czwartek, 28 lipca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 5

Przez całe popołudnie próbowała skontaktować się z nim. Wszelkie próby okazały się bezskuteczne. W końcu odpuściła. Zajęła się dokumentami. Musiała myśleć o pracy, bo inaczej wariowała. Cały czas w jej głowie huczały słowa  przyjaciółek. Wyobraźnia podsuwała  jej czarne scenariusze. Przed oczami miała Marka, który pieści ciało innej kobiety w jakimś cztero-gwiazdkowym hotelu. Przecież Marek od  zawsze lubił luksus. Wyobrażała sobie wszystko, w najdrobniejszych szczegółach, nawet kolor ścian i pościeli. Potrząsnęła głową, by pozbyć się tych myśli. Od początku małżeństwa nigdy nie podejrzewała Marka o zdradę. Owszem, czasem była zazdrosna, ale to jest tylko zdrowa oznaka w każdym związku.


Kiedy skończył opowiadać i wrócił do rzeczywistości, sięgnął do kieszeni marynarki i złapał w dłonie komórkę. Wyświetlacz wskazywał dwadzieścia trzy nieodebrane połączenia od Uli.
- Kurde- krótko przeklął i szybko wstał- Chyba powinniśmy wracać do firmy.
- Masz rację- złapała wyciągniętą do niej rękę i wstała- trochę tu siedzieliśmy.
- Następnym razem ty opowiesz mi swoją historię, a jeszcze kolejnym powspominamy czasy studiów- zawyrokował.
- Czyli na pewno będą jeszcze dwa wypady. Jestem za!- uśmiechnęła się.

- Ula, stało się coś?- zaczął mówić od razu, kiedy przekroczył próg jej gabinetu.
- Nie, nie- szybko zaprzeczyła, nie patrząc na niego- Chciałam się dowiedzieć, gdzie jesteś.
- Byłem z Justyną się przejść. Chwilę pogadaliśmy. Nie miałem w ogóle ochoty pracować- ciężko opadł na fotel i poprawił krawat.
- O czym tak długo gadaliście?- dalej nie zaszczyciła go wzrokiem.
- Długo?- spojrzał na zegarek i przeraził się- Fakt, trochę nam zeszło. Przepraszam skarbie, że nie odebrałem, ale po prostu nie słyszałem. Miałem wyciszony dzwonek. Byliśmy niedaleko. Swoją drogą Justynie bardzo smakowały nasze zapiekanki- wreszcie spojrzała na niego.
- Byłeś z nią w naszym miejscu?- wrzasnęła.
- No nie myślałem, że to będzie ci przeszkadzało- był zdezorientowany jej wybuchem.
- Mogłeś się domyślić. To było moje i twoje miejsce. Tylko i wyłącznie. Bez wstępu dla innych- wstała gwałtownie z fotela, ominęła go i otworzyła drzwi- zniszczyłeś to miejsce- ostatni raz spojrzała na niego z ogromnym bólem wypisanym na twarzy i wyszła zostawiając go w osłupieniu.

