czwartek, 5 listopada 2015

"Siła marzeń" część 2

NIESPODZIANKA!!! Dzisiaj są moje 18-ste urodziny, dlatego, żeby to uczcić specjalnie dla Was druga część opowiadania "Siła marzeń". Zapraszam do czytania!!! :)


- Cześć Seba, co tam?- Zapytał, wchodząc do gabinetu Olszańskiego i uśmiechając się.
- A co ty taki radosny?- Zagaił blondyn.
- Wszystko mi się układa, więc co mam płakać?- kłamał. Szczerze mówiąc cieszył się na spotkanie z Ulą, choć sam nie dopuszczał do siebie tej myśli.
- A no chyba, że tak - uwierzył - Mam coś dla ciebie - zaśmiał się i podał mu pełną torebkę.
- Seba, ty nie pomyliłeś mnie z kimś innym?- zapytał zdezorientowany, widząc biżuterię. Wziął pierwszą lepszą bransoletkę do ręki i uważnie się przyglądał jej.
- To jest dla Ulki.
- To czemu dajesz mi, a nie jej?- był w takim szoku, że nie docierał do niego sens słów Olszańskiego.
- To ty będziesz jej dawał, wiesz dla podtrzymania waszego związku. Wiesz teraz musi zgodzić się na fotel dyrektora finansowego- ostatnie słowa wyartykułował. W tym samym momencie zadzwonił telefon Marka.
- Dobra, ja muszę lecieć- odpowiedział, patrząc na wyświetlacz. Szybko zerwał się z krzesła i rzucając torebkę na biurko kadrowca wyszedł na korytarz. Seba postanowił wrzucić zestaw prezentów do szuflady Marka.   



- Ula, wiesz co i jak. Dasz radę, wierzę w ciebie- patrzył w jej przestraszone oczy.
- Marek- zawahała się- a co jeśli przegram konkurs?
- Nie możesz przegrać- krzyknął, jednak po chwili zmitygował się- ty nie przegrasz. Z kim, Turkiem?
- A co będzie jeśli wygram? Marek, Sportivo ma słabe wyniki, a ja nie będę kłamała- ściszyła głos. Przez chwilę stali w milczeniu. Nie wyobrażał sobie tego, że Ulka nie wygrałaby konkursu. Jej pytania uzmysłowiły go, że może chcieć specjalnie się podłożyć. Jego czujność nie ucichła. Przybliżył się do jej twarzy i subtelnie pocałował. Ten moment przerwało pukanie do drzwi. Oderwali się od siebie. W drzwiach stanęła Paulina. No tak, zapomniałam, że ma narzeczoną. Nienawidziła tego słowa.
- Marek, może wyjdziemy razem na lunch. Ostatnio jesteś tak zapracowany. Kiedy ostatnio wyszliśmy razem?- zapytała, nie czekając na odpowiedź- No widzisz, nawet nie pamiętasz- kontynuowała- A właśnie- zwróciła się do Uli- Krzysztof już na ciebie czeka. Powodzenia- dodała z pogardą.
- To ja już pójdę- odezwała się Cieplak.
- Powodzenia Ula, dasz radę- uśmiechnął się.
- Dlaczego to właśnie ją wybrałeś na kandydata na stanowisko dyrektora finansowego?- to było ostatnie zdanie, jakie Ula usłyszała.


Trzydzieści minut krzątał się po korytarzu. Co chwilę zaglądał przez szybę do Sali konferencyjnej. Czuł, że Ula może chcieć się podłożyć. Że będzie specjalnie źle odpowiadała na pytania. W końcu otworzyły się drzwi i został poproszony do środka. Czekał z niecierpliwością na werdykt.
- Zostałem poproszony o rozstrzygnięcie konkursu na stanowisko dyrektora finansowego firmy- zaczął oficjalnie Krzysztof- Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem kompetencji obu kandydatów. Pani Urszulo- zwrócił się do szatynki- Będę szczery, nie spodziewałem się, że tak młoda osoba, można powiedzieć od razu po studiach może prezentować tak szeroką wiedzę i dojrzałe poglądy…
- Dziękuję- lekko się uśmiechnęła. Cały czas była bacznie obserwowana przez Marka.
-…Myślę, że przed panią długa i wspaniała kariera. Może kiedyś zostanie pani prezesem firmy- kąciki jej ust podniosły się- Ale na razie musi się pani zadowolić stanowiskiem dyrektora finansowego.
- Słu…słucham?- zapytała zdezorientowana.
- To pani zastąpi Alexa. Gratuluję pani- popatrzyła na Marka. Ujrzała jego uśmiech, który próbował ukryć. Potem jej wzrok przeniósł się na Febo. Patrzył na Adama złowrogo.  Dalej nie mogła uwierzyć, że to właśnie ona wygrała. W głowie kłębiły się myśli:  co ja teraz zrobię? Przecież nie będę kłamała, a raport będę musiała napisać. Kolejny dylemat do przemyślenia. Ja to umiem się wpakować.


