wtorek, 7 kwietnia 2015

"Kocham Cię!"

Dzisiaj zamiast kolejnej części opowiadania, zapraszam na miniaturkę, która jest moją pierwszą pracą. Zapraszam do komentowania :) Andziok

 Jutro jest ten dzień. Dzień, w którym odbywa się premiera FD Gusto. A dziś? Dziś można płakać przez to, co się robiło przez wiele miesięcy. Tak nad własny losem użalała się pewna piękna brunetka. Leżała w łóżku, w swoim mieszkaniu w Warszawie. Była nią Ula Cieplak - zawodowo prezes z wieloma sukcesami na koncie, prywatnie - cóż, z tym gorzej. Był to wrak człowieka, który wiele razy został skrzywdzony. Najpierw Bartek, teraz Marek. A gdy już ten drugi się zmienił, ona bała się mu uwierzyć, no ale dlaczego? Przecież o tym wiedziała. To było widać, ze jemu zależało na niej. A i tak nie chciała usłyszeć od niego tych dwóch magicznych słów składających się z ośmiu liter. I co teraz??? Cieplak, przecież tego chciałaś, kretynko! Chciałaś żeby cię zostawił w spokoju. No to właśnie to zrobił. Jutro wyjeżdża i to z kim!! Kurde blaszka, z Paulą. Dlaczego głupia go odrzucałaś? Teraz za to płać. Rozmyślenia Uli przerwał dzwonek do drzwi. Zwlekła się z łóżka, na którym porozrzucane były ich zdjęcia. Te zdjęcia z sesji nad Wisłą. Nad ich Wisłą. Była cała rozmazana, ale nie dbała o to. Przecież nikt nie będzie jej w takim stanie widział. Podeszła do drzwi i je otworzyła. Zamarła. To był ON! Marek Dobrzański, który najpierw ją skrzywdził, a potem korzył się przed nią, by tylko na niego spojrzała. On tak jak ona przeszedł metamorfozę, ale on charakteru, a Ula zmieniła wygląd.
- Ula - powiedział to w ten charakterystyczny dla niego sposób.
- Co chciałeś?- zapytała ostro. Znów zbiła go z pantałyku.
- Teraz to mało ważne, bo ty Ulka...- przerwał i bardziej jej się przyglądał - Ulka, do cholery, ty płaczesz.
-A jeśli tak to co?
-Możesz mi powiedzieć dlaczego?
-Przez ciebie, znowu...dodała szybko ostrym tonem, zauważając jakieś dokumenty które trzymał Marek.
Cieplak idiotko. Niepotrzebnie robisz sobie nadzieję.
-Wejdź podpiszę te dokumenty i możesz się pakować do Mediolanu - dodała już łagodniej rozumiejąc, że to nie jego wina, że wyjeżdża.
Podeszli do aneksu kuchennego i Marek podał Uli papiery. Ona szybko je podpisała i oddała w ręce Dobrzańskiego.
-O której masz lot?? – zapytała tak od niechcenia.
-O 10 - dodał patrząc na nią uważnie smutnym wzrokiem.
-Zostań ze mną na noc, proszę- spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, jednak szybko dodała - zresztą o co ja cię proszę. Masz jutro samolot, musisz się spakować, wyspać i odlecieć. - kiedy   wypowiadała ostatnie słowa czuła rosnącą gulę w gardle. Odeszła do sypialni zostawiając Marka samego. On, widząc jej przygnębienie zdecydował ostatni raz zaryzykować i zostać u niej na noc. Zachowując pozory wyjścia z jej mieszkania podszedł do drzwi, otworzył je i po chwili zamknął. Został w mieszkaniu, ale Ula myślała, ze wyszedł. Po zatrzaśnięciu drzwi dziewczyna znów się rozpłakała. Marek wszystko słyszał, ale wiedział, ze Ula potrzebuje chwili samotności. Podszedł do sofy i chciał usiąść, ale zauważył różowy zeszyt leżący na stoliku. Chwilę zastanawiał się czy wziąć go do ręki. Wiedział, że to pamiętnik, że w nim Ula zapisuje swoje myśli. Jednak ciekawość wzięła górę i otworzył zeszyt na ostatniej stronie: 
Tego właśnie chciałam. Tak mi się wydaje. Wyjeżdża. A ja? Co ja zrobię bez Niego? Nie dam sobie rady. Nie będę z nikim, oprócz Marka. Nie można być z kimś, kogo się nie kocha. Dlatego właśnie zerwałam z Piotrem. Później byłam w szpitalu, kiedy dowiedziałam się o wypadku Marka. Jaka ja byłam głupia. Idiotko! Myślałaś, że jak co chwilę go odrzucałaś, to będzie przez całe życie się starał. A dlaczego go odrzucałaś? Bo bałaś się, że jak usłyszysz to, co w głębi serca chcesz usłyszeć pozwolisz jemu zbliżyć się, a potem… boisz się kolejnego cierpienia. Ale przecież wiesz, że się zmienił. Trudno, Marek kocham Cię, bądź szczęśliwy!
Dobrzański czytając to był w głębokim szoku. Po jego policzkach leciały łzy.  Kretynie, ona cię kocha. Tylko ta myśl dudniła w jego głowie. Po kilku minutach zdecydował się pójść do Uli. Wszedł do sypialni i rozejrzał się dookoła. Było przytulnie i ciepło. Tak jak Ula lubi. Podoba mi się.- Uśmiechnął się do siebie. Usiadł koło łóżka i zobaczył śpiącą dziewczynę. Zauważył, że poduszka jest cała mokra od łez. Zauważył ich zdjęcia porozrzucane po całej sypialni.

