sobota, 15 kwietnia 2017

"Walka samców" część 1 + życzenia

Serdeczne życzenia radości i siły płynącej z istoty Świąt Wielkanocnych, by uśmiech i wiosenny optymizm towarzyszyły Wam każdego dnia.



"Walka samców" część 1


- Ula Cieplak.
- Marek Dobrzański- uścisnęli  sobie dłonie. Z wielkim uśmiechem na twarzy podziwiał jej wdzięki. Otaksował całą jej sylwetkę i w myślach układał plany zdobycia nowej sekretarki.
- Tu są wypisane twoje zadania na dzisiaj- podał jej plik kartek.
- Tak jest panie prezesie- wyszła z jego gabinetu. Od razu po zamknięciu drzwi  oparła się o nie i ciężko odetchnęła. Nie spodziewała się, że jej nowy szef będzie taki przystojny. Boski! Myślała, że będzie odporna na wdzięki prezesów po ostatnich zdarzeniach w jej życiu. Przede wszystkim właśnie przez to musiała szukać nowej pracy.


-Skończyłam zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim i mam ukończony licencjat z ekonomii. Odbyłam staż w banku centralnym i od razu po studiach zaczęła pracę w Hugo S.A. Spędziłam tam dwa lata i osiągnęłam wiele sukcesów. W ciągu 18 miesięcy pozyskałam ponad 20 kluczowych klientów i realizowałam sprzedaż średnio o 17% powyżej planu- zielonooki blondyn patrzył na nią z podziwem. Imponowała mu, ale nie wiedziała dokładnie czy wiedzą i zdolnościami czy może urodą. Zawsze była piękna i pewna swojego wyglądu.
- Dobrze, pani Urszulo. Zastanawiam się tylko dlaczego, pomimo wszystkich tych sukcesów i piorunującego CV, które mieści tysiące kursów i certyfikatów ubiega się pani o stanowisko sekretarki w naszej firmie.
- Powody osobiste, o których nie chciałabym wspominać- delikatnie uśmiechnął się do niej ze zrozumieniem.  Odetchnęła z ulgą, że nie chciał drążyć tematu. Wydawał się jej bardzo sympatyczny.
- Więc to byłoby na tyle. Porozmawiam z prezesem i oczywiście odezwiemy się.
- Dziękuję bardzo za rozmowę- uścisnęli dłonie.

Wracała do mieszkania z myślą, że nie zadzwonią.
- Odezwiemy się- szepnęła pod nosem, przedrzeźniając dyrektora HR, z którym rozmawiała- Taa….każdy to mówi. Usłyszała dźwięk swojego telefonu i o mało co nie dostała zawału. Spojrzała na wyświetlacz ale pokazał się jej nieznany numer.
- Dzień dobry, z tej strony Sebastian Olszański. Rozmawialiśmy dwie godziny temu w sprawie pracy w naszej firmie.
- Tak, tak, zgadza się- przytaknęła, nie wierząc, że oddzwonili.
- Jestem po rozmowie z szefem i została pani przyjęta. Bardzo gratuluję- nie była pewna czy dobrze usłyszała- Od kiedy mogłaby pani zacząć?
- Przepraszam, mógłby pan powtórzyć?- potarła czoło ręką.
- Od kiedy mogłaby pani zacząć pracę w naszej firmie?
- Nie, nie to. To co powiedział pan wcześniej- usłyszała cichy chichot w słuchawce, w ogóle niezwiązany z szyderstwem.
- Ależ oczywiście- przerwał na chwilę- została pani przyjęta- krzyknął. Teraz to ona zaczęła się śmiać. Czuła, że Olszański jest super facetem.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję- zapiszczała.

W myślach przywoływała wspomnienia sprzed tygodnia. W końcu ocknęła się, zauważając że dalej stoi oparta o drzwi gabinetu Dobrzańskiego. Poprawiła sukienkę, odgarnęła włosy do tyłu i usiadła przy biurku, zatracając się w tabelkach i cyferkach.
- Dzień dobry- usłyszała głos za sobą. Ocknęła się i odwróciła głowę. Ujrzała Olszańskiego, który ze szelmowskim uśmiechem na twarzy obserwował ją.
- Która jest?- zorientowana patrzyła na boki.
- Dwunasta, Ula. Zabieram cię na lunch.
- Tak zasiedziałam się nad bilansem, że nawet nie spostrzegłam się ile czasu minęło.
- Zauważyłem kwiatuszku- znali się zaledwie tydzień, ale bardzo się polubili.