Długo dochodziła po rozmowie z Markiem. Przechadzała się ulicami Warszawy i nie mogła sobie znaleźć miejsca. Dotarła do części stolicy, której prawie nie znała. Zatrzymała się pod jedną kawiarnią i zamyśliła się. Dawno nie piłam prawdziwej, aromatycznej kawy. To, co  pije się w firmie nawet nie można nazwać kawą. Zdecydowała się wejść. Pomieszczenie było nowocześnie urządzone, a do tego bardzo przytulne. Usiadła przy jednym stoliku i zanurzyła się w karcie. Wszystkie nazwy kusiły i nie  mogła się zdecydować, co wybrać.  Rozejrzała się dookoła, bacznie obserwując co inni ludzie piją. W kawiarni utrzymanej w szarościach i brązach siedziało niewielu ludzi. Przede wszystkim siedziało tam kilka par i pojedynczy klienci. Jedna osoba przykuła uwagę Uli. Spojrzała dokładniej  i poznała go. Wtedy on także ją dostrzegł. Uśmiechnął się, złożył gazetę, dopił kawę i podszedł do niej.
- Ula- złożył ręce w charakterystycznym geście- pięknie wyglądasz.
- Piotr- uścisnęła go- dawno się nie widzieliśmy.
- To prawda, dużo się pozmieniało. Nie wiedziałam, że jesteś w Warszawie. Byłeś w Bostonie.
- Byłem, byłem- dosiadł się- Najlepsza jest caffe latte- sugestywnie zerknął na kartę. Przywołał kelnera i zamówił kawę- Spędziłem tam dwa lata. Po roku byli ze mnie tak zadowoleni, że przedłużyli mi kontrakt.
- To bardzo się cieszę, że cię docenili. Nie chciałeś zostać?- zapytała.
- W Warszawie jest moje miejsce- odpowiedział wymijająco- Rozwinąłem swoje umiejętności i mogłem wracać. A co u ciebie?
- No ja jestem szczęśliwą mężatką, dalej pracuję w F&D i tyle w temacie. Nic ciekawego się nie dzieje. A ty? Żona, dziewczyna?
- Narzeczona- uściślił- od roku. Musisz ją poznać- uśmiechnął się lekko.
- Jako kto?- wyszczerzyła zęby- przerwali na chwilę rozmowę, kiedy kelner podał kawę.
- Jako stara, dobra znajoma.

- Stara? Dzięki wielkie!- oboje wybuchli śmiechem.

sobota, 23 lipca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 4

Przepraszam Was bardzo, za tą przerwę w publikowaniu. Ostatnio w moim życiu było wiele zawirowań, ale już teraz zapraszam na kolejną część. W rekompensacji dzisiaj trochę dłużej :)


Wracając z pracy cały czas zastanawiała się, czy kiedyś Marka i jego nową asystentkę coś łączyło. Ta myśl świdrowała jej wnętrze. Jednak bała się go o to zapytać. Postanowiła przyglądać się ich relacji. Zmęczona swoimi myślami zamknęła oczy i odpłynęła.
- Kochanie, obudź się. Jesteśmy już na miejscu- obudził ją niski tembr głosu. Ziewnęła, nie chciała się budzić. Po chwili poczuła na swoich wargach jego usta. Ta pieszczota spowodowała, że Ula się rozbudziła i razem mogli ruszyć do ich wspólnego mieszkania.
- Marek, czy Justyna i ty- przerwała nie wiedząc jak wypowiedzieć na głos swoje wątpliwości, które kłębiły się odkąd blondynka weszła do gabinetu Marka. Stała na środku korytarza ze spuszczoną głową.
- Dokończ- czule szepnął. Dopiero kiedy usłyszała jego głos zorientowała się, ze przez dłuższą chwilę stoi nieruchomo i nic nie mówi.
- Czy byliście razem? No tak w związku- mimowolnie przymknęła oczy, tak jakby to miało ją obronić od odpowiedzi, którą zaraz miała otrzymać. Zbliżył się do niej, palcami uniósł podbródek. Tym gestem bezgłośnie poprosił ją o otworzenie oczu. Zrozumiała. Zawsze rozumieli się bez słów, świetnie się dogadywali. Otworzyła powoli oczy i spojrzała prosto w jego. On patrzył intensywnie w jej twarz i delikatnie gładził jej zaróżowiały policzek.
- Nigdy nie byłem z Justyną- zapewnił.

Trzy miesiące później.
- Nie mów, że nie zauważyłaś?- toczyła się rozmowa kobiet, które dawniej nazywano członkiniami klubu brzyduli. Siedziały przy kawie i ciastku i opowiadały sobie różne historie, tylko  po to, aby przerwa na lunch szybciej przeminęła.
- Ale o  czym ty mówisz?- skrzywiła się Ula.
- No  mówię o tym, że Marek i Justyna bardzo się do siebie zbliżyli. Są jak papużki nierozłączki.
- Może to nie jakiś  romansik, ale ogromna przyjaźń- wtrąciła się Iza.
- A mi się wydaje, że powoli, pomalutku, ale…- Ela przerwała na moment i jednoznacznie spojrzała na Ulę- Na twoim miejscu bardziej pilnowałabym Marka.
- Co wy bredzicie?- oburzyła się Ula- Ufam Markowi. To, że przyjaźnią się z Justyną o niczym nie świadczy.
- Lepiej mieć oczy dookoła głowy- Alicja podsumowała całą rozmowę.


