sobota, 5 sierpnia 2017

"Walka samców" część 5

Siedział przy biurku i nie mógł skupić się na pacy. Cały czas przed oczami miał Ulę. Sam zastanawiał się czy ten widok prześladuje go dlatego, że był wściekły na przyjaciela i sekretarkę czy dlatego, że ten widok tak na niego podziałał. Przez całą godzinę siedział zamyślony i totalnie zapomniał  o pracy. Ocknął go telefon. Przeciągnął się i przyłożył słuchawkę do ucha.


- Dzień dobry, mam przyjemność z Markiem Dobrzańskim?- usłyszał delikatny damski głos.
- Tak, a o co chodzi?
- Dzwonię do pana z szwalni pod Katowicami. Zaszła pewna pomyłka w projekcie kilku modeli ubrań i nie możemy połapać się o co chodzi. Musi pan tu przyjechać i naprawić te pomyłki.
- A nie można tego wysłać faxem?
- Tak się składa, że nasz fax uległ zepsuciu, a nowy będzie dopiero za tydzień. Wiemy jak ważny jest czas w tej profesji i nie możemy pozwolić sobie na takie opóźnienie produkcji.
- Dobrze- westchnął z niezadowoleniem- Kiedy mam być?
- Myślę, że jutro w południe byłoby jak najbardziej odpowiednio dla nas i dla pana.
- W takim razie jutro o trzynastej, może być?
- Jak najbardziej. Wyślę panu mailem dokładny adres.
- Dobrze, dziękuję i do widzenia- odłożył telefon- będę musiał wziąć Ulkę. Ona orientuje się w tych sprawach- pomyślał.

Już miał iść do Cieplak kiedy zatrzymała go osoba wchodząca do gabinetu prezesa. Zobaczył przed sobą Sebastiana, który nerwowo wyłamywał palce u rąk.
- Marek- zaczął cicho.
- Weź, skończ! Jeśli masz zamiar tłumaczyć się to przyszedłeś na próżno. Raz- co tu jest do wyjaśniania? Sytuacja jest jasna. Po drugie- nie obchodzi mnie co robisz po pracy. To wszystko?
- Marek- zawtórował.
- Ja skończyłem i myślę, że ty tez nie masz nic więcej do dodania. W takim razie dziękuję- gestem dłoni pokazał mu drzwi. Sebastian potulnie wyszedł z jego gabinetu.

Po wyjściu Olszańskiego zaczął chodzić po gabinecie. Zastanawiał się czy aby przypadkiem nie za bardzo pastwi się nad swoim przyjacielem. Przecież nie miał powodu być zazdrosny o Ulkę. Z drugiej strony przypominając sobie tę noc był wściekły.  Ta niepewność i wahanie nastroju go dobijało.

Pewnym krokiem wszedł do sekretariatu i od razu skupił wzrok na piszącej coś na komputerze Ulce. Jaka ona piękna taka zamyślona!- po chwili się zmitygował.


- Jutro musimy jechać do Katowic do szwalni- powiedział to rozkazującym tonem.
- Ale jak to?-niemal pisnęła. Była zaskoczona i informacją i tym w jaki sposób to powiedział.
- Mają jakieś problemy z projektami.
- Nie możesz pojechać sam?- wiedziała, jaka atmosfera będzie panowała w podróży.
- Nie. Jesteś moją sekretarką i twoim obowiązkiem jest towarzyszenie mi w takich wyjazdach- nie czekając na odpowiedź skierował się do gabinetu i trzasnął za sobą drzwi.

Była siedemnasta a on do tej pory nie wyszedł z pokoju. Trochę wstydził się swojego zachowania wobec Cieplak, a nie był osobą, która łatwo przeprasza i przyznaje się do błędu. Postanowił poczekać aż sekretarka pierwsza wyjdzie z firmy i dopiero on będzie mógł spokojnie opuścił budynek. Wcześniej zostawił uchylone drzwi więc słyszał co dzieje się w sekretariacie. Ula nie zamierzała wychodzić. Cały czas stukała swoimi paznokciami o klawiaturę usilnie coś pisząc. Nagle zadzwonił telefon. Usłyszał jak odbiera i rozmawia:
-  No hej, co tam?- To dzisiaj? Na śmierć zapomniałam!- gdzie czekasz?- Aaa, pod wejściem do firmy. To już schodzę.- Haha ty i te twoje pomysły. Okej może być kino- śmiała się do telefonu. Słyszał jak w pośpiechu pakuje swoje rzeczy do torebki i wyłącza komputer. Kiedy wyszła bez pożegnania poczuł smutek. Dobrzański chciałeś usłyszeć ‘pa’ po takiej akcji wcześniej? Żałosne.
Zastanawiał się nad tym z kim się umówiła. Przez nią mógł zacząć karierę detektywistyczną. Pamiętał jak mówiła o wejściu do firmy. Momentalnie podszedł do okna. Zobaczył Sebastiana. Zacisnął dłonie w pięści. Po chwili z budynku wyszła Ula i od razu podeszła do Olszańskiego. Uśmiechnęła się do niego, chwilę rozmawiali, ale coś było nie tak. Pożegnali się pod firmą i nie poszli razem.  Kiedy Seba zniknął z pola widzenia odwróciła się i znowu jej twarz rozjaśniała. Nie zważając na wysokie szpilki podbiegła i wtuliła się w ramiona wysokiej blondynki. Żywo rozmawiały na przemian wybuchając śmiechem.  Wsiadły do grafitowego audi i z piskiem opon odjechały.

