoje nawyki oraz przyzwyczajenia.
- Masz rację. W sumie może być ciekawie mieszkając z tą moją zwariowaną blondynką- zachichotał jak nastolatek- A tak zmieniając temat jak raport? Pisze się?
- Nie mam pojęcia- znowu moje spojrzenie było nieobecne.
- Jak to?- był widocznie zaskoczony- Ulka zastanawia się jeszcze czy napisać prawdziwy czy lepszy raport? No to staraj się bardziej mordo. Daj jej jakieś świecidełko, bieliznę. Nie mów, że nie masz bo podarowałem ci niezawodny zestaw prezentów. Na brzydulę też to zadziała, spokojnie.
- Ulę Seba!- podniosłem głos. Nie cierpiałem jak ktoś tak nazywał moją Ulcię- wiesz co, wynoś się lepiej. Nie mam ochoty na twoje pierdolenie- byłem naprawdę zirytowany.
- O co ci chodzi? Czyżby twoja wybranka serca…- wyczułem sarkazm-… cię opuściła? Nie zadowoliłeś jej wystarczająco w SPA? Maruś, trzeba było bardziej się postarać- przegiął. Zamaszyście wstałem z fotela tak, że krzesło poleciało i głośno uderzyło o szafki. Podszedłem do kumpla, który zdążył już wstać i mówiąc w trakcie- Seba ja naprawdę nie mam siły na takie rozmowy- zaprowadziłem go do drzwi i zatrzasnąłem je za nim.

Minęło kilka dni, w których nie miałem żadnych wiadomości od Uli. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wiele razy wybierałem jej numer, ale ostatecznie nie przyciskałem zielonego przycisku. Wiedziałem, że muszę dać jej chwilę spokoju, żeby nie czuła się osaczona. Ale to totalnie mi się nie podobało. Nie mogłem znieść, że tyle dni nie widziałem jej uśmiechu, nie słyszałem jej głosu. W pracy próbowałem zachować pozory. Chyba nikt nie wyczuł. Jedynie Sebastian wiedział, że miedzy mną a Ulą coś się dzieje, a on od jakiegoś czasu  omijał mnie szerokim łukiem. Inni totalnie nie powiązywali nieobecność Uli ze mną. Dlatego też nie zauważali mojego dziwnego zachowania. W domu ze względu na wyjazd Pauliny do Mediolanu mogłem pozwolić sobie na okazywanie cierpienia. Jednak wiedziałem, że to i tak nic  w porównaniu z cierpieniem mojej Ulci. I to bardziej bolało. Każdy wieczór spędzałem z urokliwą butelką whisky. Przekraczając próg domu wiedziałem, że mogę pozwolić sobie na chodzenie niczym zranione zwierzę. Usiłowałem uszanować decyzję Uli i przez czas urlopu starałem się nie kontaktować z nią.  Zrozumiałem, że biorąc urlop na żądanie właśnie na te kilka dni chce się ode mnie odciąć, jednak pewnego dnia nie wytrzymałem. Wsiadłem do swojego srebrnego lexusa i podjechałem pod posesję numer 8 w Rysiowie. Od pana Józefa dowiedziałem się, że Uli nie ma. Jednak kiedy z powrotem wsiadałem do samochodu mignęła mi jej postać w oknie. Jednym słowem jej tata kłamał. Doprowadziłem do tego, że ona- osoba, która brzydzi się kłamstwem- zmuszała swojego ojca do zatajania prawdy. Zostało mi czekać na dzień zebrania zarządu. Wtedy musiała się pojawić w firmie. 

Nastał w końcu ten dzień. Drugi lipca. Siedziałem właśnie przy swoim biurku i notorycznie spoglądałem na zegarek. Nie mogłem doczekać się trzynastej. O tej porze miało rozpocząć się zebranie. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Po moim krótkim odezwie: „proszę”, zobaczyłem otwierające się drzwi zza których pojawiła się moja mama.
- Cześć synku- jak zwykle swoim troskliwym głosem przywitała mnie- wstałem z fotela, podszedłem do niej i lekko objąłem. Ręką wskazałem aby usiadła na kanapie, by po chwili zająć miejsce koło niej.
- Co cię sprowadza mamo?
- Ojca dzisiaj nie będzie na zebraniu- zmarszczyłem czoło- źle się poczuł i jest teraz na badaniach. Nie wiedzą kiedy go wypuszczą.
- W którym jest szpitalu?
- W prywatniej klinice doktora Mierzejewskiego. Jest w dobrych rękach- dodała, gdy zobaczyła moją zmartwioną minę.
- Może odwołamy zebranie?- zapytałem.
- Nie ma potrzeby. Tata przekazał mi wszelkie pełnomocnictwa. Mogę za niego głosować, dał mi wolną rękę.
- Yhmm- mruknąłem zamyślony.
- Synku- przerwała na moment przyglądając mi się uważniej- wydaje mi się, że coś cię trapi.
- Wiesz, boję się o ojca- chciałem zmienić temat, jednak przechytrzyła mnie.
- Uważam, że to jeszcze coś innego- westchnąłem głośno.
- Masz rację- w końcu zebrałem się w sobie- Chodzi o kobietę mojego życia. Bardzo ją zraniłem i straciłem przez to.
- Mówisz o Paulince? Dlatego wyjechała do Włoch?
- Nieee…nie chodzi o Paulinę. Mam na myśli Ulę- zauważyłem malujące się zdziwienie na twarzy mojej rozmówczyni.
- Ulę? W sensie Ulę Cieplak- przytaknąłem- Ale synku, co jej zrobiłeś?- opowiedziałem jej całą historię. W wielu momentach widziałem jej karcący wzrok. Cóż zrobić? Sam sobą gardziłem.
- Może ja porozmawiam z panią Cieplak?- zaproponowała gdy skończyłem historię.
- A co to da? Wątpię, że cię posłucha.
- Z tego co wiem to straciła matkę, więc na pewno tęskni za takimi matczynymi rozmowami. Poza tym jest dobrze wychowana, wysłucha mnie. Tylko mam pytanie do ciebie: co z Paulinką?
- Jak wróci z Mediolanu to porozmawiam z nią. Teraz najważniejsza jest dla mnie Ula. Musi mi wybaczyć- schowałem twarz w dłoniach.


