niedziela, 12 kwietnia 2015

"Silna i delikatna" część 7


Ta noc była spełnieniem marzeń obojga. Spragnieni siebie, spragnieni miłości zatracali się w sobie nawzajem. Pocałunkom nie było końca, ich złączone ciała tańczyły nieprzerwany taniec miłości. Marek całował każdy centymetr jej ciała wyznaczając ustami nowe szlaki. Ta noc była inna. Szalona i ekscytująca! Spełniali swe najskrytsze pragnienia i fantazje bez cienia zażenowania. Ula już wiedziała jak smakuje miłość Marka. Gdzieś zniknęła skromna Ula, ta nowa pragnęła więcej i więcej. Rozłąka uświadomiła im jak wiele jeszcze mają sobie do zaoferowania. Czułym szeptom nie było końca i tylko księżyc to słyszał i widział blednąc z zazdrości.

Marek podjechał szczęśliwy pod dom Uli. Uśmiechał się do siebie na wspomnienie trzech dni spędzonych nad morzem, no może nie do końca. Tak naprawdę to kochali się całymi dniami robiąc czasem przerwę na posiłek. A kto tam chciał oglądać morze, gdy miał tak piękną istotę w swoich ramionach. Wysiadł z samochodu i czekał.
Ula widziała go przez okno i aż zarumieniła się z radości. Zabrała torebkę z poręczy krzesła i wolnym krokiem wyszła przed dom. Jego uśmiech był najpiękniejszym powitaniem. Wyciągnął do niej ręce a ona biegnąc wpadła mu w ramiona. Podniósł ją i zatoczył koło.
-A skąd ta radość panie prezesie?- śmiała się Ula.
-Przecież widziałeś mnie wczoraj wieczorem, czy tak bardzo tęskniłeś?- dodała.
Pocałował ją delikatnie, przedłużał ten pocałunek, ale w końcu wyrwała mu się. Zrobił minę nadąsanego dziecka.
-Oj, to było już tak dawno. Tęskniłem-zaśmiał się.
-Jedziemy?- spytała, a jej twarz przybrała poważny wyraz.
-Jedziemy.- postanowił.- Rozchmurz się, nic ci się tam nie stanie, kiedy jesteś ze mną.
-Ale Paulina- szepnęła przerażona Ula.
-Ula, mówiłem ci, że Paulina wie o wszystkim.
-No właśnie, boję się jej reakcji.
-Nie pozwolę by cię skrzywdziła-powiedział Marek trzymając ją za ramiona.
-Nigdy na to nie pozwolę.- dodał.
Wsiedli do samochodu. Milczeli oboje. Ula pełna obaw, Marek szykujący się do bitwy, bitwy o ukochaną.