Nie chciał być dzisiaj sam. Nie miał co liczyć na Sebastiana więc z braku laku wybrał się do rodziców. Usiedli wygodnie w salonie i popijając herbatę rozmawiali jak za starych dobrych czasów.
- Jak idą interesy synku?- Dobrzański senior zawsze miał ochotę na rozmowę o biznesie. Był ciekawy jak radzi sobie jego pierworodny.
- Całkiem nieźle. Jutro muszę jechać do Katowic.
- A to coś się stało?- był wyraźnie zaniepokojony.
- Nic poważnego. Parę pomyłek w rubrykach i tyle.
- A to przynajmniej tyle. A właśnie- przypomniał sobie nagle- Mamy dla ciebie wspaniałą wiadomość.
- Słucham- widział entuzjazm ojca.
- Pojutrze przyjeżdża Paulinka na kilka dni.

- Cześć tatko- szybko ściągnęła szpilki z bolących nóg i uściskała ojca.
- Witaj córciu. Jak było w pracy?
-  Nie najgorzej- krzyknęła do niego w drodze do swojego pokoju. Odłożyła torebkę i wróciła do kuchni.
- Przygotowałem dla ciebie kolację- podał jej talerz z kanapkami- Herbaty?- zapytał.
- Poproszę-  zaczęła zajadać się posiłkiem. 


Następnie zmęczona weszła pod prysznic. Zmywała resztki tego dnia. Myślała nad tym jak potraktował ją Marek. Cicho wsunęła się pod ciepłą kołderkę, kiedy koło niej pojawiła się Beatka.
- Betti, nie śpisz jeszcze?- była zaskoczona obecnością siostry.
- Przeczytasz mi bajkę?- spytała błagalnym głosem. Przytaknęła i zrobiła jej miejsce w łóżku. Przytuliła dziecko do siebie i sięgnęła po książkę.
- Może być tak jak z księciem i księżniczką, że czasem ludzie się nie słuchają?- po skończeniu czytania bajki, Betti zaczęła się zastanawiać.
- Tak- odpowiedziała zamyślona- Czasem dorośli  nie chcą wysłuchać siebie nawzajem i dochodzi do wielu problemów, konfliktów. A wystarczyłaby jedna rozmowa. Tak jak ze mną i Markiem- dodała w myślach- Dobra księżniczko, trzeba iść spać- zawyrokowała. Pocałowała siostrę w czoło.
- Dobranoc Ula.
Układając się do snu usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęła po telefon i spojrzała na wyświetlacz. Nie spodziewała się sms-a od niego o tej porze. Marek?

‘’ Wyjeżdżamy jutro o dziewiątej. Bądź pod firmą to zgarnę cię od razu jak będę jechał po papiery. Myślę zostać dwa dni w Katowicach, więc odpowiednio się spakuj…

Już słyszała ten poważny i rozkazujący ton.

...Jedziemy razem moim samochodem, bo nie ma sensu tłuc się pociągiem. A i przepraszam za dzisiaj. Dobranoc Ula.”

Nie mogła ukryć zdziwienia, kiedy kończyła czytać wiadomość.


poniedziałek, 10 lipca 2017

"Walka samców" część 4

Wyglądała tak oszałamiająco, że w tym momencie pragnął tylko rzucić się na nią i całować wszystkie zakamarki jej ciała. Ale ale…ona nie była w jego mieszkaniu, w jego koszuli. Była u Seby. A to znaczy, że oni ten tego?- Ta myśl nie przechodziła mu obojętnie.
- Marek?- była zaskoczona widokiem swojego szefa- Co ty tu robisz?- nie odzywał się wciąż wpatrując się w nią jak zahipnotyzowany. Po chwili w drzwiach dostrzegł Sebastiana i to go otrzeźwiło.
- Szczęścia życzę- podał im butelkę wódki, którą cały czas trzymał w ręce, odwrócił się na pięcie i zostawił ich zdezorientowanych.