 Serce mu się krajało, kiedy rozumiał, że ona cierpi znowu przez niego. Marek obserwował jeszcze przez chwilę spokojnie śpiąca dziewczynę, po czym sam usnął siedząc na podłodze, a głowę trzymając na łóżku przy Uli. Rankiem Ula obudziła się pierwsza. Przetarła oczy i pierwsze co zobaczyła to Marka smacznie śpiącego. Nie pamiętała co się stało wieczorem, ale ucieszyła się, że go widzi.  W końcu i Marek się obudził. Zobaczył Ulę, która przyglądała mu się. Uśmiechnął się do niej, ukazując dołeczki.
- Kocham cię.- powiedział i spojrzał na nią uważnie.
Przez chwilę siedziała nieruchomo, była zaskoczona jego słowami.
- Ja też cię kocham. Wybacz mi proszę, wybacz, że byłam taka głupia.- jej słowa były dla niego miodem dla uszu.
-Kochanie…- zbliżył się do niej i dotknął jej włosów-…nie masz za co przepraszać to ja proszę o wybaczenie tych intryg.- spuścił wzrok.
-Ja ci już dawno wybaczyłam. Kocham Cię.
Swoje wyznania umocnili pocałunkami i szczęśliwi zaczęli zbierać się na premierę ich dziecka - FD Gusto. Prezentowali się cudownie. Ona piękna, on przystojny, oboje niesamowicie szczęśliwi.

piątek, 3 kwietnia 2015

"Silna i delikatna" część 6

Taka przedświąteczna niespodzianka :)Wesołych i bardzo jajecznych świąt, życzy Andziok

PS: czytając można słuchać



Paulina dopadła Marka w windzie.
-Czy łaskawie możesz mi wyjaśnić te brednie?!Jaka miłość, jakie zabójstwo? W co ty się znowu wplątałeś?
Jej wrzaski nie robiły na nim wrażenia.
-Kocham Ulę- powiedział to z wielkim spokojem patrząc jej perfidnie w oczy.
-Jaką Ulę?- wrzeszczała coraz głośniej.
-Moją Ulę-powiedział to z uśmiechem.
-Tę Cieplak, zwariowałeś?- już nie mogła nad sobą panować.
-Tak, właśnie Ulę Cieplak, to ją kocham.- spokojnie odpowiadał na każde pytanie kobiety.
-O ironio!- wykrzywiła się Paulina.
-Znosiłam już wiele, ale tego nie mam zamiaru ci wybaczać- dodała.
-Ale ja cię o to nie proszę, to ją muszę błagać, by do mnie wróciła.
Paulina była zdezorientowana. Nic z tego nie rozumiała, czy to głupi żart?
Marek wziął Paulinę za rękę i powiedział.
-Kocham ją i nic tego nie zmieni. Chciałbym ci powiedzieć, że mi przykro ale to nie prawda. Czuję ulgę, że to z siebie wyrzuciłem. Żegnaj.
-Pożałujesz tego!- syczała Paula.