- Ula- zapiszczały- gratulacje. Wiedziałyśmy, że sobie poradzisz. To teraz nie będziesz się zadawała z nami. Za nisko dla pani dyrektor- zaśmiały się.
- Dziewczyny, wiecie, że nic się nie zmieniło.
- Dobra my lecimy, bo jeszcze pani dyrektor obetnie nam premię- uciekły uśmiechnięte, każda w swoją stronę.
Po gratulacjach dziewczyn zostali sami:

- Ula tak jak ci obiecałem, zabieram cię po pracy w niezwykłe miejsce. Musimy uczcić twój awans. Muszę przyznać, że beze mnie nie dałabyś rady- na policzkach wykwitły urocze dołeczki.- No to do siedemnastej- zostawił zaskoczoną Ulę.

poniedziałek, 2 listopada 2015

"Katusze" część 11

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

Założyła maskę obojętności i chciała jak najszybciej wyjść z firmy. Niestety, natknęła się na firmowego projektanta.
- Urszulo – powiedziała z uśmiechem. – Nawet nie wiesz jak miło cię widzieć. Jesteś jak słońce w pochmurny dzień, jak śpiew ptaków o poranku.
- Witaj Pshemko, ciebie również miło widzieć - Powiedziała tonem wyprutym z emocji i spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem. Mistrz chwycił ją pod rękę i pociągnął ją w stronę swojej pracowni.
- Chodźmy do mojej świątyni spokoju, napijemy się czekoladki – w duchu modliła się, żeby nie spotkać Dobrzańskiego. Nie chciała go widzieć. Już nigdy więcej.
- Chcę ci uszyć suknię w podziękowaniu za uratowanie naszego prezesa – powiedział, gdy weszli do jego pracowni. - Gdyby nie ty, zginęlibyśmy marnie pod rządami tego włoskiego matoła.  
- Pshemko, bardzo ci dziękuję, ale ja nie będę mogła tego przyjąć – mistrz pokręcił przecząco głową. - To zbyt drogi prezent. Ja wiem ile kosztują twoje suknie.
- Urszula przyjmie tę suknię – odpowiedział despotycznie, tupiąc nogą jak małe dziecko. – Chyba, że Urszula chce mnie obrazić? – Powiedział patrząc na nią podejrzliwie. Spuściła głowę.
- Nie chcę – szepnęła cicho.
- Świetnie – klasnął w dłonie. – Urszula stanie tutaj – wskazał dłonią na wybieg. – Izabello, - zwrócił się do głównej krawcowej – niech Izabella spisze wymiary. – Gdy to zrobiła, mistrz podszedł do niej i przyjrzał się jej krytycznie. Podciągnął jej spódnicę do góry. Ula szybko wyrwała mu z dłoni materiał. – Co Urszula robi? – Zapytał zaskoczony jej zachowaniem.



- Mistrzu, - powiedziała ledwo hamując łzy – myślę, że suknia powinna być dłuższa.
- Co też Urszula opowiada, to ja jestem projektantem – powiedział lekko oburzony. – Z takim nastawieniem, to Urszula nigdy nie znajdzie faceta. – Tego było już za wiele. Rozpłakała się.
- Przepraszam – szepnęła zbiegając z wybiegu i kierując się w stronę wyjścia. Chciała, aby ten dzień skończył się jak najszybciej. Miała już dosyć. Całe jej życie znów lego w gruzach. Miała wrażenie, że jej życie wychodzi na prostą, a wjechało na rondo dwupasmowe.

- Witaj piękna Heleno – powiedział pochylając się nad jej biurkiem.
- Chyba coś ci się pomyliło. – Powiedziała podnosząc wzrok znad klawiatury. – Mam na imię Violetta.
- Wiem, Helena to była taka piękna kobieta – widząc jej minę, zrezygnował z tłumaczenia. – Zresztą, nieważne – machnął ręką.
- Chciałeś coś? – Zapytała niezbyt przyjemnym tonem.
- Tak sobie pomyślałem, - podrapał się po głowie – czy nie poszłabyś ze mną do kina? – Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki, dwa bilety. Spojrzała na nie pożądliwie wielkimi oczyma, by za chwilę zrewidować swoje stanowisko.
- Chcesz mnie wykorzystać? – Zapytała podejrzliwie, przeszywając go wzrokiem.
- Nie chcę – odpowiedział patrząc jej głęboko w oczy. – Bardzo mi się podobasz i chciałbym zaprosić cię na – zająknął się – na randkę. Po tej aferze z Markiem, odechciało mi się klubów i tych wszystkich panienek. – Zaśmiał się – może się starzeję, ale chyba potrzebuję stałej partnerki.
- To o której mam być gotowa? – Zapytała wyraźnie zadowolona z jego propozycji. Olszański bardzo jej się podobał, ale odpychały ją jego ciągoty do kobiet. Nie chciała wyładować  jego łóżku jako jednorazowa przygoda.
- O osiemnastej – odpowiedział zadowolony. Spojrzała na zegarek.
- O matulu! – Krzyknęła. – Już dwunasta! Muszę się szykować – zabrała z biurka torebkę i biegiem, mimo wysokich obcasów, ruszyła do wyjścia.
- Przyjadę po ciebie! – Krzyknął za nią.