- Marek, to są dokumenty do podpisania. Nie są jakieś bardzo ważne. To przede wszystkim faktury za fotografa, usługi grafików, i umowy dla modelek- Justyna podała mu plik kartek i usiadła na jego biurku.
- Dzięki- mruknął i spojrzał na papiery. Tego dnia wyjątkowo nie chciało mu się pracować. Brakowało mu sił. Już dawno miał z Ulą pojechać na  wakacje, ale w firmie zawsze było coś do zrobienia. Pochylił się nad papierami, zamaszystym ruchem podpisywał wszystkie kartki, a kiedy skończył wpadł na pewien pomysł. Odłożył długopis i powoli podnosił głowę. Najpierw ujrzał długie, smukłe nogi Justyny, które rytmicznie falowały w powietrzu. Otaksował całą sylwetkę i w zadumaniu zatrzymał się na jej twarzy.
- Co myślisz o małym wypadzie? Siedzieć już nie mogę w pracy- zaproponował.
- W sumie czemu nie?- uśmiechnęła się zalotnie i ruszyła przed nim kocimi ruchami.


-Viola, gdzie jest Marek?- blondynka powoli podniosła wzrok na Ulę i przełknęła głośno ślinę.
- Szczerze mówiąc, to nie wiem- rozejrzała się dookoła- Byłam w łazience dziesięć minut temu i jak wróciłam ich już nie było.
- Ich?
- No Marka i Justyny. Musieli gdzieś razem pójść- z każdym słowem zaczęła poważniej myśleć nad podejrzeniami przyjaciółek.
- Dzięki Viola, spróbuję zadzwonić do  Marka- wyciągnęła komórkę i wystukała numer męża- Pięknie, nie odbiera- powiedziała bardziej do siebie, niż do blondynki- No nic, lecę. A Viola, pasuje ci ta szminka- mrugnęła okiem.
- Myślisz?-powiedziała na głos, gdy już w pomieszczeniu była sama.


