środa, 30 września 2015

"Katusze" część 6

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC


Dzisiejszego dnia unosił się nad ziemią. Szedł właśnie do gabinetu swojej siostry, gdy rozdzwonił się jego telefon. Wyciągnął go z wewnętrznej kieszeni marynarki, spojrzawszy na wyświetlacz, odebrał. Dzwonił pośrednik z agencji nieruchomości.
- Aleksander Febo, słucham - powiedział oficjalnie.
- Dzień dobry panie Febo. Z tej strony Tomasz Lisiecki z firmy Luksimo – przedstawił się. – Trzy tygodnie temu, wystawił pan swój dom na sprzedaż. Chciałbym się upewnić, czy pana oferta jest nadal aktualna?
- Oczywiście, jak najbardziej – potwierdził.
- To bardzo dobrze się składa, bo udało nam się znaleźć potencjalnego kupca na pański dom – na twarz Włocha, momentalnie wypełzł uśmiech. – Kiedy moglibyśmy obejrzeć posiadłość? – Zapytał. – Nie ukrywam, że zainteresowanemu zależy na czasie.
- Może dzisiaj o osiemnastej? – Zaproponował. – Mi również zależy, aby jak najszybciej upłynnić nieruchomość – zapewnił.
- Dobrze, będziemy punktualnie – zapowiedział ich. – Miłego dnia i do zobaczenia.
- Do zobaczenia – odpowiedział i odłożył słuchawkę.
Zapukał do drzwi i po usłyszeniu zaproszenia, wtargnął do środka.
- Dzień dobry pani Anastazjo – powiedział z uśmiechem na ustach. Paulina przeniosła wzrok z monitora na swojego brata. Nie bardzo rozumiała, o co mu chodzi.
- Co? – Bąknęła. – Zapomniałeś już, że mam na imię Paulina? – Zapytała z przekąsem.
- Zapomniałaś? – Patrzyła na niego pytająco. - Od dziś nazywasz się Anastazja Grzeszczuk  – wyciągnął z teczki dwa fałszywe dowody osobiste i podał jej.
- Ksawery Jędrzejowski i Anastazja Grzeszczuk – przeczytała. – I co teraz mamy z tym zrobić?
- Musimy zarejestrować firmę, założyć firmowe konto w banku, wystąpić o nadanie numeru regon, nip, wyrobić pieczątki… - wyrzucał z siebie jak z karabinu.
- Basta! – Uciszyła go. – Ty się wszystkim zajmiesz. Ja będę tylko podpisywać dokumenty - uprzedziła. 
- Zaraz pojadę do urzędu, żeby złożyć wniosek o wpisanie naszej firmy do centralnej ewidencji i informacji o działalności gospodarczej – uśmiechnął się promiennie do siostry. – Paula, już niedługo nasze problemy odejdą w niepamięć.
- Źle się z tym czuję – powiedziała z nietęgą miną. – Okradamy własną firmę i naszych współwłaścicieli. Nie chcę tego robić, ale wiem, że nie mamy innego wyjścia – tymi słowami chciała przekonać bardziej samą siebie, niż jego. – Mam nadzieję, że to się nie wyda i nie będziemy mieli jeszcze większych kłopotów - spojrzała na niego smutno.
- Sorella, obiecuję ci, że kiedy spłacimy moje długi, zamkniemy tę firmę i już nigdy ich nie oszukamy – zapewniał ją gorliwie. - Zrobię wszystko, aby to nie wyszło na jaw i żeby nikt się o tym nie dowiedział - pokiwała smutno głową w geście zrozumienia.

Punktualnie o godzinie osiemnastej, do drzwi Febo, zapukał pośrednik wraz z potencjalnym kupcem. Miał około czterdziestu – czterdziestu pięciu lat.
- Dobry wieczór państwu – zwrócił się pośrednik do rodzeństwa Febo. – To jest pan Arkadiusz Fors – wskazał dłonią na swojego towarzysza. – A to, panie Arkadiuszu, jest państwo Febo. Pani Paulina i pan Aleks – mężczyzna podszedł do kobiety i szarmancko ucałował jej dłoń, a następnie, mocno uścisnął dłoń Włocha.
Paulina oprowadzał gości po całym domu. Opowiadała o wszystkich udogodnieniach i plusach tego domu.
- Dwa lata temu, dom przeszedł gruntowny remont, – mówiła – została wymieniona również instalacja elektryczna i kanalizacyjna.
- Dom jest bardzo piękny i co najważniejsze, jest duży – uśmiechnął się. – Mam czwórkę dzieci i chciałbym, aby każde z nich miało swój pokój – wyznał.
- Ta posiadłość jest idealna dla dużej rodziny – zachwalała Febo. – Jest tutaj sześć sypialni, a za domem rozciąga się duży ogród, w którym dzieci będą mogły się bezpiecznie bawić. Niedaleko jest też piękny park.
- Jestem zdecydowany – powiedział, gdy zakończyli zwiedzanie nieruchomości. – To jest idealne miejsce dla mojej rodziny - Febo odetchnęli z ulgą. Cieszyli się, że tak szybko udało im się sprzedać posiadłość oraz że nabywać nie targował się. Każdy grosz, w ich sytuacji, był na wagę złota.
- W takim razie, umówię nas u zaprzyjaźnionego notariusza, na podpisanie aktu. – Odezwał się, jak dotąd milczący pośrednik.