Poczuł ulgę, skończył już stare sprawy, które powinien już dawno temu zakończyć. Jeszcze nie wiedział co dalej zrobi, wiedział tylko jedno. Musi odszukać Ulę.


Fale uderzały o brzeg, tworząc sznury piany. Ula zasłoniła oczy, by spojrzeć w dal. Słońce raziło ją. Była już tam tydzień. Całe siedem dni bez Marka. Ale w głowie cały czas myślała o nim. Spacery nie dawały ukojenia. Jak mogła zapomnieć, gdy wciąż nie potrafiła przestać kochać. Kopnęła nogą muszelkę i pomyślała, że jest jak ona, taka pusta i odtrącona. Nie miała do niego żalu. Sama była sobie winna. Głupia, naiwna Ulka! Jak mogła myśleć, że może się równać z Pauliną. Kobietą piękną, z klasą. Mewy krzyczały nad jej głową, jej serce też krzyczało. Nic nie dawało jej ukojenia. Spojrzała przed siebie. Ujrzała jakąś postać. W jej oczach stanęły łzy, przez maleńką chwilę myślała ze to On. Szła ze spuszczoną głową, samotna, tak bardzo samotna.
-Ula!- ktoś zaczął ją wołać.
Usłyszała głos, który sprawił, że jej serce mocniej zabiło. Dlaczego wciąż go słyszę?-pytała samą siebie.
-Ula!-usłyszała ponownie.
Podniosła głowę, Marek stał na przeciwko. Pomachała głowa i zamknęła oczy, myśląc że to zwidy.
-Ula-jego dłoń pogładziła jej policzek.
-Szukałem ciebie tak długo… Ala powiedziała mi gdzie jesteś, tak bardzo tęskniłem.
Płakała, nie potrafiła odtrącić jego ręki. Pragnęła jego ciepła, bliskości.
-Przytul mnie-wyszeptała. Stalowe oczy Marka stawały się coraz większe.
Był przygotowany na to, że będzie musiał stoczyć wojnę by ją przekonać, a ona jak zwykle nieprzewidywalna, wtuliła się w niego. Objął ją bardzo mocno, tak jakby bał się, że mu zniknie. Całował jej włosy, czoło, twarz. Po omacku szukał jej ust i gdy je już znalazł nie mógł przestać ja całować.

Wiatr szarpał włosy, nacierał na nich i uderzał zimnym podmuchem, lecz oni nie zwracali na to uwagi. Wtuleni patrzyli na siebie chłonąc każdy szczegół, tak jakby poznawali się na nowo. Mewy szybowały nad ich głowami i głośnym krzykiem oznajmiały swą obecność.