- Nigdy w życiu nie jadłam tak dobrych zapiekanek- zaśmiała się.
- Ula mi pokazała tę budkę jeszcze za czasów, kiedy była moją asystentką.
- A ja myślałam, że prezes tak wielkiej firmy je tylko sushi i kawior- zawtórował jej śmiech.
- Nic z tych rzeczy! Trzeba  oszczędzać, właśnie po to, aby firma była tak duża.
- Właśnie, opowiedz mi coś o tym jak to było z tobą i Ulką.
- To dość pogmatwana sprawa- zamyślił się.
- Lubię takie. Choć drobinkę!- błagała.
- No dobra. Ula na samym początku była moją sekretarką, ale tak naprawdę była prezesem. Wszystko za mnie robiła, siedziała w nocy w biurze a ja w tym czasie spędzałem czas z kumplem w barach, albo na dyskotekach. Nie wspominam miło tych lat. Na szczęście otrzeźwiałem i zmieniłem się. To znaczy Ulka mnie zmieniła. Od początku mnie kochała i robiła wszystko dla mnie. Wyciągała  mnie w wielu bagien, a ja nawet nie potrafiłem być jej wdzięczny. Wtedy patrzyłem na nią przez pryzmat jej wyglądu. Miała zniszczone włosy, ogromne okulary, zasłaniające pół twarzy i szkaradny aparat na zęby. Ale w pewnym momencie  powiedziałem sobie  dość. Ona tak się stara, wszystko robi, a ja tylko ją rugam. Wtedy poznałem ją bliżej i zaczęliśmy się przyjaźnić. W sumie przyjaźń była tylko z mojej strony. Ona mnie…
- kochała- dokończyła za niego. Cały czas patrzyła na niego i w skupieniu słuchała jego słów. Kontynuował:
- To także był czas wielkiego kryzysu, zwłaszcza w firmie. F&D upadało. Powoli, ale skutecznie doprowadzałem rodzinny biznes do ruiny. Wtedy na horyzoncie pojawiła się zakochana we mnie Urszula Cieplak. Za namową Sebastiana zacząłem udawać przed nią miłość. Randki, serduszka, te sprawy. Wykorzystałem ją- spuścił wzrok wstydząc się swojego postępowania. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na Justynę. Czekał na jakiś wybuch, na to, że zacznie go krytykować. Nic takiego się nie stało. Spokojna i opanowana cały czas patrzyła w jego stronę i czekała, aż będzie mówił dalej- Na samym początku to była czysta gra, uknuta intryga, ale później…- westchnął- Ula Brzydula to były tylko pozory. Kiedy poznałem ją bliżej, zrozumiałem, że ona jest jedyna, niepowtarzalna i, że ją kocham.
- I odtąd żyliście długo i szczęśliwie- zakończyła.
- Nie do końca. Tu dopiero zaczęły się schody. Wtedy kiedy już zrozumiałem, że ją kocham, że nie mogę bez niej żyć, że jesteśmy dla siebie stworzeni, ona dowiedziała się o intrydze. Zostawiła mnie, firmę i uciekła. W sumie nie dziwię się jej, ale wtedy oboje cierpieliśmy. Schrzaniłem nasz związek. Ona mi nie wierzyła, potem nawet nie miałem z nią kontaktu. Byłem pieprzonym tchórzem i przez to nasze męki przeciągały się. Ja wtedy poddałem się. Nie dość, że straciłem miłość swojego życia to do tego firma była na skraju bankructwa. W końcu zrezygnowałem z posady prezesa, a moim następcą okazała się Ula.
- Pogadaliście szczerze?- dopytywała się. Marka powoli to irytowało. Nie potrafiła wysłuchać do końca.
- Na horyzoncie ukazał się mój konkurent, Piotr- podrapał się po  karku na wspomnienie mężczyzny- Idealny kandydat na męża. Wierny, lojalny, uczciwy, no a przede wszystkim nie był mną. Mieli razem wyjechać do Stanów. Myślałem, że wszystko stracone. Zacząłem pakować się do Włoch. Chciałem zapomnieć o niej dla jej spokoju. Choć z drugiej strony wiedziałem, że o mnie nie zapomni. Ironia losu- kiedy wybierałem się na lotnisko Piotr przyjechał do mnie i kazał walczyć o miłość Uli. Odsunął się w cień. Wtedy także odbywał się pokaz, który miał uratować firmę. Wsiadłem szybko do samochodu i pojechałem tam. No i tu możesz dodać etykietkę I żyli długo i szczęśliwe- zakończył monolog.
- Historia niczym scenariusz brazylijskiej telenoweli.
- Ja do tej pory czasem zastanawiam się, czy to co się tu dzieje nie jest bajką.

środa, 22 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 3

Wsiadając do windy przypomnieli sobie atmosferę, która panowała między nimi poprzedniego dnia.
- To co, dzisiaj wieczorem powtórka?- zapytał się Marek. Odpowiedziała mu śmiechem.
- Jest pan niewyżyty, panie Dobrzański.
Udając się do jego gabinetu omawiali kwestie firmowe. W końcu weszli na temat rekrutacji.
- Właśnie, Marek, dzisiaj o czternastej ma przyjść ta Poloczek. Jak zwykle Sebastian powinien przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną, ale myślę, że ty lepiej wiesz czego oczekujesz od swojej asystentki.
- Chcesz, żebym ja ją przepytał?- zadał pytanie z konsternacją.
- Tak, oto właśnie mi chodziło.- zastanawiał się, drapiąc się do głowie.
- W sumie, to jest dobry pomysł. Tylko mam jedno zastrzeżenie- patrzyła na niego z oczekiwaniem wymalowanym na jej twarzy- chcę, żebyś była obecna przy tej rozmowie. Ja mogę o paru kwestiach zapomnieć.
- Dobrze- uśmiechnęła się lekko.