Dwa tygodnie później, udało im się sfinalizować transakcję. Kilka dni później, na konto Aleksa wpłynął duży przelew. Jego wartość wynosiła nieco ponad milion złotych. W przeliczeniu na euro, dawało to niecałe dwieście pięćdziesiąt tysięcy. Od razu, całą sumę przelał na konto braci Scacci. Wiedział, że nie uda mu się zebrać całej sumy, do wyznaczonej przez nich daty. Postanowił wybrać się do Mediolanu i renegocjować warunki spłaty długu. Gdy nastał weekend, wsiadł w samolot i poleciał do słonecznej Italii. Z duszą na ramieniu, wszedł do budynku firmy, jak jeszcze niedawno mu się wydawało, jego przyjaciół. Niestety pomylił się, bracia Scacci widzieli w nim niezłe źródło dochodów, a on dał się złapać w ich sidła, jak ostatni frajer. Gdy wjechał na odpowiednie piętro, zobaczył Lucio i Antonio.
- Witajcie – powiedział cicho, podszedłszy do nich. Mężczyźni, usłyszawszy jego głos, odwrócili się. Byli zaskoczeni jego wizytą. – Możemy porozmawiać?
- Chodź do mnie do gabinetu. – Gdy weszli do środka, zapytał – to, co cię do nas sprowadza?
- Dostaliście przelew? – Upewnił się.
- Dostaliśmy, ale to tylko jedna czwarta długu, a umawialiśmy się na całość – przypomniał mu.
- Tak, wiem – poruszył się nerwowo na krześle. – Ja właśnie w tej sprawie – bracia spojrzeli na niego zainteresowani.
- Chcesz pożyczyć jeszcze pieniędzy? –  Wtrącił się Antonio.
- Nie – zaprzeczył szybko. – Chciałbym, abyście dali mi więcej czasu na spłatę reszty zadłużenia. Wpadłem na dobry pomysł na biznes, ale na profity muszę jeszcze poczekać – wyjaśnił. – Będę przelewał wam pieniądze co miesiąc. Postaram się jak najszybciej was spłacić – obiecał.
- Febo, nie mogłeś tak od razu? – Zapytał prezes. – Gdybyś spłacał regularnie, nie musielibyśmy ci tego zrobić – znacząco spojrzał na rękę Febo, na której założony miał gips.

W końcu jego karta odwróciła się. Wszystko zaczęło układać się po jego myśli. Sprzedał dom, udało mu się dogadać z lichwiarzami, założył fikcyjną firmę i co najważniejsze, przestał chodzić do kasyna, na tor oraz grać na maszynach.
- Nauczyłaś się jego podpisu? – Zapytał Aleks, wchodząc do gabinetu siostry.
- Zapisałam chyba pół zeszytu, ale udało się – uśmiechnęła się zadowolona.
- To świetnie się składa po potrzebuje twojego, a dokładniej Marka podpisu – wyjął z teczki plik zadrukowanych kartek. – Podpisz tu podpisem prezesa, - wskazał jej palcem miejsce, a tu podpisem Anastazji. – Gdy nakreśliła starannie podpisy, zabrał dokumenty i podstemplował je.
- Skąd masz pieczątkę Marka? – Zapytała zaskoczona.
- Udało mi się znaleźć firmę, która wyrobiła mi identyczną – wyjaśnił. – Muszę schować tę teczkę w księgowości, tak aby nikt jej nie znalazł. – Stojąc przy drzwiach, powiedział jeszcze – niedługo wpadnę z poleceniami przelewów do podpisu.

Kilka dni później, do Febo & Dobrzański wpłynęła pierwsza faktura z PHU „Sukces”. Wystawiona była za serwisowanie maszyny szwalniczej. Kwota do zapłaty, nie była duża. Nic nie wzbudziło podejrzeń Turka. Spokojnie napisał polecenie przelewu, które następnie zaniósł dyrektorowi finansowemu.



- Cześć Aleksiu, - powiedział wchodząc bez pukania – mam tutaj, kurka wodna, polecenie do podpisania – podał mu dokument.
- Czy nikt nie nauczył cię pukać? – Zapytał poirytowany. – I nie mów do mnie Aleksiu – spojrzał na kartkę przyniesioną przez głównego księgowego. Był to przelew dla jego fikcyjnej firmy. – Jak podpiszę, to zaniosę prezesowi – powiedział z przekąsem ostatnie słowo.
- Dobra, to ja idę do siebie – roześmiał się głupkowato. – No, no to cześć.
- Idiota – rzucił pod nosem Febo, gdy Turek zniknął za drzwiami.
Podpisawszy, zaniósł dyspozycję do gabinetu siostry. Z wielką dokładnością sfałszowała podpis Marka Dobrzańskiego. Wracając do swojego gabinetu, spotkał księgowego. Oddał mu polecenie przelewu, a jego podwładny, mimochodem poinformował go, że dziś jedzie do banku z dyspozycjami. Uśmiechnął się do siebie. Jego plan się powiódł...

piątek, 25 września 2015

"Katusze" część 5

Surprise!

Kolejna część niebawem,
miłej lektury,
UiM

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

Niechętnie skontaktował się z agentem nieruchomości. Był przyparty do muru i musiał sprzedać dom. Zastanawiał się skąd weźmie pozostałe siedemset pięćdziesiąt tysięcy euro. Nie chciał pozbywać się udziałów, swoich i siostry w Febo & Dobrzański. Tym sposobem odciąłby się od stałego źródła dochodu. Od zawsze pracowali w F&D i nie wyobrażał sobie, aby miał szukać innej pracy. Co prawda, nienawidził swojego przybranego brata, ale mimo to lubił swoją pracę i firmę. Byli na specjalnych warunkach. W sobotni poranek, do jego drzwi zapukał pośrednik z firmy, zajmującej się sprzedażą mieszkań. Zrobił zdjęcia wnętrza oraz elewacji i obiecał, że postara się znaleźć kupca jak najszybciej.