- Jak tam nowy szef?- zagaił, kiedy siedzieli w restauracji naprzeciwko FD i zajadali się sałatką.
- Myślę, że nie będzie robił wielkich problemów- mówiła, przy okazji chrupiąc grzankę czosnkową.
- Marek to spoko gość. Prowadzi firmę rzetelnie i bez żadnych uchybień.
- Długo się znacie?- coś w środku podpowiadało jej, żeby zebrać jak najwięcej informacji o Dobrzańskim.
- W zasadzie całe życie- zaśmiał się- poznaliśmy się w podstawówce i od tej pory jesteśmy przyjaciółmi.




piątek, 10 marca 2017

"Zdradziłaś mnie" część 19

Szybko  ruszył na schody i niemal wbiegł na odpowiednie piętro. Mimo, że było wysoko nie dostał zadyszki. W duchu pogratulował sobie kondycji i pomysłu uprawiania sportu z Sebastianem. Odnalazł konkretne drzwi i zapukał cicho, uprzednio łapiąc głośno powietrze. Usłyszał  tylko ciche zaproszenie i powoli uchylił drzwi. Od progu poczuł tylko zapach długo niewietrzonego pomieszczenia. Rozglądnął się dookoła. Długi korytarz prowadził do salonu, a po lewej  i po prawej stronie znajdowały się kolejne drzwi. Domyślił się, że prowadzą one do łazienki i kuchni. Nie wiedział gdzie Ula się znajduje, więc stanął w bezruchu i nasłuchiwał dźwięki. W tym samym momencie Ula zawołała, a Marek podążył za jej głosem. Wszedł do salonu i zobaczył ją. Serce mu stanęło na ten widok. Siedziała odwrócona do niego na rudej kanapie, w brudnym dresie i pomierzwionych spiętych w kucyk włosach. Niemal miał łzy w oczach, przypominając sobie jak ją traktował. Zobaczył, że przygląda album ze zdjęciami. Podszedł bliżej i dostrzegł ich wspólne zdjęcia. Fotografie z Madery, ze ślubu, z Wisły. Nawet te, które zrobił im Artur, kiedy nie byli jeszcze razem.


- Ula?- zawołał najczulej jak potrafił. Szybko odwróciła się do niego zaskoczona. Zauważył mokre plamy na jej policzkach. Serce mu się krajało na ten widok.
- Co ty tu robisz?- nadal była w głębokim szoku.
- Jestem- odparł głupio nie wiedząc co tak naprawdę jej powiedzieć. Szybko starła łzy z twarzy i próbowała się ogarnąć. Mocniej ścisnęła gumkę na włosach i sięgnęła po chusteczkę do nosa. Patrzyli na siebie w bezruchu, napawając się chwilą.
- Chciałeś porozmawiać o rozwodzie, żeby nie było wstydu w sądzie?- poczuł rosnącą gulę w gardle. Jej ton głosu był lodowaty i ranił jego serce.
- Nie- szepnął i spuścił wzrok. Ona wciąż na niego patrzyła. Stanęła naprzeciwko niego.
- Chcesz wszystkie swoje pieniądze, bardzo proszę. Nic od ciebie nie chcę! Nic, słyszysz?!- nie wytrzymała. Wybuchła i w tym momencie chciała tylko ulżyć sobie krzycząc mu prosto w twarz, to co ją bolało. Chciała, aby i on poczuł się tak samo, jak ona. Udało jej się. Jej słowa niczym sztylet wbijały się w jego serce.
- Nie- znowu powiedział cicho to krótkie słowo- nie chce pieniędzy.
- Chcesz mnie bardziej upokorzyć?!- nie słuchała go. Wciąż chciała wyrazić swój żal. Nie zwracała uwagi na jego słowa.
- Co?- w końcu podniósł głowę i spojrzał na nią.
- Nie bój się, nie chcę twoich pieniędzy, twojej firmy, mieszkania. Poradzę sobie bez ciebie- jej duma dała o sobie znać.
- Ula- westchnął i zamknął na moment oczy- to nie tak.
- A jak?!- miała już wszystkiego dość- Jak?!- powtórzyła. Jak w amoku wrzeszczała na niego, wypluwając z siebie kolejne zarzuty. Bez słowa podszedł do niej i mocno objął. Próbowała się wydostać z jego ramion ale był zbyt silny. Szarpała  się przez chwilę wyklinając go od dupków, ale w końcu odpuściła. Przytuliła się do niego i zaczęła łkać. Stali tak wtuleni w siebie, napawając się bliskością. Uspokajał ją, głaszcząc po głowie.
- Chyba musimy porozmawiać- powiedzieli w tym samym momencie i wybuchli śmiechem.
- Zrobię kawy- odkleiła się od niego i ruszyła do kuchni. Stojąc przy blacie i czekając aż woda się zagotuje myślała o swojej przyszłości. Pogodzimy się? Po co Marek konkretnie przyszedł? Miała tysiące pytań. Jej myśli przerwał wchodzący do kuchni Marek. Usiadł na stoliku barowym i przyglądał się pomieszczeniu. Jego wzrok zatrzymał się na zlewie, w którym znajdowały się tylko kieliszki do wina i filiżanki po kawie. Spojrzał na odwróconą Ulę i zamyślił się. Podszedł do lodówki i otworzył drzwi.
- Ula, ty nic nie jadłaś- bardziej stwierdził niż zapytał. To, że nie spojrzała na niego było już odpowiedzią. Wziął ją za rękę i zaprowadził na korytarz. Założył płaszcz na ramiona i spotkał się z jej zdezorientowanym wzrokiem.
- No co?
- Marek, co ty robisz?
- Idziemy do restauracji- powiedział tak, jakby to było czymś normalnym.
- Ale…patrz jak wyglądam, nie chce do ludzi- ściągnęła z siebie kurtkę i poszła do kuchni. Stał na środku korytarza i w duchu stwierdził, że lepiej coś zamówić do domu. Będziemy mogli porozmawiać na osobności. Sięgnął po telefon i zamówił pizzę.