- Renata – zwróciła się do recepcjonistki, wchodząc do kancelarii następnego dnia – chcę pogadać. – Kobieta spojrzała na nią z troską.
- Wyślę tylko ten fax i już do ciebie idę – odpowiedziała. – To co się dzieje? – Zapytała zajmując miejsce w fotelu naprzeciw jej biurka. Ula rozglądała się nieobecnym wzrokiem po gabinecie, próbując ułożyć sobie w głowie to, co chce powiedzieć swojej koleżance. Na początku, chciała wygadać się Violetcie, ale wiedziała, że panna Kubasińska nie potrafi utrzymać języka za zębami, więc porzuciła ten pomysł. Po chwili zaczęła mówić.
- Wyobraź sobie, że jest dwoje ludzi – mówiła bawiąc się pierścionkiem na palcu – on piękny, męski, a ona brzydka. Dziewczyna zakochuje się w nim. On mówi jej, że zależy mu na niej. Zaczyna się romans. – Opowiadała, czując gulę w gardle. – Po kilku tygodniach, dziewczyna dowiaduje się, że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem. On nic do niej nie czuje, a sypiał z nią tylko dlatego, żeby zaspokoić swoje potrzeby – gdy zakończyła swoją wypowiedź, podniosła na nią wzrok. – Co ona powinna teraz zrobić, skoro ona wciąż go kocha?
- Mówisz o sobie i Dobrzańskim? – Bardziej stwierdziła niż zapytała. Przytaknęła delikatnym ruchem głowy. – Powinnam była cię ostrzec – wyrzucała sobie blondynka. – Marek to pies na baby. Jest znany z licznych romansów. Rozkochuje dziewczyny, a gdy sprawią mu przyjemność – spojrzała na nią sugestywnie – pozbywa się ich jak śmieci.
- Czyli jestem śmieciem – wtrąciła i roześmiała się ironicznie z samej siebie. – Jak ja w ogóle mogłam wierzyć, że on mnie kocha, że będziemy razem – mówiła kręcąc głową z dezaprobatą. – Jestem naiwną idiotka. Pani adwokat, a dała się podejść jak dziecko - pluła sobie w brodę.
- Ula, - powiedziała łagodnie – nie jesteś ani śmieciem, ani naiwną idiotką. Osoba zakochana nie potrafi wszystkiego na zimno kalkulować. Nie widzi niepokojących sygnałów – uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco. – A wracając do twojego pytania, myślę, że powinnaś o nim zapomnieć. Nie możesz zamykać się na nowe znajomości. Nawet jeśli miałby być to przelotny romans, to może on pozwoli zapomnieć ci o tym zwyrodnialcu.

Starała się o nim nie myśleć, ale to było bardzo trudne. Kilka dni później dostała przelew, który opiewał na niebotycznie wysoką sumę. Poszła to wyjaśnić do swojego przełożonego, ale on uspokoił ją i wytłumaczył, że jest to premia od państwa Dobrzańskich za wyciągnięcie ich syna z aresztu i dowiedzenie jego niewinności. Wpadła na pomysł, aby zmienić swój wygląd. Miała wystarczającą ilość gotówki i w końcu mogła sobie na to pozwolić. Nie chciała robić tego dla Dobrzańskiego, jak jeszcze niedawno myślała, ale dla siebie. Chciała się poczuć pełnowartościową kobietą, za którą będą oglądali się mężczyźni. Nie chciała stać już w cieniu. Teraz nadszedł jej czas. Koniec z naiwną Ulką, koniec z Dobrzańskim i koniec z bylejakością. Niewiele myśląc, chwyciła swój telefon i wybrała numer do Pshemko. Odebrał po chwili.
- Witaj Urszulo – przywitał się radośnie. – Bardzo się cieszę, że dzwonisz. Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie za ten incydent? – Zapytał niepewnie.
- Cześć Pshemko – powiedziała równie radośnie. – Oczywiście, że się nie gniewam, miałam po prostu gorszy dzień. – Nie chciała wdawać się w szczegóły. – Dzwonię do ciebie, bo mam pewną prośbę.
- Dla ciebie wszystko – odpowiedział kurtuazyjnie.
- Chciałabym zmienić swój wygląd – odpowiedziała speszona, jakby wstydziła się swojego pomysłu. – Proponowałeś mi to, ale odmówiłam. Teraz jednak zdecydowałam się.
- Bardzo się cieszę, że zmieniłaś zdanie – odpowiedział uradowany. – Jesteś piękna kobietą, ale twoja uroda ukryta jest pod stertą tych niemodnych ubrań. – Uśmiechnęła się promiennie słysząc słowa projektanta.

Pierwszym punktem był ortodonta, który uwolnił jej uzębienie od szpecącego aparatu. Była bardzo zadowolona z efektu. Zęby były proste i nieskazitelnie białe.  Po wizycie, spotkała się z Pshemko i Violettą przed salonem fryzjerskim. Skróciła włosy i ufarbowała je na miedziany kolor. Początkowo była pesymistycznie nastawiona do tego koloru, ale efekt był imponujący. Po wizycie w salonie fryzjerskim, poszli do optyka, gdzie Ula zakpiła soczewki kontaktowe. Ostatnim punktem były zakupy. Wymieniła całą garderobę.



Muskał usta jednej z modelek, to był jego pierwszy raz od wyjścia z aresztu. Wracał do starego życia. Szybko pozbawił ją ubrań i położył na biurku. Sam również zdjął z siebie garnitur i w samych bokserkach, dołączył do kochanki, aby oddać się cielesnym uciechom...


czwartek, 29 października 2015

"Siła marzeń" część 1

- Przyniesiesz mi zestawienie sprzedaży za ten rok i poprzedni?- usłyszała w słuchawce.
- Tak jest, szefie- zasalutowała będąc sama w pomieszczeniu.
- Dzięki- uśmiechnął się- Tylko Ula, to ma być na już- szybko dodał.
Od kiedy z niego taki pracuś się zrobił?- zaśmiała się w myślach i odłożyła słuchawkę. Zaczęła przeglądać segregatory, poszukując właściwej teczki. Była zorganizowana i systematyczna. Zawsze miała porządek w papierach, przez co szybko znalazła odpowiednie dokumenty. Gorzej było z życiem prywatnym.