Kiedy już znaleźli się w hotelowym pokoju Uli, Marek posadził ją na łóżku. Ukląkł przed nią i położył głowę na jej kolanach.
-Myślałem że cię straciłem.- patrzył jej prosty w oczy.
Ula pogłaskała go po włosach i tak bardzo szczęśliwa upajała się tą chwilą.
-Ja tez tak myślałam- powiedziała cicho.
-Ula, ja wiem, że nie ma usprawiedliwienia dla mnie, tak naprawdę nie powinnaś mi wybaczyć .Nic mnie nie usprawiedliwia. To było głupie! Lecz uwierz mi, bardzo cię kocham. Może na początku to była tylko idiotyczna intryga, lecz z czasem zrozumiałem, że coś mnie do ciebie przyciąga. Ten cały plan stał się tylko pretekstem, tak tłumaczyłem sobie jak głupi mój pociąg do ciebie. Nie wiedziałem, że to miłość, nie potrafiłem jej rozpoznać. Coś się dziwnego działo ze mną i kiedy to wreszcie do mnie dotarło i kiedy chciałem ci wszystko wyznać tam w Spa zadzwonił telefon. Myślałem, że zdążę ci jeszcze wszystko wyjaśnić i wtedy usłyszałaś fragment mojej rozmowy z Sebą. Gdybyś dotrwała do końca usłyszałabyś moje wyznanie. Postanowiłem, że powiem mu o mojej miłości do ciebie i o tym, że ci wszystko wyznam. Szalałem z niepokoju gdy zniknęłaś. Dopadłem Alę i opowiedziałem jej wszystko. Widocznie mi uwierzyła bo podała mi miejsce gdzie się ukryłaś.
Ula słuchała tego milcząc, szczęście wracało wraz z jego słowami.
-Wierzę ci-powiedziała uśmiechając się coraz szerzej.
Usiadł obok niej szczęśliwy. Widziała jeszcze w jego oczach obawę. Bał się ze mu do końca nie wybaczyła, lecz ona wiedziała, że był z nią szczery. Pocałowała go czule w usta mamiąc i zachęcając .Była taka odważna, wstąpiła w nią chęć pokazania mu jak za nim tęskniła, jak go pragnie. Ugryzła go lekko w usta. Marek oniemiał, nie spodziewał się takiego zachowania ze strony Uli. Jego ciało odpowiedziało natychmiast na ten impuls, pragnął jej. Rozsunęła mu po woli krawat i zaczęła rozpinać koszulę. Patrzył na nią z tęsknotą w oczach.
-Jestem głodna- powiedziała.
Wybuchła śmiechem na widok jego miny.
-Jestem bardzo głodna.- dodała zmysłowo przegryzając dolną wargę i prowokująco patrząc mu w oczy.
Za oknami słońce dotknęło zenitu i zgasło.

środa, 1 kwietnia 2015

"Silna i delikatna" część 5

Ze specjalną dedykacją dla Angeli ;)

  Marek siedział w swoim samochodzie i patrzył tępo w sufit.
Tyle razy przeprowadzał tę samą rozmowę z Ulą, w swojej głowie i zawsze kończył słowem- Idiota!

Przez pierwszy tydzień, w każdą noc gnał samochodem do Rysiowa i patrzył w jej okno. Wyobrażał sobie, jak Ula układa się do snu. Widział jej włosy rozrzucone na poduszce, czuł jej zapach…taki słodki, delikatny jak ona. Nie mógł odjechać, był tak blisko niej. Teraz też tu był. Ocknął się z zamyślenia, gdy ktoś zastukał w okno.
-Panie Marku, co pan tu robi o tak późnej porze?- zapytał zdziwiony Józef.
-Już od kilku dni widzę tu pana samochód, Uli nie ma jeśli to do niej pan przyjechał.
-Jak to nie ma?-podskoczył Marek.
-No nie ma już od kilku dni, pojechała do znajomych .To nic panu nie powiedziała?-zdziwił się Józef.
-Nie- Marek spuścił głowę, by nie pokazać rozczarowania.
-A nie wie pan gdzie ci znajomi mieszkają?-spytał z nutką nadziei.
-Ula powiedziała, że wyjeżdża nad morze, bo musi odpocząć, ale dokładnie nie wiem. Dzwoni codziennie, więc jestem spokojny.
-W takim razie dobranoc panie Józefie. To ja pojadę już do domu.-odparł zrezygnowany.
-Dobranoc, ale swoją drogą to dziwne, że Ula panu nic nie powiedziała.
-Idiota! Skończony idiota ze mnie!!!!-pomyślał Marek.
-Jak mogłem sądzić, że ona mnie kocha-uderzył pięścią w kierownicę. To była jedna z wielu chwil zwątpienia.
Pojechał do biura, tylko tam czuł ukojenie. Każdy mebel mu ją przypominał, każdy kąt. Pana Władka już dawno przestało dziwić to, że widzi prezesa snującego się po firmie w nocy.
-Biedny facet-pomyślał obserwując Marka idącego do windy.