Zajadając się jedzeniem na wynos, siedzieli na kanapie i  popijali kawę.
- Kiedy jadłaś ostatnio?- zapytał z troską, obserwując jej wychudzone ciało. Unikała jego wzroku- Ula?- ponaglił.
- Nie pamiętam sama- spuściła głowę.
- No nic-westchnął- Najważniejsze, że teraz jesz- patrzył na nią z nieukrywaną radością. W jednym momencie jednak spoważniał- Ula, ja chciałem cię bardzo przeprosić. Zachowałem się jak dupek i ostatni cham.
- Co spowodowało, że w końcu zrozumiałeś, że cię nie zdradziłam.
- Justyna wszystko mi powiedziała- wydawał się na bardzo skruszonego. Cały wieczór prowadzili oczyszczającą rozmowę.
Wyszła spod prysznica. Czuła się szczęśliwa i odprężona. Szybko wytarła ciało i ubrała się w czerwoną koszulę nocną. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze i uśmiechnęła się do siebie. Wróciła do sypialni, gdzie czekał na nią Marek. Leżał w samym bokserkach z zamkniętymi oczami. Kiedy usłyszał, że nadchodzi lekko podniósł się na ramionach i spoglądając na nią zagwizdnął. Pogłaskał pościel, zapraszając ją na łóżko. Roześmiała się perliście i szybko znalazła się u jego boku. Uklęknęli na pościeli, niemal stykając się ciałami. Napawał się jej widokiem. Uniósł jej podbródek i skradł całusa. Delikatnie i powoli ściągał ramiączko koszuli całując jej szyję. Westchnęła z rozkoszy. Jej dłonie powędrowały na jego kark, potem pięknie wyrzeźbione ramiona i zaczęła maskować. Zsunął drugie ramiączko, a koszula opadła ze świstem. Ujrzał jej ciało w pełnej okazałości. Pocałunkami schodził coraz niżej, kiedy ona bawiła się jego włosami. To coraz bardziej go nakręcało. Przerwał na chwilę, by spojrzeć prosto w jej oczy i sięgnął jej ust. Smakowały cudownie. Bawił się językiem i drażnił jej wargi.  W pewnym momencie runęli na łóżko. Zawisł nad nią i obsypywał pocałunkami całe jej ciało, powtarzając, że bardzo ją kocha.
 KONIEC!

piątek, 6 stycznia 2017

"Zdradziłaś mnie" część 18

Myślę, że pod tym postem nie zobaczę komentarza w stylu: "krótkie". Dostosowałam się do Waszych opinii i dla porównania jak zawsze pisałam na 3 strony, tak ta część zajęła mi 7 :D Myślę, że będziecie usatysfakcjonowani/usatysfakcjonowane :) :*
Miłego czytania!


Siedziała na parapecie i płakała. Szlochała z bezsilności. Nie wiedziała kompletnie co zrobić ze swoim życiem. Patrzyła na panoramę Warszawy i czuła się bezradna.  Sięgnęła po kieliszek i jednym haustem wypiła całą zawartość lampki, wypełnionej czerwoną cieczą. Wyglądała strasznie. Włosy rozczochrane, brudny dres, mocno wychudzona. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała jedzenie w ustach. Nie czuła głodu. Lodówka była pusta, a ona nie wychodziła w ogóle z domu. Siedziała i opłakiwała swoją sytuację. Tylko to mogła w stanie zrobić. Popatrzyła jeszcze raz na kartkę leżącą na podłodze. Pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy, pozew rozwodowy…..


Nie spała całą noc zastanawiając się co zrobić. Miała dwa wyjścia do wyboru: powiedzieć Markowi całą prawdę i spróbować naprawić jego małżeństwo, a przy tym narazić się Krystianowi, czy trwać przy chłopaku. Rankiem słysząc jego nieustające chrapanie po drugiej stronie łóżka podjęła ostateczną decyzję.