Władek przywitał Ulę tak szczerym uśmiechem, że dodał jej tym otuchy. Musi być silna. Wsiedli z Markiem do windy. Z każdym piętrem denerwowała się coraz bardziej .Winda stanęła. Marek widział jej przerażenie.
-Chodź piękna-powiedział i wziął ją za rękę.
Drzwi rozsunęły się z szelestem i nagle spojrzenia wszystkich stojących w recepcji osób skierowały się na nich. Marek dumny poprowadził zdenerwowaną Ulę do biura.
-Cześć Mmm…a..rek-na widok Marka trzymającego Ulę za rękę Viola zaczęła się jąkać
-Cześć Viola.
-Kochanie?-powiedział do Uli, wzrokiem pytając co się z nią dzieje.
Ula była odrętwiała, stała jak marmur widząc zaszokowaną Violę.
Marek delikatnie pociągnął ją za rękę i weszli do jego biura. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły przytulił ją mocno.
-Widzisz, nie było tak strasznie.
-Jak dla kogo-zdrętwiałymi ustami powiedziała Ula.
Marek zaczął nagle się śmiać.
-Ale mieli miny-rechotał.
Ula spojrzała na niego nieprzytomnie, jeszcze była w szoku
-Dlaczego trzymałeś mnie za rękę, po to by wszyscy to widzieli?- spytała z wyzrutem w głosie.
-Ula, zrobiłem to dlatego, ponieważ cię kocham głuptasie.- roześmiał się jeszcze głośniej.
Pocałował ją w usta i dał prztyczka w nos.
-Chciałem też dodać ci odwagi.
-To ci się udało-uśmiechnęła się delikatnie.
-Czy ty wiesz, że już bardzo dawno cię nie całowałem. Chyba czas sprawdzić jaki mają smak te smutne usta.- jego oczy pytały o pozwolenie.
Nie miała nic przeciwko. Jego pocałunki sprawiały, że żyła. Wpił się namiętnie w jej usta. Jego ramiona oplatały ją ściśle. Całował ją coraz mocniej, namiętniej, a żar zaczął ogarniać jej ciało. Usłyszeli jakiś hałas. Marek niechętnie przerwał pocałunek i odwrócił głowę w jego kierunku. W drzwiach stanęła Paulina. 
Tak przerażonej Uli jeszcze Marek nigdy nie widział. Kiedy spojrzał na Paulinę, ta z ogromną pogardą mierzyła ją. Instynktownie zasłonił Ulę własną osobą i spokojnym głosem zapytał:
-Masz do mnie sprawę?
Paulina spojrzała na niego z wściekłością w oczach.
-A jaką mogę mieć sprawę, gdy widzę jak mój narzeczony obściskuje się z czymś takim!
-Paulina, uważaj na słowa!-wrzasnął.
-Jakim prawem obrażasz Ulę?- był wściekły i dał jej to jasno do zrozumienia.
-Prawem zdradzonej narzeczonej- Paulina wrzeszczała zapominając jak poniżająco jej zachowanie widziano by w ich sferach.
-Jakie prawo, Paulina?! Wyjaśniłem ci chyba wystarczająco jasno co czuję do Uli!Paulina nas już nie ma! Rozumiesz!!!-wrzeszczał jak opętany. Ich krzyki było słychać w całej firmie.
-Ty naprawdę oszalałeś, już tyle czasu toleruję twoje wybryki i widzę ze masz coraz gorszy gust!
-Paulina, ostrzegam cię licz się ze słowami!
Ula rozpłakała się. Była nikim, tak jak mówiła Paulina.Zdała sobie sprawę, że bajka kiedyś się kończy i może nadszedł ten moment.
-Ja…muszę już iść-powiedziała cichutko jąkając się.
W chwili gdy zamierzała wyjść Marek złapał ją za rękę.
-Nie…Ula, ty zostajesz.To mój gabinet i ty zostaniesz a ona-  wskazał palcem na Paulinę- powinna cię przeprosić.
-Chyba żartujesz!- zapiszczała wściekle Paulina.
-Nigdy!!!-krzyknęła i z trzaskiem zamknęła drzwi dając upust swojej wściekłości.
Ula płakała cichutko w ramionach Marka, a on aż gotował się z wściekłości.
-Jak ona mogła tak o tobie mówić?- słychać było w jego głosie poruszenie.
-Miała rację Marek-wyszeptała Ula.
-Jaką rację? Jesteś najwspanialszą istotą jaką znam. Szczerą ,ciepłą i bardzo inteligentną. Dopiero teraz zrozumiałam, że Paulina jest zimną, dbająca tylko o pozory osobą.
Wziął jej twarz w swoje dłonie i z wielką czułością powiedział:
-Ula jesteś najwspanialszą istotą jaką znam. Nie pozwolę cię obrażać i ranić.
Zbyt długo byłem ślepy. Paulina,zaręczyny, ślub wszystko było zaplanowane i miało odpowiadać wspaniałemu planowi Pauliny. Ale zabrakło w tym najważniejszego-uczuć! Może tkwiłbym w tym do końca, ożeniłbym się z nią i zdradzał z kolejnymi kobietami,ale pojawiłaś się ty. Przy tobie poczułem wstyd za własne zachowanie. Zobaczyłem różnice. Ty byłaś zawsze gdy cię potrzebowałem i nie musiałem o to prosić.Po prostu byłaś. A moja narzeczona w chwilach gdy jej potrzebowałem odtrącała mnie każąc radzić sobie samemu.To przez twoje ciepło którym mnie otoczyłaś zobaczyłem oziębłość Pauli. To były kontrasty Ula. Więc, powiedz mi jak ona mogłaby mieć rację jeśli tylko z tobą mogę być szczęśliwy.
Twarz Uli zmieniała się jak w kalejdoskopie,to bladła to rumieniła się na przemian.Jego słowa zapadły jej głęboko w serce.
-Czy to może być prawda, że dałam mu szczęście?-myślała.
-Czy nie będzie tego żałował, co powiedzą jego rodzice? Czy mnie zaakceptują?- zastanawiała się.
A jeśli nadejdzie dzień ,w którym on zrozumie, że zmarnował sobie życie przeze mnie?
Uczucia i wątpliwości toczyły w niej walkę o to jak powinna postąpić.Marek nie wiedział jaką ona toczy wewnętrzną walkę.
-Ula czy teraz rozumiesz?-spytał.
Nie wiedziała o co mu chodzi wyrwana nagle z rozmyślań.
-Tak -odpowiedziała nie do końca wiedząc z czym się zgadza.
Przytulił ją i pocałował jej włosy chłonąc słodki ich zapach. Sam bał się konfrontacji z Pauliną lecz w chwili gdy ta obraziła Ulę, coś w nim pękło. Ogarnęła go tak wielka wściekłość. Ich związek był kpiną. On jej nie kochał a ona jego. Wszystko było na pokaz, wszystko. Nawet udawane uczucia. Modelki pojawiły się, by zagłuszyć tęsknotę za czymś nieznanym. Teraz już wiedział .Brakowało mu miłości,chciał czuć się naprawdę kochanym. I teraz to znalazł.
-A może obejrzymy twoje biuro?-zapytał Ulę.
Ocknęła się z odrętwienia.
-Tak,to dobry pomysł-powiedziała.
-Zaczekaj chwilę,mam coś dla ciebie.
Pobiegł do biurka by za chwilę wrócić z czymś ukrytym za plecami.
Podał Uli śliczne pudełko.
-To na nowy początek pani dyrektor-pocałował ją w nosek.
Ula szybko rozpakowała pudełko i zajrzała do środka.
-Krówy!!-krzyknęła uradowana piszcząc jak małe dziecko. Marka ta reakcja bardzo rozczuliła.
-Jest tam coś jeszcze,sprawdź dokładnie.- odrzekł z prowokującym uśmiechem.
Ula poszperała w sporej stertce ulubionych krówek i namacała pudełeczko.Otworzyła je i oniemiała. Błyszczał tam prześliczny pierścionek zaręczynowy. Spojrzała zaskoczona. Miała otwarte z wrażenia usta.
-A to na nasz nowy początek kochanie-zamknął jej usta bar
dzo długim pocałunkiem.