Nawet winda przypominała mu Ulę, przecież to właśnie tu powiedziała, że się w nim zakochała. Szybkim krokiem poszedł do gabinetu, ale przystanął na chwilę obok biurka, które dawnej było Uli. Zostały tu wszystkie jej rzeczy, nie zdążyła się jeszcze przenieść do biura Aleksa. Otworzył szufladę…krówki, tyle po niej pozostało. Wziął je jak talizman. Ona je tak uwielbia. Wrzucił je do kieszeni. Usiadł w fotelu i zaczął przeglądać szuflady szukając jej śladów. Zobaczył różowy zeszyt. Jej pamiętnik, ten sam, który jej kupił. Poczuł jej zapach. Przycisnął go mocno do siebie i przymknął oczy. Widział ją oczyma wyobraźni. Nie otworzył go, nie potrafił. Ruszył z nim do swego gabinetu, nalał sobie sporego drinka. Wypił go jednym haustem. Położył się na kanapie tuląc pamiętnik.
-Ula, moja Ula, gdzie ty jesteś?-jego zdławiony głos odbił się echem od ścian.
Po chwili wspomnień zapadł w sen.
Obudził go krzyk Uli, zerwał się, lecz jej nie było. To tylko koszmar. Nadal było ciemno, zapalił więc lampę. Spojrzał na pamiętnik. Wiedział, że nie powinien lecz jakaś siła pchała go, by chociaż spojrzeć na jej pismo. Otworzył go jakby to był drogocenny manuskrypt. Pachniał, aż mu dech zaparło, czuł tak jakby tu była. Otworzył na losowo wybranej stronie, przeczytał pierwszy wers: „Nie ma już Marka i Uli…osobno”
Rozpłakał się jak małe dziecko. Poruszyły go te słowa. Wrócił jednak do lektury.
Zaczął czytać dalej, a jego twarz była mieszaniną smutku i radości. Uśmiechał się, gdy opisywała każdy spędzony z nim dzień. Każda chwila razem była dla niej tak ważna, a on…kłamał i oszukiwał. Jej miłość taka szczera biła z każdego słowa. Marek czytał nie zdając sobie sprawy, że nadchodzi ranek. Ocknął się dopiero, gdy usłyszał głos Violi:
-Marek, ty już w pracy?- zapytała zdziwiona.
Spojrzał na nią jakby widział ja pierwszy raz i wrócił do lektury. Viola wzruszyła ramionami i wyszła mrucząc coś pod nosem. Od kilku dni był nieswój, więc jego zachowanie nie poruszyło blondynki. Kiedy Marek dobrnął wreszcie do końca pamiętnika zastanawiał się jak ona mogła go tak kochać. Cały czas się zastanawiał: za co? Była mu tak oddana, a on odpłacił jej kłamstwami. To co z tego, że ja teraz kocha. Teraz…było za późno.
-Marek…-usłyszał głos Pauliny.
-Co się z tobą dzieje, nie wracasz na noc do domu?!Masz kłopoty?
-Ona mnie naprawdę kochała-wypowiedział swoją myśl na głos.
-Kto cię kochał, o kim mówisz?-wrzasnęła Paulina widząc, że nie ma kontaktu z Markiem.
Podniósł głowę i spojrzał na nią jak na odrażającą rzecz.
-Ona mnie naprawdę kochała-powtórzył.
-A co ja zrobiłem?- dodał po chwili i popatrzył na kobietę nieobecnym wzrokiem.
-Zabiłem tę miłość!!!-wykrzyczał.
-Czy ty zwariowałeś, o czym ty mówisz, jaka miłość zabiłeś?!-wrzeszczała Paulina.
-Jej miłość i siebie samego-powiedział już spokojniej.
Osłupiała Paulina obserwowała jak wstał, odsunął ją i wyszedł z gabinetu.

czwartek, 26 marca 2015

"Silna i delikatna" część 4

Minęły dwa dni odkąd Ula wyszła z Febo&Dobrzański bez zamiaru powrotu.


Przeszła już chyba wszystkie etapy załamania, wściekłości. Płakała całymi dniami. Józef chciał wiedzieć co stało się jego córce. Powtarzała mu ze jeszcze nie czas na wyjaśnienia. Nie była mu w stanie cokolwiek tłumaczyć. Marek dzwonił i dzwonił. W końcu musiała wyłączyć telefon. Nie mogła z nim rozmawiać. -Jak mogła mu tak zaufać, dlaczego była tak ślepa?! Myślała, że ją pokochał, a on…oszukiwał ją, wykorzystywał. -Marek, jak mogłeś- szeptała płacząc.