- O co mu chodziło?- zapytała Ula od razu po zatrzaśnięciu drzwi.
- Nie domyślasz się?- popatrzył na nią pobłażliwie. Pokręciła głową- spójrz w co jesteś ubrana- wskazał na jego bluzkę- Co mógł pomyśleć, widząc cię w takim stroju o takiej godzinie u faceta?- nie odpowiadała, więc kontynuował- że sypiamy ze sobą- powoli rozumiała, ale dalej nie wiedziała dlaczego tak zareagował.
- No dobra, mógł być w lekkim szoku, ale on odchodził z miną jakbyśmy go obrazili, albo co gorsza zranili. Co u niego nie wolno romansować w firmie? Pytam czysto hipotetycznie.
- Po części to prawda, był zraniony- przerwał i zamyślił się na chwilę- Ulka, ty serio nie widzisz tego?
- Czego?
- Tych zalotnych spojrzeń, bacznego obserwowania każdego twojego ruchu. On się w tobie podkochuje!- prychnęła.
- Nie zauważyłam.

Od razu po jakże uroczym dla niego spotkaniu swoje kroki skierował do baru.
- Setkę proszę- zakomunikował.
- Co, dziewczyna, biznes czy zakończona wieloletnia przyjaźń?- młody, wysoki barman chyba czytał mu w myślach.
- Wszystko- krótko oznajmił i wychylił kieliszek do ust.
- Uuuu…poważna sprawa. Drugi na koszt firmy- podał mu następny kieliszek.

- Chyba będę się zbierać- dalej nie mogła otrząsnąć się po informacjach od Sebastiana. Nie wierzyła za bardzo w to, że młody Dobrzański zwrócił na nią uwagę. Mimo to, schlebiało jej to.
- Sukienka już uprana.  Włożyłem ją do suszarki na ubrania to za chwilę powinna być gotowa- odpowiedział jej zamyślony. Siedział na kanapie koło niej, ale duchem był zupełnie gdzieś indziej. Zastanawiał się jak wytłumaczy Markowi tę sytuację. Wiedział, że Marek jest wściekły na nich i bał się, że nawet nie będzie chciał rozmawiać z kumplem.

Siedział dobre piętnaście minut przy barze i co chwilę sięgał po  kieliszek. Totalnie zamyślony patrzył w jeden punkt i nie obchodził go otaczający świat. Myślał o tym, co zastał u Sebastiana. Zrozumiał, że stracił kumpla, ale też szansę na Ulkę. Co by na niego nie powiedzieć, lubił bawić się dziewczynami, ale nigdy nie brał się za zajęte. Chociaż z drugiej strony Sebastian coś takiego zrobił. Może nigdy nie powiedział wprost Olszańskiemu, że Cieplak mu się podoba, ale on to wiedział. Naśmiewał się z niego i próbował to wydusić z kumpla.  Może by tak powalczyć o Ulkę?  Cały czas się zastanawiał co zrobić. W pewnym momencie podeszła do niego długonoga blondynka. Otaksował jej sylwetkę i w myślach stwierdził, że jest piękna, ale i tak nie dorównywała Ulce. Jego zamglone oczy zdradziły, że alkohol powoli na niego działa. Zaczął bełkotać coś pod nosem, ale nie zwracał uwagi na swój stan. Dalej prosił barmana o kolejne kieliszki. Chwilę rozmawiał z dziewczyną i stwierdził, że musi odreagować. Blondynka nie miała nic przeciwko. Zamówił taksówkę i podjechali pod hotel.