sobota, 11 kwietnia 2015

"Feministka" część 1

UWAGA!
W OPOWIADANIU MOGĄ POJAWIĆ SIĘ TREŚCI DLA DOROSŁYCH.
ALKOHOL, SEKS, NARKOTYKI, WULGARYZMY, PRZEMOC



Piękna studentka finansów i rachunkowości była na ostatnim roku studiów. Jej matka zmarła, gdy była w klasie maturalnej, a teraz jej ojciec podupadł na zdrowiu. Potrzebowała szybko i dużej gotówki na jego operację. Kilka jej znajomych podpowiedziało jej, aby zajęła się sponsoringiem. Wiedziała na pewno, że nigdy nie pójdzie z facetem do łóżka za pieniądze, to kłóciłoby się z jej światopoglądem. Była feministką i walczyła o równość kobiet z mężczyznami. Drażniła ją każda forma wywyższania mężczyzn. Większość z nich uważała za samców, myślących fiutem o własnym zaspokojeniu i przyjemności. Nie rozumiała dlaczego mężczyzna zarabia więcej niż kobieta na tym samym stanowisku, albo dlaczego kiedyś kobiety  podczas składnia przysięgi małżeńskiej, musiały ślubować posłuszeństwo swojemu mężowi. Pewnego dnia koleżanka namówiła ją, aby spróbowały swoich sił w modeling ‘u. Nie była przekonana co do tego pomysłu, nie chciała być małpą w cyrku, paradującymi przed mężczyznami, nie patrzącymi na ubrania, ale na jej cycki i pupę. Z drugiej jednak strony nie miała potrzebnych pieniędzy dla ojca. Kilka dni później wybrały się na casting, obie były piękne, zgrabne i idealne pod względem wymiarów i wagi. Dlatego też bez najmniejszych problemów dołączyły do ‘oferty agencji’. Zrobiono im profesjonale sesje zdjęciowe , które umieszczono w katalogu firmy, teraz pozostało im tylko czekać na ewentualne zlecenia. Traktowały modeling  jako dodatkowe źródło dochodów, dobre do podczas studiów.  Po zakończeniu edukacji, żadna z nich nie planowała bawić się w to dalej. Pewnego dnia zadzwoniła do nich agentka z informacją, że dom mody Febo & Dobrzański Fashion organizuje casting do kolekcji wiosennej i że ma stawić się w siedzibie firmy następnego dnia o dziesiątej. Słyszała już wcześniej o tej firmie, wiedziała że szyją ekskluzywne ubrania, których ceny są horrendalnie wysokie.

