UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC
- Witaj Marek – powiedziała wchodząc do sali widzeń.
- Uleńka – szepnął radośnie podnosząc się z krzesła. Podszedł do
niej i pocałował ją w usta. – Pragnę cię. – Wyszeptał jej do ucha. Uśmiechnęła
się i podeszła do strażnika. Wcisnęła mu w dłoń plik banknotów. Skinął
delikatnie głową i wyszedł z pomieszczenia.
Strażnicy za drobną łapówkę, pozwalali im na chwile intymności. Nie był
to ich pierwszy raz. Ona bardzo go pragnęła, zresztą on ją też. Po wyjściu
pracownika służby więziennej, przygarnął ją do siebie i namiętnie pocałował ją
w usta. Ich pieszczoty stawały się coraz żarliwsze i intensywniejsze. Chwycił
ją za rękę i pociągnął w stronę stolika, na którym ją usadził. Podwinął jej
spódniczkę i połączył ich w jedno ciało…
Po namiętnym poranku, pojechała do F&D. Umówiła się z
Violettą na kawę w czasie lunchu. Szła właśnie firmowym korytarzem, gdy
usłyszała rozmowę dwójki osób. Kobiety i mężczyzny.
- Mój plan się powiódł sorella – powiedział mężczyzna. – I
jeszcze Mareczek siedzi w więzieniu.
- Udało nam się upiec, dwie pieczenie na jednym ogniu – odpowiedziała kobieta. – Najbardziej jednak cieszę się, że udało nam się
rozwiązać twoje problemy.
- Może pójdę do Krzysztofa i porozmawiam z nim o zmianie
prezesa – roześmiał się chytrze.
- Teraz, kiedy Marek jest w areszcie, nie masz już
przeszkód, aby objąć to stanowisko.
Zobaczyła, że rodzeństwo wychodzi z firmowej kuchni, więc
szybko odeszła. Nie chciała, aby ją zobaczyli. Mogliby wtedy zatrzeć ślady.
Wiedziała już kto jest winny, ale nadal nie miała żadnych dowodów. Zastanawiała
się jak i skąd je zdobyć. Nagle przypomniał jej się Sebastian Olszański,
przyjaciel jej ukochanego. Nie czekając, poszła do jego gabinetu. Zapukała do
drzwi i po zaproszeniu, weszła do środka.
- Dzień dobry panie Olszański – przywitała się oficjalnie.
- Pani Schultz, dzień dobry – odpowiedział zaskoczony jej
wizytą. – Co panią do mnie sprowadza? – Zapytał.
- Rodzeństwo Febo wyprowadziło z firmy pieniądze, a winą
obciążyli Marka – powiedziała wprost. – Potrzebuje dowodów, a pan mi pomoże je
zdobyć – był zaskoczony rewelacjami przedstawionymi przez Ulę. Co prawda,
Marek i Febo nie przepadali za sobą, ale nigdy nie podejrzewałby ich o
kradzież.
- No dobrze, ale jak? – Zapytał bezradnie rozkładając ręce.
- Musimy przeszukać ich gabinety, tak żeby nikt się nie
dowiedział.
- Ale tutaj jest pełno ludzi – powiedział sceptycznie i zamyślił
się na chwilę. – Chyba, że w nocy – uśmiechnął się dumny ze swojego pomysłu. –
Wtedy, w firmie jest tylko pan Władek, ale on nam pomoże. Zawsze z Markiem
dobrze się dogadywali – zapewnił. Gdy skończyli rozmawiać, chciał odprowadzić
ją do Violetty, aby nie błądziła. Idąc korytarzem, zderzyła się ramieniem z
niskim mężczyzną.
- Jak osoba chodzi? – Krzyknął. – Co osoba ślepa jest i nie
widzi? – Omiótł jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. – Kim osoba jest? – Zapytał
już spokojniej.
- Pshemko, - wtrącił się Sebastian – to jest obrońca
Marka – wyjaśnił.
- Dlaczego osoba do mnie nie przyszła? – Znów się
zdenerwował, jednak szybko zrewidował swoje stanowisko. – Napije się osoba ze
mną czekoladki? – Zanim zdążyła coś odpowiedzieć, dodał – nie chcę słyszeć
odmowy.