Wpadli do pokoju zachłannie się całując. Już od progu rozrzucali ubrania po podłodze. Runęli na łóżko w samej bieliźnie. Blondynka była zachwycona, że tę noc zakończy właśnie z Dobrzańskim. Czuła się wyróżniona. Marek ustami pieścił jej szyję i w pewnym momencie przed jego oczami pojawiła się Ula. Na chwilę zamarł w bezruchu zastanawiając się co robi. Spojrzał w oczy dziewczyny, która leżała pod nim. Zamyślił się na chwilę. Z jednej strony jej tęczówki totalnie odróżniały się od koloru oczu Uli i mimo, że nie był w związku z Cieplak czuł, jakby ją zdradzał. Z drugiej strony był wściekły. Nie wiedział, co się z nim dzieje.
- Mogę ci mówić ‘Ula’?- zapytał i w tym momencie przypomniał sobie, że nie wie jak ma naprawdę na imię. Przytaknęła. Mogła się na wszystko zgodzić, byle potem móc pochwalić się zaliczoną nocą z Markiem. Powrócił do całowania jej ciała cały czas wymawiając imię swojej sekretarki. Znowu oczami wyobraźni zobaczył Ulę. Postrząsał głową, ale ten widok nie znikał. Wstał z łóżka i zaczął szybko ubierać spodnie i koszulę. Mówiąc krótkie: ‘Przepraszam, nie mogę’ wyszedł z pokoju hotelowego.

Mijała trzecia w nocy, a ona nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o tym co powiedział jej Sebastian. W życiu nie podejrzewała, że może podobać się najprzystojniejszemu facetowi w Warszawie.  Zastanawiała się też nad tym dlaczego Marek nie próbował zbliżyć się do niej. Traktował ją tylko jako sekretarkę. Nic nie wskazywało na to, że pragnie bliższych kontaktów. Może Sebastian przesadza. W końcu nad ranem zasnęła. Nie spała długo, ponieważ budzik nie pozwolił jej na to. Zaspana zwlekła się z łóżka i podążyła do łazienki.
W pracy była kilka minut przed dziewiątą.  Zdjęła płaszcz i wygodnie usadowiła się przy biurku. Włączyła komputer i rozłożyła dokumenty. Mimowolnie ziewnęła i przetarła oczy. Bezsenna noc dawała się we znaki. W takim stanie zastał ją Marek. Punktualnie o  dziewiątej pojawił się w firmie.
- Co, nieprzespana noc?- wypranym z emocji głosem zapytał, nie czekając na odpowiedź. Nawet na nią nie spojrzał i schował się w czeluściach swojego gabinetu.



sobota, 1 lipca 2017

"Walka samców" część 3

- Ty chyba sobie żartujesz?! O Ulkę?! No proszę cię- krążył po pokoju niczym zranione zwierzę.
- Nie kłam, przecież widzę jak na nią patrzysz. Nie oszukasz mnie- obserwował go.
- Mi tylko chodzi o czysto zawodowy konspekt. Romanse w pracy nie są korzystne dla firmy.
- Mówi to ten, który nie przepuścił żadnej sekretarki- wypowiedział pod nosem.
- Tak, ale zmieniłem zdanie na ten temat, bo wiem jakie były konsekwencje takich zachowań.
- Marek- popatrzył na niego pobłażliwie- Wiem przecież, że nie chodzi ci o skutki romansu w firmie, a o Ulkę. Podoba ci się, ale ona ma cię w dupie i przez to trafia cię szlak.
- Uważaj na słowa!- ostrzegł- Owszem jest ładna, ale nie o to chodzi.
- A o co?
- O…-nie wiedział jak wytłumaczyć kumplowi. Nie chciał się przyznać do swoich uczuć względem sekretarki. Jednak z opresji uratowała go sama zainteresowana tej rozmowy.
- Marek- wbiegła do gabinetu- Dzwoni Terlecki. To musi być coś poważnego, bo jest wkurzony i chce z tobą natychmiast porozmawiać.
- Przełącz go do  mnie- rozkazał. Po wyjściu Uli, Olszański zagadał:
- Taa, jasne- czujnym okiem  obserwował kumpla- No przecież, że nie chodzi o to- Wstał z kanapy i szedł w stronę wyjścia- Widzę jak na nią patrzysz- chwycił za klamkę i na odchodne powiedział- Na razie kochasiu!



Słuchał Terleckiego, ale kompletnie nie widział o co chodzi. W głowie cały czas miał rozmowę jego i Seby. Jednego był pewny- jego kumpel był bardziej inteligentny niż mogło się zdawać. W końcu postanowił się opanować, potrząsnął głową, by nie myśleć o nowej sekretarce i skupił się na telefonie.

- Ula- wychodząc z gabinetu Marka, wpadł na pewien pomysł. Pochylił się nad jej biurkiem i czekał, aż dziewczyna dokończy pisanie wersu, po czym odwróciła głowę w jego stronę. Popatrzył na nią intensywnie i uśmiechnął się delikatnie- Skoro lunch nam nie wyszedł to co powiesz na kino?
- Randka?- wyszczerzyła zęby.
- Nazywaj to, jak chcesz kwiatuszku- pochylił się nad nią i wyszeptał do jej ucha- Pamiętaj, że gustuję w blondynach- oboje wybuchli serdecznym śmiechem. Seba traktował Ulę jak przyjaciółkę i Cieplak o tym doskonale wiedziała.
- To do wieczora! Dwudziesta?- kiwnął głową.