- Trochę się boję.  -  Jęknęła Natalia.
- Czego? – Zapytała zdziwiona Ula. Nigdy nie usłyszała takich słów z ust koleżanki, obie były odważne, przebojowe i co najważniejsze obie były feministkami.
- Słyszałam, że prezes to pies na baby i że u niego karierę robi się przez łóżko. – Ula zamyśliła się na chwilę, w jej głowie zaczął rodzić się pewien plan.
- Nie damy się! – Rzekła walecznie. – Pamiętaj, aby się z nim nie pieprzyć, bo stracisz szacunek do samej siebie.
- Masz rację. – Przyznała rację przyjaciółce i obie przybrały maskę obojętności. 
Po wejściu do siedziby firmy, zostały skierowane przez ochroniarza , do recepcji na piątym piętrze. Wysiadłszy z windy, serdecznym uśmiechem, przywitała ich młoda brunetka. Wypełniły, otrzymane od recepcjonistki formularze i zgodnie z instrukcją kobiety, poszły do pracowni mistrza. Idąc korytarzem usłyszały wrzaski, dochodzące z pomieszczenia projektanta. Modelki były znane z tego, że nie potrafiły chociaż chwili wytrzymać w ciszy, bez plotkowania lub kłótni. Stanęły w rogu Sali i czekały, aż zacznie się ten cały cyrk. Po chwili do pomieszczenia wszedł przystojny brunet. Rozejrzał się po sali, takim wzrokiem, jakby namierzał właśnie swoje ofiary. Cieplakówna szybko dokonała oceny delikwenta. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego i już chciało się jej śmieć.
- Ale pies na baby. – Szepnęła na ucho Natalii.
- Dlaczego? – Zapytała zdziwiona dziewczyna, bo nie wiedziała dlaczego taki wniosek wyciągnęła jej koleżanka.
- Spójrz na jego krocze, już ma wzwód. – Wypowiadając te słowa, ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do niej uśmiechem Casanovy z serii Premium, tylko dla wybranych. – I chyba myśli że będę jego kolejną ofiarą. – Uśmiechnęła się do niego pozornie nieśmiało. Musiała się wysilić, aby uśmiech wyglądał na niewymuszony.
Casting przebiegał bardzo sprawnie. Przez cały czas czuła na sobie spojrzenie Młodego Dobrzańskiego, wiedziała, że prezes ma wielką ochotę, aby dostać się do jej matek. Po zakończeniu i naradzie prezesa z mistrzem, Dobrzański wyczytał listę przyjętych modelek. Jako pierwszą wyczytał – Urszulę Cieplak. Po raz kolejny zebrało jej się na wybuch śmiechy, który skutecznie powstrzymała. I tym samy, potwierdziła się jej teoria, że większość mężczyzn, myśli rozporkiem, a nie mózgiem. ‘Im większa miseczka, tym większa miłość’ – pomyślała. Nie miała nic przeciwko facetom, ale drażniła ją ich powierzchowność. Nie chciała poniżać mężczyzn, pragnęła jedynie równości i nie traktowania kobiet przedmiotowo. Idąc korytarzem obok gabinetu prezesa, przez szybę , zobaczyły jak jedna z nieprzyjętych modelek, molestowała go swoim arbuzowym biustem, notabene, sztucznym.
- Spójrz. – Ula dyskretnie wskazała na okno. – Burdel na kółkach. – Kręciła głową z dezaprobatą.
- Modelki, nie mają godności. – Powiedziała z obrzydzeniem  Natalia.
- Nasz prezesik, chyba lubi na Hiszpana. – Zaśmiała się Ulka. -  Pewnie skończy jej na twarzy.
- Ulka! Błagam Cię! To jest ohydne. – Wykrzywiła się na samo wyobrażenie.
Mijały dni, Ula krążyła między uczelnią, a domem mody. Marek, nie zaproponował jej, jak na razie, nic konkretnego, ale wiedziała, że ma na nią niemałą ochotę. Tak prawdę mówiąc, była trochę zawiedziona, jego brakiem działa w stosunku do niej. Zdążył już bzyknąć  wszystkie modelki i myślał, że Ula o tym nie wie.  Junior był dla niej bardzo przychylny, udowodnił to tym, że wybrał ją twarzą kolekcji. Premiera kolekcji miała się odbyć w Londynie, podczas, tamtejszych targów mody.  Ula dzień wcześniej odebrała dyplom ukończenia uczelni i miała bardzo ważne spotkanie. Siedziała właśnie w swoim hotelowym pokoju, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Niechętnie wstała z łóżka i poszła otworzyć drzwi. Za nimi stał Dobrzański.
- Mogę wejść? –Spytał uśmiechając się czarująco.
- Myślałam, że się Ciebie nie doczekam. – Odwzajemniła uśmiech i wpuściła go do środka. Gdy tylko zamknęła drzwi przywarł ją do ściany i zaczął namiętnie całować. Na brzuchu poczuła jego męskość. Włożyła rękę do kieszeni i delikatnie go odepchnęła.
- Marek poczekaj, ja tak nie mogę.
- Ciiii, Uleńka. – Powiedział uspokajająco. – Zakochałem się w tobie gdy tylko cię zobaczyła. Chcę być z tobą, wziąć ślub i mieć gromadkę dzieci.
- A Paulina? – Starała się racjonalnie myśleć.
- Zerwę z nią jak tylko wrócimy do Polski, kocham cię. – Wyznał jej po raz kolejny miłość. Ula nie mogła już wytrzymać i wybuchła śmiechem, spojrzał na nią zdezorientowany. – Ja ci mówię, że cię kocham, a ty się śmiejesz ? – Zapytał z wyczuwalna nutką pretensji.
- Czy ty masz mnie za idiotkę? Wariatkę? Skurwiałą blondi? – Syknęła. – Może chcesz jeszcze spuścić mi się na twarz. – Wrzasnęła. – Nie jestem dziwką i nie będę się z tobą pierdolić. – Przeczesała nerwowo włosy. – Podobno mnie kochasz? – Zakpiła.- A przeleciałeś wszystkie modelki . Twoja miłość jest wielka, że aż serce Ci rozsadza? Czy może nie mieści Ci się w bokserkach. – Zironizowała.
- Jesteś bezczelna. Inna na twoim miejscu, na sam mój widok rozłożyłaby nogi. Głupia pizda. – Szybkim krokiem ruszył w stronę wyjścia i zatrzasnął za sobą drzwi.
Przed wyjściem na pokaz wysłała maila. Event przebiegał zgodnie z planem. Wyszła w finałowym momencie, widziała te pożądliwe spojrzenia zgromadzanych mężczyzn i wściekłe, tego jednego , któremu niedawno, dość dobitnie dała do zrozumienia, że nie ma ochoty na ostry, poniżający ją numerek.

Po pokazie podeszła do niej pewna kobieta.
- Dobry wieczór, nazywam się Eve Rowland – Taylor. – Mówiła płynną angielszczyzną.
- Dobry wieczór, jestem Urszula Cieplak. – Odpowiedziała uprzejmie.
- Chciałabym Ci zaproponować prace w mojej firmie jako modelka.
- Bardzo dziękuję za propozycję, ale nie jestem zainteresowana. Jestem ekonomistką. – Kobieta zamyśliła się na chwilę.
- W taki razie, proponuję ci, stanowisko księgowej na okresie próbnym.
- Bardzo dziękuję, ale muszę się zastanowić.
- Dobrze, zadzwoń do mnie, gdy podejmiesz decyzję. – Powiedziała wręczając jej wizytówkę.