Kilka dni później, wpadł do gabinetu swojej siostry. W końcu znalazł genialny, w jego mniemaniu, sposób na ich problemy finansowe.
- Witaj Sorella – powiedział, całując ją w policzek. – Wiem, skąd weźmiemy pieniądze, żeby spłacić mój dług.
- Skąd? – Spojrzała na niego z zainteresowaniem, odkładając magazyn modowy na bok.
- Nachylił się na jej biurkiem i szepnął jej na ucho – z firmy.
- Jak to z firmy? – Powiedziała głośno nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- Ćććć – przyłożył palec do ust. – Założymy firmę zajmującą się sprzedażą, konserwacją i pośrednictwem w handlu maszynami szwalniczymi – słuchała go uważnie, nie rozumiejąc do czego zmierza. – Szwalnie, które szyją dla F&D, pracują na maszynach starego typu. Bardzo często się psują, więc potrzebują napraw, modernizacji, konserwacji, no i stałych przeglądów, a to wszystko jest bardzo kosztowne.
- To jest wspaniały pomysł na biznes – pochwaliła go. – Powinniśmy porozmawiać o tym z Krzysztofem, jak najszybciej.
- W żadnym wypadku – odpowiedział szybko. – Będziemy wystawiać fałszywe faktury, za które uda nam się spłacić braci Scacci.
- Ty chyba żartujesz! – Huknęła, wstając z zajmowanego miejsca. – Nie będę okradała własnej firmy. Dobrzańscy na pewno by nam pomogli. – Była przeciwna pomysłowi brata. – Czy ty myślisz, że to nie wyjdzie? – Pytała. – Wystarczy, że sprawdzą kto jest właścicielem firmy – Tego nie przemyślał. Intensywnie zastanawiał się, jak ukryć tożsamość właścicieli fikcyjnej firmy.
- Postaram się załatwić nam, fałszywe dowody osobiste – kręciła głową z dezaprobatą. – To jedyna szansa, aby rozwiązać nasze, moje – poprawił się – problemy – ukrył twarz w dłoniach. – Przepraszam cię, że byłem taki głupi, że wpakowałem się w takie problemy. Nie chcę, abyśmy musieli, przeze mnie sprzedać udziały w F&D.
- Wolę sprzedać udziały, niż zrobić takie świństwo Helence i Krzysztofowi. Nie zasłużyli sobie na taką podłość. Gdy zostaliśmy sierotami, nie musieli nas przygarnąć. Gdyby nie oni, trafilibyśmy do sierocińca.
- Wiem, – przyznał jej rację – ale jeśli nie oddamy kasy Scacci ‘m, to oni mnie zabiją – milczała, a on zastanawiał się, jak może ją przekonać. – Gdyby coś poszło nie tak, zrzucilibyśmy wszystko na Marka.
- Niby jak? – Zainteresowała się.
- Ty umiałaś podrabiać podpis naszej mamy, gdybyś nauczyła się podpisu Marka, to faktury, które byśmy wystawiali, ty byś podpisywała. Powiedziałbym, że podpisywałem te przelewy w ciemno. Ja nie mogę podważać decyzji prezesa – uśmiechnął się chytrze.
- Gdyby się wydało, tylko Marek miałby poważne problemy – uśmiechnęła się. – Ponętna wizja, ale i tak nie powinniśmy. To zbyt niebezpieczne – wiedział, że nie uda mu się jej przekonać. Musiał znaleźć inny sposób, albo poczekać, aż zmieni decyzję.
- Ja nie będę cię do niczego zmuszał, - powiedział podnosząc się z zajmowanego miejsca – ale gdybyś zmieniła zdanie, to powiedz mi.
- Dobrze, ale raczej na to nie licz – spojrzał na nią ostatni raz i wyszedł z jej gabinetu.



Nastała niedziela. Febo bardzo obawiał się tego dnia. Nie udało mu się zebrać pieniędzy dla Lucio. Agentowi nie udało się znaleźć kupca na dom, a jemu nie udało się przekonać siostrę, do swojego pomysłu. Wyszedł z psem na spacer. Szedł parkiem, w pobliżu jego domu, gdy nagle zobaczył, naprzeciwko siebie, człowieka, któremu był winien ponad milion euro, wraz z grupką potężnych mężczyzn. Wyglądali jakby właśnie opuścili mury więzienia o zaostrzonym rygorze. Mimo kilku stopni poniżej zera, zrobiło mu się gorąco i zaschło w gardle.
- Witaj Aleks! – Powiedział radośnie lichwiarz.  – Masz dla mnie pieniądze? – Patrzył na niego pogardliwie, a jego towarzysze otoczyli go.
- Lucio, - powiedział cicho i padł przed nim na kolana – daj mi jeszcze kilka tygodni. Obiecuję, że oddam ci twoje pieniądze, co do euro-centa – przysięgał rozpaczliwie. Włoch jedynie roześmiał się ironicznie.
- Miej trochę honoru. Jaka była umowa? – Zapytał retorycznie. – Miałeś dzisiaj przynieść pieniądze. Nie zrobiłeś tego, więc teraz panowie się tobą zajmą. – Zwrócił się do mężczyzn. – Dajcie mu nauczkę. – Mięśniacy złapali go w swoje łapska i zaczęli zadawać mu ciosy, gdy upadł na ziemię, skopali go.
- Wystarczy! – Krzyknął Scacci. – Masz dwa miesiące. Jeśli do tego czasu nie oddasz mi kasy, to osobiście poderżnę ci gardło, a twoją siostrzyczkę najpierw przelecę, a później sprzedam do mediolańskiego burdelu. Myślę, że się jej spodoba. Do zobaczenia Febo – odeszli, zostawiając go leżącego na ziemi.

Zniecierpliwiona czekała na brata. Miał wyjść na pięć minut, żeby wyprowadzić psa, a nie było go już od ponad pół godziny. Bała się, że mogło mu się coś stać. Miała złe przeczucia. Po chwili usłyszała, jak ktoś dobija się do drzwi. Podbiegła do nich i otworzyła je. To co zobaczyła aż, zmroziło jej krew w żyłach. Zobaczyła swojego brata, całego we krwi. Miał opuchniętą twarz i ledwo trzymał się na nogach. Chwyciła go pod ramię i wprowadziła go do środka.
- Aleks, co ci się stało? – Zapytała, usadziwszy go na skórzanej sofie w salonie.
- Scacci – wychrypiał ledwo słyszalnie.
- Musimy jechać do szpitala – powiedziała zatroskana. – Bardzo źle wyglądasz.
- Paula, daj spokój. Nic mi nie będzie – próbował bagatelizować swój stan zdrowia.
- Aleks, martwię się o ciebie – mówiła z troską. – Nie chcę, aby coś ci się stało. Jesteś moja jedyną rodziną – nie protestował. Podniósł się z kanapy, wspierając się na ramieniu siostry, poszedł do samochodu.