- Ula, zwołaj wszystkich za piętnaście do konferencyjnej- jak szybko pojawił  się tak szybko zniknął w czeluściach swojego gabinetu.

Wszyscy zniecierpliwieni siedzieli w Sali i oczekiwali Dobrzańskiego. Przyszedł z nietęgą miną i już wiedzieli, że ma dla nich złe wiadomości.
- Dzwonił Terlecki i jest nieciekawie. Jak wiecie, trzy miesiące temu podpisaliśmy  z nim kontrakt na wystawianie naszych ubrań w jego sklepach w całej Polsce. Niestety dzisiaj poinformował mnie, że sprzedaż idzie kiepsko i jeśli czegoś nie zrobimy, aby w ciągu dwóch tygodni przychody wrosły o 35% to zrywa umowę.
- Ma takie prawo?- rozległo się wśród zebranych.
- Ma-  odpowiedział krótko- Więc musimy dokonać wszelkich starań, aby nam się udało. Zebrałem was tutaj, żebyśmy razem znaleźli rozwiązanie. Jakieś pomysły?
- Reklama w telewizji?
- Niestety. Mamy mało czasu na to. Na zrealizowanie reklamy poświęcimy dwa tygodnie, a gdzie dopiero rozpowszechnienie jej wśród społeczeństwa. Odpada.
- Może zrobimy pokaz?- zaproponował Olszański.
- Nie mamy nowej kolekcji. Wszystkie dostępne ubrania miały już swój pokaz, a my musimy sprzedać te, które już są na rynku.
- Może- Ula zaczęła cicho, ale szybko odkrząknęła i nabrała pewności- Może jakaś współpraca z Youtuberami? Takie problemy zazwyczaj wynikają ze złej reklamy.
- Kontynuuj- wyraźnie się zaciekawił.
- Teraz twórcy internetowi są na topie. Wyprodukowanie takiego filmiku trwa średnio dwa dni. Zwykle ten portal oglądają młodzi ludzie, a my z kolekcją sportową chcemy trafiać właśnie do nich. Mam kolegę, który zajmuje się marketingiem internetowym i w sztabie swojej firmy ma kilku Youtuberów- mówiła z fascynacją.
- Nie powiem, że to jest zły pomysł- zastanowił się chwilę. Wprawiła go w ogromne wrażenie. Była ambitna, piękna a przy tym pomysłowa.- Możesz skontaktować się z tą firmą?
- Jasne, nie ma problemu- cieszyła się, że jej pomysł przeszedł.
- Tylko wcześniej przeanalizuj macierz BCG. Chcę wiedzieć w której części rynku stoją nasze produkty- kiwnęła głową z uśmiechem. Na studiach uwielbiała zajęcia z marketingu i analizy rynku, więc robiąc to będzie czuła się jak ryba w wodzie.- Dziękuję wszystkim za spotkanie- pośpiesznie wyszli z Sali konferencyjnej, zostawiając Marka i Sebastiana.
- Seba, co powiesz na siłownię zaraz po pracy? Muszę odreagować ten telefon od Terleckiego- opadł ciężko na krześle.
- Jasne. Mam torbę w samochodzie, więc możemy od razu o siedemnastej pojechać.
- Super- szybko skwitował.

Wyczerpani po ćwiczeniach przebierali się.
- Masz plany na wieczór? Może drink?- zaproponował.
- Stary, nie tym razem.
- A to umówiłeś się z kimś?- prychnął. Olszański popatrzył na kumpla i zastanawiał się, czy jego plan jest dobry. Chciał trochę powkurzać Marka, żeby w  końcu przyznał się do tego, że Ulka mu się podoba.
- Tak, a co nie wolno?- w końcu zrezygnował z wypowiedzenia imienia sekretarki Marka.
- Wolno, wolno- cicho powiedział.
Wychodzili z kina, cały czas się śmiejąc. Oboje dawno nie byli na tak dobrej komedii. Przypominali sobie co chwilę śmieszne sytuacje z filmu i dzielili się wrażeniami. Nie chcieli kończyć już tak dobrego wieczoru.
-To może wino u mnie?- zaproponował Seba mając całkowicie czyste intencje.
- Jak mnie nie upijesz, to się zgadzam- zgodziła się, cały czas się śmiejąc.