Gdy wróciła do pokoju, sprawdziła skrzynkę. Miała w niej potwierdzenie przelewu od redaktora naczelnego „Wprost”  na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Chwyciła telefon, wybrała numer Eve i przyjęła jej propozycję. Stwierdziła, że praca w Londynie to bardzo dobry początek kariery.
Gdy Dobrzańscy i Febo wylądowali na Okęciu, czekał na nich tłum fotoreporterów.  Wszyscy byli przekonani, że to wynik udanej premiery nowej kolekcji. Szybko w ich ręce dotarł tygodnik „Wprost”, na którego okładce był młody Dobrzański. – „Ukryta prawda o dziwkarskim życiu Dobrzańskiego” . W środku czasopisma był dokładny, nieocenzurowany opis jego rozmowy z Ulą. W rogu załączona była informacja, że oryginalne nagranie, można odsłuchać na stronie gazety. Paulina przeczytawszy artykuł, wymierzyła mu siarczysty policzek, a od rodziców usłyszał tylko „Zawiodłeś nas synu”. Tak jego wymarzone i idealne w jego mniemaniu życie, rozsypało się jak zamek z piasku… 




wtorek, 7 kwietnia 2015

"Kocham Cię!"

Dzisiaj zamiast kolejnej części opowiadania, zapraszam na miniaturkę, która jest moją pierwszą pracą. Zapraszam do komentowania :) Andziok

 Jutro jest ten dzień. Dzień, w którym odbywa się premiera FD Gusto. A dziś? Dziś można płakać przez to, co się robiło przez wiele miesięcy. Tak nad własny losem użalała się pewna piękna brunetka. Leżała w łóżku, w swoim mieszkaniu w Warszawie. Była nią Ula Cieplak - zawodowo prezes z wieloma sukcesami na koncie, prywatnie - cóż, z tym gorzej. Był to wrak człowieka, który wiele razy został skrzywdzony. Najpierw Bartek, teraz Marek. A gdy już ten drugi się zmienił, ona bała się mu uwierzyć, no ale dlaczego? Przecież o tym wiedziała. To było widać, ze jemu zależało na niej. A i tak nie chciała usłyszeć od niego tych dwóch magicznych słów składających się z ośmiu liter. I co teraz??? Cieplak, przecież tego chciałaś, kretynko! Chciałaś żeby cię zostawił w spokoju. No to właśnie to zrobił. Jutro wyjeżdża i to z kim!! Kurde blaszka, z Paulą. Dlaczego głupia go odrzucałaś? Teraz za to płać. Rozmyślenia Uli przerwał dzwonek do drzwi. Zwlekła się z łóżka, na którym porozrzucane były ich zdjęcia. Te zdjęcia z sesji nad Wisłą. Nad ich Wisłą. Była cała rozmazana, ale nie dbała o to. Przecież nikt nie będzie jej w takim stanie widział. Podeszła do drzwi i je otworzyła. Zamarła. To był ON! Marek Dobrzański, który najpierw ją skrzywdził, a potem korzył się przed nią, by tylko na niego spojrzała. On tak jak ona przeszedł metamorfozę, ale on charakteru, a Ula zmieniła wygląd.
- Ula - powiedział to w ten charakterystyczny dla niego sposób.
- Co chciałeś?- zapytała ostro. Znów zbiła go z pantałyku.
- Teraz to mało ważne, bo ty Ulka...- przerwał i bardziej jej się przyglądał - Ulka, do cholery, ty płaczesz.
-A jeśli tak to co?
-Możesz mi powiedzieć dlaczego?
-Przez ciebie, znowu...dodała szybko ostrym tonem, zauważając jakieś dokumenty które trzymał Marek.
Cieplak idiotko. Niepotrzebnie robisz sobie nadzieję.
-Wejdź podpiszę te dokumenty i możesz się pakować do Mediolanu - dodała już łagodniej rozumiejąc, że to nie jego wina, że wyjeżdża.
Podeszli do aneksu kuchennego i Marek podał Uli papiery. Ona szybko je podpisała i oddała w ręce Dobrzańskiego.
-O której masz lot?? – zapytała tak od niechcenia.
-O 10 - dodał patrząc na nią uważnie smutnym wzrokiem.
-Zostań ze mną na noc, proszę- spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, jednak szybko dodała - zresztą o co ja cię proszę. Masz jutro samolot, musisz się spakować, wyspać i odlecieć. - kiedy   wypowiadała ostatnie słowa czuła rosnącą gulę w gardle. Odeszła do sypialni zostawiając Marka samego. On, widząc jej przygnębienie zdecydował ostatni raz zaryzykować i zostać u niej na noc. Zachowując pozory wyjścia z jej mieszkania podszedł do drzwi, otworzył je i po chwili zamknął. Został w mieszkaniu, ale Ula myślała, ze wyszedł. Po zatrzaśnięciu drzwi dziewczyna znów się rozpłakała. Marek wszystko słyszał, ale wiedział, ze Ula potrzebuje chwili samotności. Podszedł do sofy i chciał usiąść, ale zauważył różowy zeszyt leżący na stoliku. Chwilę zastanawiał się czy wziąć go do ręki. Wiedział, że to pamiętnik, że w nim Ula zapisuje swoje myśli. Jednak ciekawość wzięła górę i otworzył zeszyt na ostatniej stronie: 
Tego właśnie chciałam. Tak mi się wydaje. Wyjeżdża. A ja? Co ja zrobię bez Niego? Nie dam sobie rady. Nie będę z nikim, oprócz Marka. Nie można być z kimś, kogo się nie kocha. Dlatego właśnie zerwałam z Piotrem. Później byłam w szpitalu, kiedy dowiedziałam się o wypadku Marka. Jaka ja byłam głupia. Idiotko! Myślałaś, że jak co chwilę go odrzucałaś, to będzie przez całe życie się starał. A dlaczego go odrzucałaś? Bo bałaś się, że jak usłyszysz to, co w głębi serca chcesz usłyszeć pozwolisz jemu zbliżyć się, a potem… boisz się kolejnego cierpienia. Ale przecież wiesz, że się zmienił. Trudno, Marek kocham Cię, bądź szczęśliwy!
Dobrzański czytając to był w głębokim szoku. Po jego policzkach leciały łzy.  Kretynie, ona cię kocha. Tylko ta myśl dudniła w jego głowie. Po kilku minutach zdecydował się pójść do Uli. Wszedł do sypialni i rozejrzał się dookoła. Było przytulnie i ciepło. Tak jak Ula lubi. Podoba mi się.- Uśmiechnął się do siebie. Usiadł koło łóżka i zobaczył śpiącą dziewczynę. Zauważył, że poduszka jest cała mokra od łez. Zauważył ich zdjęcia porozrzucane po całej sypialni.