Wrócili do swoich zajęć. Każdy miał coś do zrobienia, dlatego nie chcieli rozpraszać się swoją obecnością. Z pewnością inaczej potoczyły by się chwile spędzone wspólnie. Na pewno by nie pracowali. Marek  na tę wizję bardzo się ucieszył, ale jego radość uniemożliwiła Ula, sprowadzając do na ziemię. Zrozumiał ją. Wiedział, że firma jest równie ważna, jak ich związek.
Umówili się na pół godziny przed planowanym spotkaniem. Chcieli jeszcze przygotować się do niego. Sporządzili razem listę pytań, które mają zadać kandydatce i potrzebne dokumenty, w razie podpisywania umowy. Z wielkim podnieceniem czekali na wybicie czternastej. Zastanawiali się jak wygląda ta dziewczyna. Marek bardziej zastanawiał się nad tym, czy zna ją. Kojarzył nazwisko, tylko nie mógł sobie przypomnieć skąd. Myślami przeszukał wszystkich swoich znajomych i nie mógł się doszukać. Rano nawet przeglądnął wszystkich kontrahentów. Na próżno. O swoich działaniach detektywistycznych nie wspomniał Uli. Stwierdził, że jeśli pozna tę dziewczynę i przypomni sobie skąd ją zna, wtedy o wszystkim jej powie. W końcu usłyszeli dźwięk telefonu. Błyskawicznie odebrał go Marek. Po paru chwilach i wypowiedzianych półsłówkach, odłożył słuchawkę.
- Jest- krótko oznajmił- Ania przyprowadzi ją z recepcji. Wstał z fotela, zapiął marynarkę i  lekko ją obciągnął. Ula poprawiła sukienkę i czekali z niecierpliwością. Usłyszeli pukanie i spojrzeli na otwierające się drzwi. Po chwili wyłoniła się wysoka, smukła blondynka. Największą uwagę przykuwały jej zielone oczy, zasłonięte wachlarzem długich, mocno czarnych rzęs.  Skąd ja cię znam?- zapytał w myślach Dobrzański.
- Marek- usłyszeli lekko piskliwy głos- Wieki cię nie widziałam!- rzuciła mu się na szyję- teraz zrozumiał, kim jest ta dziewczyna.
- Czeeeść Justyna- odpowiedział zdezorientowany jej czułym przywitaniem. Oplotła go ramionami tak mocno, że nie mógł oddychać. Ula patrzyła na tę sytuację nieprzytomnie. Marek spojrzał na nią przepraszającym gestem. Kiedy Justyna odkleiła się od niego, zaprosił ją na kanapę i zaczęli rozmowę.
- Marek, przecież dobrze mnie znasz i z pewnością wiesz ile jestem warta- podsumowała wywód o swoich kwalifikacjach.
- Taaa- westchnął- byłaś najlepsza na roku- wypięła dumnie pierś- Myślę, że jesteśmy zdecydowani- spojrzał na Ulę. Ona tylko kiwnęła głową- W takim razie chodźmy do kadr podpisać umowę-  zawyrokował.


- Marek? Kim jest ta kobieta?- zapytała, kiedy jej mąż wszedł do gabinetu.
- To koleżanka z roku. Studiowaliśmy razem, ale nigdy nie mieliśmy bliższego kontaktu.
- Nie byliście ze sobą? To wyglądało tak jakbyście się bardzo dobrze znali- zadawała dokładniejsze pytanie, przymrużając oczy.

- Nigdy- zapewnił.


sobota, 11 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 2

-Myślę, że ta będzie dobra.
- Jak dla mnie nie jest odpowiednią kandydatką- patrzyła na  dokumenty dziewczyny, o której rozmawiali i kręciła głową z dezaprobatą.- Ona jest świeżo po studiach. W ogóle skończyła niezbyt renomowaną uczelnię. Jakoś mi się nie podoba.
- Jeśli chcesz, możemy poczekać. Przecież nie szukamy asystentki dla mnie na cito. Musi być odpowiednia, a nie pierwsza z ulicy- zgodził się z żoną. Usłyszeli pukanie do drzwi.
- Mogę?- usłyszeli głos  Sebastiana.
- Od kiedy pukasz do drzwi?- przekomarzał się z nim Marek. Zawsze lubił mieć z niego ubaw. Od kiedy się poznali, uwielbiali robić sobie nawzajem żarty. Tym razem Marek dostał długopisem po głowie.
- Od kiedy jesteś z Ulą. Jesteś tak zakochany, że dopiero teraz to zauważyłeś?- odgryzł się Olszański- Pukam, bo wiecie… Nie chciałbym zobaczyć was w hmm…intymnej sytuacji- śmiał się do rozpuku.
- Sebastian! Ewidentnie pchasz się w gips- włączyła się Ula. Po chwili na piątym piętrze było słychać śmiechy wszystkich troje.
- W jakiej sprawie przyłazisz mi tu?- Marek próbował się uspokoić.
- A tak- Olszański podał plik kartek- nasza oferta pracy w Internecie jest bardzo sławna. Macie naprawdę w czym wybierać. I tak wyselekcjonowałem tych poważniejszych kandydatów.
- Ula, ty się bardziej znasz na ludziach- Dobrzański skierował się do kobiety- To ty wybierzesz mi asystentkę- skończyli temat i zaczęli mówić o prywatnych sprawach.