Zebranie zarządu przebiegło sprawnie. Po godzinie byliśmy wolni. Ku mojej rozpaczy Ula ani razu na mnie nie spojrzała. Ale nie dziwię się jej. Zaraz po tym jak wyszliśmy z Sali konferencyjnej poszła do łazienki. Akurat mama podeszła do mnie i zapytała się w którym kierunku skierowała się Ula. Wskazałem jej drogę.
Nie wiem o czym rozmawiały. Siedziałem cały czas w sekretariacie i czuwałem, aż któraś z najważniejszych kobiet mojego życia wyjdzie z łazienki. Byłem wbity w fotel i nie mogłem się ruszyć. W końcu z pomieszczenia wyszła mama. Od razu mnie zauważyła. Podeszła do mnie i krótkim: „Będzie dobrze” pożegnała się i wyszła z firmy. Ula natomiast cały czas siedziała w łazience. Dość długo nie wychodziła, więc zrezygnowany w końcu skierowałem kroki do swojego gabinetu. Siedziałem tam bezczynnie. Nawet nie wiedziałem ile czasu minęło. W pewnym momencie usłyszałem ciche pukanie. Podniosłem wzrok i ujrzałem wsuwającą się do pomieszczenia Ulę. Moją Ulę. Stanęła na środku pokoju i długo milczała. To było nie do zniesienia, jednak sam bałem się odezwać. W końcu usłyszałem jej głos:
- Każdy popełnia błędy- czyżbym się przesłyszał. Zrobiłem chyba jakąś głupią minę bo kąciki jej ust lekko się uniosły.
- Czy to znaczy, że mi wybaczasz?
- Tak- od razu poderwałem się z miejsca, podbiegłem do niej i zacząłem tulić- tylko nigdy więcej tego nie rób!
KONIEC!

niedziela, 28 czerwca 2020

"Walka samców" część 15


Mijały tygodnie a ich relacje można było uznać za poprawne. Marek jeszcze kilka razy próbował wrócić do rozmowy o ich pocałunku, jednak Ula skutecznie ucinała temat. Mieli ręce pełne roboty, więc wreszcie odpuścił. Zbliżało się podsumowanie kwartalne i tonęli w papierach. 

Ula od jakiegoś czasu piastowała stanowisko księgowej, jednak wciąż była asystentką Dobrzańskiego. Rekrutacja, którą prowadził Sebastian okazała się niepotrzebna, ponieważ kiedy Marek zobaczył jak Cieplak dokładnie i starannie wypełniła dokumenty finansowe- stwierdził, że nie znajdzie lepszej kandydatury z aplikacji wybranych przez Olszańskiego.
- Ula, naprawdę świetnie przygotowane zestawienia- patrzył z uznaniem na tabelki. Cieplak delikatnie się zarumieniła słysząc pochwałę.
- Dziękuję- cicho i nieśmiało odpowiedziała- Starałam się.
- Naprawdę ci się udało. Nie dość, że wszystko perfekcyjnie zestawione to jeszcze zrobiłaś to w ekspresowym tempie. Totalnie nie żałuję, że przyjąłem cię na stanowisko księgowej firmy- rumieńce na twarzy dziewczyny powiększały się z każdym kolejnym słowem Dobrzańskiego- A tak w ogóle radzisz sobie na dwóch stanowiskach?
- Tak, bez problemu- odpowiedziała prawdziwie- doskonale wiesz, że uwielbiam mieć dużo rzeczy na głowie.
- Ale wtedy nie masz totalnie czasu na życie prywatne- zauważył.
- I tak go nie mam- lekko posmutniała i nastała niezręczna cisza. Ula poprawiła się na fotelu i chrząknęła- No dobra, chyba już pójdę, muszę dokończyć raport- tłumaczyła się.
- Jasne, leć- odpowiedział będąc nieobecny duchem.


Trwała właśnie przerwa na lunch, a ona siedziała w swoim gabinecie nad sprawozdaniem gdy usłyszała pukanie. Do jej gabinetu, wszedł Dobrzański. Nie kryła swojego zdziwienia jego przybyciem.
- Masz dla mnie kolejne zadanie?- była zaskoczona, ale też trochę zmęczona. Program, z którego korzystała stale ją irytował i doprowadzał do szewskiej pasji. Była wykończona ciągłym poprawianiem wyników.
- Nieee- zaśmiał się słysząc jej przeciągły ton głosu- Wręcz przeciwnie.
- To znaczy?- zmarszczyła czoło. Marek wziął głęboki oddech i powiedział:
- Zabieram cię na obiad- idąc do pokoju, w którym Ula pracowała obawiał się reakcji dziewczyny, jednak stwierdził że musi spróbować. Zauważył szok, który malował się w oczach Cieplak.
- Alee..?- zajęknęła- dlaczego?
- Bo tak intensywnie pracujesz, że nawet o jedzeniu zapomniałaś. Stwierdziłem, że muszę ci przypomnieć- odruchowo spojrzała na zegarek, który wskazywał 14:00.
- Może rzeczywiście troszkę zapomniałam o obiedzie- spojrzała na niego dziękującym wzrokiem- a tak w ogóle skąd wiesz, że nie jadłam lunchu?- spojrzała na niego podejrzliwie.
- Wiesz Ula…trochę już się znamy.