Czekała pod gabinetem lekarskim. Nie zdawała sobie sprawy, że bracia Scacci są tak brutali. Prawie zakatowali jej brata na śmierć. Zastanawiała się, czy dobrą decyzję podjęła, nie zgadzając się na propozycję brata. Po drugiej stronie korytarza, usiadły dwie starsze panie.
- Co u ciebie słychać Irenko? - Usłyszała Paulina. 
- Dziękuję, wszystko dobrze, a u ciebie? – Odpowiedziała starsza kobieta. – Co słychać u Asi? - Dopytywała jej towarzyszka. 
- Właśnie na nią czekam – wypuściła ze świstem powietrze z płuc. – Ma jakieś długi i poprosiła mnie o pożyczkę.
- Janino, znów dajesz się wykorzystywać – Paulina, chcąc, nie chcąc przysłuchiwała się rozmowie. – Pewnie znów wdała się w to podejrzane towarzystwo.
- Ireno, to moje jedyne dziecko – po jej polikach spłynęły łzy. – Jeśli się kogoś kocha, to dla niego można zrobić wszystko – te słowa zapadły Febo w pamięci. Nie słuchała dalej, bo z gabinetu wyszedł jej brat, z obdukcją w ręku. Miał złamaną ręką w dwóch miejscach, stłuczone żebra i dwie dość głębokie rany, na twarzy, na które założono mu szwy. Podniosła się z miejsca i wraz z bratem opuściła budynek szpitala. Jadąc w stronę domu, zaczęła temat pobicia.
- Powinniśmy zgłosić to na policję – spojrzał na nią przerażony.
- Paula, nie możemy tego zrobić. Oni nas zniszczą – zmilkł na chwilę – boję się o ciebie. – Spojrzała na niego pytająco – grozili, że zrobią ci krzywdę.
- Nie martw się – uspokoiła go. Po chwili dodała – zgadzam się. 
- Na co? – Zapytał, nie rozumiejąc o czym mówi.
- Na twój pomysł - szepnęła. 
- Sorella, ja nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Jeśli się kogoś kocha, to można zrobić dla niego wszystko – przytoczyła. – To moja decyzja i nie zmienię jej – powiedziała stanowczo.


poniedziałek, 21 września 2015

"Katusze" część 4

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC

Dwoił się i troił, aby znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji. Nie miał wystarczającej ilości pieniędzy, aby spłacić długi wobec barci Scacci. Nieznudzenie dostawał wiadomości z pogróżkami.  Bał się również o swoją siostrę. W tych SMS ‘ach, wspominali również, że jeśli nie spłaci długów, to zajmą się jego siostrą. Chodził tylko na co drugą sesję z  psychologiem. Nie potrafił odciąć się od hazardu. To on był jego motorem napędowym, stał się nieodłączną częścią jego życia. Gdy nie szedł do ośrodka, w  tajemnicy przed siostrą, chodził grać na automatach w pobliskim barze.

- Aleks, - zaczęła rozmowę, pewnego zimowego wieczora - ja wiem, że jesteś bardzo związany z tym miejscem, - wskazała rękoma na dom – ale my nie mamy pieniędzy, żeby spłacić pożyczkę u Scacci. Musimy go sprzedać. – Wiedziała, że to rozwiązanie nie spodoba mu się, ale mieli nóż na gardle.
- Nie ma mowy – odrzekł spokojnie i ruszył w kierunku jego sypiali. Jego zachowanie zirytowało ją. Zostawiał ją z problemami kompletnie samą. Nie chciał sprzedać domu, nie chciał też pomocy od Dobrzańskich. Była na skraju załamania nerwowego.
- Stój! – Wrzasnęła. – Jesteś rozpieszczonym i egoistycznym dupkiem, który potrafi tylko uciekać. Narobiłeś sobie długów i nawet się nimi nie zainteresujesz. To nie moje problemy i ja nie muszę je rozwiązywać – roześmiała się ironicznie. – Wcale się nie zdziwię, jeśli wyłowią cię z Wisły – chwyciła płaszcz i chciała wyjść z domu.
- Sorella, - zatrzymał ją głos brata – przepraszam cię – powiedział ze skruchą.
- Przestań mnie przepraszać, tylko wymyśl coś, aby rozwiązać nasze problemy.

- Cześć Lucio – powiedział, wszedłszy do gabinetu swojego brata. – Jak tam nasz przyjaciel z Polski? Przelał pieniądze?
- Witaj bracie – uścisnęli sobie dłonie. – Jeszcze nie – odpowiedział znudzonym tonem, podpisując jakiś dokument.
- Nie uważasz, że już wystarczająco dużo czasu mu daliśmy? – Zauważył. – Miesiąc temu miał oddać kasę. Ja rozumiem, że chcesz zedrzeć z niego jak najwięcej, ale on nie spłaci tego.
- Chyba masz rację – przyznał mu rację. – Pojadę do Warszawy i wyciągnę od niego nasze pieniądze. Jakby sprzedał udziały i dom, to byłoby go stać. Podczas mojej nieobecności, zajmiesz się firmą.
- Kiedy chcesz lecieć?
- Może w piątek – uśmiechnął się. – W weekend pozwiedzam sobie Warszawę, podobno jest piękna,  a od poniedziałku zajmę się panem Febo.
- To w takim razie, miłej podróży – roześmiał się i wyszedł z gabinetu prezesa. 

Dzisiejszego dnia w F&D było gwarno. Dziś przeprowadzano casting dla modelek, które promowały będą najnowszą kolekcję wiosna – lato. Mistrz zażyczył sobie tylko nowe, świeże twarze. Nie chciał, aby jego kreacje nosiły cały czas te same modelki.  Dla prezesa oznaczało to, całkiem nowe mięso, jak mieli w zwyczaju określanie dziewczyn, które są na ich celowniku. Prędzej czy później, lądowały w ich łóżkach.  Marek zawsze dogłębnie znał swoje modelki, sekretarki i asystentki. Wyjątek stanowiła Violetta, jego obecna sekretarka. Jej iloraz inteligencji był najniższy w całej firmie, jak nie w stolicy, ale zatrudniał ją tylko dlatego, bo startował do niej Sebastian. W duchu dziękował mistrzowi, bo dzięki niemu, pozbył się Klaudii. Seks z  nią zaczął go nudzić. Załatwił jej kontrakt w Mediolanie i pozbył się kłopotu.