Jej życie na polu prywatnym lekko mówiąc było do bani. Kiedy była jeszcze w liceum straciła matkę. Wtedy cały dom był na jej głowie. Ojciec załamany śmiercią żony nie zajmował się nawet najmłodszą córką- Beatką. Ona musiała pogodzić naukę z zadaniami domowymi. Na jej barkach było gotowanie, sprzątanie i zajmowanie się młodszym rodzeństwem. Oprócz Beatki był jeszcze Jasiek. Chodził jeszcze do szkoły podstawowej. Często zamiast swoje zadania domowe odrabiała z dziećmi ich obowiązki szkolne. Taka już była- najpierw komuś pomagała, w ogóle nie myśląc o sobie. W tych trudnych chwilach pomagał jej najwierniejszy przyjaciel- Maciek. Znali się już od przedszkola. Mieszkali naprzeciwko siebie.  Sytuacja miłosna też pozostawiała wiele do życzenia. Na swoim koncie miała tylko jednego chłopaka. Bartek z sąsiedztwa. Na samym początku była z nim szczęśliwa. To z nim przeżyła swój pierwszy raz. Nie należał do przyjemnych i rozkosznych. Miała przykre wspomnienia. Później wszystko się zepsuło. Okazało się, że był z nią tylko dla korzyści materialnych. Mimo, że musiała oszczędzać każdy grosz, wynajdowała pieniądze spod ziemi, aby uratować chłopaka. Przepłakała wiele nocy, wyrzucając sobie, jaka był naiwna i łatwowierna. Obiecała sobie, że od tej pory nikt jej nie skrzywdzi. Los jedna bywa przewrotny.



Na studiach była najlepsza. Skończyła ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim w wyróżnieniem.  Pomimo dobrego wykształcenia nie mogła przez dłuższy czas znaleźć pracy. Nędza coraz bardziej doskwierała Cieplakom.  Miała już plany wyjechać do Anglii wraz z Maćkiem, który także borykał się z problemem bezrobocia. Jednak postanowiła spróbować jeszcze ostatni raz. Firma odzieżowa poszukiwała asystentki prezesa. Poszła na rozmowę kwalifikacyjną i o dziwo dostała pracę. Była tak bardzo uradowana, że nie zauważyła, iż cały personel firmy Febo&Dobrzański śmieje się z niej i nazywa brzydulą. Dotarło to do niej w pierwszy dzień pracy. Nikt nie oszczędził jej przykrości. Często już nie znosząc sytuacji uciekała do toalety i płakała.  Wiedziała, że jest brzydka. Często wyrzucała sobie, że nie dba o siebie. Ale wtedy przypominała jej się rodzina. To dla niej wszystko poświęciła. Każdy zarobiony grosz inwestowała w członków rodziny, a nie siebie. Nosiła babcine, za duże ubrania i wielkie czerwone okulary, które przysłaniały całą twarz. Uroku także odbierał jej aparat ortodontyczny.  Jedynie jej wyglądem nie przejmował się Marek- jej pracodawca. Tylko on zawsze traktował na równi z innymi. Chociaż może nie. Ją zawsze traktował ulgowo. Nie była tylko jego asystentką. Już na samym początku między nimi była nić porozumienia. Później doszło do przyjaźni, która została zniszczona, przez Ulę. Zakochała się. Kiedy chciała z tego powodu odejść z firmy, przyparta do muru musiała wyznać prawdę.  Zaskoczony Marek nie wiedział co zrobić. Prowadzony genialnymi pomysłami swojego przyjaciela- Sebastiana zaczął ją uwodzić. W końcu stanęło na biurowym romansie, tylko dla firmy. Wszyscy wiedzieli, ze gdyby Ula odeszłaby, F&D by upadło. Nikt nie chciał stracić pracy, przez co zaczęto ją szanować i nie obrażać. Niektórych urzekła swoją bezpośredniością i przyjaznym podejściem. Inni zmuszali się do grzeczności. Natomiast Marek, który był uwikłany w związek z Pauliną Febo, postanowił udawać miłość do swojej asystentki.

Weszła do jego gabinetu. Patrzył skupiony w laptopa. Poczuł jej obecność i podniósł głowę. Na jego policzkach wykwitły dwa słodkie dołeczki. Ugięły się pod nią nogi. 
- Mam dla ciebie te dokumenty- wydukała. Czy on zawsze będzie tak na mnie działał?
- Dzięki Ula- wstał i podszedł do niej. Wziął ją za rękę i zaprowadził na śnieżnobiałą kanapę.
- Ula-zaczął, kiedy usadowili się już na sofie- chciałem się zapytać, co dzisiaj wieczorem robisz po pracy?- niebezpiecznie się zbliżył do jej szyi.
- Właściwie to nic- odparła cicho. - A dlaczego pytasz?
- No to teraz masz już plany- uśmiechnął się szelmowsko.