Obiad przebiegał w miłej atmosferze. Cieplak w końcu zapomniała o dogryzywaniu Markowi. Może przez to, że odpuścił temat pocałunku? A może przez to, że ich rozmowy były przepełnione informacjami o podsumowaniu kwartalnym i tylko to ich obchodziło. Próbowali jak najlepiej przygotować się do zebrania zarządu. Chcieli przedstawić ostatnią działalność firmy jak w najlepszym świetle.


Następnego dnia przyszedł dużo wcześniej od pracowników. Nawet Uli jeszcze nie było w firmie. Stwierdził, że popracuje jeszcze nad programem nowego wydarzenia. Był to bardzo ważny event dla F&D. Siedział zamyślony nad dokumentami gdy nagle usłyszał otwierające się drzwi.
- Patrycja? Co ty tu robisz?- zdziwiony zapytał, gdy ujrzał modelkę wchodząco do jego gabinetu.
- Chciałam omówić przedłużenie mojej umowy.
- O tej porze?
- Byłam u ciebie w mieszkaniu, ale ciebie nie było, więc zorientowałam się, że jesteś w firmie. A to idealny czas na naszą rozmowę bo nikt nie będzie nam przeszkadzał.
- W tej rozmowie powinien wziąć udział jeszcze HRowiec.
- Uuuuu…lubisz trójkąciki?- zapytała seksownym głosem gdy siadała na biurku Dobrzańskiego.
- Patrycja- próbował zachować rezonans- Nie mam totalnie ochoty na takie gierki- nagle pomyślał o Uli. Patrycja założyła nogę na nogę i wyraźnie flirtowała z nim. Przez moment stracił czujność…przez moment… i nagle modelka miała w swoich dłoniach jego krawat.

Weszła do sekretariatu odbierając z recepcji klucz do gabinetu Marka i korespondencję.  Każdego ranka w zwyczaju miała odbierać listy, sortować je według priorytetów i zanosić na biurko prezesa. Kiedy już to zrobiła, ściągnęła płaszcz i zawiesiła na wieszaku w rogu. Otworzyła drzwi do gabinetu Marka i pierwsze co zobaczyła to modelkę siedzącą na biurku prezesa i lubieżnie bawiącą się jego krawatem.  Dostrzegła twarz Dobrzańskiego. Oczy Marka były utkwione w Patrycję i najwidoczniej bardzo podobała mu się zabawa, w którą grała modelka. Po chwili spojrzał w dal i zobaczył Ulę.
- Przepraszam- usłyszał i już nie było jej w drzwiach.

poniedziałek, 25 maja 2020

"Walka samców" część 14

Krótkie przypomnienie opowiadania:


Ula jest świeżo upieczonym pracownikiem FD. Od samego początku Marek-prezes firmy jest nią zauroczony. Imponuje mu nie tylko wyglądem ale też ambicjami i charakterem. Cieplak bardzo polubiła się z Sebastianem- tworzą świetną parę przyjaciół. Przez to któregoś dnia (a w zasadzie wieczoru) dochodzi do nieporozumienia. Kiedy Ula spędza czas z Olszańskim w jego mieszkaniu Sebastian plami jej sukienkę winem. Idzie szybko zaprać ubranie a Uli daje swoją koszulkę. W tym samym czasie Marek decyduje się odwiedzić przyjaciela. I tak zastaje pannę Cieplak- obiekt swoich westchnień- w koszuli i w mieszkaniu kumpla. Od razu zakłada najczarniejszy scenariusz i zaczyna się zachowywać jak obrażony dzieciak. W wyniku tego nieporozumienia relacje Uli z Markiem ochładzają się. On obrażony, że ma niby romans z kolegą, ona obrażona, że Marek tak zareagował. Na służbowym wyjedzie do Katowic w końcu dochodzą do porozumienia, jednakże Ula dalej jest trochę nadąsana na Dobrzańskiego, że tak długo ukrywał emocje. Jednym słowem on- dziecko, ona- również. Kiedy Marek odwozi Ulę pod dom, ta zaczyna niebezpieczną grę. Prowokuje Marka do pocałunku a później ucieka. Następnie rozmawia z Sebastianem, który tłumaczy jej, że źle postępuje...
                     
                            .                            .                            .