 Serce mu się krajało, kiedy rozumiał, że ona cierpi znowu przez niego. Marek obserwował jeszcze przez chwilę spokojnie śpiąca dziewczynę, po czym sam usnął siedząc na podłodze, a głowę trzymając na łóżku przy Uli. Rankiem Ula obudziła się pierwsza. Przetarła oczy i pierwsze co zobaczyła to Marka smacznie śpiącego. Nie pamiętała co się stało wieczorem, ale ucieszyła się, że go widzi.  W końcu i Marek się obudził. Zobaczył Ulę, która przyglądała mu się. Uśmiechnął się do niej, ukazując dołeczki.
- Kocham cię.- powiedział i spojrzał na nią uważnie.
Przez chwilę siedziała nieruchomo, była zaskoczona jego słowami.
- Ja też cię kocham. Wybacz mi proszę, wybacz, że byłam taka głupia.- jej słowa były dla niego miodem dla uszu.
-Kochanie…- zbliżył się do niej i dotknął jej włosów-…nie masz za co przepraszać to ja proszę o wybaczenie tych intryg.- spuścił wzrok.
-Ja ci już dawno wybaczyłam. Kocham Cię.
Swoje wyznania umocnili pocałunkami i szczęśliwi zaczęli zbierać się na premierę ich dziecka - FD Gusto. Prezentowali się cudownie. Ona piękna, on przystojny, oboje niesamowicie szczęśliwi.

piątek, 3 kwietnia 2015

"Silna i delikatna" część 6

Taka przedświąteczna niespodzianka :)Wesołych i bardzo jajecznych świąt, życzy Andziok

PS: czytając można słuchać



Paulina dopadła Marka w windzie.
-Czy łaskawie możesz mi wyjaśnić te brednie?!Jaka miłość, jakie zabójstwo? W co ty się znowu wplątałeś?
Jej wrzaski nie robiły na nim wrażenia.
-Kocham Ulę- powiedział to z wielkim spokojem patrząc jej perfidnie w oczy.
-Jaką Ulę?- wrzeszczała coraz głośniej.
-Moją Ulę-powiedział to z uśmiechem.
-Tę Cieplak, zwariowałeś?- już nie mogła nad sobą panować.
-Tak, właśnie Ulę Cieplak, to ją kocham.- spokojnie odpowiadał na każde pytanie kobiety.
-O ironio!- wykrzywiła się Paulina.
-Znosiłam już wiele, ale tego nie mam zamiaru ci wybaczać- dodała.
-Ale ja cię o to nie proszę, to ją muszę błagać, by do mnie wróciła.
Paulina była zdezorientowana. Nic z tego nie rozumiała, czy to głupi żart?
Marek wziął Paulinę za rękę i powiedział.
-Kocham ją i nic tego nie zmieni. Chciałbym ci powiedzieć, że mi przykro ale to nie prawda. Czuję ulgę, że to z siebie wyrzuciłem. Żegnaj.
-Pożałujesz tego!- syczała Paula.

Poczuł ulgę, skończył już stare sprawy, które powinien już dawno temu zakończyć. Jeszcze nie wiedział co dalej zrobi, wiedział tylko jedno. Musi odszukać Ulę.