Wybiła piąta. Firma opustoszała. Dobrzańscy spotkali się pod windą. Robili tak codziennie, chyba, że któreś z nich zostawało dłużej w  pracy.
- Panie przodem-  Marek kurtuazyjnie ukłonił się przed Ulą. Jego gesty kontrastowały z szelmowskim uśmiechem. Ula już wiedziała o czym myśli. Kiedy drzwi zamknęły się, on zaczął pożerać ją wzrokiem. Powietrze między nimi gęstniało.  Atmosfera była nie do zniesienia. Oczami wyobraźni widział, jak puszcza z rąk teczkę i rzuca się na żonę. Dotyka jej policzka, głaszcze i gwałtownie wpija się w jej usta. Jednak była to tylko mara, piękna ułuda. W rzeczywistości stał nonszalancko, trzymając ręce w kieszeni. Cały czas świdrował wzrokiem Ulę. Mimo, że byli już ze sobą dużo czasu, znali się niemal na wylot, poczuła się niezręcznie. Chciała przerwać ten stan:
- Wiesz co, chyba znalazłam idealną kandydatkę na stanowisko asystentki prezesa- wyłamywała sobie palce.
- Czyżby?- próbował spowodować, żeby na niego popatrzyła. Udało mu się. Zerknęła na niego przelotnie, ale jego oczy utkwione w jej twarz sprawiły, że znowu poczuła się jak kilka lat temu. Kiedy jeszcze była brzydulą, ślepo zakochaną w swoim szefie. Nieśmiało spuściła wzrok.
- Tak- szepnęła. Zaczął się do niej zbliżać, ale ten moment przerwały otwierające się drzwi windy. Przeklął w myślach.


Wchodząc do domu był pewny, że dojdzie do skutku zdarzenie, które rozpoczął w windzie.  Wodził wzrokiem po krzątającej się po kuchni Uli i jej niedostępność coraz bardziej go nakręcała. Podszedł do niej od tyłu, przytulił się do jej włosów i zachłysnął się ich zapachem. Jedną ręką odsunął kosmyk, odsłaniając przy tym jej długą szyję. Drugą zaś ręką sunął po jej udzie, szybko trafiając na biodro. Odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy. Nagle jej nieśmiałość, wzbudzona w windzie wyparowała. Splotła ich ręce i pociągnęła go za sobą do łazienki. Bez pośpiechu ściągali z siebie ubrania. Kiedy wszystkie wylądowały na brązowych kafelkach, weszli pod prysznic. Pod strumieniem gorącej wody zaczęli się namiętnie całować i wszędzie dotykać. W  pewnym momencie podniósł ją do góry i połączył ich ciała w jedno.