"Walka samców" część 14


Żebyś tego nie żałowała…- w jej głowie cały czas dudniły słowa Sebastiana. Olszański już dawno pojechał, a ona siedziała nieruchomo na łóżku i trawiła to co usłyszała od kolegi. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy do jej uszu doszło wołanie Józefa. Wstała szybko i pobiegła do salonu.
-Ulcia, takie pyszności zrobiłaś a nawet nie spróbowałaś. Ty w ogóle jadłaś coś dzisiaj?
- Tak tato, spokojnie- usiadła na kanapie- już sobie nakładam.
- Beatko- zwrócił się do młodszej córki- jak zjadłaś, to to leć umyć ząbki i do spania. Chorobę trzeba wyleżeć. Za chwilę przyjdę i podam ci leki- mała skinęła głową i powędrowała do łazienki.
- Co powiedział twój lekarz?- utkwiła wzrok na twarzy ojca.
- Nic szczególnego. Mam się nie przemęczać i ogółem pilnować ciśnienie. Przepisał mi jakieś tabletki, które swoją drogą kosztowały fortunę.
- Na zdrowiu się nie oszczędza, tato- skrytykowała go.
- No wiem, wiem córciu, ale to jednak jest ważne. Z mojej emerytury kiepsko zapłacić za lekarzy i lekarstwa a co dopiero jeszcze dom utrzymać.
- Ale jest jeszcze moja wypłata.
- Ula, to powinno iść tylko na twoje konto, na twoją przyszłość, twoje potrzeby.
- Tato- westchnęła- dobrze sobie radzę, nie martw się.



Następnego dnia z duszą na ramieniu kroczyła do firmy. Bała się. Bała się spotkania z Markiem. Sama nie wiedziała dlaczego tak zachowuje się wobec niego. Była dorosła, a przy nim traciła logikę i bawiła się jego kosztem. Trochę tak jakby chciała zbić go z pantałyku. Była zła na siebie, że tak go traktuje, ale z drugiej strony nie potrafiła inaczej. Czerpała jakąś dziką satysfakcję z dezorientacji Dobrzańskiego. Kiedy doszła do sekretariatu  spostrzegła, że prezesa jeszcze nie ma. Jednak kilka sekund po niej pojawił się. Jak zwykle ubrany w idealnie skrojony garnitur, z dokładnie ułożonymi włosami i aktówką w dłoni. Minął ją szybko, mówiąc krótkie „cześć”. Stała zdezorientowana, jeszcze z czarnym płaszczem w rękach. Powiesiła go na wieszaku, podwinęła rękawy swojej luźnej koszuli w kolorze butelkowej zieleni, włączyła komputer i zaczytała się w notatkach i kalendarzu. Z letargu ocknął ją Marek, który wychylił się ze swojego biura.
- Ula, możesz zrobić mi kawę i przyjść z notatnikiem do mnie? Musimy omówić parę spraw- przytaknęła i ruszyła do pokoju socjalnego. Co on taki oficjalny?
Po pięciu minutach weszła do niego z filiżanką kawy z cukrem i mlekiem. Posłał się lekki uśmiech i podziękował. Wróciła szybko po zeszyt i długopis i zasiadła na fotelu. Obrzuciła go pytającym wzorkiem czekając na polecenia. Siedział cały czas za biurkiem zamyślony by po chwili się ocknąć i sięgnąć po łyk kofeiny.
- Potrzebuję abyś przygotowała dla mnie zestawienie kosztów ostatniego eventu, firmowa księgowa ci pomoże. Następnie zadzwoń do Sułowskiego i zapytaj czy jutrzejsze spotkanie jest aktualne. Wolę mieć pewność, by przypadkiem nie wybierać się przez pół miasta na darmo- Ula wszystko skrupulatnie zapisywała- Musisz również podejść do działu kadr i odebrać od Sebastiana dokumenty aplikacyjne kandydatów, których wyselekcjonował.
- Czy coś jeszcze?- dopytała, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Spojrzała na Dobrzańskiego i od razu spotkała się z świdrującym ją wzrokiem. Ewidentnie o czymś intensywnie myślał. W jednym momencie szybko wstał z fotela, odruchowo zapiał marynarkę na jeden z dwóch guzików i podszedł do Cieplak.
- W sumie jeszcze jedno, tylko…-przerwał szukając odpowiedniego określenia..- to czystko prywatne. Chciałam omówić sytuację z samochodu- niespokojnie poruszyła się na fotelu.
- Ależ nie ma o czym mówić- powiedziała nieśmiało.
- Ja myślę inaczej.
- A ja myślę, że jeśli nie masz dla mnie dodatkowych zadań to już pójdę- spojrzała na niego- Nie masz- sama szybko stwierdziła nie dając mu szansy na odpowiedź- w takim razie wracam do pracy- zostawiła Marka zdezorientowanego jej zachowaniem.



Ulka, kolejny raz zbijasz go z pantałyku!- zmitygowała się w myślach. Nie wiem czemu on wzbudza we mnie tak ogromne pragnienie zabawy w ciepło-zimno…

Wybrała się na trzecie piętro do księgowej. Trochę czasu jej tam zajęło, ponieważ pani Jadzia nie miała dokończonego kosztorysu.  Cieplak stwierdziła, że jej pomoże. Przecież znała się na tym, a dodatkowo chciała jak najdłużej być z dala od prezesa. Była pod wrażaniem ile firma wydała na ostatni event. Była świadoma wzrastającej inflacji, jednakże kwoty przewyższały jej najśmielsze oczekiwania. Po chwili kiedy spostrzegła na pozycje zakupów, zrozumiała czemu widziała tyle zer.  Moet & Chandon, Boërl & Kroff, czy Glengoyne to były nieliczne nazwy, których totalnie nie znała wcześniej, jednak stanowiły dużą sumę całości  kosztów. I'm not rich but I live like a millionaire- przeszło jej przez myśl.