Dochodziła północ, a on wciąż nie mógł zasnąć cały czas myśląc o uczuciach do Cieplak. Podobała mu się. Bardzo. Ale zastanawiał się, czy to nie coś więcej. W końcu nie patrzył tylko na jej wygląd, ale także dostrzegł jej świetny charakter. Był trochę zły na Sebę, który się z niego naśmiewał, ale z drugiej strony wiedział, że kumpel ma rację i niepotrzebnie na niego naskoczył w firmie. Spojrzał na zegarek. Wiedział, że Sebastian o tej porze jeszcze nie śpi, więc postanowił go odwiedzić i pogadać. Zamówił taksówkę, która wcześniej zawiozła go pod monopolowy.


Siedzieli na kanapie w salonie i sącząc wino opowiadali swoje dziwne historie z dzieciństwa. Czuli się świetnie w swoim towarzystwie i w ogóle ich obecność ich nie krępowała.
- Ja zawsze uwielbiałem wspinać się na drzewach. Raz miałem taką sytuację, że z kuzynem chodziłem do dzikich jabłonkach w polu i lewa noga mi uciekła. Z wielkim hukiem spadłem i oczywiście z moim szczęściem wylądowałem na końskich odchodach. Przez tydzień czułem na sobie ten zapach- śmiała się w niebogłosy. Doprowadzał ją do łez. Żartując dalej dolewał jej wina i przez nieuwagę wylał na nią trochę trunku. Wstała jak oparzona.
- Jeju, przepraszam.
- No coś ty, każdemu się zdarza. To nic!- zapewniła. Tylko, żeby to zeszło pasuje od razu zaprać.
- To dam ci coś do ubrania i zapierzemy.
- Okej- przystała. To była jej ulubiona sukienka, więc zrobiłaby wszystko by ją uratować. Wyszedł z garderoby dzierżąc koszulkę.
- Niestety wszystkie moje dresy poszły do prania, ale znalazłem t-shirt, który nawet na mnie jest za duży, więc spokojnie może robić za spódnicę.
- Sukienkę- poprawiła go z uśmiechem- Wzięła koszulkę i kierowała swoje nogi do łazienki- Ech ci faceci. Dla nich sukienka i spódnica to to samo- lamentowała na pokaz pocieszając Sebę, który cały czas miał wyrzuty sumienia.
- Daj tę sukienkę, pójdę ją uratować.
- Coś ty, Seba!?  Przecież mogę to zrobić, pokaż mi jedynie gdzie masz proszek do prania.
- Ja to zrobię!- nie oddał jej ubrania- Pozwól mi naprawić to co schrzaniłem.

Trzymając w ręce butelkę czystej wyszedł z windy i kierował się do drzwi mieszkania kumpla. Bez pośpiechu przycisnął dzwonek i czekał.
- Seba- zawołała z salonu- ktoś dzwoni do drzwi.
- To otwórz!- krzyknął. Podeszła do łazienki i wejrzała.
- A jeśli to jakaś twoja kochanka?- naśmiewała się z niego.
- To przynajmniej ją wystraszysz- popatrzył na nią z szelmowskim uśmiechem.
- Oj Sebiks!- zawołała, kierując się do wejścia.
Przekręciła kluczyk i pociągnęła do siebie dębowe, ciężkie drzwi.
-Marek?- Zaskoczony spojrzał na nią. Pierwsze co skupiło jego uwagę, to koszulka Sebastiana na jej ciele.


piątek, 5 maja 2017

"Walka samców" część 2

Kolejne dni upływały jej bardzo szybko. Wciąż zagoniona, wiecznie zajęta pracą. Lubiła takie momenty. Bardziej wolała zaprzątać sobie głowę rzeczami, które mają jakiś wpływ na nią, cyferki dzięki którym mogła kupić jedzenie. Chciała się wyrwać z tego świata, który ją otaczał, a praca była idealnym rozwiązaniem. Nie musiała myśleć o tym co spotkało ją w życiu. Nie było to coś strasznego, ale dla niej, kruchej i delikatniej kobiety wręcz było nie do przeżycia. Wciąż czuła ból po stracie ojca, który zginął w wypadku na budowie rok wcześniej. Dla niej ten dzień kiedy dowiedziała się o śmierci Cieplaka wyrył się w pamięci na długo. Pamiętała wszystko, z każdym nawet najdrobniejszym szczegółem tak, jakby to było wczoraj. Tłamsiła to w sobie, nikomu niczego nie mówiąc. W zasadzie nie miała komu tego powiedzieć. Mimo swojej urody nie była typem imprezowiczki. Znała tylko kilka osób z poprzedniej pracy, a z nimi najwyżej mogła porozmawiać o pogodzie. W duchu  cieszyła się, że przynajmniej teraz znalazła bratnią duszę. Osobę, której może się wygadać i przy okazji mieć pewność, że coś doradzi, pomoże. Taką  osobą był Olszański. Co prawda czuła, że Sebastian chciałby coś więcej, ale na razie nie była na to gotowa. Może kiedyś?