Obudziły ją pierwsze promyki słońca. W głowie miała jeszcze obrazy z poprzedniego wieczoru. Wspomnienia wywołały uśmiech na twarzy. Przeciągnęła się ospale i popatrzyła na drugą połowę łóżka. Zobaczyła według niej najprzystojniejszego faceta na ziemi i do tego tylko jej. Jestem szczęściarą!-pochwaliła się w myślach. Chwilę przyglądała mu się z uwagą, dopóki nie  zaczął się przebudzać. Powoli przetarł powieki rękami  i od razu się uśmiechnął. Ospale rzucił wzrokiem na żonę, a jego uśmiech rozszerzał się. Puścił jej oczko i szybko musnął jej malinowe usta. Oparł się o zagłówek i cicho westchnął.
- Hej kochanie- zamruczał, cały czas patrząc na kobietę. Jego niski tembr głosu spowodował ciarki na jej plecach. Zawsze sprawiał, że czuła się wyjątkowo. Kiedy wymawiał jej imię zawsze miękły jej nogi. W duchu cieszyła się, że w tym momencie leży na łóżku, bo inaczej osunęłaby się na podłogę.
- Heeej- zaciągnęła przelotnie. Za każdym razem po upojnej nocy tajemniczo się uśmiechali do siebie. Tak było i tym razem.
- To ja zrobię śniadanie, a ty śmigaj pod prysznic- przedstawił żonie swój misternie ułożony plan.
- Zgadzam się, może tak być- musnęła jego wargi i szybko pobiegła do łazienki.

- Wczoraj wspominałam, że mam dla ciebie odpowiednią dziewczynę na stanowisko asystentki- zaczęła, nakładając porcję jajecznicy na talerz.
- A tak, coś mówiłaś- zagaił.
-No więc, skończyła ekonomię i zarządzanie firmą na Uniwersytecie Warszawskim, odbywała praktyki w jednym banku tutaj w stolicy, ale od razu po zakończeniu studiów wyjechała do Anglii i tam przez trzy lata pracowała w firmie modowej. Myślę, że jest godna uwagi. Zna biegle angielski, bo jakoś musiała się porozumiewać w Wielkiej Brytanii- zaśmiała się- oprócz tego hiszpański i francuski.
- Brzmi doskonale, w niedalekiej przyszłości moglibyśmy otworzyć się i na rynek tych państw. Mogłaby być przy okazji naszą tłumaczką.  Jak się nazywa?
- Justyna Poloczek.

- Gdzieś słyszałem to nazwisko- zaczął się zastanawiać.

niedziela, 5 czerwca 2016

"Zdradziłaś mnie" część 1

Zapraszam na nowe opowiadanie. Postanowiłam, że będę wstawiać opowiadanie w odwrotnej kolejności od tej wybranej przez Was w ankiecie. ;) Andziok

Siedziała w salonie na parapecie i wyglądała przez okno. Ten widok na Warszawę zawsze ją zachwycał. Mogła tam spokojnie posiedzieć i pomyśleć. Tym razem rozmyślała o przeszłości. Trzymała w dłoni kieliszek czerwonego wina. Odkąd zamieszkali razem, w piwniczce zawsze znajdowało się jej ulubiony trunek. Przypominała sobie chwile sprzed kilku laty.

Płakała. Straciła wszelkie nadzieje. Nie wróci. Wyjechał. Szła na pokaz jak owieczka na rzeź. Postanowiła, że od razu po premierze odejdzie z firmy. Za dużo tam przeszła. Nagle usłyszała jego głos. Nie mogła się pomylić. Ten głos poznałaby wszędzie. Stał na wybiegu i mówił coś do mikrofonu. Nie rozumiała jego słów. Nie była w stanie. Patrzyła w jego stalowe oczy, w których zobaczyła miłość. Teraz dokładnie to dostrzegała. Wcześniej próbowała wmawiać sobie, że widzi tylko wdzięczność za ratowanie firmy. W końcu zawsze firma była dla niego ważna. Przecież od lęku o F&D wszystko się zaczęło. Przyciągnęła go do siebie. Była naprawdę szczęśliwa. Tak samo jak on. Ich pocałunek był przepełniony emocjami, które zebrały się w nich w ciągu ich całej znajomości. Wiedziała, że ją kocha. Pocałunkiem otworzyli nowy rozdział w swoim życiu. Ich wspólne życie.

Na wspomnienie premiery kolekcji FD Gusto uśmiechnęła się. Uśmiech poszerzał się z każdą minutą. Przypominała sobie ich zaręczyny, ślub i wspólne mieszkanie.  