Czekając aż pliki się wydrukują, wybrała numer Sułowskiego i potwierdziła jutrzejsze spotkanie. Na ten moment zostało jej jeszcze pójście do kadr. Zabrała ze sobą wszystkie kartki i skierowała się do dyrektora HR. Z duszą na ramieniu zapukała do drzwi i nieśmiało weszła dalej. Olszański właśnie przeglądał stertę dokumentów, jednak kiedy usłyszał pukanie podniósł wzrok.
- Przemyślałaś to co powiedziałem ci wczoraj?- zapytał bez pardonu.
- Ale przywitanie- zironizowała.
- A czego ty się spodziewasz?
- No dobra dobra- uniosła ręce w geście rezygnacji- przepraszam, może być?- ciężko opadła na krzesło przed biurkiem.
- To chyba nie mnie powinnaś przeprosić.
- Taaaaa…wiem- zrobiła pauzę- ale Seba, ja chyba nie potrafię.
- Nie potrafisz przepraszać? Przed chwilą to zrobiłaś i to mnie przeprosiłaś. Co prawda, nie wykazując postanowienia poprawy, ale jednak przez twoje usta może przejść do słowo.
- Nie o to mi chodzi- głośno westchnęła- Ja nie umiem inaczej postępować z Markiem. Wiem, że robię źle, ale kiedy go widzę i z nim rozmawiam to wyłączam myślenie i wbijam mu małe szpileczki. To silniejsze ode mnie. Taka zabawa w kotka i myszkę…




- To są dokumenty o które prosiłeś. Tutaj masz formularze aplikacyjne wybrane przez Sebastiana- wskazała na jeden plik kartek- a tutaj kosztorys- podała mu kolejne tabelki- Sułowski potwierdził spotkanie- kiwnął głową na znak zrozumienia- A w międzyczasie dzwonił również Malinowski. Prosił o to abyś się z nim skontaktował, jednak mówił, że nie jest to ważna sprawa, więc możesz do niego zadzwonić w wolnej chwili.
- Dzięki- mruknął pochylając się nad dokumentami- pani Jadzia sprawnie poradziła sobie z zestawieniem kosztów.
- Pomogłam jej trochę. I tak nie mam wiele do roboty dzisiaj.
- W takim razie mogłabyś przygotować wstępny rachunek zysków i strat? Wszystkie potrzebne dokumenty znajdziesz u naszej księgowej- Ula już od dawna nie pełniła roli jedynie sekretarki. Znała się na finansach i często pomagała pani Jadzi, która za dwa miesiące miała przejść na emeryturę. Sebastian właśnie był w trakcie rekrutacji nowego księgowego i to właśnie cv kandydatów na to stanowisko znajdowały się na biurku Dobrzańskiego.
- Jasne, nie ma sprawy- przytaknęła. Odwróciła się na pięcie i już miała wychodzić kiedy usłyszała głos Marka.
- A jak w ogóle zdrowie twojej siostry?- czyżby wyczuła troskę w tonie jego głosu?
- A dziękuję, czuje się znacznie lepiej. Jeszcze raz dziękuję, że mogłam pracować z domu. Tata miał ważne badania i nie miał kto zostać z małą- szczerze odpowiedziała.
- To coś poważnego z twoim tatą?
- Ciśnienie- odrzekła krótko- Pójdę już.


środa, 13 maja 2020

„Wyślij ją na jakieś wakacje..." miniaturka


Przepraszam Was za moją nieobecność L W ramach rekompensaty zapraszam na miniaturkę. Miłego czytania!


Wyślij ją na jakieś wakacje czy coś…no wiesz, żeby nie zrobiła ci burdelu na ślubie…”
Usłyszała to pół godziny wcześniej a te słowa cały czas siedziały jej w głowie.  Pakowała w pośpiechu swoje rzeczy a łzy w oczach zamazywały jej obraz. Nie mogła powstrzymać szlochu. Jak on mógł?! Zadręczała się tą myślą. Była załamana. Czy ja nie mogę zaznać szczęścia w życiu? Prawdziwej miłości?  Jej myśli były niemal krzykiem o sprawiedliwość. Co ja takiego zrobiłam komuś, że tak dostaje w kość?!  
Usłyszała ciche niewinne pukanie do drzwi. Nawet nie zareagowała. Dalej w pośpiechu pakowała swoje drobiazgi. Jej fioletowe pudło było już w połowie zapełnione notesami, długopisami i innymi narzędziami biurowymi. Już miała pakować ramkę ze zdjęciem jej rodziny, kiedy kątem oka spostrzegła otwierające się drzwi. Do pomieszczenia wsunęła się Ania.



- Hej Ula- zaczęła niepewnie- widziałam jakiś szum po zebraniu zarządu, wszystko okej?- podeszła bliżej.
Cieplak pociągnęła nosem i starła łzy z policzków. Popatrzyła na koleżankę i zobaczyła przerażoną minę Ani. Ula była obrazem nędzy i rozpaczy.
- Tak, Aniu. Wszystko dobrze- odpowiedziała zrezygnowanym głosem. Wcale nie brzmiała tak jak osoba, której powodzi się w życiu.
-Ula…- zaczęła spokojnie- …widzę przecież, że coś jest nie tak- dostrzegła fioletowe pudło na stole- Ula? Ty się pakujesz? Odchodzisz?- była w szoku. Ula na moment przerwała swój proces pakowania się i głośno wzięła głęboki oddech. Zamknęła oczy by nieco się uspokoić.
- Taaak- wypowiedziała na oddechu- Tak będzie lepiej.
- Ula, dla kogo lepiej? Dla firmy, pracowników, Marka, a może Alexa? Posłuchaj, przecież bez ciebie sobie nie poradzimy- Cieplak na sam dźwięk imienia prezesa aż się wzdrygnęła.
- Dla wszystkich lepiej- odpowiedziała zrezygnowanym głosem, a do oczy znowu napłynęły łzy.
- Co się stało na zebraniu?- w końcu zapytała wprost. Ula znowu wbiła wzrok w rozmówczynię. Zastanawiała się czy powiedzieć jej prawdę, czy zaufać Ani. Postanowiła zaryzykować.
- Przedstawiliśmy z Mar…- przerwała i po chwili odchrząknęła- z prezesem sfałszowany raport- ostanie słowa wypowiedziała szeptem pochylając nieco głowę. Mina Ani zdradzała jak w wielkim szoku była.
- Ale..dlaczego?- aż usiadła na krześle z wrażenia. Ula miała cały czas ten sam wyraz twarzy. I ona w końcu usiadła.
- Firma jest w kiepskiej sytuacji finansowej…zaczęła opowiadać omijając szczegóły romansu z Dobrzańskim.