O dziewiątej szybkim i zdecydowanym krokiem przekroczyła próg firmy. W rękach trzymała dwie kawy, wzięte na wynos z pobliskiej kawiarni i papierową torebkę z pączkami. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, już dawno niespotykany. Wiedziała, była pewna, że dobrze postępuje.
Zapukała do drzwi i cichutko przemknęła się przez nie. Zastała Marka pochylającego się nad laptopem. Zauważył ją i podniósł wzrok.

- Hej- zaczęła nieśmiało. Na widok jego ulubionej kawy uśmiechnął się.
- Witam. Nie musiałaś- wskazał na sofę i wstał z krzesła.
- Ale chciałam- obserwowała bacznie, jak podnosi się, zapina marynarkę i kieruje się w jej stronę. Odetchnęła głęboko. Teraz, albo nigdy!
- Stało się coś?- niezwłocznie zauważył, że się stresuje.
- Marek- przymknęła oczy na moment- musimy porozmawiać- odważyła się spojrzeć w jego oczy. Były zdezorientowane.
- A więc słucham.
- To nie chodzi o firmę-zaczął się niepokoić.
- Justyna, może od początku- patrzyli chwilę na siebie, zanim zebrała się w sobie i zaczęła mówić.
- Znamy się ze studiów. Szczerze mówiąc jakoś nigdy nie utrzymywaliśmy bliskich kontaktów, ale ja wtedy byłam w tobie…zakochana- jego oczy były wielkości pięciozłotówki. Nie wyobrażał sobie tego, przecież nigdy nie dawała mu żadnych znaków zainteresowania jego osobą- Możesz się dziwić, ale taka prawda. Ale po studiach w ogóle się nie widywaliśmy i zapomniałam o tobie. Poznałam Krystiana.
- Poczekaj, bo czegoś tu nie rozumiem. Po co mi to wszystko mówisz?
- Wysłuchaj mnie do końca- spojrzała na niego błagalnym wzorkiem- W pewnym momencie znalazł w jakiejś gazecie artykuł o tobie. Nowy prezes Febo&Dobrzański podpisuje umowę z reprezentacją na milion złotych. Zobaczyłam twoje zdjęcie i jakoś wypsnęło mi się, że cię znam, że byliśmy na tym samym roku. Czułam, że ta informacja nie została mu obojętna, ale myślałam, że może jest zazdrosny czy coś. Jednak kilka tygodni później wrócił do mieszkania z nowiną, że będziemy bogaci. Opowiedział mi, że mogę się do ciebie zwrócić, nawiązać kontakt i…wrobić ciebie w dziecko- ostatnie słowa wypowiedziała szeptem-wtedy nie było okazji. Dowiedzieliśmy się, że już nie jesteś prezesem, a została nim Urszula Cieplak- przerwała na chwilę- Zaraz, zaraz, przecież to twoja żona- była w szoku.
- W zasadzie to już prawie była żona- sprecyzował gorzko.
- Właśnie o tym mówię. Nie możesz doprowadzić do rozwodu. Dobra, na czym skończyłam? Aaa, tak, myśleliśmy, że plan cały poleci, ale pewnego dnia Krystian przyszedł z  kolejną nowiną. Pokazał mi tym razem ogłoszenie, że twoja firma szuka asystentki prezesa i powiedział, że wróciłeś na stanowisko. Świetnie menda wykombinował wszystko, tylko nie spodziewał się tego, że będę miała wyrzuty sumienia. Wkręciłam się w to wszystko, w całą tą intrygę- na dźwięk ostatniego słowa wzdrygnął się.
- Karma zawsze wraca- powiedział cicho, tak że ledwo go słyszała.
- O czym mówisz?- teraz to on ją zaskoczył.
- Co?-  wrócił ze świata wspomnień- Ja też wplątałem Ulę w intrygę. To było za czasów, kiedy jeszcze nie rozumiałem, że ją kocham. Nieważne.
- Tym właśnie sposobem wylądowałam tutaj- kontynuowała- próbowałam cię podrywać, ale za bardzo byłeś zapatrzony w żonę.  Aż pewnego razu nadarzyła się okazja. Spotkałam Ulę w parku i była z jakimś facetem- na myśl o tym zakuło go w sercu- Tylko, że nie było tak jak ci mówiłam wcześniej. Oni tylko rozmawiali jak znajomi i tyle. Na końcu pocałował ją w policzek i stąd to zdjęcie. Trochę podkoloryzowałam.
- Trochę?- był zdenerwowany- Tylko trochę?! Przez to twoje trochę moje małżeństwo za chwilę nie będzie istnieć.
- Wiem Marek, przepraszam- słone krople leciały po jej zaróżowiałych policzkach. Widząc to spuścił z tonu.
- I ja przepraszam, nie powinienem winić tylko ciebie. W zasadzie w dużej mierze jest to też  moja wina. Bardziej zaufałem osobie, której prawie nie znałem niż własnej zonie. Ona mi tego nie wybaczy- oparł się rękami o blat biurka i spuścił głowę. Wciąż huczała mu myśl: Ona cię nie zdradziła! Nie było zdrady, nie było zdrady, nie było zdrady…
- No leć do niej- popatrzył na nią rozbieganym wzrokiem- Leć- powtórzyła. Szybkim krokiem wyszedł na korytarz.