W tym samym czasie Marek miotał się po mieszkaniu Seby.
Pił kolejnego drinka, lecz ból nie przemijał. Widział wciąż obraz jej oczu wypełnionych smutkiem i łzy.
To on był nim winien.
-Marek, przejdzie jej. Zobaczysz, jeszcze będziesz miał szansę się wytłumaczyć - pocieszał go Sebastian.
-Nie, ona mi nigdy nie wybaczy- jego głos przepełniony był bólem.
-Jestem cholernym idiotą Seba! Ona była moja, ufna, szczera a ja?! Zawiodłem ją , oszukałem!!!Miałem czas by jej wszystko wyjaśnić i co? Stchórzyłem -krzyczał jak szalony.
Nagle z rozmachem rzucił drinkiem o ścianę.
Szkło rozprysło się po pokoju. Seba podskoczył przerażony.
-Widzisz Seba, ta szklanka to moje życie. Nic już z niego nie zostało. Wszystko czego dotknę spieprzę! Zatoczył się na ścianę i zsunął na ziemię. Siedział tak przez chwilę patrząc w sufit.
Nagle złapał się za głowę i krzyknął – Moja Ula!
Marek był  już bardzo pijany, a Seba nie wiedział co ma robić. Nie potrafił mu pomóc.
-Marek a może ja z nią porozmawiam? – zapytał wahając się.
-A może jedź do niej do domu - wpadł na pomysł Seba.
-Myślisz, że mnie wpuści-ożywił się Marek.
Ta myśl dodała mu sił. Jeśli go jeszcze kocha to go wysłucha.
Zerwał się z podłogi, pójdzie teraz, nie może czekać.
Zatrzymał go jednak Seba.
-Do niej, muszę, to czekanie mnie dobija!- krzyczał.
-Marek spójrz na siebie, jak ty wyglądasz!
-A jakie to ma znaczenie, jadę- postanowił.








Nic nie dało tłumaczenie. Marek wsiadł do samochodu i pojechał prosto do Rysiowa.
W oknach domu Uli paliły się światła. To dodało mu otuchy. Biegiem pokonał dystans między samochodem a schodami.
Nacisnął dzwonek, po chwili usłyszał głos Józefa.
-Kto tam?
-To ja, Marek Dobrzański.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem.
-Panie Marku, co pana sprowadza tak późno? O boże co się panu stało, jak pan wygląda?!
-Nic, naprawdę. Chciałbym porozmawiać z Ulą.
-Proszę niech pan wejdzie.
-Ula!!!! Pan Marek do ciebie!
Ulę jakby poraził grom. Nie chciała go widzieć! Bała się jednak, że o wszystkim dowie się ojciec. Ostrzegał ją przecież przed Markiem. Trudno, porozmawia z nim.
Zobaczył Ulę wychodzącą z pokoju. Na jej widok przeszył go ból.
Ona cierpiała przez niego, była tak potwornie smutna.
-Ula-wyszeptał.
-Marek? Co cię sprowadza o tej porze? -usłyszał obcy głos.
Jednak go nienawidziła.
-Chciałbym z tobą porozmawiać -powiedział cicho.
-Dobrze, chodź do mojego pokoju.
W Marku zrodziła się nadzieja, ale gdy tylko drzwi pokoju się zamknęły, zrozumiał jak bardzo się łudził. Ula tylko grała przed jej ojcem.
-Rozumiem, że przyszedłeś po swoje udziały -powiedziała oschle.
Zaprzeczył ruchem głowy, patrzył w jej oczy, lecz widział tylko obcą osobę.
-Ula, to wszystko nieporozumienie.
-Skoro nie przyszedłeś po udziały to nie mamy już sobie nic do powiedzenia.
-Ula…ja…kocham cię - powiedział załamanym głosem.
Ula zaśmiała się ironicznie.
-Chyba już wystarczająco powiedziałeś, a teraz wyjdź!
Próbował wziąć jej dłoń w swoją, ale zabrała ją z odrazą. Spuścił głowę z rezygnacją.
-Wybacz. Już wychodzę, nie musisz mnie odprowadzać. Trafię sam.
Gdy tylko zamknął drzwi, Ula upadła na kolana szlochając.
-Dlaczego mi to robisz?- łkała.
Marek wsiadł do samochodu. Oparł głowę o kierownicę.
Jej nienawiść i oschłość go dobiła. Nie czuł już działania alkoholu.
Czuł tylko tępy, przejmujący ból. Stracił nadzieję.
Przestała płakać, w jej głowie zaświtała myśl.
-Muszę stąd uciec, inaczej nie zapomnę.
Włączyła telefon, drżącą ręką wykasowała numer telefonu Marka.
-Zadzwonię do Ali- pomyślała.
Chwilę trwało zanim się z nią połączyła.
-Ala, ty często wyjeżdżałaś, więc może poleciłabyś mi jakieś miłe miejsce. Muszę stąd wyjechać…