-  Cześć Seba – przywitał się z przyjacielem, wychodząc z windy. – Jak tam po wczorajszym? Boli główka?
- Cześć – powiedział cicho. – Ale mam kaca, łeb mi pęka. A jak sprawdziła się Natalia? – Zainteresował się.
- Natasza – poprawił go. – Było bardzo miło – uśmiechnął się chytrze. – Wypiliśmy kilka drinków, a później poszliśmy do hotelu na ostre – chrząknął sugestywnie.



Około południa, wyszedł ze swojego gabinetu i rozejrzał się na korytarzu. Podszedł do grupy modelek stojących przy gabinecie jego przyjaciela. Dowiedział się, że to one dostały prace i teraz czekają na umowy. Od razu, wpadła mu w oko wysoka, szczupła blondynka z długimi nogami. Odchodząc szepnął jej na ucho, aby wpadła do niego, do gabinetu. Po kwadransie, usłyszał pukanie do drzwi. Po zaproszeniu, do środka, weszła młoda blondynka. Usiadł obok niej na sofie i rozmawiał na mało istotne tematy. Wiedział, że jej się podoba. Widział, jak na niego patrzyła. Nie chcąc tracić czasu, zbliżył się do niej i musnął jej usta. Oddała pieszczotę. Pogłębił pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny. Ściągnął jej jedno ramiączko i przeniósł się z pocałunkami na szyję modelki.
- Laura, - powiedział oderwawszy się od jej szyi – chcę abyś wiedziała, że to co się tu wydarzy, nie ma dla mnie znaczenia. To tylko miły relaks po pracy – nie chciał robić jej nadziei. Uśmiechnęła się do niego zalotnie.
- Wiem – odpowiedziała krótko i z powrotem przywarła do jego ust, odpinając guziki koszuli.

Po schadzce, pożegnał modelkę i zaczął pakować dokumentu do teczki. Przez tę chwilę relaksu, nie zdążył dokończyć raportu i będzie musiał zrobić go w domu. Gdyby miał asystentkę, zrzuciłby na nią to zadanie. Ubrawszy płaszcz, wyszedł do domu. Przy windach spotkał dyrektora HR ‘u.
- Znajdź mi jakąś ładną, wykształconą i kompetentną asystentkę – powiedział naciskając przycisk.
- Z naciskiem na ładną – roześmiał się cynicznie Olszański. – A jak Laura? Widziałem, że wchodziła do ciebie – prezes uśmiechnął się.
- Bardzo dobrze. Jest piękna nie tylko zewnętrznie, ale również wewnętrznie.
- Wyskoczymy dzisiaj na łowy? - Zapytał z nadzieją. 
- Sorry Seba, ale mam trochę pracy – wskazał ta teczkę trzymaną w dłoni. – Musze skończyć to na jutro.
- Dobra, do jutra. Poszukam ci jakąś asystentkę – rzucił wychodząc z windy.

Gdy wyszedł z budynku warszawskiego lotniska, poczuł uderzenie zimna. Szczelniej zawiązał szalik i podszedł do postoju taksówek. Jadąc do hotelu, zaciekawiony rozglądał się przez szybę pojazdu. Nigdy tu nie był, ale kiedyś jego znajomi  spędzali wakacje w Polce i bardzo im się podobało. W poniedziałek, wypożyczył samochód od jednej z warszawskich firm i pojechał pod dom Febo. Jeździł za nim cały dzień. Niestety nie znalazł nawet chwili, aby porozmawiać z nim na osobności, bo cały czas ktoś przy nim był. Jak nie jego siostra, to łysawy mężczyzna. Okazja nadarzyła się późnym popołudniem, gdy siostra przywiozła go pod jakiś budynek opieki medycznej. Rozpoznał go po przymocowanej na elewacji laski Eskulapa. Ku jego zaskoczeniu, Aleks zawrócił tuż przed wejściem do budynku, opuściwszy teren ośrodka, ruszył w nieznanym mu kierunku.  Nie chciał go zgubić, zachowawszy bezpieczny odstęp, poszedł jego śladem. Wszedł za nim do jakieś baru. Rozejrzał się po lokalu. Zauważył go siedzącego przy jednym z automatów, usytuowanym w rogu sali.
- Witaj przyjacielu – powiedział Włoch, kładąc mu dłoń na ramieniu. – Nie odpisywałeś na moje SMS ‘y, nie odbierałeś telefonu, więc pomyślałem, że może coś ci się stało – mówił z udawanym przejęciem. – Chodź, wyjdziemy na zewnątrz i porozmawiamy – rozejrzał się po sali. – Tu jest za dużo świadków – pociągnął go za rękę do wyjścia. – Wisisz nam kasę – powiedział idąc parkową alejką.
- Nie mam kasy – odezwał się po raz pierwszy.
- Masz czas do końca tygodnia, żeby skołować kasę - warknął. – Jeśli nie, to obiję ci buźkę – mówił, ściskając dłonią jego żuchwę.
- Sprzedam dom, - obiecał  - tylko daj mi trochę czasu – patrzył na niego błagalnie. – Nie uda mi się sprzedać go do końca tygodnia.
- To już twój problem. - Odparł niewzruszony. 
- Lucio, proszę cię chociaż o miesiąc, w końcu jesteśmy przyjaciółmi – Scacci roześmiał się.
- My? Przyjaciółmi? – Pytał, wciąż się śmiejąc. – Czy ty naprawdę jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jesteś idealnym źródłem dochodu, a nie moim przyjacielem – podrapał się po brodzie. – Jak mówiłem, masz czas do niedzieli i ani dnia dłużej – miał już odchodzić. – Aa, zapomniałbym. Nie próbuj uciekać, bo i tak cię znajdę. Choćbym miał cię spod ziemi wykopać – zamachnął się i wymierzył Febo śliny cios w brzuch, w wyniku którego, Aleks zgiął się w pół i upadł na ziemię. – To rzeźbyś nie zapomniał – rzucił na odchodne, tonem wypranym z emocji.