Fale uderzały o brzeg, tworząc sznury piany. Ula zasłoniła oczy, by spojrzeć w dal. Słońce raziło ją. Była już tam tydzień. Całe siedem dni bez Marka. Ale w głowie cały czas myślała o nim. Spacery nie dawały ukojenia. Jak mogła zapomnieć, gdy wciąż nie potrafiła przestać kochać. Kopnęła nogą muszelkę i pomyślała, że jest jak ona, taka pusta i odtrącona. Nie miała do niego żalu. Sama była sobie winna. Głupia, naiwna Ulka! Jak mogła myśleć, że może się równać z Pauliną. Kobietą piękną, z klasą. Mewy krzyczały nad jej głową, jej serce też krzyczało. Nic nie dawało jej ukojenia. Spojrzała przed siebie. Ujrzała jakąś postać. W jej oczach stanęły łzy, przez maleńką chwilę myślała ze to On. Szła ze spuszczoną głową, samotna, tak bardzo samotna.
-Ula!- ktoś zaczął ją wołać.
Usłyszała głos, który sprawił, że jej serce mocniej zabiło. Dlaczego wciąż go słyszę?-pytała samą siebie.
-Ula!-usłyszała ponownie.
Podniosła głowę, Marek stał na przeciwko. Pomachała głowa i zamknęła oczy, myśląc że to zwidy.
-Ula-jego dłoń pogładziła jej policzek.
-Szukałem ciebie tak długo… Ala powiedziała mi gdzie jesteś, tak bardzo tęskniłem.
Płakała, nie potrafiła odtrącić jego ręki. Pragnęła jego ciepła, bliskości.
-Przytul mnie-wyszeptała. Stalowe oczy Marka stawały się coraz większe.
Był przygotowany na to, że będzie musiał stoczyć wojnę by ją przekonać, a ona jak zwykle nieprzewidywalna, wtuliła się w niego. Objął ją bardzo mocno, tak jakby bał się, że mu zniknie. Całował jej włosy, czoło, twarz. Po omacku szukał jej ust i gdy je już znalazł nie mógł przestać ja całować.

Wiatr szarpał włosy, nacierał na nich i uderzał zimnym podmuchem, lecz oni nie zwracali na to uwagi. Wtuleni patrzyli na siebie chłonąc każdy szczegół, tak jakby poznawali się na nowo. Mewy szybowały nad ich głowami i głośnym krzykiem oznajmiały swą obecność.



Kiedy już znaleźli się w hotelowym pokoju Uli, Marek posadził ją na łóżku. Ukląkł przed nią i położył głowę na jej kolanach.
-Myślałem że cię straciłem.- patrzył jej prosty w oczy.
Ula pogłaskała go po włosach i tak bardzo szczęśliwa upajała się tą chwilą.
-Ja tez tak myślałam- powiedziała cicho.
-Ula, ja wiem, że nie ma usprawiedliwienia dla mnie, tak naprawdę nie powinnaś mi wybaczyć .Nic mnie nie usprawiedliwia. To było głupie! Lecz uwierz mi, bardzo cię kocham. Może na początku to była tylko idiotyczna intryga, lecz z czasem zrozumiałem, że coś mnie do ciebie przyciąga. Ten cały plan stał się tylko pretekstem, tak tłumaczyłem sobie jak głupi mój pociąg do ciebie. Nie wiedziałem, że to miłość, nie potrafiłem jej rozpoznać. Coś się dziwnego działo ze mną i kiedy to wreszcie do mnie dotarło i kiedy chciałem ci wszystko wyznać tam w Spa zadzwonił telefon. Myślałem, że zdążę ci jeszcze wszystko wyjaśnić i wtedy usłyszałaś fragment mojej rozmowy z Sebą. Gdybyś dotrwała do końca usłyszałabyś moje wyznanie. Postanowiłem, że powiem mu o mojej miłości do ciebie i o tym, że ci wszystko wyznam. Szalałem z niepokoju gdy zniknęłaś. Dopadłem Alę i opowiedziałem jej wszystko. Widocznie mi uwierzyła bo podała mi miejsce gdzie się ukryłaś.
Ula słuchała tego milcząc, szczęście wracało wraz z jego słowami.
-Wierzę ci-powiedziała uśmiechając się coraz szerzej.
Usiadł obok niej szczęśliwy. Widziała jeszcze w jego oczach obawę. Bał się ze mu do końca nie wybaczyła, lecz ona wiedziała, że był z nią szczery. Pocałowała go czule w usta mamiąc i zachęcając .Była taka odważna, wstąpiła w nią chęć pokazania mu jak za nim tęskniła, jak go pragnie. Ugryzła go lekko w usta. Marek oniemiał, nie spodziewał się takiego zachowania ze strony Uli. Jego ciało odpowiedziało natychmiast na ten impuls, pragnął jej. Rozsunęła mu po woli krawat i zaczęła rozpinać koszulę. Patrzył na nią z tęsknotą w oczach.
-Jestem głodna- powiedziała.
Wybuchła śmiechem na widok jego miny.
-Jestem bardzo głodna.- dodała zmysłowo przegryzając dolną wargę i prowokująco patrząc mu w oczy.
Za oknami słońce dotknęło zenitu i zgasło.

środa, 1 kwietnia 2015

"Silna i delikatna" część 5

Ze specjalną dedykacją dla Angeli ;)

  Marek siedział w swoim samochodzie i patrzył tępo w sufit.
Tyle razy przeprowadzał tę samą rozmowę z Ulą, w swojej głowie i zawsze kończył słowem- Idiota!