poniedziałek, 26 października 2015

"Poniewczasie" część 1

Miniaturka część 1 z 2


UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

- Cześć Viola – przywitała się blondynką, wchodząc do sekretariatu. – Mogę wejść? – Zapytała wskazując na drzwi do gabinetu prezesa.
- Marka nie ma – odpowiedziała nie odrywając wzroku od monitora. Była zbyta zajęta przeglądaniem internetowych wyprzedaży.
- Tak wiem, ma spotkanie z kontrahentem – odpowiedziała Cieplakówna. – Pozwolił mi zabrać z gabinetu dokumenty.
- Z jakim kontrahentem? – Zapytała zaskoczona Kubasińska. – Poszedł z Pauliną na romantyczny lunch we dwoje, a może i nie tylko? – Powiedziała rozmarzona. – Jak ci pozwolił to idź – powiedziała, wróciwszy na ziemię.  Nie chcąc wdawać się z blondynką w dyskusję, weszła do kabinetu. Jak to lunch z Pauliną, przecież miał mieć spotkanie z kontrahentem. Wyraźnie mi to powiedział, gdy chwilę temu rozmawialiśmy przez telefon. A może on mnie oszukał? Nie, nie, nie, Marek by nigdy, pewnie Viola coś pokręciła. Szukała wszędzie wyników F&D Sportivo, ale nie mogła ich znaleźć. Otworzyła pierwszą szufladę i po pobieżnym przejrzeniu jej zawartości, również nie odnalazła potrzebnych jej statystyk. Po otworzeniu drugiej, jej uwagę przykuła przepastna torba wypchana po brzegi  błyskotkami. Wysypała je na biurko. Zastanawiała się, po co mu to wszystko. Wśród biżuterii znalazła jeszcze kartkę.  Po jej przeczytaniu, zrobiło jej się słabo. Ciężko usiadła na prezesowskim fotelu. Teraz już wiedziała, to wszystko było dla niej. Jej wzrok utkwił na srebrnej bransoletce. Ją też dostała od niego. Niewątpliwie pochodziła z tego zestawu od Sebastiana. Z odrazą zerwała ją z nadgarstka i rzuciła gdzieś w głąb gabinetu. Wszystkie błyskotki schowała do torby i odłożyła ją na jej pierwotne miejsce. Z hukiem zatrzasnęła szufladę i wybiegła z gabinetu. Nie wróciła już do swojego gabinetu, nie czuła się na siłach aby pracować, nie czuła się na silach na spotkanie z Markiem. Brzydziła się nim. Ruszyła w stronę przystanku, skąd pojechała nad Wisłę. Musiała to wszystko przemyśleć. Stanęła nad brzegiem i rozmyślała o tym zestawie. Dlaczego on chciał mnie urobić? Myślałam, że on naprawdę mnie kocha, a on tylko udawał. Może chodziło mu o te weksle na udziały? Tak, to z pewnością to. Pewnie bał się, że będę chciała przejąć połowę Febo & Dobrzański. Myślałam, że on mi ufa. – Po jej policzkach płynęły potoki łez. – Jeszcze dwa dni temu było tak pięknie. Był cały mój. – Wspominała z żalem. – Dlaczego się ze mną przespał? Nie chcę nawet myśleć o tym, jak bardzo się brzydził. Na pewno chciał, abym została dyrektorem finansowym i żebym sfałszowała raport. Poszedł ze mną do łóżka tylko po to, aby osiągnąć swój cel. Opowiadałam mu, co zrobił mi Bartek, a on zrobił dokładnie to samo. Kłamał mi prosto w twarz, bez mrugnięcia okiem. Wykorzystał i pewnie niedługo porzuci. Za trzy dni zarząd, wtedy nie będę mu już potrzebna. Jestem w stu procentach pewna, że po zebraniu usłyszę tą radosną nowinę. Boże, on za dwa tygodnie bierze ślub. Tyle razy obiecywał mi, że rozstanie się z Paulą i że będziemy szczęśliwi. Razem. On na pewno będzie szczęśliwy, ale nie zemną. Naiwniaczka uratowała mu dupę, naiwniaczka może odejść. Dalej będzie prezesem i dalej będzie zaliczał wszystkie kobiety z tym półgłówkiem Olszańskim. Dlaczego byłam taka głupia, naiwna, zaślepiona? Dałam się złapać w sidła tego łajdaka. Jestem tak samo głupia, jak Lidka, Joaśka i wszystkie inne jego byłe sekretarki. – Z letargu wyrwał ją dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz – Marek. Wahała się. Nie wiedziała czy powinna odebrać.
- Słucham? – Zapytała tonem wyprutym z emocji. Ostatecznie odebrała, chciała posłuchać tych kłamstw, którymi dawała się karmić.
- Ula, gdzie jesteś? – Usłyszała jego głos, od którego zawsze miękły jej kolana, ale nie tym razem. Już nie. – Szukam cię po całej firmie.
- Już wyszłam – odpowiedziała niewzruszona. – Źle się czułam – skłamała.
- Już wszystko dobrze? – Skąd u ciebie taki nagły przypływ troski, padalcu. Show must go on? -  Pomyślała ironicznie.
- Tak, jasne. A co u ciebie, jak spotkanie z kontrahentem? – Zapytała zainteresowana.
- Wszystko dobrze, dziękuję, – na chwilę zapadła głucha cisza, którą przerwał Marek – może wyskoczymy jutro do palmiarni?
- Przepraszam cię Marek, ale muszę kończyć – odpowiedziała wymijająco i szybko rozłączyła się.

Wróciwszy do domu, zaszyła się w swoim pokoju. Nie chciała z nikim rozmawiać. Miała wszystkiego dość. Położyła się na łóżku i rozpłakała się.  Chciała, aby to wszystko okazało się tylko złym snem, koszmarem. Nawet nie zauważyła, kiedy odpłynęła  do krainy Morfeusza.
Siedziała w swoim gabinecie pochylona nad raportem. Nie wiedziała jeszcze czy uratuje Dobrzańskiego, czy go pogrąży. Przezornie pisała dwie wersje raportu. W porze lunchu usłyszała pukanie do drzwi. Po zaproszeniu, do gabinetu wszedł prezes. Na jego widok, krew w jej żyłach zaczęła buzować. Najchętniej wykrzyczałaby mu prosto w twarz, co o nim myśli.
- Cześć Ula, - powiedział całując ją w usta. Nie odwzajemniła pieszczoty. – Jak się dzisiaj czujesz?
- Już lepiej, dziękuję – odpowiedziała oschle, a z jej oczu bił chłód.
- Mam coś dla ciebie – nie, nie, błagam nie dawaj mi już nic! -  Krzyczała w myślach. Gdy z kieszeni wyjął czerwone pudełeczko, poczuła ukucie w sercu. Doskonale znała to opakowanie, widziała je w zestawie od Sebastiana.  Podszedłszy do niej od tyłu, zapiął jej błyskotkę na szyi.
- Z jakiej to okazji? – Zapytała jeszcze ostrzej niż przed chwilą.
- Tak po prostu, bez okazji – wzruszył ramionami. W Cieplakównie rosła wściekłość, ledwo się hamowała.
- Lepiej będzie, jak już pójdziesz, - widząc jego pytające spojrzenie, dodała – mam dużo pracy.