niedziela, 13 września 2015

"Katusze" część 3

Załóżmy, że dzisiaj jest wtorek...
Miłej lektury, UiM

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC


Czekała na brata z obiadem. Miał być ponad godzinę temu w domu. Powiedział jej tylko, że ma jakąś ważną sprawę do załatwienia i wychodzi. Zastanawiała się, co musi załatwić jej brat w weekend. Miała złe przeczucia. Uspokajała się, wmawiając sobie, że to spotkanie z jakimś niedyspozycyjnym kontrahentem.  Jej brat ostatnio bardzo dziwnie się zachowywał. Wykonywał jakieś tajemnicze telefony do Włoch, był nerwowy i małomówny. Martwiła się o niego. Chciała z nim porozmawiać, lecz on najwyraźniej nie był zainteresowany, bo szybko ucinał temat -  nic się nie dzieje. Wszystko jest w porządku. – Bardzo dobrze znała swojego brata i wiedziała, że kłamie. Kompletnie tego nie rozumiała. Zawsze byli wobec siebie szczerzy. Usłyszała jak ktoś próbuje trafić kluczem do zamka. Podeszła do nich, otworzyła je na szerz i zobaczywszy swojego brata, który był kompletnie pijany, złapała go za ramie i wprowadziła do środka. Ułożyła go na kanapie w salonie i usiadła na fotelu naprzeciw niego. Teraz nie miała najmniejszych wątpliwości. Jej brat miał problemy i to poważne. Nigdy nie nadużywał alkoholu. Przygotowała dla niego aspirynę i szklankę wody. Po doświadczeniach z Markiem wiedziała, że będzie miał wielkiego kaca. Jej były narzeczony, nieraz wracał w takim, a nawet gorszym stanie do domu, po imprezie w klubie. Wiedziała, że podczas tej zabawy zdradził ją, ale mimo to, przygotowywała mu taki zestaw. Kochała go, ale to była ślepa miłość i nieodwzajemniona. Kilka godzin później, zobaczyła, że jej brat budzi się. Patrzyła na niego zatroskana.
- Połknij to i popij – mówiła, podając mu szklankę z cieczą oraz tabletkę. Podniósł się powoli do pozycji siedzącej i wykonał polecenie siostry. Szklankę opróżnił jednym haustem.
- Dziękuję – wyszeptał, patrząc na kobietę z wdzięcznością.
- Idź pod prysznic, a później porozmawiamy – bez słowa, powoli wstał i pomaszerował do łazienki.

- Co się z tobą dzieje? – Zapytała, gdy doprowadził się do porządku. – Masz problemy. – Bardziej stwierdziła, niż zapytała.
- Sorella, naprawdę, nic złego się nie dzieje. Wszystko mam pod kontrolą – mówił tonem wyprutym z emocji. – Proszę cię, przestań się tym zajmować.
- Aleks, nie kłam! – Podniosła głos, a on, momentalnie się skrzywił. – Bardzo dobrze cię znam i widzę, że masz kłopoty. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co się dzieje? – W tym momencie, usłyszała dźwięk zwiastujący przyjście SMS 'a do jej brata. Rzuciła się na urządzenie. Miała nadzieję, że w telefonie coś znajdzie. Skoro brat nie chciał jej nic powiedzieć, nie miała wyboru.
- Paulina, proszę cię – wyciągnął w jej kierunku rękę – oddaj mi mój telefon. Ja nie czytam twoich wiadomości – próbował ją przekonać.
Mimo jego prób, odczytała wiadomość tekstową. Była bardzo krótka i napisana w języku włoskim. – Aleks, czekamy na pieniądze. – Domyśliła się, że Aleks jest komuś winien pieniądze. W jej głowie pojawiło się tysiące myśli. Najbardziej prawdopodobną wersją wydawało się jej to, że ktoś go szantażuje. Febo zarabiał bardzo dobrze, więc nie powinien mieć problemów finansowych.
- Ktoś cie szantażuje? – Zapytała patrząc na niego z troską. – Powinieneś zgłosić sprawę na policję. – Kręcił głową z dezaprobatą.
- Nikt mnie nie szantażuje – zaprzeczył. – Mam długi – wyjawił swoją największą tajemnicę. Wiedział, że to jest już koniec i dopóki nie powiedziałby siostrze prawdy, nękałaby go pytaniami.
- Jak to długi? – Zapytała z niedowierzaniem. – Przecież pensja dyrektora finansowego w  Febo & Dobrzański jest bardzo wysoka. – Nie rozumiała, jak przy tak astronomicznych zarobkach, jej brat mógł narobić sobie długów. Zachodziła w głowę, na co mógł on wydawać te pieniądze.
- Wiem Paula, – powiedział zakrywając jej dłoń swoją – to wszystko wymknęło mi się spod kontroli. – Siedział ze spuszczoną głową, a w niej rósł niepokój. – Najpierw były to niewielkie kwoty – wziął głęboki oddech. – Wygrywałem – zaczęła się domyślać do czego zmierza, ale czekała, aż potwierdzi jej przypuszczenia. – Wciągało mnie to coraz bardziej. Chciałem więcej i więcej. Wydawało mi się, że mam nad tym kontrolę. Nałóg wciągał powoli, bez gwałtownych ruchów. Nim zdążyłem się zorientować i  przerwać to, uzależniłem się. Nie wyobrażałem sobie już, tygodnia bez pójścia na tor dla koni albo do kasyna. Moja passa się skończyła, mimo to, ja obstawiałem coraz większe kwoty. Chciałem się odegrać, a im więcej postawiłem, tym większa byłaby wygrana – przetarł dłonią twarz i kontynuował swój monolog. – Moje zarobki przestały mi wystarczać. Byłem zdesperowany, więc skontaktowałem się z braćmi Scacci. Pożyczyli mi kilka razy ogromne sumy. Myślałem, że to moi przyjaciele,  a to zwykli lichwiarze. Grożą mi, chcą abym oddał im milion euro, a odsetki cały czas rosną –  gdy usłyszała ile wynosi dług jej brata, otworzyła usta z przerażenia.
- Z czego my to oddamy? – Zapiszczała. – Nie mamy takich pieniędzy – przeczesała nerwowo włosy. – Jak mogłeś nas tak urządzić? – Powiedziała z wyrzutem. – Co cię w ogóle podkusiło, aby iść na ten pieprzony tor dla tego śmierdzącego bydła?
- Sorella, nie martw się – próbował ją uspokoić. – Jakoś sobie poradzę – ku jego zaskoczeniu roześmiała się.
- Bardzo jestem ciekawa jak? Może pójdziesz się odegrać do kasyna, a może liczysz na te śmierdzące zwierzaki? – Jej ton ociekał ironią.
- Paula, tym razem na pewno się uda. Na pewno wygram i spłacę wszystkie długi.
- Kręciła z niedowierzaniem głową. – Aleks, ty musisz się leczyć. Czy ty nie rozumiesz, że swoim postępowaniem doprowadziłeś nas na skraj bankructwa? – Mówiła pretensjonalnym tonem. – Musisz iść jak najszybciej na terapię – zakończyła despotycznie, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Obiecuję, że to zrobię jak tylko się odegram – nie wierzyła w to, co słyszy. On nie myślał racjonalnie i przyjmował do wiadomości żadnych argumentów.
- Aleks czy ty nie rozumiesz, że możesz narobić nam jeszcze więcej długów? – Usiadła obok niego. – Obiecaj mi, że już nigdy więcej nie pójdziesz ani do kasyna, ani na tor – wpatrywała się intensywnie w jego oczy.
- Obiecuję – szepnął.  
- Zaraz zacznę szukać jakiejś poradni, specjalizującej się w leczeniu uzależnień – chciała wstać, lecz poczuła oplatające ramiona brata. Było jej go szkoda.
- Dziękuję – szepnął ze łzami w oczach. – Dziękuję, że ze mną jesteś i że mnie wspierasz.
- Jestem i zawsze będę – odpowiedziała równie wzruszona. – Jesteś moją jedyną rodziną jaką mam. Zrobię wszystko, aby udało nam się pokonać nasze problemy.