Wypełniała ostatnie rubryki w zestawienia obrotów i sald, kiedy do pomieszczenia wszedł Marek.
- Panie prezesie- wstała szybko z krzesła, ściągając w dół dopasowaną, fioletową sukienkę. Spojrzał na nią z nieukrywanym zachwytem- za pięć minut przyniosę sprawozdanie, o które pan prosił wcześniej.
- Dobrze, nie ma problemu- uśmiechnął się do niej z wdziękiem i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się w półkroku i spojrzał na nią ponownie- Mów mi po imieniu- zachęcił ukazując swoje dołeczki w policzkach.
- Ale nie wypada- czuła się skrępowana, kiedy on świdrował ją wzrokiem.
- A ja myślę inaczej. To polecenie służbowe- zmarszczył brwi w oznace zdenerwowania, by po chwili ryknąć śmiechem- Marek, pamiętaj!- krzyknął za  sobą, wchodząc do gabinetu. Potrząsnęła głową, kiedy została sama w sekretariacie i wróciła do swojej pracy.

- Hej- usłyszała za sobą głos Sebastiana.
- Cześć- odpowiedziała mu uśmiechając się do kolegi. Wstała z krzesła i wpadła w jego ramiona. Był to przyjacielski gest. Choć znali się krótko to między nimi była tak silna nić porozumienia, że nie przeszkadzała im ta bliskość. Tak wtulonych w siebie zastał Marek. Wyszedł z gabinetu po kawę i oni byli pierwszym obiektem, na którym zatrzymał się wzrok. Aż zagotowało się w środku. Patrzył na nich takim wzrokiem, jakby chciał ciskać  piorunami. Nie zauważyli go.
- To co, znowu jakiś lunch?- Jak to znowu?- był zdezorientowany. Byli kumplami od podstawówki i zawsze zwierzali się sobie z randek, a Seba nic nie wspomniał o spotkaniu z Ulą.
- Seba- westchnęła- mam dużo pracy- spojrzała na papiery na jej biurku.
- Pomogę ci- zaproponował.
- Nie Seba- wtrącił Marek- To praca Uli, ty masz inne sprawy na głowie- zaskoczył kumpla ostrym tonem.
- Dobra, dobra- przewrócił oczami- To nici ze wspólnego posiłku- zwrócił się do Cieplak- popatrzyła na niego przepraszająco.
- Sam widzisz- dodała szeptem.
- Ula, zrób mi, proszę, mocną kawę- po chwili wpatrywania się w Olszańskiego ocknął się.
- Dobrze, już idę- szybko odwróciła się na pięcie i ruszyła do socjalnego. Co go ugryzło?
- A ciebie zapraszam do mnie!- bez wahania wszedł do gabinetu zostawiając otwarte drzwi dla Sebastiana.

- Możesz mi powiedzieć co to było?
- Nic- lakonicznie odpowiadał na jego pytania, patrząc się na panoramę Warszawy.
- Jak nic? Huknąłeś na nas, jakbyśmy coś złego robili!
- Może robiliście- jego wzrok przeszedł na Olszańskiego.
- Niby co?
- No flirtujesz z nią.
- I to jest złe? Od kiedy?
- Nie uznaję romansów w pracy- zaczął bawić się długopisem.
- Czyżby? A twoje kochanki, które były przy okazji twoimi podwładnymi?
- Wyrażę się jasno. To przeszłość i na ten moment nie uznaję romansów w pracy. Koniec dyskusji- był coraz bardziej nerwowy.

- Marek, czy tobie chodzi o Ulę?

sobota, 15 kwietnia 2017

"Walka samców" część 1 + życzenia

Serdeczne życzenia radości i siły płynącej z istoty Świąt Wielkanocnych, by uśmiech i wiosenny optymizm towarzyszyły Wam każdego dnia.