- Musimy coś z nim zrobić zanim do reszty się stoczy, albo co gorsze zrobi coś sobie z rozpaczy- w gabinecie dyrektora HR wrzała dyskusja. Nagle drzwi się otworzyły i z impetem wkroczył zziajany Marek.
- Matko, Marek co ty robisz? Ktoś cię goni?- zapytał przerażony Sebastian.
- Potrzebuję twojego samochodu, szybko!- próbował złapać oddech- Mój jest w naprawie, a muszę szybko gdzieś się dostać.
- Masz- podał mu kluczyki i dowód rejestracyjny pojazdu- Ale gdzie jedziesz?
- Potem opowiem, dzięki Seba- wybiegł z gabinetu.

Jechał jak szalony do Rysiowa. Znał tę drogę na pamięć. Przypomniał sobie, jak przyjeżdżał do Uli z przeprosinami po wyjawieniu intrygi. Wtedy obiecał sobie, że już nigdy więcej jej nie skrzywdzi, że nie będzie musiał jechać do jej domu rodzinnego z duszą na ramieniu. Złamał przysięgę. Los się powtórzył i z powrotem robił to samo. Znowu przez niego cierpiała, a on z nią. Tylko jej krzywda była ponad jego. Zawsze. Czuł rozwalający go od środka ból. Tak bał się, że go odrzuci, że powie, że za późno. Bał się, że wszystko schrzanił, jak zwykle. Totalny dupek! Myśli go tak pochłonęły, że przegapił skrzyżowanie i przejechał na czerwonym świetle. Na szczęście los  mu sprzyjał i nic nie jechało z prostopadłej ulicy.


Podjechał pod posesję numer osiem i wyłączył silnik. Nie potrafił zebrać sił, aby wyjść. Siedział w bezruchu i zastanawiał się co ma powiedzieć Uli, kiedy ją zobaczy. Wiedział, że zwykłe ‘przepraszam’ nie wystarczy. Tu nie chodziło o zdradę. Tu chodziło o brak zaufania.  Nie wysłuchał jej,  nie dał jej się wytłumaczyć, nie mogła powiedzieć żadnego słowa. Nie mogła się bronić. Od razu skazał ich małżeństwo oskarżając  ją bezpodstawnie. A mógł  się domyślić. Czuł, że Justyna traktuje go inaczej. Ale to zainteresowanie jego osobą miło łechtało jego ego. Odkąd ożenił się z Ulą, żadna dziewczyna nie popatrzyła na niego tak jak dawniej. Nie było żadnych pożądliwych spojrzeń, flirtów. Wiedziały jak na to reaguje, jak zakochany jest w żonie. Wiedziały, że nie mają szans z tak ogromną miłością, więc odpuściły. Potem zaczęło mu tego brakować, aż na horyzoncie pojawiła się Justyna, która nie ukrywała zainteresowania. Nigdy nie doszło do niczego, traktowali się jak przyjaciele. Teraz wiedział, że to go zgubiło. Bardziej uwierzył asystentce, niż Uli. Miał żal o to do siebie. Postanowił w końcu wyjść z samochodu. Ospałym krokiem przeszedł bramkę i doszedł do drzwi. Z lekkim zawahaniem zapukał trzykrotnie. Po chwili zobaczył Cieplaka.
- Dzień dobry- przywitał się uprzejmie. Józef skinął głową- chciałbym porozmawiać z Ulą.
- Nie ma jej.
- Ale ja naprawdę muszę z nią porozmawiać. Chciałbym wyjaśnić tę sytuację- był utwierdzony w przekonaniu, że Cieplak ukrywa córkę.
- Ale Marku, jej naprawdę tu nie ma.
- A gdzie można ją znaleźć?
- Sęk w tym, że nie odzywa się do nas- przeraziły go te słowa.
- Dziękuję, panie Józefie- strapienie na twarzy seniora wzruszyła go doszczętnie- Obiecuję, że ją znajdę!
- Nie obiecuj niczego, bo łamiesz przysięgi. Na waszym ślubie obiecywałeś, że Ula nie będzie już nigdy przez ciebie cierpiała, i co?- zabolało.
- Wiem i bardzo przepraszam- odszedł ze skuloną głową.