piątek, 20 marca 2015

"Jak śmiesz?" część 8

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

Wyszedł z rodzinnego domu całkowicie rozbity. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ta rozmowa nie będzie łatwa, ale tego, co go spotkało, nie przewidział nawet w najgorszych snach. Jeszcze Ulka chciała tak po prostu uciec, pozbawić go kontaktu z jego malutką iskierką. Wsiadł za kierownicę i ruszył w kierunku klubu 69. Stojąc na czerwonym świetle wybrał jeszcze numer do swojego najlepszego przyjaciela. Może chociaż on poprawi mu trochę humor.
- Cześć stary, możesz być za kwadrans pod 69?
- Jasne, stało się coś? – Odpowiedział zdezorientowany Olszański.
- Chcę z tobą pogadać. – Zmieniło się światło na zielone, więc bez pożegnania rozłączył się i ruszył z piskiem opon.



Kwadrans później siedzieli już w klubie ze szklaneczką whisky. Dobrzański w milczeniu wodził opuszkami palców po krawędziach naczynia. Sebastian bacznie przyglądał się poczynaniom swojego przyjaciela. Nie chciał na niego naciskać, ale wiedział, że coś musiało się stać. Sekundy przechodziły w minuty, w końcu Dobrzański wpatrując się tempo w ciecz, zaczął z siebie wyrzucać.
- Matka mnie wydziedziczyła. – Dyrektor zakrztusił się łykiem wysokoprocentowego napoju, którego akurat brał łyk.
- Co? Jak to wydziedziczyła? Dlaczego? – Kompletnie tego nie rozumiał.
- Powiedziała, że jestem jej życiową porażką. – Zaśmiał się gorzko. – Bardziej niż mnie, kocha swoją idealną i nieskazitelną córeczkę. -  Nie mógł się powstrzymać, aby nie ironizować.
- A co na to twój ojciec? – Dobrzański usłyszawszy te słowa, po raz kolejny, roześmiał się drwiąco.
- Nawet się nie odezwał, siedział cicho jak pantoflarz. – Bardzo liczył to, że chociaż ojciec się za niego wstawi, jak się okazało, przeliczył się.
- Może był w szoku? – Sebastian próbował usprawiedliwić ojca swojego przyjaciela, ale on tylko machnął ręką.
- Daj spokój, nie mam ochoty na rozmowy o nich. – Zamyślił się na chwilę. – Ulka mnie oszukała.
- Jak to Cię oszukała? – HR ’owiec po raz kolejny nie rozumiał o co chodzi prezesowi.
- Jest ze mną w ciąży. – Zaśmiał się pogardliwie. –Chciała wyjechać bez słowa. Jak mogła mi nie powiedzieć, że będę ojcem?
- A co zrobiłeś, jak się dowiedziałeś, że będziecie mieli dziecko? – Chciał się upewnić, czy jego przypuszczenia są trafne.
- No a co miałem zrobić? Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Oszukała mnie! – Olszański spojrzał na niego z politowaniem i z dezaprobatą pokręcił głową.
- Ty jesteś idiotą, czy ty tylko udajesz? – Marek obrzucił go spojrzeniem, wyrażającym zdumienie. Nie takich słów spodziewał się z ust przyjaciela. – Ona nie chciała cię łapać na dziecko. Nie chciała ci się narzucać, nie musiała ci niczego mówić, bo nie wiedziała czy traktujesz ją i dziecko poważnie, a poza tym, to był tylko romans.
W tym samym czasie, gdy Marek i Sebastian siedzieli w klubie, w rezydencji Dobrzańskich pojawili się, Paulina i Aleksander Febo, zaproszeni przez Helenę. Paulina jadąc tam, myślała, że Dobrzańskiej udało się wpłynąć na syna i będzie siedział tam skruszony i potulny.