- Będzie mi bardzo miło – uśmiechnęła się delikatnie i
ruszyła z projektantem do jego pracowni. Gdy zajęli miejsca w czerwonych
fotelach, mistrz zapytał – jak ci na imię dziecko?
- Nazywam się Urszula Schultz – odpowiedziała grzecznie. Rozmawiała z mistrzem o mało istotnych
rzeczach, bardzo polubiła tego dziwaka. Miała wrażenie, że chyba on również poczuł do niej sympatię. Nie zwracał się już do niej ‘osobo’ , lecz ‘Urszulo’,
wprowadzając tym samym główną krawcową w zaskoczenie. Proponował jej zmianę wyglądu, ale odmówiła.
Nie miała na to pieniędzy. Mimo, że jej wygląd nie przeszkadzał Markowi,
wiedziała, że musi się zmienić, bo nie chciała przynosić mu wstydu, a poza tym,
sama źle by się czuła. On piękny, przystojny, a ona brzydka i nieporadna. Po
wymuszonym zapewnieniu, że wkrótce go odwiedzi, wyszła z pracowni i udała się
na kawę z Violettą. Wtajemniczyła blondynkę w całą sprawę. Wiedziała, że panna
Kubasińska nie potrafi utrzymać języka za zębami, więc zagroziła jej, że jeśli
piśnie choćby jedno słówko, zamknie ją do więzienia na dwadzieścia pięć długich
lat. Przerażona kobieta przysięgła na swoich rodziców, dochować tajemnicy.
Gdy było już ciemno, wszyscy zebrali się przed wejściem do
firmy. Gdy weszli do środka, uprzedzony wcześniej ochroniarz, zablokował drzwi
wejściowe i wsiadł z nimi do windy.
- Mam nadzieję, że mnie za to nie wywalą – powiedział jadąc
na piąte piętro.
- Spokojnie, - roześmiał się Olszański – państwo Dobrzańscy
na pewno nie będą mieli nam tego za złe.
- Załóżcie to, – powiedziała Ula podając im lateksowe
rękawice. Widząc ich zdezorientowane miny wyjaśniła – na dowodach nie może być naszych odcisków palców.
Na pierwszy ogień poszedł gabinet panny Febo. Władek dzięki kompletowi
kluczy, bez trudu otworzył przed nimi drzwi. Przeszukiwali każdy zakamarek
gabinetu, niestety bez rezultatów. Gdy mieli już wychodzić, Kubasińska zajrzała
pod masywny regał.
- Tu coś jest! – Krzyknęła i sięgnęła po tajemniczy
przedmiot. – Mam! – Powiedziała uradowana, gdy wyciągnęła spod regału gruby
brulion. Zaczęła go kartkować. – Zaraz – powiedziała zaskoczona jego
zawartością. – Albo mam duże drzwi, albo cały zeszyt zapisany jest podpisami
Marka.
- Udało się – wykrzyknęła entuzjastycznie Schultz. Udało im się znaleźć pierwszy dowód, potwierdzający niewinność Dobrzańskiego. – Teraz nam
się nie wywinie. – Zwróciła się do Violi – odłóż go na miejsce.
- Dlaczego? Nie zabieramy go? Musimy dostarczyć ten dowód do
prokuratury – dopytywał dyrektor HR ‘u.
- Artykuł sto sześćdziesiąty ósmy kodeksu postępowania karnego
mówi, że dowody przestępstwa zdobyte nielegalnie, nie mogą być dowodem w
sądzie – wyjaśniła. – Poprosi pan jakąś kobietę z firmy sprzątającej, żeby
poszła do prokuratora i zeznała, że znalazła coś takiego podczas
sprzątania. Prokurator wówczas wystawi nakaz przeszukania. – Sebastian roześmiał
się.
- Nie wiedziałem, że pani jest taka przebiegła – mówił śmiejąc
się.
- Proszę mówić mi po imieniu, Ula
- Proszę mówić mi po imieniu, Ula
- Sebastian – podała mu dłoń, którą następnie ucałował.