Przez pierwszy tydzień, w każdą noc gnał samochodem do Rysiowa i patrzył w jej okno. Wyobrażał sobie, jak Ula układa się do snu. Widział jej włosy rozrzucone na poduszce, czuł jej zapach…taki słodki, delikatny jak ona. Nie mógł odjechać, był tak blisko niej. Teraz też tu był. Ocknął się z zamyślenia, gdy ktoś zastukał w okno.
-Panie Marku, co pan tu robi o tak późnej porze?- zapytał zdziwiony Józef.
-Już od kilku dni widzę tu pana samochód, Uli nie ma jeśli to do niej pan przyjechał.
-Jak to nie ma?-podskoczył Marek.
-No nie ma już od kilku dni, pojechała do znajomych .To nic panu nie powiedziała?-zdziwił się Józef.
-Nie- Marek spuścił głowę, by nie pokazać rozczarowania.
-A nie wie pan gdzie ci znajomi mieszkają?-spytał z nutką nadziei.
-Ula powiedziała, że wyjeżdża nad morze, bo musi odpocząć, ale dokładnie nie wiem. Dzwoni codziennie, więc jestem spokojny.
-W takim razie dobranoc panie Józefie. To ja pojadę już do domu.-odparł zrezygnowany.
-Dobranoc, ale swoją drogą to dziwne, że Ula panu nic nie powiedziała.
-Idiota! Skończony idiota ze mnie!!!!-pomyślał Marek.
-Jak mogłem sądzić, że ona mnie kocha-uderzył pięścią w kierownicę. To była jedna z wielu chwil zwątpienia.
Pojechał do biura, tylko tam czuł ukojenie. Każdy mebel mu ją przypominał, każdy kąt. Pana Władka już dawno przestało dziwić to, że widzi prezesa snującego się po firmie w nocy.
-Biedny facet-pomyślał obserwując Marka idącego do windy.

Nawet winda przypominała mu Ulę, przecież to właśnie tu powiedziała, że się w nim zakochała. Szybkim krokiem poszedł do gabinetu, ale przystanął na chwilę obok biurka, które dawnej było Uli. Zostały tu wszystkie jej rzeczy, nie zdążyła się jeszcze przenieść do biura Aleksa. Otworzył szufladę…krówki, tyle po niej pozostało. Wziął je jak talizman. Ona je tak uwielbia. Wrzucił je do kieszeni. Usiadł w fotelu i zaczął przeglądać szuflady szukając jej śladów. Zobaczył różowy zeszyt. Jej pamiętnik, ten sam, który jej kupił. Poczuł jej zapach. Przycisnął go mocno do siebie i przymknął oczy. Widział ją oczyma wyobraźni. Nie otworzył go, nie potrafił. Ruszył z nim do swego gabinetu, nalał sobie sporego drinka. Wypił go jednym haustem. Położył się na kanapie tuląc pamiętnik.
-Ula, moja Ula, gdzie ty jesteś?-jego zdławiony głos odbił się echem od ścian.
Po chwili wspomnień zapadł w sen.
Obudził go krzyk Uli, zerwał się, lecz jej nie było. To tylko koszmar. Nadal było ciemno, zapalił więc lampę. Spojrzał na pamiętnik. Wiedział, że nie powinien lecz jakaś siła pchała go, by chociaż spojrzeć na jej pismo. Otworzył go jakby to był drogocenny manuskrypt. Pachniał, aż mu dech zaparło, czuł tak jakby tu była. Otworzył na losowo wybranej stronie, przeczytał pierwszy wers: „Nie ma już Marka i Uli…osobno”
Rozpłakał się jak małe dziecko. Poruszyły go te słowa. Wrócił jednak do lektury.
Zaczął czytać dalej, a jego twarz była mieszaniną smutku i radości. Uśmiechał się, gdy opisywała każdy spędzony z nim dzień. Każda chwila razem była dla niej tak ważna, a on…kłamał i oszukiwał. Jej miłość taka szczera biła z każdego słowa. Marek czytał nie zdając sobie sprawy, że nadchodzi ranek. Ocknął się dopiero, gdy usłyszał głos Violi:
-Marek, ty już w pracy?- zapytała zdziwiona.
Spojrzał na nią jakby widział ja pierwszy raz i wrócił do lektury. Viola wzruszyła ramionami i wyszła mrucząc coś pod nosem. Od kilku dni był nieswój, więc jego zachowanie nie poruszyło blondynki. Kiedy Marek dobrnął wreszcie do końca pamiętnika zastanawiał się jak ona mogła go tak kochać. Cały czas się zastanawiał: za co? Była mu tak oddana, a on odpłacił jej kłamstwami. To co z tego, że ja teraz kocha. Teraz…było za późno.
-Marek…-usłyszał głos Pauliny.
-Co się z tobą dzieje, nie wracasz na noc do domu?!Masz kłopoty?
-Ona mnie naprawdę kochała-wypowiedział swoją myśl na głos.
-Kto cię kochał, o kim mówisz?-wrzasnęła Paulina widząc, że nie ma kontaktu z Markiem.
Podniósł głowę i spojrzał na nią jak na odrażającą rzecz.
-Ona mnie naprawdę kochała-powtórzył.
-A co ja zrobiłem?- dodał po chwili i popatrzył na kobietę nieobecnym wzrokiem.
-Zabiłem tę miłość!!!-wykrzyczał.
-Czy ty zwariowałeś, o czym ty mówisz, jaka miłość zabiłeś?!-wrzeszczała Paulina.
-Jej miłość i siebie samego-powiedział już spokojniej.
Osłupiała Paulina obserwowała jak wstał, odsunął ją i wyszedł z gabinetu.