- Udało Ci się, Heleno, wpłynąć na Marka? – Zapytała Febo ledwo przekroczywszy próg domu.
- Niestety Paulinko. – Westchnęła zrezygnowana. – Ten wieczny Casanova zbuntował się i nie chciał słyszeć o ślubie, ale nie martw się. – Po chwili dodała. - Może to i lepiej, że tego ślubu nie będzie? Może znajdziesz sobie kogoś innego, kto cię doceni i nie będzie cie zdradzał. Nie wiem w kogo wrodził się Marek, ale on nie jest już moim synem.
- Jak to nie jest już twoim synem? – Ożywił się Aleks.
- Wydziedziczyłam go, nie potrzebujemy w rodzinie tego nieudacznika. – Powiedziała butnie.
- Heleno! – Wrzasnął Krzysztof, który schodził właśnie po schodach i usłyszał słowa swojej żony. – Nie mów tak o Marku! – Helena prychnęła pogardliwie.
- Krzysiu nie denerwuj się, a wy dzieci wchodźcie do salonu. – Szybko zakończyła temat Marka.
- Jak już powiedziałam, Marek nie będzie już prezesem, ani współwłaścicielem firmy. – Febo uśmiechnął się chytrze. – Dlatego, aby nie przeciągać, mianujmy Aleksa na prezesa, jutro podpiszesz odpowiednie dokumenty.
- Bardzo się cieszę Heleno, że przejrzałaś na oczy i mianowałaś mnie prezesem.  
- Fratello, gratuluję. W końcu pokarzesz na co cię stać i udowodnisz, że to ty zasługiwałeś na to, by zostać prezesem F&D. – Pogratulowała bratu panna Febo.
Pani domu, kazała gospodyni przygotować wystawną kolację, aby uczcić sukces Aleksa. Wszyscy byli w szampańskim nastroju, tylko Krzysztof siedział smutny. Nie mógł pogodzić się ze stratą swojego syna. Był jego oczkiem w głowie. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Helena jest w stosunku do własnego dziecka, taka oschła. Zawsze faworyzowała Aleksa i Paulinę. Do tej pory myślał, że chce wynagrodzić im śmierć rodziców, ale po dzisiejszym incydencie naszły go niepokojące myśli, że ich syn nie jest dla niej ważny, a nawet, że go nie kocha.



Pod siedzibą domu mody zatrzymała się taksówka, z której wsiadło dwóch mężczyzn, weszli do budynku, pośpiesznie spakowali rzeczy prezesa, napisali wypowiedzenie, które zostawili w recepcji wraz z darowizną na udziały. Niemal biegiem opuścili budynek i odjechali. Marek nie chciał widzieć nikogo z swojej rodziny.  Chciał także, uniknąć tych wszystkich ciekawskich spojrzeń pracowników. Taksówką odwiózł Sebastiana do jego mieszkania, zostawił też u niego swoje rzeczy które zabrał z firmy. Wiedział, że musi załatwić jeszcze jedną, ważną sprawę, której nie chciał odkładać na później. Czterdzieści minut później, wysiadł z taksówki przed domem Cieplaków, przez chwilę krążył, niczym zraniony zwierz, nie mogąc się odważyć, aby wejść do środka. Obawiał się, że po tym co dzisiaj zrobił nie będzie chciała z nim rozmawiać. W końcu przekonał samego siebie, że da radę i ruszył na podwórko. Stojąc przed drzwiami, po raz kolejny naszły go wątpliwości. Już chciał zapukać, ale jego ręka zawisła w powietrzu kilka centymetrów od drzwi. Dam radę! – Pomyślał i zapukał, po chwili w drzwiach stanęła Cieplakówna w koszuli nocnej. Była bardzo zdziwiona jego wizytą, gdyż stała z szeroko otwartymi ustami…