W tym czasie kiedy ówczesna dyrektor rozmawiała o sprawach finansowych z Anią, Marek również przeprowadzał trudną rozmowę.  W Sali konferencyjnej znajdował się on, Paulina i senior Dobrzański.
- Oj Marek, Marek, co ci strzeliło do głowy?- Dobrzański patrzył rozczarowanym wzrokiem na syna. Marek nie podniósł oczu nawet na moment. Siedział rozgoryczony wbity w fotel. I znowu zawiodłem wszystkich…nawet Ulę.
- Tato, chciałem ratować firmę- odparł cicho.
- Oszukując nas!?- senior podniósł głos- masz  dwa dni na przedstawienie planu naprawczego, inaczej przestaniesz być prezesem- nie czekając na reakcję syna, wstał z krzesła podpierając się o laskę i wyszedł.
Po zatrzaśnięciu drzwi przez chwilę panowała cisza. Marek dalej świdrował wzrokiem łączenie na podłodze a Paulina miała utkwione oczy w narzeczonego. Ciszę przerwała panna Febo:
- Kolejny raz będziesz uważał, że to wina Alexa?- zaczęła ostro. Marek zaprzeczył pod nosem.- Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?- siedział w bezruchu. Pomyślał o Uli. O jego kochanej Uli. Jego? Już niekoniecznie. Bardzo ją skrzywdził i miał teraz sposobność to naprawić. Wyobrażał sobie jak on i Ula idą przez park trzymając się za ręce. Szczęśliwi. Zakochani. Pełni nadziei. A przede wszystkim nie kryjąc już uczucia. To go zmotywowało do podjęcia kroku. Podniósł wzrok na Paulinę, zebrał się w sobie i powiedział:
- Ślubu nie będzie- na samą tą myśl aż uśmiechnął się w środku. Na zewnątrz wciąż miał kamienną twarz.
- Co takiego?- spodziewał się wybuchu i nie przeliczył się. – O czym ty mówisz? Żartujesz tak? Marco, ja wiem,  że stres przed ślubem, że lęk, ale nie wygłupiaj się. Każdy się stresuje przed przysięgą małżeńską, ale to tylko strach, który szybko mija- wstała i podeszła do niego. Położyła swoją dłoń na jego policzku i szepnęła- nie rób mi tego. Wiesz, że idealnie do siebie pasujemy.
- Wcale nie, Paula- zaczął kręcić głową- Nie rozumiesz, że nasz związek to tylko wymysł naszych rodziców, ich marzenie, które spełniamy będąc nieszczęśliwi przy tym. To nie jest miłość- mówił nad wyraz spokojnie. W pannie Febo aż się zagotowało. Ostentacyjnie wstała, prychnęła i zaczęła hardo chodzić po pomieszczeniu.
- A co ty wiesz o miłości?- podniosła ręce do góry by po chwili położyć je sobie na biodrach.
- Zakochałem się- odrzekł do chwili. Obserwował reakcję swojej narzeczonej. Stanęła w lekkim rozkroku i wbiła w niego zaskoczony wzrok.
- Tyyyyy?- nie kryła zdziwienia- A możesz mi powiedzieć w kim? Jakaś modelka? Bo oprócz pustych lalek i szybkich samochodów to nie wyobrażam sobie innego obiektu twoich zainteresowań.
- Pozwól, że to zostawię dla siebie. Nie chcę narazić jej na twój gniew- znowu zaczęła chodzić po Sali konferencyjnej jak zranione zwierzę. W jednej chwili znowu stanęła, popatrzyła na Dobrzańskiego i podeszła w jego stronę.
- A więc ją znam, taaaak? Która to? Klaudia? Lena? Ktoś z firmy? Ania? Może Violetka?- zaczęła wyliczać.
- Ula- odrzekł dumnie.
- Kto taki? Nie znam żadnej Ul…- przerwała kiedy do niej doszło- Nie żartuj, Brzydula?
- Ula!- podniósł głos.

- Mam nadzieję, że wszystko się uda i szybko znajdziesz nową pracę- skwitowała Ania- chociaż nie kryję tego, że nie jestem zadowolona, że odchodzisz. Pamiętaj, zawsze możesz do nas wrócić.
- Nie wrócę- odrzekła hardo.
- Ula, trzymaj się- przytuliła Cieplak- Będzie mi ciebie bardzo brakowało- i do oczu Ani napłynęły łzy. Po chwili ładna brunetka opuściła pomieszczenie dyrektora a Ula kontynuowała pakowanie. Gdy była prawie na finiszu usłyszała ponowne otwieranie drzwi. Nie podnosząc głosu zawołała- Aniu, naprawdę wszystko dobrze, poradzę sobie.
- Ula- na dźwięk jego niskiego tembru głosu znieruchomiała. Zszywacz który miała w dłoni spadł z impetem na biurko robiąc ogromny hałas.