Z duszą na ramieniu wracał do samochodu, kiedy zobaczył w przeciwnej bramie Szymczyka. Zacięta mina nie wróżyła niczego dobrego. Zauważył, że Maciek się zbliża i nagle poczuł okropny ból na prawym policzku.
- Co jej znowu zrobiłeś?- warczał na niego.
- Maciek, uspokój się- ledwo trzymał się na nogach- Nie zdradziłem jej, jeśli ci o to chodzi. Po prostu nie uwierzyłem jej w jednej sprawie- Szymczyk od razu zmienił nastawienie.
- Jak to? I ona przez to tak cierpi?- zdezorientowanie malowało się na jego twarzy.
- Tak, ale chciałem jej to wyjaśnić, a nie wiem gdzie jest- był przygnębiony- Chociaż, pewnie ty wiesz- popatrzył na niego.
- Wiem- odparł cicho patrząc w dal.
- Błagam cię, powiedz mi gdzie ją mogę znaleźć, może mnie tam zawieźć, cokolwiek! Muszę się z nią widzieć- przez chwilę nie odpowiadał.
- Dobra, pomogę ci. Raz ci nie pomogłem i co z tego wyszło? Oboje cierpieliście jeszcze bardziej. Masz nawigację?- skinął głową- wpiszę ci adres jej mieszkania. Na pewno tam jest.

Wracał do Warszawy. Analizował wszystkie słowa, które dzisiaj usłyszał. Nie możesz doprowadzić do rozwodu.
Oni tylko rozmawiali jak znajomi i tyle. Na końcu pocałował ją w policzek i stąd to zdjęcie. Trochę podkoloryzowałam.
Nie odzywa się do nas. Na waszym ślubie obiecywałeś, że Ula nie będzie już nigdy przez ciebie cierpiała, i co?
Co jej znowu zrobiłeś?
Myśli tak kotłowały się w jego głowie, że nawet nie zauważył, że jest na miejscu.  Po chwili wyszedł z auta i palnął się w czoło: Mogłem chociaż kwiaty kupić…Znalazł odpowiednią klatkę i zadzwonił domofonem. Po chwili usłyszał odebranie:
- Wchodź Maciek- serce zabiło mocniej, kiedy usłyszał jej smutny, nostalgiczny głos. Jak dawno go nie słyszałem!

poniedziałek, 19 grudnia 2016

"Zdradziłaś mnie" część 17

W piątkowy ranek jako pierwsza weszła na piąte piętro. Od jakiegoś czasu była to już norma. Dawniej ciężko było zobaczyć ją w firmie o dziesiątej, a na jej biurku zamiast dokumentów i otwartego Excel’a  w komputerze można było dostrzec różowy lakier do paznokci. Teraz, kobieta sukcesu. Przede wszystkim pilna sekretarka, która utrzymuje ład w dokumentach. Dawniej jej największym problemem w życiu było to, czy błękitna apaszka będzie pasowała jej do kopertówki. Dzisiaj to ona otrzymywała tytuł: „Pracownik roku”. Co ją zmieniło? Przede wszystkim miłość jednego dyrektora do spraw personalnych. Sebastian też na początku nie był dobrym pracownikiem. Szczerze mówiąc większość roboty odwalała za niego Ala. Ale on także się zmienił. Pod wpływem metamorfozy Marka i Violetty. Metamorfozy na lepsze. Jednak uściślając tak naprawdę te trzy osoby zmieniły się dzięki Uli Cieplak.  Ta niepozorna dziewczyna ze wsi miała w sobie dar. Dar, dzięki któremu ludzie z jej otoczenia nagle zaczynali dostrzegać swoje błędy i starali się ich unikać.

Weszła do sekretariatu wcześniej odbierając z recepcji klucz do gabinetu Marka i korespondencję.  W zwyczaju miała odbierać listy, sortować je według priorytetów i zanosić na biurko prezesa. Kiedy już to zrobiła, ściągnęła płaszcz i zawiesiła na wieszaku w rogu. Otworzyła drzwi do gabinetu Marka i od razu buchnął na nią żar charakterystyczny dla  pomieszczeń niewietrzonych przez kilka dni. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła istnie pobojowisko. Ktoś tu walczył? Porozrzucane papiery na podłodze, długopisy, korytka na dokumenty…Wszystko, co powinno leżeć na biurku było na panelach. Idąc dalej wzrokiem zobaczyła kilka butelek whisky i nagle zza sofy dostrzegła rękę. Przeraziła się wymyślając różne, tragiczne historie. Podeszła bliżej i zorientowała się, że to Marek. Leżał nieprzytomny z rozczochranymi włosami i pół rozpiętą koszulą. Na początku ze  strachu chciała zadzwonić na pogotowie, ale po chwili, kiedy doszedł do niej zapach alkoholu uzmysłowiła sobie, że Markowi nic nie jest, a jedynie się napił.
- Marek, wstawaj!- nawet nie ruszył palcem.
- Marek, do cholery!- krzyknęła głośniej i zaczęła potrząsać jego ramionami.
- Ciii- nie było z nim prawie żadnego kontaktu.
- Dziewiąta jest. Wszyscy już przychodzą do pracy, a  ty!? Spójrz na siebie.
- Ulaaa, Ulaa..- powtarzał jak w amoku.
- Viola, jak już. No wstawaj!- próbowała go podnieść.
- Dobrze mi tu- w końcu otworzył oczy, ale od razu z powrotem je zamknął. Jasność w gabinecie nie była dla niego korzystna. Opadł ciężko na sofę, a głowę ułożył na kolanach blondynki.
- Marek, no! Wstawaj, nie będę powtarzała w nieskończoność.
- Już, już- miał dość jej głosu, więc postanowił odpuścić. Ospale podniósł się z kanapy i powolnym krokiem podszedł do komody, z której wyciągnął błękitną koszulę. To ta, od Uli- w myślach rozczulił się. Przytulił nos do materiału i zaciągał się zapachem żony. Mimo, że Ula dawno nie miała jej w rękach wciąż jej zapach utrzymywał się.  Sięgnął po dezodorant i niezręcznie zaczął rozpinać kolejne guziki koszuli.
-Idę zrobić kawę.