Kilka dni później zawiozła go na terapię. Zaparkowała pod budynkiem i zwróciła się do brata.
- Przyjadę po ciebie za dwie godziny – zobaczywszy jego nietęgą minę, pogładziła go po policzku. – Aleks, nie martw się. Wszystko będzie dobrze – uśmiechnął się nie wyraźnie.
- Mam taką nadzieję, Sorella. Do zobaczenia – rzucił wysiadając z samochodu. Patrzyła chwilę jak idzie w stronę kliniki, po czym odpaliła silnik i odjechała. Obejrzał się delikatnie przez ramię. Zobaczywszy, że siostra odjechała, zawrócił na pięcie i wybiegł z terenu ośrodka leczenia uzależnień. W internecie sprawdził, że w pobliżu jest bar z automatami do gry. Dwie godziny powinny mu wystarczyć, aby wygrać trochę pieniędzy. Zdawał sobie sprawę, że nie wygra tyle, ile mógłby w kasynie, albo na torze, ale nie miał dużo czasu. Odkąd przyznał się przed siostrą do nałogu, pilnowała go niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. Razem jeździli do pracy, razem z niej wracali i razem spędzali wieczory. Wszystko robili razem. Nim się obejrzał, nie miał ani czasu, ani pieniędzy. Znów wszystko przegrał. Na szczęście, nie udało mu się zmarnować znacznej sumy. W porównaniu z poprzednimi stratami, ta była bardzo niska, bo wynosiła zaledwie trzysta złoty. Chwycił swoją marynarkę i wybiegł z lokalu. Musiał być na miejscu przed swoją siostrą. Nie chciał, aby widziała skąd przyszedł, bo mogłaby domyśleć się, że wcale nie był na sesji, albo nie daj boże, żeby weszła do poradni i zapytała o niego. Gdy dotarł przed klinikę, jej samochodu jeszcze nie było. Chodził w tę i z powrotem, dopiero po kwadransie wjechała na parking. Szybko zajął miejsce pasażera, zapiął pasy i przywitał się z nią pocałunkiem w policzek.
- Przepraszam za spóźnienie, ale były korki w centrum – tłumaczyła się. – Mam nadzieję, że nie musiałeś na mnie długo czekać.
- Tylko chwilę – uśmiechnął się delikatnie. – Dziękuję, że po mnie przyjechałaś.
- Jak terapia? – Zapytała jadąc w stronę jego domu, nie odrywając wzroku od jezdni.
- Dobrze – mruknął. – Bardzo mnie zmęczyła – ziewnął. – Padam z nóg.
- Za chwilę będziemy w domu – zbierała się w sobie, aby zacząć trudną dla nich rozmowę. – Aleks, chyba powinniśmy sprzedać twój dom – spojrzał na nią zaskoczony. – Wiem, że bardzo go lubisz, ale nie mamy pieniędzy, żeby spłacić długi – wyjaśniała.
- Paula, zaczekajmy z tym, może uda mi się znaleźć inne rozwiązanie – nie chciał sprzedawać swojego miejsca na ziemi, bardzo się do niego przywiązał – w jej głowie zaświtał pewien pomysł.
- A może pożyczymy pieniądze od Heleny i Krzysztofa. Oni na pewno nie odmówią nam pomocy.
- Ani mi się waż informować ich o całej sprawie – wysyczał. – Jeśli oni dowiedzą się o moich problemach, to na pewno Mareczek również. Ja nie zniosę jego drwiących spojrzeń i złośliwych aluzji. Mieliśmy się na nim zemścić, a nie dostarczać mu rozrywkę – szybko uciął temat.

środa, 9 września 2015

"Dwa serca, jedna miłość" część 9

Leżał na czerwonej kanapie i myślał. Przypomniał sobie wczorajszy dzień. Piękny dzień. Na samym początku w końcu szczera rozmowa z Ulą. Potem jej wizyta z Agatką. Cieszył się, że tak ciepło został przyjęty przez córkę. Początkowo bał się konfrontacji.  Wisienką na torcie była upojna noc z ukochaną dziewczyną. Dziewczyną? Chciał jak najszybciej zmienić stan cywilny Uli. Na razie nic szczególnego nie planował. Nagle rozdzwonił się jego telefon.