- No to może ci pomogę? – Zaproponował z zawadiackim uśmiechem. – No i co uśmiechasz się jak głupi? – Pomyślała jadowicie.
- Na głos zaś powiedziała – ja muszę zrobić to sama. Zostaw mnie samą – rzuciła despotycznie. Zrezygnowany junior opuścił gabinet dyrektora finansowego. Po jego wyjściu, gwałtownym ruchem zerwała z szyi naszyjnik.

Po kilku godzinach, jej pracę przerwało nagłe wtargnięcie Dobrzańskiego. Podskoczyła przestraszona na fotelu.
- Możesz powiedzieć mi, co się dzieje? – Powiedział despotycznie. – Widzę, że coś jest nie tak, ale ty uparcie milczysz. Myślałem, ze sobie ufamy – pokręciła z dezaprobatą głową.
- Też tak myślałam! – Również podniosła głos. – Ale ty jesteś najzwyklejszym sukinsynem – do jej oczu napłynęła łzy. – Udawałeś, ze mnie kochasz, tylko dlatego, bo bałeś się o firmę – grzmiała. – A żebym sfałszowała ten pieprzony raport, to ty nawet się ze mną przespałeś – nie panowała nad sobą. Jesteś pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Pieprzony egoista! Liczysz się tylko ty! Zastanawiam się do czego byłby się jeszcze w stanie posunąć, aby tylko uratować swoją dupę. Nie przebierasz w środkach. Nie masz żadnych skrupułów – patrzyła na niego morderczym wzrokiem. Skurczył się w sobie. Nigdy jej takiej nie widział. Zawsze łagodna i spokojna, a teraz zieje ogniem. – Wynoś się stąd! – Wrzasnęła. Prezes pośpiesznie opuścił gabinet. Po jego wyjściu opadła na fotel i rozpłakała się. Czuła się bezsilna. Pragnęła, aby teraz Marek przyszedł, przytulił ja i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Pragnęła tego z całych sił, ale wiedziała, że to tyko pobożne marzenie, które się nie spełni.

Wyszedłszy z jej gabinetu, poszedł do parku nieopodal firmy. Musiał się przewietrzyć, zebrać myśli. Rozmowa z Ulą kompletnie go rozbiła. To wszystko co powiedziała, było prawdą. Był największym popaprańcem  pozbawionym uczuć.  Spotykał się z nią tylko dlatego, bo bał się że straci firmę, a do tego nie mógł dopuścić. Miał wyrzuty sumienia, które zawsze szybko udawało mu się zagłuszyć. Ula była jego przyjaciółką, ale nie wyobrażał sobie, że mogliby być razem. Ona była powierniczką jego sekretów, zawsze służyła dobrą radą i wspierała go. On odpłacił jej się kłamstwami. Wiedział, że to co robi jest podłe i że ją krzywdzi, ale nie miał innego wyjścia. Nie było już odwrotu. Bardzo chciał, aby do tego romansu nigdy nie doszło, bo on zniszczył wszystko. Najbardziej wyrzucał sobie, że uwiódł ją i przespał się z nią z premedytacją. Te kilka namiętnych chwil w jego ramionach, miały nakłonić ją do określonych działań. Do podrasowania raportu. Było mu z nią cudownie w łóżku, ale to tak naprawdę, nic nie znaczyło. To była porostu jednorazowa przyjemność, jedna noc, jakich w swoim życiu miał bardzo wiele. Wiedział, że nie da rady tego długo ciągnąć. Zastanawiał się jak to wszystko zakończyć. Szukał wyjścia, aby Ula cierpiała jak najmniej. Chciał znaleźć jej faceta, który ją pokocha i który będzie na nią zasługiwał. Gdyby pojawił się ktoś na jego miejsce, on mógłby spokojnie wziąć ślub z Febo. Nie kochał Pauliny, ale byli ze sobą już tyle lat, mieli wspólną firmę i wypadło im się kiedyś pobrać. To byłoby małżeństwo z rozsądku, biznesowe.  Gdy wrócił do firmy, Uli już nie było. Chciał z nią porozmawiać, wyjaśnić wszystko przeprosić ją. Zrezygnowany wrócił do swojego gabinetu i położył się na kanapie. Pod dłonią poczuł jakiś łańcuszek. Chwycił go i dokładnie mu się przyjrzał. To była bransoletka, którą dał Uli, po tym jak widziała go, gdy całował się z narzeczoną. Chciał jej to jakoś wynagrodzić.

Następnego dnia również nie udało mu się z nią porozmawiać. Unikała go jak ognia. W końcu nadszedł dzień zarządu. Ten dzień miał być zakończeniem wszystkich spraw. Definitywne zakończenie układu z Ulą. Tego dnia dowiedzieć miał się również, czy dalej będzie pełnił funkcję prezesa zarządu, czy będzie musiał złożyć dymisję. Wszystko było w rękach Cieplakówny. Miał nadzieję, że go nie pogrąży. Gdy wygłaszała swój raport, odetchnął z ulgą. Uratowała go, mimo tego co jej zrobił. Była idealną kobietą z wspaniałym charakterem. Byłaby idealną żoną. Życzył jej, aby znalazła mężczyznę, który pokocha ją bezgranicznie i z którym będzie szczęśliwa. Chciał, aby ktoś wynagrodził jej te wszystkie krzywdy, które od niego zaznała. Jej sprawozdanie zostało przyjęte jednogłośnie. Chciał iść za nią, porozmawiać, ale niestety musiał zostać na dalszej części posiedzenia. Zarząd nie zgodził się nawet na krótką przerwę. Gdy w końcu udało mu się wydostać z konferencyjnej, pobiegł do jej gabinetu. Był pusty. Nie było w nim żadnych jej rzeczy. Odeszła. Na biurko zobaczył jej wypowiedzenie i weksle na udziały Febo & Dobrzański... 