To co zobaczył łamało mu serce. Zgarbiona w sobie, zapłakana…Potwornie cierpiała.
- Wynoś się stąd- usłyszał.
- Nie wyjdę- zrobił krok do przodu.
- W takim razie ja wychodzę- podniosła z biurka wieczko pudełka, położyła w odpowiednim miejscu, wzięła pudło w ręce i zaczęła kierować się do wyjścia. Jednak Marek szybko zatarasował jej przejście. Stali naprzeciw siebie, on patrzył na jej zapłakaną twarz, ona miała wzrok wbity w podłogę.
- Wysłuchaj mnie chociaż- zaczęła kręcić głową. Marek poderwał się z miejsca, wrócił do drzwi, sięgnął po klucz i zamknął je, by później schować klucz do wewnętrznej strony marynarki. Zdziwiona tym zachowaniem Ula obserwowała Dobrzańskiego- Teraz nie masz wyjścia- zrezygnowana wzięła głośny oddech i usiadła na fotelu. Po chwili dołączył do niej Marek.- Pozwolisz, że zacznę od początku. Ja będę mówić, ale musisz mi obiecać, że wysłuchasz do końca.
- Nie mam wyjścia- porozumiewawczo spojrzała na drzwi.
- Na początku tylko się przyjaźniliśmy. Super się dogadywaliśmy, tworzyliśmy świetny duet w biznesie. Później zaczęły się problemy firmowe. Żeby ratować FD dałem ci te pieprzone weksle. Ufałem ci, jednak pod durnymi szeptami Sebastiana zacząłem trochę zmieniać nastawienie. No i wplątałem się…Ciebie również. Adorowanie ciebie, całowanie- w pierwszych chwilach było to podyrygowane dobrem firmy- widział, że znowu jej oczy wypełniają się łzami. Na ten widok serce się krajało- ale tylko na początku- dodał butnie- Później zaczął czuć coś do ciebie,  nie zmuszałem się. A pamiętna noc w SPA- na te słowa zamknęła z bólu wewnętrznego oczu. Zauważył to- byłem tam tylko twój, cały twój. Wtedy zrozumiałem, że cię kocham- tłumaczył jej kolejną godzinę, a ona nie odezwała się ani jednym słowem. Kiedy skończył powiedział tylko:
- Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Przemyśl to co teraz ci powiedziałem- sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął klucz i podchodząc do drzwi otworzył je. Bez słowa podniosła się z fotela, wzięła do rąk pudło i wyszła, zostawiając Marka samego.

Mijała północ a on dalej siedział w jednej pozycji w swoim biurze. Rozmyślał. O ostatnim czasie. O tym jaki był głupi wdając się w intrygę. O tym bardzo bardzo skrzywdził Cieplak. O tym, że Paula na pewno poleciała już do Alexa i coś knują wspólnie. O popołudniowej rozmowie z Ulą. O tym jak ratować firmę.  Nawet nie zauważył że przez ten cały intensywny i trudny dzień nic nie jadł. Spojrzał niepomnie na zegarek i bardzo się zdziwił, która godzina. Nagle usłyszał szmer. Wytężył słuch i zrozumiał, że ktoś chodzi po piętrze. Nie wystraszył się. Był pewien, że to pan Władek robi obchód. Po chwili usłyszał jak ktoś chwyta za klamkę i powoli, wręcz leniwie otwiera drzwi. Przed jego oczami ukazała się Ula, która nieśmiało wsunęła się do pomieszczenia.



- Wybaczam ci- poinformowała bez pardonu. Siedział przez chwilę nieruchomo trawiąc sens jej słów. Kiedy doszło do niego co powiedziała uśmiechnął się szeroko, wystartował do niej i po kilku sekundach trzymał ja w swoich ramionach. Szczęśliwy!

KONIEC!

sobota, 11 stycznia 2020

"Walka samców" część 13

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku <3



Rozmawiali o sytuacji w pracy. Przez pobyt w Katowicach sprawami firmowymi zajmował się Olszański, wiec musiał wygłosić raport prezesowi. W zasadzie nic ciekawego nie działo się podczas nieobecności Marka i to bardzo cieszyło kolegę.

Siedział nad papierami kolejną godzinę, aż nagle usłyszał dźwięk nadchodzącego SMS-a. Spojrzał na wyświetlacz, na którym widniał napis ‘Ula Cieplak’. Szybko włożył do ręki telefon i nacisnął klawisz otwierania wiadomości.

„Jeszcze raz dziękuję, że mogłam zostać w domu. Nawet nie wiesz jak to uratowało mi sytuację. Teraz się trochę nudzę, więc czekam na rozkazy. Ula J

Z niewiadomych przyczyn emotka na końcu wiadomości rozczuliła go. Uśmiechnął się sam do siebie i zaczął pisać tekst:

„Jak na razie rozkazów brak! Wszystkimi bieżącymi sprawami zajął się Artur. Na ten moment na statku jest idealna cisza, ale… Już niedługo rozliczenie kwartalne, więc w firmie będzie ostry Sajgon. Jak chcesz możesz już teraz powoli przeglądać zestawienie kosztów i tworzyć raporty. Ty nie będziesz się nudzić teraz, a później będziesz mieć więcej czasu na poprawki. Marek”

Miał niewyobrażalną ochotę przycisnąć klawisz dwukropki i gwiazdki, ale summa summarum stwierdził, że i tak ich relacja jest mocno skomplikowana. Po co komplikować bardziej?- powiedział sam do siebie. Przejrzał jeszcze raz tekst sprawdzając czy nie ma w nich błędów i nacisnął ‘Wyślij’.
Ula natychmiastowo odczytała wiadomość. Trochę się zasmuciła, ponieważ nie miała nic do pracy. Wcześniej zdążyła posprzątać, zrobić pranie i zmienić poszewki. Beatka akurat spała w swoim pokoju, więc stwierdziła, że trochę pourzęduje w kuchni i przyszykuje obiad dla całej rodziny.