Była pewna, że będzie wiedziała kiedy nastąpi ten moment. Myślała, że wyczuje po zachowaniu Marka, że będzie chciał klęknąć przed nią i wyciągnąć pierścionek. Jednak całkowicie ją zaskoczył. Siedzieli do późna w pracy. Mieli do napisania raport. Była już dwudziesta pierwsza, a oni dalej pracowali. Zmęczeni postanowili dokończyć pracę następnego dnia. Udali się nad Wisłę. Zawsze, kiedy chcieli porozmawiać, tam właśnie szli. Siedzieli razem na zwalonym drzewie, przytuleni i patrząc w wodę rozmawiali. Po drodze, Marek kupił wino, a z firmy przynieśli szklanki. Popijali wino i gawędzili. W pewnym momencie Marek podniósł ją i zaprowadził na kładkę. Objął ją od tyłu i przez chwilę przymknęli oczy. Uwielbiali takie chwile, tylko dla nich. Nagle  odsunął ją od siebie i klęknął przed nią. Wyciągnął z kieszeni pierścionek i wyznał miłość. Poprosił ją, aby została jego żoną. Tego nie spodziewała się. Zupełnie ją zaskoczył. Pozytywnie zaskoczył. Bez wahania zgodziła się. Mając łzy w oczach, ze wzruszenia nie mogła nic powiedzieć. Kiwnęła tylko głową. On szczęśliwy gwałtownie poderwał się z miejsca, chwycił ją w ramiona i okręcili się kilkukrotnie.

Piła to samo wino, co wtedy. Od tego momentu jej ulubione.

Stała na czerwonym dywanie. Niby nie była sama, ale jednak nie czuła obecności nikogo, tylko tego jedynego. Wpatrzeni w swoje oczy wypowiadali słowa przysięgi małżeńskiej. Gdzieś w sercu czuła strach. Bała się, że wróci ten stary Marek- świnia. Zniknie jej kanarek i zdradzi, oszuka. Nie mogła odgonić od siebie tej myśli. Jednak od czasu ślubu, nigdy nie dał jej powodów do zazdrości.

Od tych chwil minął już rok. Ich związek był idealny. Zupełnie taki sam jak narzeczeństwo. Aż dziwne, że nie wkradła się rutyna. Była szczęśliwa. Nagle poczuła ręce na swoich ramionach. Ktoś objął ją od tyłu. Nie wystraszyła się. Poczuła tę woń perfum, które uwielbiała. Kochała zapach, który od roku mogła bezkarnie wąchać i czuć.
- Cześć kochanie- zamruczał jej do ucha.
- Witaj- uśmiechnęła się.
- O czym myślisz? Królestwo za twoje myśli- zagadnął.
- O pięknych chwilach- odpowiedziała mijająco.
- A konkretnie?- dosiadł się do niej, wcześniej zostawiając teczkę na podłodze.
- Pokaz, narzeczeństwo i ślub- uśmiechnęła się. Wyszczerzył zęby w odpowiedzi.
- Ale chyba teraz też jest piękne?
- Idealnie. Co tam w pracy?- zmieniła temat.

Ich urlop jako mąż i żona spędzili na Malediwach. Ula była podekscytowana i zachwycona. Jeszcze nigdy nie znajdowała się w takich luksusach. Co prawda, wszystko to ją przygnębiało, ale Marek dzielnie ją wspierał. Jeszcze pakując się na lot obiecała Markowi, że będą kochać się co noc. Dotrzymała słowa. Często noce dla nich były za krótkie. Nie mieli siebie dosyć.

Wrócili do pracy. Nigdy nie narzekali na nudę. Po sukcesie „ich dziecka”, FD Gusto podpisywali coraz więcej intratnych umów. Firma rozrastała się błyskawicznie. Wrócili do poprzedniego systemu. Marek ponownie objął prezesurę, a Ula stała się dyrektorem finansowym.  Natłok obowiązków nie spowodował, że nie mieli dla siebie czasu. Zawsze znajdowali chociaż chwilę dla siebie. Ich małżeństwo nie cierpiało z powodu firmy. Jednak pracy było coraz więcej. Dużo rozmawiali o przyjęciu nowych pracowników. Marek nalegał na znalezienie asystentki dla niego. W końcu postanowili rozpocząć rekrutację.