czwartek, 22 października 2015

"Katusze" część 10

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

- Witaj Marek – powiedziała wchodząc do sali widzeń.
- Uleńka – szepnął radośnie podnosząc się z krzesła. Podszedł do niej i pocałował ją w usta. – Pragnę cię. – Wyszeptał jej do ucha. Uśmiechnęła się i podeszła do strażnika. Wcisnęła mu w dłoń plik banknotów. Skinął delikatnie głową i wyszedł z pomieszczenia.  Strażnicy za drobną łapówkę, pozwalali im na chwile intymności. Nie był to ich pierwszy raz. Ona bardzo go pragnęła, zresztą on ją też. Po wyjściu pracownika służby więziennej, przygarnął ją do siebie i namiętnie pocałował ją w usta. Ich pieszczoty stawały się coraz żarliwsze i intensywniejsze. Chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę stolika, na którym ją usadził. Podwinął jej spódniczkę i połączył ich w jedno ciało…

Po namiętnym poranku, pojechała do F&D. Umówiła się z Violettą na kawę w czasie lunchu. Szła właśnie firmowym korytarzem, gdy usłyszała rozmowę dwójki osób. Kobiety i mężczyzny.
- Mój plan się powiódł sorella – powiedział mężczyzna. – I jeszcze Mareczek siedzi w więzieniu.
- Udało nam się upiec, dwie pieczenie na jednym ogniu – odpowiedziała kobieta. – Najbardziej jednak cieszę się, że udało nam się rozwiązać twoje problemy.
- Może pójdę do Krzysztofa i porozmawiam z nim o zmianie prezesa – roześmiał się chytrze.
- Teraz, kiedy Marek jest w areszcie, nie masz już przeszkód, aby objąć to stanowisko.
Zobaczyła, że rodzeństwo wychodzi z firmowej kuchni, więc szybko odeszła. Nie chciała, aby ją zobaczyli. Mogliby wtedy zatrzeć ślady. Wiedziała już kto jest winny, ale nadal nie miała żadnych dowodów. Zastanawiała się jak i skąd je zdobyć. Nagle przypomniał jej się Sebastian Olszański, przyjaciel jej ukochanego. Nie czekając, poszła do jego gabinetu. Zapukała do drzwi i po zaproszeniu, weszła do środka.
- Dzień dobry panie Olszański – przywitała się oficjalnie.
- Pani Schultz, dzień dobry – odpowiedział zaskoczony jej wizytą. – Co panią do mnie sprowadza? – Zapytał.
- Rodzeństwo Febo wyprowadziło z firmy pieniądze, a winą obciążyli Marka – powiedziała wprost. – Potrzebuje dowodów, a pan mi pomoże je zdobyć – był zaskoczony rewelacjami przedstawionymi przez Ulę. Co prawda, Marek i Febo nie przepadali za sobą, ale nigdy nie podejrzewałby ich o kradzież.
- No dobrze, ale jak? – Zapytał bezradnie rozkładając ręce.
- Musimy przeszukać ich gabinety, tak żeby nikt się nie dowiedział.
- Ale tutaj jest pełno ludzi – powiedział sceptycznie i zamyślił się na chwilę. – Chyba, że w nocy – uśmiechnął się dumny ze swojego pomysłu. – Wtedy, w firmie jest tylko pan Władek, ale on nam pomoże. Zawsze z Markiem dobrze się dogadywali – zapewnił. Gdy skończyli rozmawiać, chciał odprowadzić ją do Violetty, aby nie błądziła. Idąc korytarzem, zderzyła się ramieniem z niskim mężczyzną.



- Jak osoba chodzi? – Krzyknął. – Co osoba ślepa jest i nie widzi? – Omiótł jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. – Kim osoba jest? – Zapytał już spokojniej.
- Pshemko, - wtrącił się Sebastian – to jest obrońca Marka – wyjaśnił.
- Dlaczego osoba do mnie nie przyszła? – Znów się zdenerwował, jednak szybko zrewidował swoje stanowisko. – Napije się osoba ze mną czekoladki? – Zanim zdążyła coś odpowiedzieć, dodał – nie chcę słyszeć odmowy.
- Będzie mi bardzo miło – uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła z projektantem do jego pracowni. Gdy zajęli miejsca w czerwonych fotelach, mistrz zapytał – jak ci na imię dziecko?
- Nazywam się Urszula Schultz – odpowiedziała grzecznie.  Rozmawiała z mistrzem o mało istotnych rzeczach, bardzo polubiła tego dziwaka. Miała wrażenie, że chyba on również poczuł do niej sympatię. Nie zwracał się już do niej ‘osobo’ , lecz ‘Urszulo’, wprowadzając tym samym główną krawcową w zaskoczenie.  Proponował jej zmianę wyglądu, ale odmówiła. Nie miała na to pieniędzy. Mimo, że jej wygląd nie przeszkadzał Markowi, wiedziała, że musi się zmienić, bo nie chciała przynosić mu wstydu, a poza tym, sama źle by się czuła. On piękny, przystojny, a ona brzydka i nieporadna. Po wymuszonym zapewnieniu, że wkrótce go odwiedzi, wyszła z pracowni i udała się na kawę z Violettą. Wtajemniczyła blondynkę w całą sprawę. Wiedziała, że panna Kubasińska nie potrafi utrzymać języka za zębami, więc zagroziła jej, że jeśli piśnie choćby jedno słówko, zamknie ją do więzienia na dwadzieścia pięć długich lat. Przerażona kobieta przysięgła na swoich rodziców, dochować tajemnicy.