Kończyła gotować sos pomidorowy i miała zamiar wrzucić do niego wcześniej przygotowany makaron kiedy usłyszała dźwięk otwierania drzwi. Spojrzała na korytarz i zobaczyła Józefa.
- I znowu przepięknie pachnie-na to stwierdzenie uśmiechnęła się perliście.
- Dziękuję tatko- wróciła do poprzedniej czynności.
- Masz gościa z Warszawy- popatrzyła na niego zaskoczona, ale ojciec szybko zniknął w salonie.

Pierwsza jej myśl ‘Marek’. Zaczęła panikować. Po co, dlaczego? Niemal serce nie wyskoczyło jej z piersi. Stała nieruchomo przy kuchence i wpatrywała się w drzwi wejściowe niemal nie oddychając. Spodziewała się najgorszego. Co ja mu powiem? Po co przyjechał? Zobaczyła zbliżający się cień, aż w końcu pojawiła się postać.

-Cześć- uśmiechnął się na przywitanie.
- Sebastian?- nie mogła uwierzyć własnym oczom. Była pewna, że widzi ducha. Po chwili powrócił rezonans i podeszła przytulić przyjaciela.
- Pomyślałem, że wpadnę do ciebie sprawdzić co i jak. No a w zasadzie tęskniłem za naszymi poważnymi pogawędkami- przy wypowiadaniu ostatnich słów pokazał rękami znak cudzysłowu- No i mam pączki z lukrem- wskazał na torbę.
- Wejdź- roześmiała się- Dokończę obiad, podam tacie i Betty oraz zrobię nam kawy to sobie poplotkujemy.
Nałożyła makaron z sosem na talerze i zaniosła do salonu. W międzyczasie Józef obudził młodszą córkę i podał jej kolejną dawkę lekarstw. Ula zamykając drzwi do salonu dodała:
- Później porozmawiamy o twoich badaniach tato.



Zrobiła kawę i zaprosiła gościa do swojego pokoju. Sebastian od razu usadowił się na jej łóżku.
- Fajnie tu masz- stwierdził rozglądając się po pokoju.
-Chciałeś powiedzieć skromnie- wgryzła się w pączka.
- Oj Ula- zaśmiał się- jest tak..-przerwał szukając odpowiedniego słowa- …no tak domowo i z rodzinną atmosferą.
- Co tam w firmie? Działo się coś jak mnie nie było?- zmieniła temat.
- Nic szczególnego- wzruszył ramionami- no może oprócz kłótni Ani z Robertem- puścił jej oczko.
- No co ty gadasz?- zainteresowała się- opowiadaj szybko!
- Podobno poszło o jakąś dziewczynę. Robert chyba za długo się patrzył na modelkę i Ania zrobiła z tego wielką aferę. Chociaż z tego co mówiła mi Alicja to miała prawo, bo Ania miała w tym czasie okres.
- Ty powalony seksisto- udawała naburmuszenie- Wszystko zwalacie na hormony, a przede wszystkim to przeważnie jest wasza wina. Nie możecie mieć wszystkie.
- Ale możemy się starać-Olszański wyszczerzył zęby, a chwilę później poczuł poduszkę na głowie- Ulka, co ty wyprawiasz?- chichotali.
- To za te twoje starania. A właśnie, skoro jesteśmy w tym temacie to czemu na mnie nie lecisz?- prowokowała.
- No wiesz, ty to inny kaliber- spojrzała na niego pytającym wzrokiem- bo ty od początku byłaś moją przyjaciółką od rozterek z innymi dziewczynami więc nie wypada- przerwał na chwilę- a poza tym nie wchodzi się w drogę kumplowi- zachłysnęła się kawą.
- Co masz na myśli?- udawała, że nie rozumie Sebastiana.
- Dobrze wiesz, a właśnie…jak było w Katowicach?
Zdała mu całą relację z wyjazdu, łącznie z prywatnymi sytuacjami między nią a Dobrzańskim. Na koniec opowiedziała również o pocałunku.
Zapadła cisza. Po chwili wybuchł śmiechem.
-No co?- popatrzyła na niego i rzuciła z pretensją.
-Ulka! Nie znamy się długo, ale w sumie możemy coś niecoś o sobie wiedzieć. Nigdy nie podejrzewałbym cię o takie zagrania.
- A jednak- pokazała mu język
-Przyznaj szczerze, że nie było to zachowanie dorosłego człowieka- powoli kończył swoją salwę śmiechu i próbował oddychać normalnie.
- No niby nie-odpowiedziała zamyślona, uważnie przypatrując się podłodze.
- Co masz zamiar z tym zrobić?- zapytał już całkowicie poważnie.
- Nic- wzruszyła ramionami- jak się powiedziało A trzeba powiedzieć B- spojrzała w stronę kolegi- jak już to zaczęłam będę dalej to utrzymywać- pokręcił głową z powątpiewaniem.
- Żebyś tego nie żałowała- skwitował.