- Taka moja praca. – Nawiązała do tematu.
- Taka moja praca. – Nawiązała do tematu.
Następnym gabinetem, który odwiedzili, był gabinet
księgowości. Uważnie przeglądają wszystkie segregatory. Na jednej z półek, zupełnie
z tyłu, Olszański natknął się na białą, cienką teczkę. Początkowo sądził, że jest
pusta, ale po jej otwarciu okazało się, że zawiera kopię umowy z firmą „Sukces”.
Ula skserowała dokumenty, a teczkę odłożyła na miejsce. Ostatnim punktem tej nocy
był gabinet dyrektora finansowego. Przeszukując pomieszczenie, byli bardzo
dokładni, nie mogli nic przeoczyć. Ula pociągnęła za szufladę biurka, ale była zamknięta
na klucz. Była zawiedziona, bo mogło być tam coś istotnego. Kilka minut
później, Władek znalazł klucz podklejony od spodu, na taśmę do szuflady.
Sprawdzili czy znaleziony klucz pasuje do zamka, ku ich uciesze, zamek ustąpił.
To co tam znaleźli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Znaleźli dwa fałszywe
dowody osobiste, dokumenty z rejestracji firmy, katalog maszyn szwalniczych z
pozaznaczanymi zakreślaczem tymi fikcyjnie zakupionymi przez F&D, druki
przelewów i faktur, a także pieczątkę prezesa. Ula zrobiła wszystkiemu zdjęcie
tabletem i odłożyła na miejsce. Wręczyła kopie dokumentów Olszańskiemu, który
następnego dnia miał iść do prokuratury ze sprzątaczką. Miał powiedzieć prokuratorowi, że podejrzewa, że w gabinecie Febo mogą znaleźć
się owe przedmioty.
Następnego dnia, zeznania złożył Sebastian wraz z
zaprzyjaźnioną sprzątaczką, panią Wiesią. Prokurator szybko uzyskał sądowy
nakaz przeszukania. Kilka godzin później do gabinetów weszli policyjni technicy
i przeszukiwali dokładnie pomieszczania. Znaleźli wszystkie dowody obciążające
Febo. Aleks wraz z Pauliną trafili do aresztu śledczego. Materiał dowodowy
został poddany analizie, a gdy jego wyniki przyszły, Dobrzański został
wypuszczony na wolność. Ula nie mogła być wtedy przed aresztem, bo miała sprawę
w sądzie. Gdy tylko skończyła, pojechała na Lwowską, wszedłszy do sekretariatu,
przez uchylone drzwi usłyszała rozmowę Sebastiana i Marka.
- Będę musiał się jej jakoś pozbyć – mówił prezes. – Ona wierzy
w to, że ją kocham – roześmiał się.
- Dlaczego namąciłeś jej w głowie? – Zapytał Olszański.
- Stary, ona doskonale zaspokajała moje potrzeby, – odpowiedział mu cynicznie – ale na tym koniec. Chyba nie wyobrażasz sobie, że mógłbym być z
takim czymś jak ona.
- Jesteś podły – skomentował dyrektor. – Ona wiele
ryzykowała, aby cię stamtąd wyciągnąć, a ty zrobiłeś jej takie świństwo.
Nie chciała już nic więcej słyszeć. Zrobiło jej się słabo i ciemno przed oczyma. To co usłyszała, ścięło ją z nóg. Przytrzymała się biurka, aby utrzymać równowagę i nie upaść. Wzięła głęboki oddech. Ledwo hamowała łzy. Schultz, popłaczesz sobie w domu. Teraz głowa do góry i udawaj, że wszystko gra.
Nie chciała już nic więcej słyszeć. Zrobiło jej się słabo i ciemno przed oczyma. To co usłyszała, ścięło ją z nóg. Przytrzymała się biurka, aby utrzymać równowagę i nie upaść. Wzięła głęboki oddech. Ledwo hamowała łzy. Schultz, popłaczesz sobie w domu. Teraz głowa do góry i udawaj, że wszystko gra.