Gdy było już ciemno, wszyscy zebrali się przed wejściem do firmy. Gdy weszli do środka, uprzedzony wcześniej ochroniarz, zablokował drzwi wejściowe i wsiadł z nimi do windy.
- Mam nadzieję, że mnie za to nie wywalą – powiedział jadąc na piąte piętro.
- Spokojnie, - roześmiał się Olszański – państwo Dobrzańscy na pewno nie będą mieli nam tego za złe.
- Załóżcie to, – powiedziała Ula podając im lateksowe rękawice. Widząc ich zdezorientowane miny wyjaśniła – na dowodach nie może być naszych odcisków palców.
Na pierwszy ogień poszedł gabinet panny Febo. Władek dzięki kompletowi kluczy, bez trudu otworzył przed nimi drzwi. Przeszukiwali każdy zakamarek gabinetu, niestety bez rezultatów. Gdy mieli już wychodzić, Kubasińska zajrzała pod masywny regał.
- Tu coś jest! – Krzyknęła i sięgnęła po tajemniczy przedmiot. – Mam! – Powiedziała uradowana, gdy wyciągnęła spod regału gruby brulion. Zaczęła go kartkować. – Zaraz – powiedziała zaskoczona jego zawartością. – Albo mam duże drzwi, albo cały zeszyt zapisany jest podpisami Marka.
- Udało się – wykrzyknęła entuzjastycznie Schultz. Udało im się znaleźć pierwszy dowód, potwierdzający niewinność Dobrzańskiego. – Teraz nam się nie wywinie. – Zwróciła się do Violi – odłóż go na miejsce.
- Dlaczego? Nie zabieramy go? Musimy dostarczyć ten dowód do prokuratury – dopytywał dyrektor HR ‘u.
- Artykuł sto sześćdziesiąty ósmy kodeksu postępowania karnego mówi, że dowody przestępstwa zdobyte nielegalnie, nie mogą być dowodem w sądzie – wyjaśniła. – Poprosi pan jakąś kobietę z firmy sprzątającej, żeby poszła do prokuratora i zeznała, że znalazła coś takiego podczas sprzątania. Prokurator wówczas wystawi nakaz przeszukania. – Sebastian roześmiał się.
- Nie wiedziałem, że pani jest taka przebiegła – mówił śmiejąc się.
- Proszę mówić mi po imieniu, Ula
- Sebastian – podała mu dłoń, którą następnie ucałował.
- Taka moja praca. – Nawiązała do tematu.
Następnym gabinetem, który odwiedzili, był gabinet księgowości. Uważnie przeglądają wszystkie segregatory. Na jednej z półek, zupełnie z tyłu, Olszański natknął się na białą, cienką teczkę. Początkowo sądził, że jest pusta, ale po jej otwarciu okazało się, że zawiera kopię umowy z firmą „Sukces”. Ula skserowała dokumenty, a teczkę odłożyła na miejsce. Ostatnim punktem tej nocy był gabinet dyrektora finansowego. Przeszukując pomieszczenie, byli bardzo dokładni, nie mogli nic przeoczyć. Ula pociągnęła za szufladę biurka, ale była zamknięta na klucz. Była zawiedziona, bo mogło być tam coś istotnego. Kilka minut później, Władek znalazł klucz podklejony od spodu, na taśmę do szuflady. Sprawdzili czy znaleziony klucz pasuje do zamka, ku ich uciesze, zamek ustąpił. To co tam znaleźli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Znaleźli dwa fałszywe dowody osobiste, dokumenty z rejestracji firmy, katalog maszyn szwalniczych z pozaznaczanymi zakreślaczem tymi fikcyjnie zakupionymi przez F&D, druki przelewów i faktur, a także pieczątkę prezesa. Ula zrobiła wszystkiemu zdjęcie tabletem i odłożyła na miejsce. Wręczyła kopie dokumentów Olszańskiemu, który następnego dnia miał iść do prokuratury ze sprzątaczką. Miał powiedzieć prokuratorowi,  że podejrzewa, że w gabinecie Febo mogą znaleźć się owe przedmioty.
Następnego dnia, zeznania złożył Sebastian wraz z zaprzyjaźnioną sprzątaczką, panią Wiesią. Prokurator szybko uzyskał sądowy nakaz przeszukania. Kilka godzin później do gabinetów weszli policyjni technicy i przeszukiwali dokładnie pomieszczania. Znaleźli wszystkie dowody obciążające Febo. Aleks wraz z Pauliną trafili do aresztu śledczego. Materiał dowodowy został poddany analizie, a gdy jego wyniki przyszły, Dobrzański został wypuszczony na wolność. Ula nie mogła być wtedy przed aresztem, bo miała sprawę w sądzie. Gdy tylko skończyła, pojechała na Lwowską, wszedłszy do sekretariatu, przez uchylone drzwi usłyszała rozmowę Sebastiana i Marka.
- Będę musiał się jej jakoś pozbyć – mówił prezes. – Ona wierzy w to, że ją kocham – roześmiał się.
- Dlaczego namąciłeś jej w głowie? – Zapytał Olszański.
- Stary, ona doskonale zaspokajała moje potrzeby, – odpowiedział mu cynicznie – ale na tym koniec. Chyba nie wyobrażasz sobie, że mógłbym być z takim czymś jak ona.
- Jesteś podły – skomentował dyrektor. – Ona wiele ryzykowała, aby cię stamtąd wyciągnąć, a ty zrobiłeś jej takie świństwo.


Nie chciała już nic więcej słyszeć. Zrobiło jej się słabo i ciemno przed oczyma. To co usłyszała, ścięło ją z nóg. Przytrzymała się biurka, aby utrzymać równowagę i nie upaść. Wzięła głęboki oddech. Ledwo hamowała łzy. Schultz, popłaczesz sobie w domu. Teraz głowa do góry i udawaj, że wszystko gra.