Nie miał głowy do pracy. Ból rozsadzał go od środka. Nie był w stanie pracować. Gorzka kawa tylko trochę pomogła. Zamaszyście zamknął laptopa i położył się na sofie. Przeleżał tak piętnaście minut, rozmyślając nad sensem swojego życia, albo raczej jego braku, gdy ktoś mu przeszkodził. Usłyszał pukanie i dźwięk otwieranych drzwi.
- Viola, daj mi spokój!
- To nie Violetta- usłyszał damski głos.
- Przepraszam Justyna- podniósł się do pozycji siedzącej- Viola cały czas mnie sprawdza, czy pracuję.
- Jak widać, niezbyt efektywnie- delikatnie podniosła kąciki ust.
- Chciałaś coś konkretnego ode mnie?
- Nie, nie. Przyszłam porozmawiać- usiadła na sofie obok niego.
- Zamieniam się w słuch.
- O niczym związanym z pracą. Chciałam tylko zapytać co u ciebie słychać? Jak się czujesz?
- Zasadniczo kiepsko, wiesz dlaczego.
- Wiem, wiem. Może mogłabym ci jakoś pomóc?- westchnęła i zaczęła powoli przysuwać się do niego. Była zbyt blisko. Milimetry oddzielały ich wargi. Zmniejszyła ich odległość, przylegając do jego ust. Musnęła je delikatnie i sprawdzała reakcję. Nie było żadnej. Spróbowała jeszcze raz. Teraz doczekała się reakcji, ale nie takiej jaką chciała. Odsunął się od niej.
- Wyjdź- skierował głowę w przeciwną stronę.

-Cześć Maciek- przywitała go od progu w szlafroku, z pomiętymi włosami i totalnym nieładzie- Przepraszam cię, ale nie mam ochoty na pogawędkę.
- I tak wejdę- niemal siłą przesunął ją z przejścia i wepchnął się do mieszkania.
- Super- powiedziała pod nosem, zamykając drzwi.
- Jadłaś coś?- otworzył lodówkę- Widzę, że masz dużo rzeczy w lodówce. Proponuję zupę ze światła- spojrzał na nią z bólem- Kiedy ostatnio coś jadłaś?- zamknęła oczy próbując sobie przypomnieć.
- Nie pamiętam- odparła zgodnie z prawdą.
- Ula, musisz jeść- skarcił ją.
- Wiem- poczuła się jak małe dziecko- Zrobię sobie coś na obiad jak pójdziesz.
- Z czego?
- Oj no zrobię zakupy.
- Może ja je zrobię?
- Nie Maciuś, już wystarczająco dużo razy pomagałeś mi w życiu. Poradzę sobie.  W końcu jestem dużą dziewczynką- wyszczerzyła zęby.
-  Jak chcesz- wyszedł przez drzwi, które przed momentem mu otworzyła.
- Pa- niemal niesłyszalnie odparła.


Połykając łzy wbiegła do łazienki. Zatrzasnęła kabinę i zaczęła szlochać. Nie chodziło jej o odrzucenie przez mężczyznę. Marek podobał się jej, ale jak większości kobiet. To nie była miłość, a zwykłe zauroczenie. Dobrzański działał na nią jak na resztę innych. Był tylko przystojnym facetem. Zrozumiała swój błąd. Nie kocha go. Cały czas słuchając Krystiana pogrążała się jeszcze bardziej. Zniszczyła związek, udane małżeństwo Uli i Marka. Uzmysławiając sobie to szlochała jeszcze bardziej. Jestem złym człowiekiem. Rujnuje to, co jest dobre na świecie. Co dobre i piękne… Jeszcze mogę to naprawić.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

"Zdradziłaś mnie" część 16

Trzymała klucze do mieszkania w rękach i mimo, że trafiła się jej naprawdę dobra oferta nie cieszyła się. Na jej twarzy nie gościł uśmiech. Cały czas myślała o swoim małżeństwie.  Chciała aby w tym mieszkaniu także był Marek. Jednak wiedziała, że to raczej niemożliwe. Oczami wyobraźni przypomniała sobie rozmowę z nim:

-Mam coś  ci do zakomunikowania- odłożył kartki i wbił w nią prowokujące spojrzenie- Otóż za jakieś kilka dni powinnaś dostać papiery rozwodowe- zbił ją totalnie z pantałyku. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale po chwili zamknęła je. Nie mogła przyswoić tych rewelacji. Cały czas dochodziło do niej, że Marek nie żartuje.
- Kpisz sobie ze mnie?- pisnęła żałośnie.
- Mówię poważnie- ze zdecydowaniem odpowiedział.
- Marek, co ty bredzisz?- usiadła na fotelu, schyliła się w jego stronę i popatrzyła głęboko w jego oczy- Ja ciebie nie zdradziłam, słyszysz? Skąd to w ogóle ci przyszło do głowy?- nie odpowiadał- Nie byłabym w stanie zrobić ci takiego świństwa, przecież mnie znasz.
- No właśnie, wydaje mi się, że jednak jesteś zupełnie obcą osobą- wpił jej sztylet w serce- Nie mam ochoty na dalszą rozmowę- powrócił do przeglądania dokumentów, dając jej znak, żeby wyszła.
Potrząsnęła głową, by wspomnienia odeszły. Jednak bała się, że Marek rzeczywiście wniesie sprawę. Wolałabym wtedy umrzeć! Podejrzewała kto mógł naprowadzić go na myśli o zdradzie, wiedziała,  że to sprawka Justyny, ale wciąż się zastanawiała dlaczego  on uwierzył swojej asystentce zamiast żonie. Może próbował przez to zataić swój romans? To niedorzeczne! Stwierdziła, że poczeka na rozwój sytuacji i na ruch Marka.



- Marek, przyniosłam ci te dokumenty o które prosiłeś- weszła do jego gabinetu.
- Dzięki- mruknął bardziej do siebie. Leżał na białej kanapie z głową podparta na rękach i nieobecny wzrok utkwiony był w suficie. Lekko podkrążone oczy i kilkudniowy zarost zdradzał jego obecny stan psychiczny. Nie była pewna, czy ją zrozumiał, czy tylko bez zastanowienia przytaknął. Westchnęła cicho i skierowała się w kierunku drzwi. Jednak nie wyszła. Stanęła w miejscu i jeszcze raz spojrzała na Marka. Usiadła na fotelu i popatrzyła na niego z politowaniem.
- Marek, błagam cię…- zaczęła.
- Hmm…
- Musisz się ogarnąć. Chociażby wyglądowo. Firma potrzebuje prezesa, a nie ducha. Niby jesteś a cię nie ma.
- Po co?
- Ludzie muszą wiedzieć na czym stoją. Musisz prowadzić firmę inaczej stoczy się  razem z tobą.
- Nie widzę sensu- ani razu nie zaszczycił jej wzrokiem.
- Marek- nie miała już siły- no dawaj- stanęła obok niego i zaczęła ciągnąć za jego ramiona, aby wstał- Idź do łazienki i umyj twarz- powoli wstał i posłusznie wyszedł z gabinetu. Ten  widok zapoczątkował wyrzuty sumienia. Co ja zrobiłam?!

Po siedemnastej wyszła z firmy i od razu skierowała się do zaparkowanego nieopodal granatowego Citroena.
- Hej- pocałowała go w policzek.
- Cześć- uśmiechnął się nonszalancko.
- Jak idzie urabianie prezesa?-zaszydził- Romansik kwitnie?
- Krystian….daj spokój. Żadnego romansu nie ma, jeszcze.
- To ile to będzie trwało?- wybuchł.
- Nie wiem sama- skuliła się w sobie- Na razie idzie, ale powoli. Uwierzył  w zdradę żony to za chwilę padnie w moje ramiona.
- Idiotko! Przez ciebie ten plan wypali za 100 lat. Robiłaś coś dzisiaj, żeby się z tobą przespał?
- Udaję jego przyjaciółkę i to, że martwię się o jego i firmę- popatrzył na nią z politowaniem- No co?! Jeśli firma upadnie to za co będzie płacił alimenty-skłamała. Tak naprawdę wcale nie obchodził ją już ułożony plan. Zrozumiała, że postępuje karygodnie.
- Akurat martwisz się o jego kasę. Od razu powiedz, że lecisz na niego!
- Krystian- krzyknęła, miała dość oskarżeń chłopaka- Przecież wiesz, że tylko ciebie kocham. Ale żeby uwierzył, że mam z nim dziecko to chyba musi być upojna noc.
- Wiem- przytaknął po chwili.

Tą noc spędził samotnie w swoim gabinecie. Z butelką dobrego, mocnego whisky oglądał zdjęcia jego i Uli i nie mógł pojąć jak ich szczęście szybko przepadło. Ze łzami w oczach wspominał ich wspólne chwile.