- Cześć Marek- usłyszał w słuchawce głos Sebastiana- stary, co się dzieje? Wczoraj wyszedłeś z firmy wcześniej, dużo wcześniej. W ogóle się nie odzywasz?- był wyraźnie zaniepokojony- Mów, co się stało?

- Nic, tylko po prostu jestem szczęśliwy?- uśmiechnął się do swoich myśli.
- Aha, rozumiem. Jesteś szczęśliwy, a ja nic nie wiem- wyczuł poirytowanie w głosie kumpla.
- Seba, nie denerwuj się. Chciałem na spokojnie parę spraw przemyśleć, a później wszystko bym ci powiedział.
- Co ty mi tu mydlisz oczy, gadaj!- krzyknął.
- W moim życiu pojawiły się dwie piękne kobiety- rzekł dumny z siebie, teatralnie wypinając pierś.
- Marek! Coś ty znowu zrobił? Już nie zależy ci na Ulce? A tak mi zarzekałeś, że kochasz ją…
- Seba, uspokój się- przerwał mu- To Ula i Agata.
- Czy ty wiesz, że poligamia w Polsce jest zakazana?- spytał będąc w szoku.
- Czy ty sobie żartujesz, czy mówisz na poważnie?- zadał pytanie retoryczne- Agatka jest moją córką.
- Stary, nic nie mówiłeś? Ale zaraz, Ulka dopiero co wróciła, zresztą nie mieliście zbyt dobrych kontaktów, no to jak?- był zszokowany.
- Noc w Spa jakieś pięć lat temu, mówi ci to coś?- zapytał lekko zirytowany.
- To wtedy?
- No tak- chciał zmienić temat. Po chwili milczenia odparł- Seba masz może teraz czas, by się spotkać?
- No mam, jestem w domu i trochę się nudzę. Co, klub? Zamawiam 69.
- Nie, spotkajmy się w kawiarni koło twojego mieszkania. Mamy do pogadania.



- Ula, mamy problem. Musimy wyjechać do Paryża. Mają tam jakiś problem z pokazem, w którym także pokazana jest nasza kolekcja.
- Paryż? To nie jest problem. Mogę jechać już jutro- powiedziała butnie.
- Właściwie to lot jest jutro- zaśmiali się. Tylko nie wiem co z Agatką.
- Agatka zostanie z moim tatą- zdecydowała- Jakby co Betti i Jasiek mu pomogą.


Wtuliła się w niego. Nigdy nie leciała samolotem. Bardzo się bała, zwłaszcza, że miała lęk wysokości. Czuł się dumny. Jego ukochana ufa mu, bezgranicznie mu ufa. Czuł się odpowiedzialny za nią. W końcu był podporą i opiekunem rodziny, która już nieoficjalnie powstała pięć lat temu.  Głową rodziny.

Spacerowali wzdłuż Sekwany. Był wieczór. Wcześniej zameldowali się w hotelu, poszli zwiedzać miasto zakochanych. Chodzili przytuleni do siebie. Biła od nich miłość. Przechodnie albo uśmiechali się do niech, podzielając ich szczęście, albo zazdrościli i rzucali złośliwe spojrzenia.
- Marek- ciszę przerwał głos Uli- o której mamy spotkanie z firmą „Delta”?- zatrzymał się i spojrzał na nią.
- Tak się składa, że nie mamy żadnego spotkania- zaczął mówić niepewnym głosem.
- Czyli nie przyjechaliśmy dla interesów?- zapytała nie rozumiejąc.
- Nie, to jest podróż tylko dla nas- uśmiechnął się szelmowsko, kiedy wracała do niego pewność siebie.
- Dziękuję ci- pocałowała go w policzek- Chyba wiedziałeś jak bardzo chcę zobaczyć Paryż.
- Czekam na nagrodę w hotelu- na jego twarz wkradł się figlarny uśmieszek.

Na następny dzień zostawili sobie wieżę Eiffla. Byli zbyt zmęczeni, aby wspinać się jeszcze pierwszego dnia. Marek zdecydował, że pójdą wieczorem, ponieważ wtedy wieża jest podświetlana i jest mniej ludzi. Okazało się, że miał rację. Na początku Ula się bała. Jej lęk wysokości paraliżował ją, ale Marek dzielnie wpierał. Byli już na samej górze.
- Wow, widok powala- z zachwytem spojrzała przed siebie.
- Racja, pięknie jest- przyglądał się jej twarzy.  Jest taka piękna z profilu-pomyślał. Poczuła jego wzrok i odwróciła głowę w jego stronę. Uśmiechnął się nerwowo. Był spięty. Wyczuła to.
- Co się dzieje?- spytała z troską- Chyba nie masz lęku wysokości?- zaśmiała się. Oczywiście wiedziała, że nie ma, ale chciała rozładować napięcie.
- Nie oczywiście, że nie- przerwał na chwilę- Ula, kochanie- w  tym momencie uklęknął i wyciągnął pierścionek- kiedy spałaś w samolocie układałem w głowie swoją przemowę, ale zupełnie zapomniałem. Cóż, idę na żywioł. Jeśli mi się nie uda, możesz mnie zrzucić z wieży- zaśmiał się. Patrzyła na niego, a w oczach miała łzy- Kochanie, jesteś moim całym światem, ty i Agatka. Wiem jak bardzo cię skrzywdziłem- z jej oczu popłynęły łzy. Nie przejmował się, bo wiedział, że to łzy szczęścia- ale kocham cię tak bardzo, że boli. Kocham cię i nie potrafię bez ciebie żyć. Jesteś moim powietrzem. Pozwól mi być z tobą do końca naszych dni jako mąż i żona. Czy wyjdziesz za mnie?- zapomniała języka. Nie potrafiła ułożyć choć jednego słowa. Kiwnęła głową. Marek szybko wstał, założył pierścionek z malutkim niebieskim oczkiem i czule pocałował. Wokół nich rozległy się brawa. Nie interesowali się światem. Byli tylko oni.  Narzeczona i narzeczony.


KONIEC!