"Walka samców" część 1


- Ula Cieplak.
- Marek Dobrzański- uścisnęli  sobie dłonie. Z wielkim uśmiechem na twarzy podziwiał jej wdzięki. Otaksował całą jej sylwetkę i w myślach układał plany zdobycia nowej sekretarki.
- Tu są wypisane twoje zadania na dzisiaj- podał jej plik kartek.
- Tak jest panie prezesie- wyszła z jego gabinetu. Od razu po zamknięciu drzwi  oparła się o nie i ciężko odetchnęła. Nie spodziewała się, że jej nowy szef będzie taki przystojny. Boski! Myślała, że będzie odporna na wdzięki prezesów po ostatnich zdarzeniach w jej życiu. Przede wszystkim właśnie przez to musiała szukać nowej pracy.


-Skończyłam zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim i mam ukończony licencjat z ekonomii. Odbyłam staż w banku centralnym i od razu po studiach zaczęła pracę w Hugo S.A. Spędziłam tam dwa lata i osiągnęłam wiele sukcesów. W ciągu 18 miesięcy pozyskałam ponad 20 kluczowych klientów i realizowałam sprzedaż średnio o 17% powyżej planu- zielonooki blondyn patrzył na nią z podziwem. Imponowała mu, ale nie wiedziała dokładnie czy wiedzą i zdolnościami czy może urodą. Zawsze była piękna i pewna swojego wyglądu.
- Dobrze, pani Urszulo. Zastanawiam się tylko dlaczego, pomimo wszystkich tych sukcesów i piorunującego CV, które mieści tysiące kursów i certyfikatów ubiega się pani o stanowisko sekretarki w naszej firmie.
- Powody osobiste, o których nie chciałabym wspominać- delikatnie uśmiechnął się do niej ze zrozumieniem.  Odetchnęła z ulgą, że nie chciał drążyć tematu. Wydawał się jej bardzo sympatyczny.
- Więc to byłoby na tyle. Porozmawiam z prezesem i oczywiście odezwiemy się.
- Dziękuję bardzo za rozmowę- uścisnęli dłonie.

Wracała do mieszkania z myślą, że nie zadzwonią.
- Odezwiemy się- szepnęła pod nosem, przedrzeźniając dyrektora HR, z którym rozmawiała- Taa….każdy to mówi. Usłyszała dźwięk swojego telefonu i o mało co nie dostała zawału. Spojrzała na wyświetlacz ale pokazał się jej nieznany numer.
- Dzień dobry, z tej strony Sebastian Olszański. Rozmawialiśmy dwie godziny temu w sprawie pracy w naszej firmie.
- Tak, tak, zgadza się- przytaknęła, nie wierząc, że oddzwonili.
- Jestem po rozmowie z szefem i została pani przyjęta. Bardzo gratuluję- nie była pewna czy dobrze usłyszała- Od kiedy mogłaby pani zacząć?
- Przepraszam, mógłby pan powtórzyć?- potarła czoło ręką.
- Od kiedy mogłaby pani zacząć pracę w naszej firmie?
- Nie, nie to. To co powiedział pan wcześniej- usłyszała cichy chichot w słuchawce, w ogóle niezwiązany z szyderstwem.
- Ależ oczywiście- przerwał na chwilę- została pani przyjęta- krzyknął. Teraz to ona zaczęła się śmiać. Czuła, że Olszański jest super facetem.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję- zapiszczała.

W myślach przywoływała wspomnienia sprzed tygodnia. W końcu ocknęła się, zauważając że dalej stoi oparta o drzwi gabinetu Dobrzańskiego. Poprawiła sukienkę, odgarnęła włosy do tyłu i usiadła przy biurku, zatracając się w tabelkach i cyferkach.
- Dzień dobry- usłyszała głos za sobą. Ocknęła się i odwróciła głowę. Ujrzała Olszańskiego, który ze szelmowskim uśmiechem na twarzy obserwował ją.
- Która jest?- zorientowana patrzyła na boki.
- Dwunasta, Ula. Zabieram cię na lunch.
- Tak zasiedziałam się nad bilansem, że nawet nie spostrzegłam się ile czasu minęło.
- Zauważyłem kwiatuszku- znali się zaledwie tydzień, ale bardzo się polubili.


- Jak tam nowy szef?- zagaił, kiedy siedzieli w restauracji naprzeciwko FD i zajadali się sałatką.
- Myślę, że nie będzie robił wielkich problemów- mówiła, przy okazji chrupiąc grzankę czosnkową.
- Marek to spoko gość. Prowadzi firmę rzetelnie i bez żadnych uchybień.
- Długo się znacie?- coś w środku podpowiadało jej, żeby zebrać jak najwięcej informacji o Dobrzańskim.
- W zasadzie całe życie- zaśmiał się- poznaliśmy się w podstawówce i od tej pory jesteśmy przyjaciółmi.